| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Moje archiwum 2014 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy

Wpisy z tagiem: ptaki

wtorek, 03 grudnia 2013
Fiku maku i po łęczaku

Łęczak jest bliski zniknięcia z listy gatunków lęgowych w Polsce. Jego lęgi u nas stają się już niestety efemeryczne. Zamiast przy gnieździe, co etyczne na pewno nie jest, szybciej go zobaczymy na przelotach wiosennych (kwietniu - maj), oraz jesiennych (lipiec - październik).

Po szlacharze, błotniaku zbożowym, dropiu, biegusie zmiennym, batalionie, kulonie, dzierzbie czarnoczelnej i dzierzbie rudogłowej ubył nam kolejny ptak, który w Polsce nie wyprowadza już lęgów. Żeby było jaśniej, to dodam, że taki stan rzeczy nastąpił nam od 1983 roku. Lista wszystkich ptaków, których lęgi należą u nas do historii, jest znacznie dłuższa.

"Na czas lęgowy osiedla się w większych ilościach na rozległych błotach i bagnach, a mianowicie w okolicy błotnistej Lubelskiego i Podlasia, w mniejszej liczbie w Płockiem, nad kanałem Augustowskim, równie jak nad jeziorami okolicznymi prócz tego w parach pojedyńczych po wielu bagienkach polnych i leśnych innych okolic kraju. Trzyma się głównie w czasie lęgowym grzęzkich, spławiastych i kępiastych błót, obrzednią i niebujną trawą zarastających, szczególniej przy rozlanych brzegach jezior, bagien i rowów."

Jak wynika z opisu gatunku w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego łęczak, wówczas brodziec leśny, jeśli nie należał do średnio licznych, to bynajmniej do rzadkim nie był. Obecnie, choć już nielęgowy, nie jest zbyt trudny do zobaczenia. Jest najczęściej spotykanym na terenie całego kraju brodźcem. O ile poziom wody na to pozwala widuję go regularnie na Zlotach Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej w Słońsku.

 Rodzice piskląt łęczaków są bardzo ciekawi. W obronie młodych początkowo są agresywni, ale... Najpierw, po kilku dniach po wykluciu się piskląt, opuszcza je samica. Pani łęczakowa już w połowie czerwca robi sobie urlop od rodziny i... powoli udaje się na zimowiska! Samiec, po następnych kilku dniach, najwyraźniej niepogodzony z takim stanem rzeczy, robi to samo co jego, była już, wybranka!

Pisklęta, jakkolwiek mają rodziców, zostają kompletnymi sierotami. Zaradnymi sierotami. Czeka je daleka wyprawa na zimowiska, która może wynieść nawet kilkanaście tysięcy kilometrów. Młode łęczaki sprawnie sobie w wędrówce poradzą.

A w kolejce do zniknięcia z listy gatunków lęgowych Polsce, razem z naszym łęczakiem, czekają: świstun, rożeniec, podgorzałka, orlik grubodzioby, orzełek (jeśli rzeczywiście jeszcze odbywa u nas lęgi), cietrzew, głuszec, bekasik, dubelt, uszatka błotna, kraska, pomurnik, czy nagórnik.

Na szczęście przyroda nie znosi próżni i w miejsce ptaków które zniknęły wchodzą inne. Czego przykładem może być na przykład puszczyk mszarny.

Łęczak, fot. Mateusz Piesiak   mateuszpiesiak.pl

16:00, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
Zajęcza stopa

"Czas pobytu w naszych stronach przepędza wśród pól nawożonych i łąk, gdzie ma obfitość myszy i polników, prawie wyłącznie jego pożywienie w tej porze stanowiących (...) Nieznający się na gatunkach i nieumiejący ściśle obserwować, nie mogą dać wiary, aby ptak tak okazały nie miał mordować zajęcy i większych ptaków, lecz bardzo łatwo można się przekonać na zimowych polowaniach, jak nie zwraca uwagi na zające obok niego przechodzące i jak obojętnie zachowuje się wobec stada kuropatw w blizkości na śniegu siedzącego.

 Pomimo wrodzonego lenistwa i ociężałości zawsze jest ostrożny i bojaźliwy, rzadko człowieka na pewny strzał dopuszcza, lecz zawczasu ustępuje mu z drogi..."

Myszołów włochaty, bo o nim mówi powyższy cytat z "Ptaków krajowych" Władysława Taczanowskiego, jest nieco większą i silniejszą "wersją" pospolitego u nas myszołowa. Czasami bywa podejrzewany o ataki na większe zwierzęta. Jednak nie łudźmy my się. Nawet jak zobaczymy myszołowa włochatego raczącego się zającem, to możemy być pewni, ze go nie upolował ale znalazł martwego.

A jeśli chodzi jeszcze o tego zająca, to rzeczywiście nasz włochaty przybysz z północy ma coś z nim wspólnego. Jego naukową nazwę Buteo lagopus możemy interpretować jako myszołów o zajęczych stopach. Inne, dawne nazwy jakie ptak zawdzięczał opierzonym ("włochatym") skokom to: kobuz włochaty, kosmacz i puszcz.



Myszołów włochaty, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl

poniedziałek, 02 grudnia 2013
Puszczyk: gniazdo i lęg

 Jeszcze trzy tygodnie i jesień puszczyka na "Plamce mazurka" dobiegnie końca. Póki co pragnę Wam zaprezentować sporą garść informacji dotyczących gniazda i lęgów puszczyka. A także wędrówki i rozprzestrzenianie się młodych puszczyków. Materiał pochodzi z "Metod badań i ochrony sów".

"Puszczyk gnieździ się raz w roku. Wyjątkowo może lęg powtarzać.

 Na około miesiąc przed złożeniem jaj samiec rozpoczyna rytualne karmienie samicy. Ptaki często nawołują. Zaloty z czasem koncentrują się bliżej miejsca lęgu.

 Gniazduje w obszernych dziuplach na różnych wysokościach, wyjątkowo nawet powyżej 15 m. Puszczyki lęgną się również w szczelinach skalnych, zabudowaniach i starych gniazdach ptaków (np. sroki, myszołowa), ambonach, wyjątkowo nawet na ziemi i w króliczych norach. Chętnie zajmują odpowiednie budki lęgowe i głębokie kosze.

 Jaja 48 na 39 mm (45,5 -50 na 36,5 -41 mm), z lekkim połyskiem, waga 38 g. 2 -4 (1 -6) jaj składa w odstępach 2 -3-dniowych, od końca lutego do końca marca (szczyt w połowie marca), wyjątkowo od stycznia (w miastach) do maja (być może powtarzane lęgi po stracie), co zależy od dostępności pokarmu i warunków pogodowych. Wysiaduje 28 -30 dni, od pierwszego bądź drugiego jaja.

 Młode wykluwają się w ostępach 2 -3 dniowych. Po wykluciu ich waga wynosi około 35 g, kiedy osiągają lotność ważą 10 razy więcej. Większość lęgów składa się z 2 -3 piskląt, które pozostają w gnieździe około 25 -30 dni. Do 8 dnia życia są ślepe, zaś w 12 dniu przebijają się lotki. Do tego czasu samica ogrzewa je w gnieździe, po tym czasie zaczyna polować razem z samcem. Jeśli pokarmu jest mało, najmłodsze pisklęta mogą zostać zabite przez starsze rodzeństwo. Młode puszczyki opuszczają gniazdo jeszcze przed osiągnięciem zdolności do lotu. W razie niekorzystnych warunków pogodowych mogą do gniazda wracać. Przez pierwsze 2 -3 tygodnie trzymają się razem w pobliżu dziupli i często przysiadują często przytulone do siebie. Głośno żebrzą o pokarm zaraz po zapadnięciu zmroku, nawołując z częstotliwością 12 -15 razy na minutę. W sumie przez 2,5 do 3 miesięcy po wylocie pozostają pod ścisłą opieką rodziców, w obrębie ich terytoriów. W ciągu pierwszego miesiąca nie przemieszczają się dalej jak 150 m od gniazda. W wieku 7 -8 tygodni już nie grupują się. W dzień usadawiają się wysoko w koronach drzew liściastych przy pniu, w nocy zaś schodzą niżej siadając na odkrytych gałęziach. We wrześniu, najpóźniej w październiku, dorosłe ostatecznie przepędzają potomstwo ze swojego terytorium."

Puszczyki, fot, Robert Denst;   www.birdwatching.pl

 "Wędrówki i dyspersja

 Puszczyk jest gatunkiem ściśle osiadłym. Poszczególne ptaki zajmują te same terytoria przez całe życie (przeważnie 5 -7 lat, niekiedy do 12 -16 lat). Ciekawe jest, że granice  tego samego terytorium pozostają bardzo podobne przez lata okupowania go przez kolejne generacje puszczyków. Przez około 3 miesiące po opuszczeniu gniazda pisklęta pozostają pod opieką rodziców; rodzina przemieszcza się w ciągu nocy średnio 30 m, nie przekraczając granic terytorium. Po tym czasie młode w większości migrują na odległość do 10 km (-70%) i generalnie nie przekraczają dystansu 30 km (-90%), a bardzo rzadko 100 km (-2%). Maksymalna odległość, jaką przebył ptak od miejsca zaobrączkowania wyniosła 745 km."

Autorzy opracowania z którego pochodzą fragmenty: Bożena Gramsz, Robert Kościów i Grzegorz Żegliński; red. Romuald Mikusek

12:07, krogulec14 , 1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 grudnia 2013
Rodzinka

 Jak te jedenaście miesięcy szybko pomknęło. Ale czy mogło być inaczej gdy co miesiąc towarzyszyło mi inne (czytaj piękne) zdjęcie Marcina Lenarta? Pewnie nie mogło.

 Kuropatwa długo będzie kojarzyła mnie się z Perdiksem. I Dedalem, zazdrosnym nieudacznikiem, który nie potrafił uznać wyższości nad sobą swojego siostrzeńca. Jako, że niedawno w "Perdiksie" historię omówiłem, to teraz jedynie nieco przypomnę:

Perdiks, siostrzeniec Dedala, dorównywał wujowi w tworzeniu wynalazków. Byli nawet tacy co uważali, że nawet go przewyższa. Piła do cięcia drewna, kompas czy koło garncarskie to zaledwie jedne z wielu wynalazków młodego geniusza. Dedal dał się ponieść zawiści i zrzucił syna swojej siostry z wysokiej skały. Tylko dzięki Atenie Perdiks nie przypłacił tego życiem. Zamieniony został przez nią w kuropatwę, w jej skórze dane było mu wieść dalsze życie.

Jak wiadomo greckie wyrocznie i bogowie takich wzorców nie popierali i na Dedala czekała zasłużona kara. Choć swoją drogą to dlaczego my o Dedalu i Ikarze pamiętamy, a o nieszczęsnym Perdiksie zapomnieliśmy?

Mam nadzieję, że Autor "Rodzinki" nie będzie taki i co jakiś czas pozwoli nam swoje zdjęcie na "Plamce mazurka" podziwiać.

Kuropatwy, fot. Marcin Lenart   www.birdwatching.pl

10:21, krogulec14 , 1
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 listopada 2013
Dziupnik

 Ze starych nazw siniaka najbardziej mnie się podoba (jest też najtrafniejszą) "dziupnik". Inne jego, pełne uroku, stare nazwy to gołąb, gołąb dziki - siwy, czy gołąb polny.

Miano dziupnika zapewne otrzymał stąd, że żyje w symbiozie z dzięciołem czarnym, którego opuszczone dziuple nadzwyczaj chętnie zajmuje. Dość często występowanie siniaka uzależnione bywa od występowania tego dzięcioła, choć tu i ówdzie gołąb ten zajmuje też zawieszone dla niego skrzynki lęgowe. 

Jednym z najoryginalniejszych miejsc lęgu siniaka musiało być gniazdo wybudowane w podstawie gniazda... jastrzębia! Osobom nie znającym "dowcipu sytuacji" przypomnę, że jastrząb czasem bywa nazywany gołębiarzem. Nie z racji sympatii ile z wielkiego apetytu na te ptaki. O tym gnieździe, jak też innych osobliwych, przeczytamy w "Ptakach Polski" Andrzeja Kruszewicza.

Starodrzewia bukowego, dębowego i sosnowego w mojej okolicy nie brakuje. Dzięcioł czarny ma swoje odpowiednio duże drzewa, toteż od czasu do czasu widuję też i siniaka. Cieszy mnie to bardzo, gdyż uchodzi on za gatunek nieliczny (miejscami nawet za bardzo nieliczny) a na dodatek tego prowadzi skryty tryb życia.

Z tą liczebnością drzewiej lepiej bywało. Władysław Taczanowski w "Ptakach krajowych" wspominał: "U nas pospolitszy od grzywacza, chociaż wybredniejszy  w wyborze miejsca."



Siniak, fot Tomasz Skorupka   www.tomaszskorupka.pl

Tagi: ptaki siniak
18:19, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
Sowa na dachu kwili

 Joanne Kathleen Rowling w "Harrym Potterze" z pomysłem sowy jako posłańca człowieka się spóźniła. Wyprzedzili ją o kilka tysięcy lat Grecy. Atena, poza tym, że pójdźka (Athene noctua - czyli nocna Atena) była była atrybutem, była znacznie w czarach bieglejszą od Harego osobistością. Nie powinno pewnie nikogo dziwić, że za czasów Ateny pójdźkę uznawano za najmądrzejszego ptaka. Wszak ona, podobnie jak i jej pani, uchodziła za symbol mądrości. Mały odprysk tego pozostał nam w postaci powiedzenia "sowa mądra głowa".

Łatwo można się domyślić, że sowa ta korzystając z sympatii dawnych Greków (któż by chciał zadrzeć z Ateną?) miała niepisany status ptaka chronionego. Na tyle skuteczny, że gniazda jej w szczelinach murów Akropolu nie były niczym szczególnie wyjątkowym.

Taki stan rzeczy utrzymywał się przez wieli, ale... wiecznym nie był. Wraz z nastaniem średniowiecza radykalnie zmieniono nastawienie do naszej pójdźki. Coś co było symbolem mądrości stało się nagle symbolem szatana. Zaprzestano dostrzegać, że sowa ta jest sprzymierzeńcem człowieka (podobno 85 procent jej pokarmu to gryzonie).

Ktoś bystry nagle zauważył, że młode sowy zanim wylecą z gniazda wydziobują swojej matce oczy. Inny mądry spostrzegł, że jak sowa na dachu kwili umrzeć komuś po chwili. Szczytem absurdu wobec pójdźki stało się tłumaczenie jej głosu: "pójdź, pójdź w dołek pod kościołem". Trwożliwy naród, aby temu zapobiec, przystąpił ochoczo do zabijania sprawcy śmierci.

"Z wiosny wabią się wieczorami głosem krótkim po kilkadziesiąt razy w krótkich przerwach powtarzanym wyraz pójdź dobrze naśladującym. To stało się powodem do gminnego przesądu o wywoływaniu dusz, to jest przepowiedni śmierci: w obecnych nawet czasach niejeden się przerazi gdy usłyszy pójdźkę na mieszkaniu swojem wołającą TYZENAHAUZ zastosował nazwisko z głosu tego wzięte do gatunku poprzedzającego, lecz właściwie się ono temu gatunkowi należy, tem więcej, że ją pospólstwo pójdźką, lub pućką nazywa." - Można by przypuszczać, że po ponad 130 latach sytuacja pójdźki diametralnie się zmieniła. Jak się okazuje nie do końca. Wizyta Marcina Łukawskiego w wiosce położonej 30 minut od rogatek Warszawy może załamać. Sceptykom pragnę powiedzieć, że poniższy fragment tekstu Marcina Łukawskiego jest... wersją light!

"Bo wie pan! Te małe łachudry przynoszą śmierć do wsi! Jak ktoś zobaczy tego ptaka to już wiadomo, że zaraz będziemy grzebać kogoś w ziemi!" Nogi mi się ugięły! Chciałem przerwać tą wypowiedź, ale facio tak się rozkręcił, że nie dał mi dojść do słowa, mówił dalej: "w zeszłym roku, Jadźka - dwa domy dalej, płakała bo zobaczyła tego ptaka i następnego dnia jej siostra umarła! Poszliśmy ze szwagrem do sadu i wyrąbaliśmy wszystkie drzewa z "dziurami", w jednym akurat były młode, więc powiesiliśmy je na drutach przy drodze, żeby ludzie przestali się już bać! I to pomogło... nikt do końca roku we wsi nie umarł!"

Pójdźka i bez tego ma wiele problemów. Zanikają jej miejsca łowieckie, lęgowe. Nie ułatwia jej bytu coraz większa liczba kun i zdziczałych kotów. Sporo tych sówek ginie pod kołami pojazdów oraz w mroźne i śnieżne zimy. Nic zatem dziwnego, że populacja jej coraz bardziej zanika.

Zatem jeśli kiedyś na naszym dachu sowa zakwili, to nie bójmy się. Powiem więcej: cieszmy się. Bo nie wiadomo czy jeszcze kiedyś ponownie to zrobi.



Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.pl

11:18, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 listopada 2013
Kochający walkę

 Wczorajszą najmniejszą mewę zastąpię dziś największym biegusem jakim jest, znany nam zapewne z przyrodniczych filmów, batalion.

 Batalion najszybciej będzie się nam kojarzył z widowiskowymi tokami. Na łąkach bądź pastwiskach, w całkowitym milczeniu, grupa samców toczy bezkrwawe walki o swoje samice. Co jakiś czas ptaki podrywają się do lotu, po czym znowu zbierają się w jednym miejscu do dalszych godów. Niesamowitości tego misterium dodają kryzy (barwne "kołnierze" wokół szyj ptaków) samców. Ciekawostką tutaj jest fakt, że znacznie większe wzięcie wśród samic mają "bruneci", czyli samce z ciemnymi kryzami.

 O tym, że batalion walkę" ma niemal we krwi mówią też stare nazwy. Biegus bojownik, biegus kłótnik, biegu zmienny czyli batalion, bojownik batalion - te nazwy wyraźnie mówią o niecodziennym "hobby" tego ptaka.

O występowaniu batalionów w Polsce w XIX wieku w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski pisał tak""U nas pospolity na wszystkich większych błotach, a na przelotach trafia się w całym kraju. Gnieździ się najobficiej w Lubelskiem, na rozległych błotach między Wieprzem i Bugiem, w stykających się częściach powiatów Lubelskiego, Radzyńskiego i Krasnostawskiego, i sąsiednich Podlasia, około Biały i Brześcia; równie prawie obfity nad kanałem Augustowskim, na łąkach biebrzańskich i okolicach Tykocina, (...) w Płockiem na Gutosze i Pulwach, z lewej zaś strony Wisły na błotach pod Łowiczem i Łęczycą." Ostatni lęg bataliona w Polsce miał miejsce kilka lat temu. Na naszych oczach zniknął, spośród gatunków lęgowych, ptak legenda, którego zamiłowanie do walki zachowane jest w wielu językach gdzie on występuje. Uważam, że jest to przykre, że dla niego zabrakło miejsca.

Obecnie u nas batalion widywany jest jedynie na przelotach. I na logo Biebrzańskiego Parku Narodowego...



Batalion, fot. Tomasz Skorupka   www.tomaszskorupka.pl

12:12, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
środa, 27 listopada 2013
Mały żarłoczny ptak morski

 Mewa mała ma zakodowane w nazwie swoje niewielkie, jak na mewy, rozmiary. Już w XIX wieku hrabia Konstanty Tyzenhauz określił ją jako mewę najmniejszą (i słusznie, bo ona rzeczywiście taką jest). Natomiast naukową nazwę (Larus minutus) można interpretować jako... mały żarłoczny ptak morski.

Pomimo, że mewa mała należy do skrajnie nielicznych gatunków lęgowych (20 -60 par na Polskę to naprawdę mało), to można ją stosunkowo łatwo wytropić. W czasie wędrówek tworzy nad morzem całkiem spore stada. Jest to czas gdy można ją stosunkowo szybko zobaczyć.

 Mewa mała zamieszkuje błotniste, gęsto zarośnięte zbiorniki wodne oraz bagna z oczkami czystej wody. Dość często jej sąsiadkami są śmieszki oraz rybitwy rzeczne. Przy energicznych śmieszkach, które tworzą parasole ochronne, bezpiecznie czuje się wiele gatunków ptaków.

Pierwsze "swoje" mewy małe podziwiałem w Słońsku, podczas spaceru po Betonce. Nie ukrywam, że podpowiedź będącego w pobliżu ptasiarza była mi bardzo przydatna. Ujście Warty jest jednym z bardzo nielicznych miejsc u nas, gdzie te mewy odbywają lęgi. Drugim miejscem gdzie mewy małe widziałem jest ujście Wisły. 

 Nie po raz pierwszy zauważam, że ujścia dużych rzek polskich rozpoczynających się literą "w" mają w sobie coś, co jest magiczne w spotkania z ptakami.

Mewa mała, fot. Michał Skakuj   michalskakuj.com

10:42, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 25 listopada 2013
Londzik szary

 Dzisiejszego ptaka zna każda osoba, która ma... "Ilustrowaną encyklopedię ptaków Polski". Fotografia brodzącego kwokacza w złocie jest niezwykłej urody.

Pierwsze spotkanie z tym ptakiem wzbudziło we mnie zachwyt. I lęk, że zanim dojdę do domu, to pozapominam szczegóły (tak to jest gdy atlas ptaków w domu się zostawia) i nie odgadnę co to za ptak. Ptak dziarskim "tju-tju-tju" zakomunikował wszem swoje przybycie. Jak tylko odleciał śpiesznie wróciłem do domu powtarzając w kółko "zadarty dziób, zielone nogi".

"Ptaki Polski i Europy" Johna Goodersa dały mi odpowiedź na pytanie: co to za ptak? Po tym spotkaniu moja wiedza o kwokaczu uzupełniona została szybko.

Długo zastanawiałem się na jakim przelocie był tamten kwokacz. Przeloty wiosenne trwają od marca do maja, jesienne od lipca do listopada. A myśmy spotkali się w... czerwcu.

Kwokacz uchodzi za ptaka trzymającego spory dystans do człowieka. Czytając opis z "Ptaków krajowych" Władysława Taczanowskiego trudno jest się dziwić takiemu zachowaniu: "Ze wszystkich gatunków najostrożniejszy, nigdy na otwartem miejscu człowieka na strzał nie dopuszcza, a nawet zawsze tak baczny, że nie łatwo daje się z za krzaków lub innej zasłony podchodzić."

Wiosenne przeloty kwokacza na wiosennych  przelotach widuję zazwyczaj w Ujściu Warty, na jesiennych widziałem w Ujściu Wisły. Ale to nie jest żadną rewelacją. Widzieć te ptaki w tamtych miejscach o określonym czasie to jest norma.



Kwokacz, fot. Tomasz Skorupka   www.tomaszskorupka.pl

Tagi: kwokacz ptaki
17:41, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
Wroniec

 Czarnowron, bardzo bliski krewny* znanej nam dobrze wrony siwej, nie jest zbyt łatwym gatunkiem do wytropienia. Sprawia to fakt, że jest ptakiem rzadko do Polski zalatującym. Nie ułatwi nam odnalezienia fakt, że jest bardzo podobny do znanego nam doskonale gawrona.

 Zapewne zaskoczeniem będzie tedy fakt, że ten rzadko zalatujący ptak odbywa sporadycznie w Polsce lęgi. Czarnowron zasługuje na uwagę powodu cechy niezbyt częstej u ptaków, należy do grupy gatunków monogamicznych. Gniazdo budują obydwa ptaki, a jaja wysiaduje wyłącznie samica.

Czarnowron, jak już zdążyłem powiedzieć, jest bardzo bliskim krewnym naszej wrony. Na tyle bliskim, że czasem dochodzi do mieszanych par, których pisklęta przypominają jednego, bądź drugiego, z rodziców.

*Na tyle bliski, że do niedawna uważano go z ową wroną siwą za... jeden gatunek.

Czarnowron, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl

08:59, krogulec14 , 1
Link Komentarze (6) »