| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Moje archiwum 2014 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy

Wpisy z tagiem: ptaki

wtorek, 25 lutego 2014
Znajdź bąka!

O bąku napisałem na "Plamce mazurka" sporo. Tyle, że sądziłem iż jest to temat prawie zamknięty. Jednak jedno, jakże bardzo ciekawe, zdjęcie Dimy Yakubovicha spowodowało, że temat bąka wrócił.

Bezczelnie się przyznam, że odszukanie tego ptaka zajęło mi znacznie więcej czasu niż dla Piórko. Żona, na moje pytanie - dlaczego tak szybko? - odpowiedziała z uśmiechem - wiedziałam kogo szukać.

Zdjęcie Dimy bardzo mocno skojarzyło mnie się z pewnym fragmentem z "Ptaków Polski" doktora Kruszewicza:

"Kiedy pokazywałem ludziom bąka stojącego słupka pół metra od siatki woliery, wprawiałem ich w osłupienie. W celu zwrócenia uwagi zwiedzających na tego niezwykłego ptaka powiesiliśmy nawet dodatkową tabliczkę o treści "Wpuściliśmy tutaj bąka. Znajdź go." Tabliczka została skradziona już pierwszego dnia."


Ile czasu zajęło Wam odnalezienie ptaka? 5 sekund? 5 minut? 5 go? Zresztą, nie czas tu najważniejszy. Myślę, że każda osoba przyzna iż odnaleźć bąka, na tym ciekawym zdjęciu, łatwo jednak nie jest.

Fotografia: Dmitry Yakubovich   dmitryyakubovich.com

Tagi: bąk ptaki
10:29, krogulec14 , 1
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 24 lutego 2014
Puszczyk w Rzykach Jagódkach

 Dzisiejszy post powstał w bardzo prosty dla mnie sposób. Otóż Jan Zieliński wrzucił w grupie Plamka mazurka kilka zdjęć puszczyka. Sesja spodobała mnie się, więc poprosiłem Jana o kilka słów komentarza do nich i mamy w ten sposób bardzo ciekawą foto-historię:

Pierwsze spotkanie, 29 stycznia z puszczykiem w piwnicy. Wpadł przez 12 metrowy komin do kominka.

Nie wiedziałem jak długo siedział w tej piwnicy, bo mnie nie było tam dwa tygodnie, ale widać, że się zawstydził swoim wtargnięciem.

Trochę się bał, ale próbowałem mu dać coś do jedzenia - próba karmienia zakończyła się jednak niepowodzeniem.

Pokazał mi tylko czerwone oczy i uciekł do lasu. Takie było pierwsze spotkanie.

Puszczyk, prawdopodobnie ten sam, znowu wpadł 23 lutego (2014*) przez komin.

Tym razem zaraz go zauważyłem i przygotowałem aparat. On też wydawał się spokojniejszy niż ostatnio i...


...dał sobie zrobić portret.

Długo jednak nie wytrzymał...

... i pokazał się tyłem.

Siadł na wadze, może chciał pokazać jaka ma masę, tuż przed odlotem i powiedzieć - zmykaj, zrób miejsce!

... i poleciał.

Tu już szczęśliwy na wolności.

14:04, krogulec14 , 1
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 lutego 2014
Płytonos korsuń

 Zanim skreślę kilka słów o tej kaczce mam dwa pytania. Pierwsze, które Wam zadam, brzmi: czy słyszeliście kiedykolwiek o ptaku z... nosem?! Drugie pytanie, które proponuję abyście zadali znajomym myśliwym, wygląda tak: czy płaskonos jest ptakiem chronionym?

Płaskonosa w swojej okolicy, choć przemierzyłem wiele kilometrów, nie widziałem nigdy. Nawet w czasie przelotów, nie mówiąc już o ptakach lęgowych. Pierwsze i jedyne moje obserwacji tej kaczki pochodzą, tu zapewne uśmiechną się mieszkańcy Warszawy, ze Słońska.

Fajny jest sposób żerowania płaskodzioba. Kaczka ta zadziera kuper do góry, a zanurzonym dziobem wyszukuje pokarm, zwykle przy dnie płytkiego zbiornika. Kiedy ma pełny (specjalnie przystosowany do odcedzania planktonu) dziób (ów "nos") opuszcza kuper, wynurza dziób i odcedza z niego wodę od pokarmu.

Kilka ciekawostek o płaskonosie znajdziemy w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego. Stamtąd też pochodzi dzisiejszy tytuł, który zapisał ksiądz Waga.

"Obyczaje i sposób życia bardzo podobne do kaczek właściwych; niezbyt ostrożny, często się kupi w stada z cyrankami. Lot równie szybki jak cyranek., tak że lecąc z niemi w jednych stadach równocześnie podąża i zawsze prawie trzyma się na czele stada; równie prawie lekko jak cyranki z wody się podnosi. Gnieździ się w trawach, w miejscach mniej więcej suchych, zawsze przy zaroślach, niekiedy pod krzakiem. Jaj niesie 7 -14.

Mięso ich prawie równie smaczne jak cyranek."

A propos sugestii zapytania myśliwego. Ja swego czasu takiego osobnika zapytałem: jak to jest z płaskonosem, łowny jest czy chroniony? Chłop na mnie popatrzył, poudawał, że myśli i odpowiedział:

- A wiesz, że nie wiem. Będę musiał sprawdzić.

Po cichu wyraziłem pobożną nadzieję, że na polowaneczku najpierw sprawdza czy obiekt do którego chce strzelać jest chroniony, czy też łowny. Bo jeśli najpierw strzela, a później sprawdza, to cienko tą naszą przyrodę widzę...


Płaskonos, fot. Mirosław Matus   www.miroslawmatus.pl 


10:36, krogulec14 , 1
Link Komentarze (10) »
czwartek, 20 lutego 2014
Erotoman

Tytuł właściwie powinien brzmieć... erotoptak. Jednak, jako że zapewne budziłby dziwne skojarzenia, zdecydowałem się umieścić takie dziwidło. Do chyba niezbyt chlubnego grona erotoptaków bardzo chętnie zaliczę samca siewki złotej.

Zapewne pamiętamy dzielną sieweczkę, która gdy niebezpieczeństwo zbliża się do jej gniazda, bądź piskląt, udaje kalekę i w ten sposób odwodzi drapieżnika. Identycznie zachowują się między innymi lelki czy czajki.

Podobnie czyni też samica siewki złotej. Udając kalekę wyprowadza zagrożenie poza rewir lęgowy. Co robi w tym czasie jej partner? Pomaga małżonce i potomstwu?

Nie. Samiec siewki złotej próbuje wykorzystać sytuację aby... kopulować! Jest na tyle namolny w tych sytuacjach, że zdarza się iż ginie któreś z partnerów, bądź też piskląt.

Chyba każda osoba przyzna, że z naszego ludzkiego punktu widzenia zachowanie samca siewki złotej jest, delikatnie mówiąc, strasznie lekkomyślne.


Siewka złota, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 

13:10, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
środa, 19 lutego 2014
Ojcem być!

W moim pięknym miasteczku ostatnio głośno jest o dzieciach, o pewnym "ojcu". Postaram się tedy być "trendy" i kilka ciekawych relacji ojcowskich wśród ptaków pokazać. Na pierwszy ogień pójdzie senior gęgawa. Zapewne wszyscy słyszeliśmy o dozgonnej wierności wśród gęgaw, a tu tymczasem...

Pani gęgawa siedzi na jajach. Jej małżonek czujnie pilnuje jej bezpieczeństwa gdy ona schodzi z jaj i się posila. Uważnie pilnuje okolicę, gdy małżonka wraca do gniazda. Bardzo uważnie. O ile zauważy jakąś samotną panią gęgawę, to ją przytuli, pocieszy... Myślę, że wśród mężczyzn samce gęgaw trafiają się nie tak rzadko.

Pan gęgawa jednak wie co w życiu najważniejsze. Gdy słyszy małżonkę cicho gęgającą do jaj, rzuca wszystko, bo jednak dla niego najmocniej liczy się rodzina. A co jak co, ale asystowanie przy przyjściu na świat dzieci zespala ją najmocniej!

O kogucie, który mógłby nawet zabić (z nadmiaru testosteronu) swoje dzieci opowiadałem. Najdziwniejszym w tamtej opowieści był fakt, że ten brutal, po zjedzeniu sfermentowanych owoców... złagodniał. Ba, nawet zaczął wodzić kurczęta! Jednak tylko do czasu wytrzeźwienia. Później znowu stanowił dla nich śmiertelne zagrożenie.

Przykładem wspaniałej matki i cynicznego ojca jest para muchołówek żałobnych. W pierwszych dniach karmienia piskląt pani muchołówka traci aż 1/3 wagi. Ptaszę to dosłownie od ust sobie odejmuje aby wykarmić dzieci. W tym czasie "troskliwy" tatuś gubi "aż" 5% masy ciała.

I taki jest jeszcze nie najgorszy. Trafiają się wśród muchołówek żałobnych takie samce, które nie biorą udziału w karmieniu piskląt wcale. Wtedy samica gubi następne dwa procenty masy ciała i jest na granicy... śmierci głodowej!


Muchołówka żałobna, fot. Andrzej Olczyk   aolczyk.pl 

poniedziałek, 17 lutego 2014
Drzemlik - sokół doskonały

Drzemlik jest małym sokołem, w Polsce najmniejszym jakiego można zobaczyć. Ptak ten jest jednak przykładem tego, że nie wielkość, a charakter bywa najważniejszy. Jak to w życiu zresztą.

Sokoła tego zobaczyć nie jest łatwo. Trzeba mieć sporo szczęścia aby nam to się udało. Gnieździ się na północ od nas, choć dawniej literatura doszukiwała się jego lęgów w północno-wschodniej Polsce, jest u nas bardzo nielicznym na przelotach. Jeszcze rzadziej widujemy go na zimowiskach. Najszybciej zobaczymy go na otwartych przestrzeniach, czasem zagląda do naszych miast.

Drzemlik często (i słusznie) uchodzi za niekwestionowanego mistrza w atakowaniu uciekającej na otwartej przestrzeni ofiary. Przy pościgach za skowronkami, świergotkami, pliszkami i innymi ptakami odznacza się olbrzymią wytrzymałością i kondycją. Jest przy tym bardzo szybki. Jednym słowem w niepozornym zdawałoby się ciele kryje się tytaniczny duch! 

O drzemliku w samych superlatywach w "Ptakach krajowych" wyrażał się Władysław Taczanowski. Oto kilka przykładów:

"Pomimo swej małości i stosunkowo krótkich skrzydeł jest bardzo lotny, zuchwały i drapieżny, w przymiotach wyrównywa stosunkowo najszlachetniejszym ptakom, a kobuza we wszelkich względach przewyższa. Żywi się głównie drobnemi ptaszkami, a szczególniej skowronkami, wróblami i innemi ziarnojadami; poluje jednak i na większe jak bekasy, przepiórki, drozdy i t.p., uderza niekiedy na kuropatwy i gołębie znacznie od siebie większe; myszy ani owadów nie jada.

Przez czas pobytu w naszych stronach nie zapuszcza się w głąb lasów i nigdy w nich nie poluje, lecz przebywa w brzegach i w miejscach otwartych. Siada po wierzchołkach drzew i krzaków odosobnionych, po bryłach, kamieniach i kępach, a dostrzegłszy przelatującego ptaszka, puszcza się za nim nad samą ziemią, dogania i chwyta; lecz gdy tenże zdoła paść na ziemię i ukryć się tak dobrze w trawie, że go zatrzymawszy się nad tem miejscem od razu nie postrzeże, odlatuje i znowu siada, aby coś nowego wypatrzyć. Uważa doskonale z daleka miejsce, gdzie jaki ptak zapadnie i trafiwszy prosto do niego, nasiada i zjada; wtenczas tylko odnosi gdy coś go niepokoi. Bekasa, lub podobnej wielkości ptaka, niewiele od siebie lżejszego, może unieść kilkaset kroków za jednym razem.

W sokolnictwie dużo używany i wyżej ceniony od kobuza.

Puszczano go z korzyścią na przepiórki, bekasy, a nawet i kuropatwy. Według jednak zapewnień dawnych autorów niechętnie miał znosić niewolę, i psuł często ptaki zanim mu je myśliwy zdołał odebrać."

Myślę, że dobrze zobrazuje nam niesamowite zdolności łowieckie drzemlika... waga. Masa drzemlika waha się w granicach 135 do 260 gram, a kuropatwy od 340 do 450 gram! Wielka rozbieżność w masie drzemlików powoduje fakt, że samica gatunku jest znacznie większa od samca.

I jeszcze jedno. W Wikipedii ktoś przy wielu nazwach ptaków podopisywał samowolnie człon "zwyczajny". Zapamiętajcie: nie ma ptaków zwyczajnych. Za to są: wspaniałe, niezwykłe, znakomite. A poza tym ornitolodzy starają się redukować wieloczłonowe nazwy, jak też i odchodzą od "zwyczajnych" czy "pospolitych" określeń w nazwie ptaków.

Poza tym mogę się przechwalać, a co mi tam. Poniższą grafikę z autografem Autora mam w swoich zbiorach! :-)

Grafika Michał Skakuj   michalskakuj.com

14:13, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 13 lutego 2014
Czewiczu widieł

Czasami mistrzowi Taczanowskiemu wychodziły teksty, że hej. Zobaczcie sami co napisał o białorzytce: "ptaszek ten płochliwy i ruchawy, przed człowiekiem z daleka umyka". O dzisiejszej dziwonii napisał jeszcze gorzej: "samiec w początku pobytu bardzo ruchawy". Pamięta ktoś premiera Leszka Millera i jego słynne: prawdziwego mężczyznę ocenia się nie po tym jak jak zaczyna, ale jak kończy?

Kończąc żarty pragnę zapewnić, że bardzo szanuję mistrza i jego wielkie dzieło, jakim są "Ptaki krajowe". Cytat o dziwonii jednak nie był przypadkowy. Kilka słów, właściwie coś w rodzaju jakby anegdoty, z "Ptaków krajowych chcę podać:

"Śpiew samca jest bardzo charakterystyczny; wygwizduje głośno i czysto kilka tonów, które dadzą się wyrazić przez następujące głoski tiu-tiu-fi-tiu, tiu-tiu-fi-tiu-tiu; strotkę tę po kilkanaście razy w pewnych przerwach powtarza. Do śpiewu tego według KITTLITZA Kamczadale trafnie bardzo przystosowali tekst rosyjski Czewiczu widieł, dwa bowiem te wyrazy z prawidłowym wymówione akcentem doskonale zwrotkę tego ptaka naśladują. Czewicza jest nazwą największego, tamtejszego łososia, najwięcej poszukiwanego przez rybaków, przybywającego do Kamczatki równocześnie z dziwonią, śpiew więc tego ptaka rzeczywiście zwiastuje przybycie pożądanej ryby, i w kraju gdzie mieszkańcy żyją wyłącznie rybą, jest ona zarazem zwiastunem pięknej pory jak i obfitości." 

W moich uszach śpiew dziwonii brzmiał "wi-tju, wi-tju. Kilka razy o niej już pisałem, więc przypomnę jedynie, że zimowiska swoje posiada w południowej... Azji.

Dziwonia, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

13:01, krogulec14 , 1
Link Komentarze (6) »
środa, 12 lutego 2014
Daleki krewny

Jest niewątpliwie jednym z najbarwniejszych ptaków Polski. I na szczęście w odwrotności do znikającej kraski jest w ekspansji. Jednak jeśli Cypryjczycy, Libańczycy czy Egipcjanie nie powstrzymają się z zabijaniem tych pięknych ptaków, to populacja naszych żołn może szybko zniknąć.

Żołna, obok brzegówki i zimorodka jest ptakiem ziemi. W urwisku wygrzebuje norę o długości około jednego metra. Nora ta zakończona jest komorą gniazdową, w której ptaki wysiadują jaja. O tych obyczajach lęgowych Władysław Taczanowski w "Ptakach krajowych" pisał:

"Nora wchodowa do gniazda ma zwykle kierunek ukośnie poziomy, w głębi znajduje się okrągłe rozszerzenie, na dnie którego usłane jest gniazdo z mchu i suchych liści, zmieszanych z pewną ilością piór i puchów roślinnych. Samiec wraz z samicą wygrzebuje norę, oboje wysiadują i zajmują się pielęgnowaniem potomstwa." 

Żołny tęczowe (Merops ornatus) są krewnymi naszych żołn. Pochodzą z antypodów. Początkowo, podobnie jak nasze, kopią norkę, na której końcu samica znosi jaja. I na tym podobieństwo pomiędzy tymi krewnymi się kończy. Żołna tęczowa pokazuje, że polskie powiedzenie "zły to ptak co w własne gniazdo kala" niekoniecznie musi dotyczyć australijskich ptaków.

Gnijące kupy ogrzewają jaja i zwabiają muchy, które składają w nie swoje jaja. Kiedy będą wylęgały się pisklęta żołn, z much wylęgną się czerwie. Po krótkim czasie dogrzewania swoich pociech rodzice mają absolutny spokój z ich dokarmianiem. Jeśli które małe zgłodnieje, to pogrzebie sobie i tłuściutkiego czerwia zaraz znajdzie.

Pamiętacie skowronka, który we własnym dziobku wynosił nawóz swoich piskląt z własnego gniazda? Wygodnym żołnom tęczowym i ta "fucha" też odpada.

Po trzech tygodniach, gdy młode są już opierzone, czerwi jest niemal cała nora. Młode są przez nie niemal wyrzucone z rodzinnej (i co by nie powiedzieć to zdrowo zafajdanej nory. Dopiero wtedy rodzice przypominają sobie o tym, że mają dzieci. Pisklęta nie potrafią łapać owadów, więc wypada im jednak poświęcić trochę uwagi...


Żołna, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Tagi: ptaki żołna
17:06, krogulec14 , 1
Link Komentarze (10) »
wtorek, 11 lutego 2014
Na skrzydłach wiatru

A mnie jest zwyczajnie żal, że biegusy zmienne wykonały ze swoimi lęgami w Polsce swoją łabędzią pieśń. Nie dość, że utraciliśmy kolejny gatunek lęgowy, to opuścił nas mistrz.

Biegus zmienny jest mało płochliwy. Zajęty wyszukiwaniem pokarmu pozwala nam się obserwować kilkunasty metrów. Wiedział o tym mistrz Taczanowski, który o tym w "Ptakach krajowych" wspominał:

"Są bardzo powolne i nie ostrożne, można je z łatwością ubijać.(...) Pod jesień bardzo się spasają i dają smaczne i delikatne mięso, u nas jednak wcale nieposzukiwane, chociaż można je po kilkanaście za jednym strzałem ubijać." 


Większość z nas ogląda zapewne skoki narciarskie. Zapewne wiemy jakie znaczenie dla długości skoku ma wiatr. Rolę wiatru znają i mistrzowsko wykorzystują też nasze biegusy zmienne.

Potrafią one nieprzerwanym lotem pokonać 5 000 kilometrów w ciągu jednej doby! Przerwy w trakcie lotu ptaki zrobić nie mogły, bo pod nimi był przecież Ocean Atlantycki. Biegus zmienny jest ptakiem latającym kilka razy wolniej od dobrze znanego nam jerzyka. A jednak pokonał trasę z Kanady do Wielkiej Brytanii zawrotną przeciętną szybkością 250 kilometrów na godzinę! Jak to się stało, że ptak latający zwykle z prędkością 50 kilometrów na godzinę nagle stał się mistrzem szybkości?

Odpowiedź jest prosta. Ta grupa biegusów trafiła na bardzo sprzyjający wiatr. I tak jak skoczkowie narciarscy, tak owe biegusy znakomicie wykorzystały jego wsparcie. Dzięki niemu tak szybko dotarły do celu.

Co by nie powiedzieć, to naprawdę jest mi żal, że lęgów tych biegusów u nas w Polsce już brak...

Biegus zmienny, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

12:09, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 lutego 2014
Na arenie

Gdybym miał wybrać ptasi atrybut dla aktorów, to wskazałbym kamusznika. Nie sieweczkę obrożną, która jest znakomitą... aktorką. Wszak, udając (czyli grając!) ranną, wielu drapieżników w pole wyprowadziła, odwodząc ich od swojego gniazda. Jednak za kamusznikiem mocniejsze argumenty stoją. Przynajmniej tak mnie się wydaje.

Dawno, dawno temu, ale bez żadnej przesady, jakieś 100 lat temu, kamusznik (Arenaria interpres) gnieździł się na naszym wybrzeżu. Nielicznie co prawda, ale zawsze. Zawłaszczyliśmy jednak wszystkie morskie plaże i nasz ptak gnieździ się obecnie, najbliżej nas, na północy Europy.

Nam, na nasze szczęście, pozostają spotkania z nim w sezonie wędrówek na wspomnianych morskich wybrzeżach. Czasem bywa widywany w głębi kraju, ale jest to widok dość rzadki. Ptaszek na owej plaży przesuwa kamyki, spośród których wydobywa swoje smakołyki.

Jeśli ktoś kiedyś przesunął kamień, bądź inny cięższy nieco przedmiot na łące, trawniku czy nawet żwirze, to zapewne widział jakie ciekawe kąski, z ptasiego punktu widzenia, tam bytują. Kamusznik o tym dobrze wie, więc jego spacer po plaży w dużym stopniu poświęcony jest przesuwaniu owych kamyków i zdobywaniu w ten sposób pokarmu.

Wspomnianą "Arenarię interpres" w dowolnym tłumaczeniu możemy interpretować jako przekład, na przykład kamieni, na piaszczystej powierzchni. Arenaria, wywodząca się od areny znaczy tyle co piaszczysta powierzchnia. Widać starożytni aktorzy występowali w mniej komfortowych warunkach niż obecni.

Pewnie też żaden z nich nie pomyślał, że kiedyś ich następcy występować będą... na deskach! ;-)


Kamusznik, fot Kasia Skakuj

13:39, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72