Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : ptaki

Pójdźkowe zabobony

krogulec14

    Poniższy tekst na "Plamce mazurka" już prezentowałem. Opowiadanie Marcina Łukawskiego zrobiło wielkie wrażenie nie tylko na mnie. Historia jest naprawdę niesamowita. Aż trudno uwierzyć, że mamy XXI wiek, dobę internetu. Nawet bliskość Warszawy niczego nie zmieniają. Zabobony i gusła w niektórych miejscach trzymają się równie dobrze jak w... średniowieczu!

    "To był jeden z piekielnie gorących dni lipca, kiedy to postanowiliśmy z kolegą poszukać pewnego ptaka w okolicy Warszawy. Mieliśmy informacje o jednej parze lęgowej pójdziek, bo o nich tu mowa, więc trzeba było to koniecznie sprawdzić. Uzbrojeni w sprzęt fotograficzny i lornetki ruszyliśmy w drogę. Mała wioska oddalona od stolicy o około 30 kilometrów zdawała się dość wymarłym miejscem. Niewiele myśląc, rozdzieliliśmy się i poszliśmy w dwie różne strony, by zacząć od jakiegokolwiek wywiadu z nielicznymi mieszkańcami. Mieliśmy wydrukowane zdjęcia tego gatunku, by można było łatwiej zobrazować ludziom czego szukamy. Do tematu podchodziliśmy wyjątkowo delikatnie i z uśmiechem na twarzach. Jak się później okazało, na nic się to zdało !


     Pierwszą osobą, która stanęła na mojej drodze, była starsza pani z kolorową chustą na głowie... grzecznie się przywitałem i zrobiłem krótki wstęp po co tu jestem. Pani z lekką dozą nieśmiałości pyta: ale jak wygląda ten śliczny ptaszek? Wysunąłem z kieszeni zdjęcie i wręczyłem pani do rąk. Z dość miłej twarzy zniknął uśmiech i pojawił się grymas rozgoryczenia i złości... pani oddała mi zdjęcie mówiąc, że nigdy tego ptaka nie widziała i że nie chce mieć ze mną nic wspólnego a następnie szybkim krokiem oddaliła się do swego domu! Wtedy jeszcze nie wiedziałem czym była spowodowana taka reakcja, więc poszedłem dalej. Po chwili zadzwonił kolega, który był też po pierwszej rozmowie i bynajmniej nie był z tej rozmowy zadowolony. Coś tu było nie tak...

     Kolejną napotkaną przeze mnie osobą był pan w wieku emerytalnym, który usilnie chciał wbić szpadel w skamieniałą glebę... moje podejście było podobne co u poprzedniczki... pokazałem zdjęcie, chociaż miałem wrażenie, że mężczyzna doskonale wie o jakim ptaku mówię, porządnie się zaciągnął papierosem bez filtra i zaczął mówić mniej więcej tak: "bo wie pan ! Te małe łachudry przynoszą śmierć do wsi ! Jak ktoś zobaczy tego ptaka to już wiadomo, że zaraz będziemy grzebać kogoś w ziemi !"... nogi mi się ugięły!!!... chciałem przerwać tą wypowiedź, ale facio tak się rozkręcił, że nie dał mi dojść do słowa...mówił dalej: "w zeszłym roku, Jadźka - dwa domy dalej, płakała bo zobaczyła tego ptaka i następnego dnia jej siostra umarła! Poszliśmy ze szwagrem do sadu i wyrąbaliśmy wszystkie drzewa z "dziurami" ...w jednym akurat były młode, więc powiesiliśmy je na drutach przy drodze, żeby ludzie przestali się już bać ! I to pomogło...nikt do końca roku we wsi nie umarł!"

     Po tym co usłyszałem porządnie mnie zatkało. Starałem się tłumaczyć, że to zbieg okoliczności i że ten ptak nijak się ma do umierających ludzi, ale widząc minę mojego interlokutora dałem spokój i pozwoliłem mu dalej nerwowo wkopywać się w ziemię.



     Nie będę przytaczał już więcej takich przykładów, choć z kolegą zebraliśmy pokaźną ich liczbę, bo 90 procent było w tym właśnie tonie. Sypały się same inwektywy i zabobony, że choćby sam pójdźkowy głos wystarczy by kogoś uśmiercić. Spotkaliśmy w sumie tylko jednego człowieka, który był przychylnie nastawiony do tych pięknych sów i to on wskazał nam mniej więcej miejsce, w którym udany lęg wyprowadziła ostatnia para. Nie wiem czy jest jakakolwiek szansa, aby zmienić to podejście ludzi, ale próbować trzeba, bo niedługo zupełnie te małe, śliczne sowy znikną nam z krajobrazu!"

    I kto by pomyślał, że mamy XXI wiek...

   Tekst i fotografie pójdziek Marcin Łukawski  www.marcinlukawski.com 

Bocian na gnieździe

krogulec14

W dalszym ciągu pracuję nad "Nie tylko dla orłów". W tej chwili kombinuję nad częścią, gdzie młody stażem miłośnik ptaków może odhaczać zaobserwowane gatunki. Aby uatrakcyjnić, nudny w końcu spis, pokoloruję poszczególne ptaki. Czarnym będą gatunki pospolite, niebieskim stosunkowo łatwe do zobaczenia, zielonym wymagające wyjazdu w określone miejsca a czerwonym gatunki o których zaobserwowaniu w Polsce lepiej zapomnieć.

Na czerwono będzie na przykład orłosęp i rybaczek srokaty, które widziano u nas ostatni raz w XIX wieku. Orłosęp co prawda w Polsce był w ubiegłym roku, ale i tak nikt go nie widział. Obecność jego u nas zdradziła... telemetria!

Ania Felixiana przysłała mi ptasie przysłowia. Jest ich sporo, pewnie ileś dopiszę do najbardziej wypasionego kalendarza "Nie tylko dla orłów". Antoni Słonimski przytomnie zauważył, że "przysłowia są mądrością narodów". A ptaki, jak wiemy, w przysłowiach zajmują niepoślednie miejsce.

Podzielę się z Wami, nie do końca bezinteresownie, przysłowiami o bocianach:

Gdy Matylda (14.03) spotka się z boćkiem, będzie szczęście za każdym kroczkiem.

Gdy na Gertrudy (17.03) zjawią się bociany, to wiosna już rychło nastanie.

Gdy na świętego Józefa (19.03) bociek przybędzie, to śniegu już nie będzie.

Na Zwiastowanie (25.03) bocian w gnieździe stanie.

Na świętego Franciszka (2.04) zielenią się łany i ze swego zimowiska wracają bociany.

Na świętego Izydora (4.04) na bociana pora.

Na święty Wojciech (23.04) zniesie jajko bociek.

Kiedy do Bartłomieja (24.08) bocian u nas trwa mnogi, tedy zima lekka będzie i opał niedrogi.

Jeśli bociany do Michała (29.09) zostały, nie będzie mrozów przez grudzień cały.

Warto zauważyć, że: bocian na ogonie jaskółkę przynosi.

Bocian zaobserwowany pierwszy raz w roku w locie przynosi szczęście, spacerujący w polu czy na łące zapowiada rok przeciętny. Kiepski rok będzie miała ta osoba, która po raz pierwszy bociana zobaczy na gnieździe.

Nikomu przypominać chyba nie muszę, że 31 maja mamy... Dzień Bociana :-)

Jak widzimy bocian swoje miejsce w naszym życiu ma. Podobnie zresztą jak wróbel. Moja, zaznaczona już wcześniej, "bezinteresowność" polega na pytaniu: a jakie przysłowia, wróżby czy powiedzenia związane z ptakami znasz ty?


Bocian biały, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Wakacji ciąg dalszy

krogulec14

Coraz więcej ptaków oddaje się wakacjom. Coraz więcej ptaków oddaje się powrotom na zimowiska. Może tempo tych powrotów nie jest zbyt duże, może tego jeszcze nie widać w głębi kraju. Jednak jeśli wybierze się ktoś nad morze, to przekona się, że już trwają ptasie przeloty.

Coraz mniej ptaków podejmuje śpiew.

Z ciekawszych ptaków usłyszeć możemy jeszcze kulczyka. Nazwa jego jest zapewne anagramem wyrazu kulczyk. Śpiew kulczyka przypomina nieco trzeszczenie pęku kluczyków, więc stąd zapewne to miano. Słuchając popisów wokalnych kulczyka trochę trudno byłoby domyśleć się, że jest to bliski krewny kanarka. No cóż, nie darmo pewien Mistrz nucił "śpiewać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej".

Kulczyk śpiewa zdecydowanie gorzej. Patrząc na mikre rozmiary tego ptaszka trudno byłoby w nim dostrzec zdobywcę. Pierwsze kulczyki znalazły się na ziemiach polskich półtora wieku temu. Obecnie jego występowanie sięga już Estonię.

Innym oryginałem, którego możemy jeszcze wysłuchać, jest zaganiacz. Interpretacja jego śpiewu bywa różna. I tak, w zależności od słuchającego usłyszeć można:

 1. tata pije tata pije zbił kieliszek zbił kieliszek

2. bije bije zbił zbił zbił kto to widział kto to widział

3. tata bije tata bije bił bił kto to widział kto to widział

Zaganiacz nie tylko swoim śpiewem się wyróżnia z grona ptaków. Gniazdo jego jest kunsztownie uwite. Zaganiacz jest znakomitym rodzicem. Nie dość, że odróżni gniazdo kukułki, to jeszcze je wyrzuci! Jest to ptak bardzo dzielny. Dla obrony swoich piskląt potrafi rzucać się na większego "wroga". Potrafi wówczas zaatakować nawet... człowieka!

Zaganiacz, fot. Andrzej Olczyk   aolczyk.pl

Pójdźki do Słońska

krogulec14

Ostatnio na Facebooku Marcin Łukawski ogłosił zakończenie fotografowania przyrody. Nie ukrywam, że decyzja ta zaskoczyła mnie mocno. I zasmuciła. O tym, że Marcina zdjęcia podobają mi się bardzo może świadczyć fakt, że to Jego prace mają zdobić "Plamkę mazurka" w wersji książkowej.

Ostatnio, jako "łowca talentów" rozglądam się za kimś, kto byłby ewentualnie w stanie uszykować diaporamę ze zdjęć z pójdźkami na przyszły Zlot w Słońsku. Marcina pod uwagę nie brałem, a to tylko dlatego, że w swojej galerii miał do niedawna około 5 -6 zdjęć z tym ptakiem. Zajrzałem przedwczoraj tam i niemal mnie powaliło! Na marcinlukawski.com znajdziemy obecnie aż 50 fotografii tych pięknych sów. To już jest bardzo dobry punkt do rozpoczęcia rozmowy o diaporamie.

Tu muszę się przyznać: mam kilka sądzę, że dobrych, pomysłów na następny Zlot w Słońsku. Ewentualna diaporama na pewno byłaby jednym z ciekawszych punktów. Zwłaszcza gdyby jej autor przed jej prezentacją opowiedział o... prześladowaniu tych ptaków. Bo tak czy siak niestety jeszcze tu i ówdzie się dzieje. W niektórych miejscach XXI wiecznej Polski do tej pory uważa się, że pójdźki są zwiastunami śmierci...

O tym jak doskonałe są zdjęcia Marcina pójdziek pewnie sporo powiedzą wybrane przeze mnie fotografie:

 

Drobne ptaki, w obawie o siebie czy swoje pisklęta, dopuszczają się nękania sów. Tej dymówce zapewne nie podoba się obecność pójdźki.

 

Pleszka chyba też tej sowy nie lubi. I, zdaje się, że vice versa.

 

Obserwator.

Resztę Marcina pójdziek znajdziemy tutaj. Zdjęcia pochodzą oczywiście z Marcina galerii:   marcinlukawski.com

A Marcin, mam nadzieję odpocznie nieco i do fotografowania wróci. Bo poziom jaki osiągnął, to już nie jest zwykłe fotografowanie. To już jest misja.

Czarnogłowy

krogulec14

 Niedaleko firmy, w której pracuję, jest sporo nieużytków. Byt owych nieużytków zapewne zbyt długi nie będzie, ale póki co zainstalowały się w nich ciekawe gatunki ptaków. Dzierlatką chwalę się głośno już od września ubiegłego roku.

 Od kilku dni oczy moje, na owych nieużytkach, cieszy kląskawka. Cieszy tym bardziej, bo na szerokości geograficznej na jakiej są Szamotuły, należy on raczej do sporej rzadkości. Do niedawna występował on tu wręcz sporadycznie, ale na szczęście zasięg jego występowania powoli przenosi się ku północy.*

 Jak widać co z naszego ludzkiego punktu widzenia jest nieużytkiem, to staje się ciekawym środowiskiem dla ciekawych gatunków ptaków.

 Naukowa nazwa kląskawki (Saxicola rubicola) sugerowałaby czerwony rubin. Nie ma tyle wdzięki co nasze stare nazwy: opocznik czarnogłowy, podkamionka czarnogłówka, podkamionka czarnoszyjka i pokląskwa kląszcz. Jak widać barwa głowy była kiedyś nazwotwórczą dla tego gatunku. Tym razem mój faworyt (hrabia Tyzenhauz) zawiódł. Obecnie aktualna nazwa wywodzi się z gminu.

* O występowaniu kląskawki w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski mówił:

"U nas należy do małej liczby ptaków właściwych pewnej tylko ograniczonej miejscowości, znajduje się bowiem we wgórkowatej okolicy graniczącej z Galicyją i Szlązkiem, zawartej między Częstochową, Kielcami, Sandomierzem i granicą Królestwa. Najobficiej znajduje się w okolicach blizkich Ojcowa. Przybywa tam na czas lęgowy, na zimę odlatuje. W innych stronach kraju, nigdzie nawet na przelocie, nie był postrzegany. W całej Galicyi pospolita (...)."

Kląskawka, fot. Rafał Bojanowski   www.rafalbojanowski.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci