| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy

Wpisy z tagiem: ptaki

środa, 27 listopada 2013
Mały żarłoczny ptak morski

 Mewa mała ma zakodowane w nazwie swoje niewielkie, jak na mewy, rozmiary. Już w XIX wieku hrabia Konstanty Tyzenhauz określił ją jako mewę najmniejszą (i słusznie, bo ona rzeczywiście taką jest). Natomiast naukową nazwę (Larus minutus) można interpretować jako... mały żarłoczny ptak morski.

Pomimo, że mewa mała należy do skrajnie nielicznych gatunków lęgowych (20 -60 par na Polskę to naprawdę mało), to można ją stosunkowo łatwo wytropić. W czasie wędrówek tworzy nad morzem całkiem spore stada. Jest to czas gdy można ją stosunkowo szybko zobaczyć.

 Mewa mała zamieszkuje błotniste, gęsto zarośnięte zbiorniki wodne oraz bagna z oczkami czystej wody. Dość często jej sąsiadkami są śmieszki oraz rybitwy rzeczne. Przy energicznych śmieszkach, które tworzą parasole ochronne, bezpiecznie czuje się wiele gatunków ptaków.

Pierwsze "swoje" mewy małe podziwiałem w Słońsku, podczas spaceru po Betonce. Nie ukrywam, że podpowiedź będącego w pobliżu ptasiarza była mi bardzo przydatna. Ujście Warty jest jednym z bardzo nielicznych miejsc u nas, gdzie te mewy odbywają lęgi. Drugim miejscem gdzie mewy małe widziałem jest ujście Wisły. 

 Nie po raz pierwszy zauważam, że ujścia dużych rzek polskich rozpoczynających się literą "w" mają w sobie coś, co jest magiczne w spotkania z ptakami.

Mewa mała, fot. Michał Skakuj   michalskakuj.com

10:42, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 25 listopada 2013
Londzik szary

 Dzisiejszego ptaka zna każda osoba, która ma... "Ilustrowaną encyklopedię ptaków Polski". Fotografia brodzącego kwokacza w złocie jest niezwykłej urody.

Pierwsze spotkanie z tym ptakiem wzbudziło we mnie zachwyt. I lęk, że zanim dojdę do domu, to pozapominam szczegóły (tak to jest gdy atlas ptaków w domu się zostawia) i nie odgadnę co to za ptak. Ptak dziarskim "tju-tju-tju" zakomunikował wszem swoje przybycie. Jak tylko odleciał śpiesznie wróciłem do domu powtarzając w kółko "zadarty dziób, zielone nogi".

"Ptaki Polski i Europy" Johna Goodersa dały mi odpowiedź na pytanie: co to za ptak? Po tym spotkaniu moja wiedza o kwokaczu uzupełniona została szybko.

Długo zastanawiałem się na jakim przelocie był tamten kwokacz. Przeloty wiosenne trwają od marca do maja, jesienne od lipca do listopada. A myśmy spotkali się w... czerwcu.

Kwokacz uchodzi za ptaka trzymającego spory dystans do człowieka. Czytając opis z "Ptaków krajowych" Władysława Taczanowskiego trudno jest się dziwić takiemu zachowaniu: "Ze wszystkich gatunków najostrożniejszy, nigdy na otwartem miejscu człowieka na strzał nie dopuszcza, a nawet zawsze tak baczny, że nie łatwo daje się z za krzaków lub innej zasłony podchodzić."

Wiosenne przeloty kwokacza na wiosennych  przelotach widuję zazwyczaj w Ujściu Warty, na jesiennych widziałem w Ujściu Wisły. Ale to nie jest żadną rewelacją. Widzieć te ptaki w tamtych miejscach o określonym czasie to jest norma.



Kwokacz, fot. Tomasz Skorupka   www.tomaszskorupka.pl

Tagi: kwokacz ptaki
17:41, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
Wroniec

 Czarnowron, bardzo bliski krewny* znanej nam dobrze wrony siwej, nie jest zbyt łatwym gatunkiem do wytropienia. Sprawia to fakt, że jest ptakiem rzadko do Polski zalatującym. Nie ułatwi nam odnalezienia fakt, że jest bardzo podobny do znanego nam doskonale gawrona.

 Zapewne zaskoczeniem będzie tedy fakt, że ten rzadko zalatujący ptak odbywa sporadycznie w Polsce lęgi. Czarnowron zasługuje na uwagę powodu cechy niezbyt częstej u ptaków, należy do grupy gatunków monogamicznych. Gniazdo budują obydwa ptaki, a jaja wysiaduje wyłącznie samica.

Czarnowron, jak już zdążyłem powiedzieć, jest bardzo bliskim krewnym naszej wrony. Na tyle bliskim, że czasem dochodzi do mieszanych par, których pisklęta przypominają jednego, bądź drugiego, z rodziców.

*Na tyle bliski, że do niedawna uważano go z ową wroną siwą za... jeden gatunek.

Czarnowron, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl

08:59, krogulec14 , 1
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 listopada 2013
Bielaczek

 Bielaczka u siebie nad Wartą widziałem kilka razy. Nie ukrywam, że ów tracz wzbudza we mnie pozytywne uczucia. Uważam bielaczka za najbardziej elegancką kaczkę spośród naszej avifauny. Żałuję jedynie, że ten gość z  północno-wschodniej Skandynawii i północnej Rosji tak bardzo rzadko odwiedza moje strony.

Częściej mogą go zimą wypatrzyć mieszkańcy Warszawy, choć nie jest tam już tak częstym gościem jak pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski. Obecnie nurogęsie są w stolicy łatwe do zobaczenia. Bielaczka nie za każdym razem i tam da się zobaczyć.

Zazwyczaj możemy zobaczyć go na większych i głębszych jeziorach i  rzekach. Im zbiornik jest większy i położony bardziej na północ, tym większą mamy szansę go zobaczyć. Nie jest to jednak normą. W mroźniejsze zimy bielaczki wędrują bardziej na południe.

Zwykle jednak Zalew Wiślany i Zatoka Gdańska (tam powstała poniższa fotografia) są optymalne. Nie mówiąc o Zalewie Szczecińskim gdzie najczęściej bielaczki występują w największych ilościach.

Bielaczki u siebie widuję zawsze w towarzystwie gągołów. Oba gatunki tych ptaków mają podobną cechę. Samice wysiadują jaja w dziuplach drzew, bądź w skrzynkach lęgowych na drzewach umieszczonych.

Widok piskląt wyskakujących z gniazd musi być niesamowity!



Bielaczek, fot. Michał Kucharski   www.birdwatching.pl

O powstaniu powyższej fotografii jej Autor napisał tak:  "Zimowe morze, wyżowa aura; zmrożona plaża i ostre, południowe słońce przebijające się przez resztki chmur. W takiej scenerii nasz najmniejszy tracz lśnił jak biały żagiel zagubiony na oceanie. A później, nieoczekiwanie, popłynął w stronę brzegu, na którym leżałem... :-)"

08:00, krogulec14 , 1
Link Komentarze (14) »
sobota, 23 listopada 2013
Ptasie love story

Łabędziowi krzykliwemu najwyraźniej coraz bardziej się w Polsce podoba. Niegdyś był u nas tylko przelotny i zimujący, obecnie jest także, od 1978 roku, lęgowy.

Łabędź krzykliwy długo kojarzył mnie się z wielką rzadkością, toteż wszystkie łabędzie migrujące w mojej okolicy uznawałem za nieme. Stan rzeczy zmieniła rozmowa ze kolegą, który podpowiedział, że rzadko bo rzadko, ale widuje nad Wartą w okolicy Obrzycka popularne "krzykliwce". Jakiś czas po tej rozmowie i mnie dane było ujrzeć ten gatunek.

"Krzykacza" najszybciej zobaczymy w zimowym Słońsku. Rokrocznie spora ilość tych ptaków decyduje się zimować na łąkach ujścia Warty (największa koncentracja liczyła 4000 osobników!). To on był patronem roku 2011 w Rzeczpospolitej Ptasiej. Dzięki temu mam go na pamiątkowej monecie z nominałem jednego krzykasa*.

Nazwę swoją zawdzięcza swojemu pełnemu charyzmy głosowi. W porównaniu do łabędzia niemego, który  tak naprawdę niemym nie jest, nasz bohater od czasu do czasu odezwać się (głosem kojarzącym się nieco z.... trąbką) lubi. Dzięki temu kilka jego obserwacji zaliczyłem ;-)

Pewna para łabędzi krzykliwych z Malty, to dla mnie najbardziej wzruszające ptasie love story. Kilka lat temu na Malcie, jako pierwsza para gatunku, usiłowała tam założyć gniazdo. Zabrakło happy endu. Tak jak zabrakło w słynnym filmie "Love story". Happy end dla ptaków na tej okrutnej wyspie nie jest zbyt częsty. Dwa piękne łabędzie zostały bezmyślnie zabite przez myśliwego...

*Monety z jednym krzykasem przez kilka tygodni funkcjonowały w kilku słońskich sklepach na zasadzie pięciu złotych.

Łabędź krzykliwy, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl

czwartek, 21 listopada 2013
Puszczyk: miejsca dziennego spoczynku, pokarm i polowanie

Jakoś tak dyskretnie "Plamka mazurka" znalazła się na www.gazeta.pl. Cieszę się, że wybrane fragmenty o puszczyku z "Metod badań i ochrony sów" trafiły do większej ilości osób. Myślę, że dzisiejsze fragmenty okażą się nie mniej ciekawe.

"Miejsca dziennego spoczynku:

W ciągu dnia zwykle przesiaduje u wylotu dziupli, niekoniecznie lęgowej, sadowiąc się na gałęzi przy pniu, kryjąc się wśród listowia gęstych koron drzew, w gęstych świerkach, daglezjach, drzewiastych tujach czy wysokich modrzewiach. Sowy gniazdujące w budynkach chętnie okupują drzewa rosnące w pobliżu okna wlotowego do budynku, okna strychów, belki nośne i krokwie pod okapem dachu, zaś wewnątrz budynków belki przy ścianie lub nisze murów. Wieczorem po wylocie z kryjówki, przysiaduje na szczycie dachu, anteny, kominie lub innych wyniosłych punktach. Zimą i wczesną wiosną można puszczyka obserwować wygrzewającego się przy kominie".

"Pokarm:

Choć puszczyk jest bardzo plastyczny pod względem wyboru pokarmu, być może nieprzypadkowo jego zasięg geograficzny jest bardzo podobny do zasięgu myszy leśnej. Pokarm jest bardzo zróżnicowany, a w skład diety wchodzą gatunki zwierząt najbardziej dostępne w danej chwili, np. podczas sezonowej czy lokalnej obfitości: żaby, chrząszcze, krety czy szczury. Chwyta ofiary, których waga nie przekracza 1 kg, zwykle jednak o wadze 10 -50 g. Największe zanotowane ofiary to łyska, grzywacz, bażant, krogulec, królik. W diecie dominują ssaki, w naszych szerokościach geograficznych, głównie mysz leśna i nornica ruda. W górach i na pd. Europy częste w pokarmie są pilchowate z dominującą popielicą. Ptaki stanowią zazwyczaj mniej  niż 20% pokarmu, mogą jednak dominować wyjątkowo w okresach małej liczebności gryzoni (zamiany sezonowe i roczne). Są one też liczniej odławiane przez puszczyki z populacji miejskich, a frekwencja ptaków w diecie wzrasta w miarę zbliżania się do centrum miasta. Alternatywnym pokarmem w okresie niedoboru gryzoni mogą stać się też żaby i ryjówki. Nie gardzi mniejszymi gatunkami sów, jak uszatką czy włochatką, na które być może poluje nieprzypadkowo. W pokarmie stwierdza się nierzadko owady, głównie chrząszcze a nawet nietoperze, ryby, raki, pająki, dżdżownice. Pożywia się też padliną."

"Polowanie: Typowy nocny drapieżnik, chociaż szczególnie w okresie karmienia młodych polowania w dzień nie należą do rzadkości. Puszczyki leśne chwytają ofiary wyłącznie w obrębie terytorium, choć np. na większym zrębie czy polanie śródleśnej można obserwować polujące obok siebie ptaki z przylegających do nich terytoriów. Z tego zapewne powodu terytoria w lasach o większej liczbie otwartych przestrzeni są mniejsze (większe zagęszczenia). Ptaki z populacji miejskich polują w różnych typach mozaikowego krajobrazu, z tendencją do polowania w obrębie przestrzeni otwartej. Poluje z zasiadki i z lotu patrolowego. Pierwszą z metod preferuje w zwartych lasach, chętnie wykorzystując w tym celu śródleśne polany lub poręby. Druga z nich dominuje na rozległych przestrzeniach otwartych, gdzie przemieszcza się wolno, lecąc 2 -3 m nad ziemią. Po zlokalizowaniu ofiary spada na nią niespodziewanie. Obserwowano też puszczyki poszukujące ptaków (piskląt?) w koronach drzew, aktywnie ścigające zdobycz na piechotę oraz rozgrzebujące ziemię."

Autorzy opracowania z którego pochodzą fragmenty: Bożena Gramsz, Robert Kościów i Grzegorz Żegliński; red. Romuald Mikusek.


Puszczyk, fot. Jacek Zięba;   www.obrazynatury.pl

17:10, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
Osożer

 Natura jednak mądra jest, jak nikt dba o swoje dzieci. Weźmy takiego gadożera. Miałby ptak problem z wyprowadzeniem większej ilości piskląt, więc natura sprawiła, że samica tego gatunku składa tylko 1 jajo. Podobnie postąpiła w przypadku trzmielojada. Choć tu była nieco hojniejsza i obdarowała parę dwoma jajami. Nie samymi osami i innymi żądłówkami, jednak trzmielojad swoje pisklęta karmi. Czasem do gniazda przenosi całe plastry z czerwiami. Nieraz droga przenoszenia do gniazda pokarmu wynosi nawet 3,5 kilometra.

  Poza wspomnianymi osami raczy się chętnie szerszeniami, trzmielami oraz innymi owadami, czasami drobnymi kręgowcami. Gniazda żądłówek ziemnych rozkopuje dziobem i pazurami, do swego gniazda przenosi całe plastry z czerwiami. Pokarmu poszukuje chodząc po ziemi.

 Trzmielojad, do niedawna pszczołojad, dzięki apetytowi na żądłówki, zawsze miał ciekawe miana. Były to m.in. sokół osożer, sokół trzmielojad, sokół pszczołojad i sokół trzmielojad. Warto zauważyć, że ów apetyt jest dość osobliwy. Niezbyt często się zdarza aby ptak o wadze około 750 gram "polował" na tak drobne ofiary.

 Do tej pory nie dane było mi widzieć lotów tokowych trzmielojadów. W czasie ich samiec głośno klaszcze skrzydłami, uderzając o siebie ich górną powierzchnią.

 Trzmielojad z naszych ptaków szponiastych odbywa najdłuższe wędrówki sezonowe. Nie są lekkie te jego podróże. Tysiące tych pięknych ptaków ginie na przelotach w basenie Morza Śródziemnego. Płaci, tak jak wiele innych gatunków ptaków, wkładających tak wielki wysiłek w przeloty, haracz za brak serca i prymitywną głupotę myśliwych. Nie dla jedzenia ludzie ci ptaki te zabijają...


Trzmielojad, fot. Stanisław Bodak   bodak.manifo.com

PS. Komu ptak ten się spodobał, to zapraszam na "Trzmielojada" autorstwa Stanisława Bodaka. Zapraszam bo warto. Szczególnie polecam zdjęcia z trzmielojadem na... kolejowych torach!

09:44, krogulec14 , 1
Link Komentarze (3) »
środa, 20 listopada 2013
Krzyczek

 Rybitwa czarna jest drugą z rybitw, która miała, bądź ma (w nazwie naukowej Chlidonias niger, co nam da czarną jaskółkę) miano jaskółki. Inne stare nazwy tego ptaka to: czarna morska jaskółka, rybitwa czarna, rybołówka czarna i rybołówka krzyczek.

Nawiązanie do jaskółki ma swój sens. Pierwsze moje skojarzenie, gdy widziałem ją po raz pierwszy w Szamotułach lecącą dość nisko nad Samą też wiązało się z jaskółką. Była to jedyna moja obserwacja rybitwy czarnej nad zabagnioną doliną Samy w Szamotułach. Widać ptak musiał być w trakcie przelotów. Częstsze spotkania z tym gatunkiem mam, podobnie jak z innymi, w Słońsku.

Z nazw jakie wymieniłem na początku najbardziej podoba się mnie rybołówka krzyczek. Ma ta nazwa w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego uzasadnienie:

"Ze wszystkich gatunków krajowych najnatarczywsze są przy gniazdach; gdy się człowiek pokaże w blizkości, zlatują się ze wszystkich stron i póty krzycząc nieodstępnie nabijają, póki się nie oddali. Z pomiędzy także wszystkich gatunków najzapalczywiej się kręcą nad zastrzelonymi towarzyszami."

Rybitwa czarna jest bardzo widowiskowa na polowaniu. Zdobycz chwyta w locie, bądź też rzuca się z powietrza na wodę i zanurza całym ciałem pod powierzchnią. Jej łupem padają zwykle owady, robaki i kijanki oraz małe rybki i żaby.

Rybitwa czarna, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

14:11, krogulec14 , 1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 listopada 2013
Mrówkojad na miarę naszych potrzeb

  Jeśli uważniej przyjrzymy się poszczególnym gatunkom ptaków, to niemal w każdym dopatrzymy się czegoś oryginalnego. Dzisiejszy ptak na miano oryginała zasługuje z wielu powodów. Zobaczcie sami.

 Krętogłów jest jedynym dzięciołem, który na zimę migruje do Afryki. Jako, że nie wykuwa samodzielnie dziupli, a późno wraca z zimowisk (dopiero w kwietniu, gdy większość dziupli i skrzynek lęgowych jest już zajęta) to dość często musi staczać o nie walki. Niekiedy eksmituje poprzednich lokatorów, wyrzucając z dziupli ich gniazdo i jaja. Krętogłowom droga do ptasiego nieba zapewne jest mocno pokręcona.

 O tym dlaczego posiada taką nazwę w swoich "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski pisał:

"Napastowany w gnieździe dosyć mocno syczy. Wzięty zaś w rękę szczególny ma zwyczaj wyciągania szyi i wykręcania głową na wszystkie strony, co zwykle kończy się stanem zupełnej nieruchomości, i niejednego tym sposobem oszuka; od zwyczaju tego pochodzą jego nazwiska w różnych językach."

 Jako, że cechuje go spory apetyt na mrówki, może uchodzić za zbawcę pośród tych ogrodników, którzy z pewnych powodów mrówek nie lubią. Kto jak kto, ale krętogłów na miano mrówkojada na miarę naszych potrzeb w pełni zasługuje.

 Krętogłów mało rzuca się w oczy, więc niestety rzadko go widuję. Wszystkie spotkania były przypadkowe, w tym jedno, a jakże, w ogrodzie i uważam je za łaskę z jego strony.

Krętogłów, fot. Jacek Poddobiński   www.birdwatching.pl

10:39, krogulec14 , 1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 listopada 2013
Zjeść... V symfonię

Ortolan był czarodziejem. Stworzony przez niego eliksir zapobiegał starzeniu się...

Nie pamiętam już kiedy ostatni raz widziałem ortolana, ptaka którego nazwę naukową (Emberiza hortulana) można tłumaczyć jako ogrodowy trznadel. Jak łatwo można się domyślić, ogród nie jest zbyt dobrym miejscem dla naszego ptaka. Szybciej znajdzie miejsce w luźnych zakrzaczeniach wśród pól czy łąk.

Tajemnicą pana poliszynela jest, że to od ortolana motyw zapożyczył sam Ludwig van Beethoven! Jego znakomita V symfonia zaczyna się... właśnie śpiewem tego ptaka. Ortolana tu-tu-tu-tuuuu zamieniło się nagle w dzieło wszechczasów, które zna wielu ludzi.

Nie zapomnę zbyt szybko pewnego wykładu. Usłyszałem na nim, że za odpowiednim napiwkiem we francuskiej restauracji otrzymamy ortolana odpowiednio przyprawionego do konsumpcji. O tym, że podobny proceder kwitnie we Włoszech w "Ptakach Polski" pisze doktor Kruszewicz.

O tym paskudnym traktowaniu ortolana w "lepszej" Europie pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski":

"Pod jesień orolan tak się mocno spasa, iż często dochodzi do nadzwyczajnych rozmiarów i staje się wówczas bardzo poszukiwanym i wysoce cenionym przysmakiem w krajach Europy południowej, gdzie się specyjalnie jego łowieniem zajmują."

Przyznam, że dla mnie to jednak jest profanacja, tego co w Europie najwznioślejsze i najpiękniejsze.

Ortolan, fot. Tomasz Skorupka;   www.tomaszskorupka.pl

Tagi: ortolan ptaki
17:38, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »