Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : dziwonia

Zwiastun obitości

krogulec14

"Niewiadome są dotąd prawidła, - zauważył, pisząc o dziwonii w "Ptakach krajowych", Władysław Taczanowski - według których samce zmieniają koloryt, to tylko pewna, że czerwone pierząc się w Czerwcu, w miejsce piórek czerwonych dostają szarych i białych; a nawet, jeżeli który wypadkowo przed tym czasem coś z upierzenia utraci, szare mu wyrastają. Wiadomo więc, że tak samo jak krzywonosy i łuskowce, z czerwonych przechodzą na szare, lecz dalsze koleje są nieznane, to jest; czy barwa ta na zawsze już zostaje, czy też kolory czerwone występują przez wypacanie się. U nas nie podobna dociec prawdy podczas krótkiego goszczenia."

Zmian upierzenia ptaków opisać się nie podejmę. Ale za to przypomnę jej sylwetkę mocno okraszając cytatami z "Ptaków krajowych" naszego mistrza Taczanowskiego.

Dziwonia chętnie zamieszkuje gęste zarośla nadrzeczne z wierzbami, olchami, trzciną, a także ogrody na terenach zabudowanych. Gniazdo umieszcza na gałązkach krzewu przerośniętego roślinnością zielną, czasem w wysokich roślinach zielnych do 2 m wysoko. 

"Trzyma się u nas w zaroślach nadwodnych i błotnych, szczególniej w olszynkach, łozach i tarninach.

Gniazda umieszcza po drobnych krzakach; najchętniej w tarniowych, na róży dzikiej, w głogu, olszynce, w oplotach chmielu dzikiego itd. Gniazdo bardzo podobne jak pokrzewki popielatej (Silvia cinerea)()..."

Dziwonia jest nielicznym w Polsce gatunkiem lęgowym. W ostatnich latach obserwuje się wzrost jej liczebności. Przylatuje do nas w maju i czerwcu, odlatuje w sierpniu i wrześniu. Jako jeden z bardzo nielicznych naszych gatunków zimuje w południowej Azji. Pokarm jej stanowią owady, nasiona i pączki drzew.

Lubi przesiadywać na szczytach drzew, krzewów, oraz na drutach linii napowietrznych. Lata niezbyt często, lecz szybko, lotem falistym. Poza sezonem lęgowym żyje samotnie.

"Obyczaje ma dosyć oryginalne. Samiec z początku pobytu bardzo ruchawy, często się odzywa i pokazuje; do śpiewania wylatuje zwykle na wierzchołek drzewa, lub krzaka, odezwie się kilka razy, poczem spuszcza się między gałęzie lub w krzewinę i cicho tam żeruje. Samica zawsze skryta, rzadko się pokaże. Skoro tylko dzieci zaczynają w gniazdku dorastać, samiec przestaje śpiewać, a jak tylko się wywiodą, tak się kryją po gąszczach wraz z rodzicami, że ich już do czasu odlotu dopatrzyć nie podobna, i z tego powodu wyśledzić nie można prawdziwego czasu odlotu.

Śpiew samca jest bardzo charakterystyczny; wygwizduje głośno i czysto kilka tonów, które dadzą się wyrazić przez następujące głoski: tiu-tiu-fi-tiu, tiu-tiu-fi-tiu-tiu; strofkę tę po kilkanaście razy w pewnych przerwach powtarza. Do śpiewu tego według KITTLITZA Kamczadale trafnie bardzo przystosowali tekst rosyjski Czewiczu widieł, dwa bowiem te wyrazy z prawidłowym wymówione akcentem doskonale zwrotkę tego ptaka naśladują. Czewicza jest nazwą największego, tamtejszego łososia, najwięcej poszukiwanego przez rybaków, przybywającego do Kamczatki równocześnie z dziwonią, śpiew więc tego ptaka rzeczywiście zwiastuje przybycie pożądanej ryby, i w kraju gdzie mieszkańcy żyją wyłącznie rybą, jest ona zarazem zwiastunem pięknej pory jak i obfitości."

Status  w naszym kraju dobrze ujął Maciej Szymański. "Dziwonia - inwazja czerwonych ze wschodu" pasuje w tym jak ulał. W pobliskiej mi dolinie Noteci w ostatnich latach zwiększyła swoją populację potrójnie. I nie jest to chyba ostatnie jej słowo tym zagadnieniu. Dziwonia bardzo mi się podoba, W swojej okolicy namierzyłem już parę jej stanowisk. Nie widzę problemu aby mogło być jej więcej.

Źródło cytatów: Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajowe" Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne

 1NODjPrFdYzLQ7EbKam0gB9802bgvl3PkcrBhp3Q

Dziwonia, fot. Szczepan Klejbuk Szczepan Klejbuk - Fotografia przyrodniczaszczepanklejbuk.fotoprzyroda.pl 

Wymyśl mi nazwę

krogulec14

 Nie raz mówiłem, że gadżeciarz ze mnie spory. Ale jak tu nie być owym gadżeciarzem, gdy Akcja Bałtycka ogłasza konkurs na alternatywną nazwę dla dziwonii, a nagrodą są pocztówki z grafikami Dawida Kilona.

Zapewne pamiętacie, że ostatnio burczę na "nowoczesne" miana ptaków, więc postanowiłem spróbować swoich sił. W końcu krytykować jest łatwo, a wymyślić...

Widząc czerwoną główkę ptaka i wiedząc, że zimuje on w Azji problemu ze stworzeniem nazwy nie miałem. "Czerwoniec azjatycki" spodobał się na tyle dla jury w osobie pani Kasi, że piękny zestaw pocztówek (są tam: dziwonia, gąsiorek, jemiołuszka, rudzik i uszatka) jest już u mnie.

Z dawnych nazw dziwonii zapewne pierwsze miejsce by zdobył ksiądz Waga. Jego dębonosek ziewonia swoją urodą mnie wręcz powala. Gil dziwoni hrabiego Tyzenhauza i gil karmazynowy Pietruskiego są pięknymi nazwami, ale tyle uroku już nie mają. Bynajmniej w moim odczuciu. "Dziwonię zwyczajną" z Wikipedii taktownie przemilczę. Nie będę się pastwił.

Uważniejsi Plamkowicze mogą dziwonię pamiętać choćby z pikantnego dość fragmentu jaki niedawno umieściłem na blogu: 

Czasami mistrzowi Taczanowskiemu wychodziły teksty, że hej. Zobaczcie sami co napisał o białorzytce:"ptaszek ten płochliwy i ruchawy, przed człowiekiem z daleka umyka". O dzisiejszej dziwonii napisał jeszcze gorzej: "samiec w początku pobytu bardzo ruchawy". Pamięta ktoś premiera Leszka Millera i jego słynne: prawdziwego mężczyznę ocenia się nie po tym jak jak zaczyna, ale jak kończy?

Na koniec nie omieszkam zapytać: może też Wam ogłosić konkursy na alternatywne nazwy dla ptaków? Tyle, że gadżetów dla zwycięzców niestety nie mam...

Czewiczu widieł

krogulec14

Pragnę zapewnić, że bardzo szanuję mistrza i jego wielkie dzieło, jakim są "Ptaki krajowe". Cytat o dziwonii jednak nie był przypadkowy. Kilka słów, właściwie coś w rodzaju jakby anegdoty, z "Ptaków krajowych chcę podać:

"Śpiew samca jest bardzo charakterystyczny; wygwizduje głośno i czysto kilka tonów, które dadzą się wyrazić przez następujące głoski tiu-tiu-fi-tiu, tiu-tiu-fi-tiu-tiu; strotkę tę po kilkanaście razy w pewnych przerwach powtarza. Do śpiewu tego według KITTLITZA Kamczadale trafnie bardzo przystosowali tekst rosyjski Czewiczu widieł, dwa bowiem te wyrazy z prawidłowym wymówione akcentem doskonale zwrotkę tego ptaka naśladują. Czewicza jest nazwą największego, tamtejszego łososia, najwięcej poszukiwanego przez rybaków, przybywającego do Kamczatki równocześnie z dziwonią, śpiew więc tego ptaka rzeczywiście zwiastuje przybycie pożądanej ryby, i w kraju gdzie mieszkańcy żyją wyłącznie rybą, jest ona zarazem zwiastunem pięknej pory jak i obfitości." 

W moich uszach śpiew dziwonii brzmiał "wi-tju, wi-tju". Kilka razy o niej już pisałem, więc przypomnę jedynie, że zimowiska swoje posiada w południowej... Azji.

Dziwonia, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

Dziwonia - inwazja czerwonych ze wschodu!

krogulec14

    W "Ptakach" opisuję gatunki, których nazwy rozpoczynają się na literę "d". Niedawno omówiłem tak schematycznie dziwonię. O uroczej Azjatce pięknie opowiedział u siebie Maciej Szymański. Oto Jego tekst:

    Przeciętnemu Polakowi, a nawet temu więcej niż przeciętnemu (w kategorii: wiedza o przyrodzie ojczystej), nazwa dziwonia nie mówi dokładnie nic. Każdy normalny użytkownik języka dowiedziawszy się, że mowa o ptaku, natychmiast zadałby sobie pytanie: "co jest dziwnego w dziwonii?" Z pozoru odpowiedź na to pytanie jest prosta i negatywna - "nic". Dziwonia jest ptakiem wielkości wróbla, podobnym do wielu innych.

Nie taka znów dziwonia dziwna

     Czerwienie na głowie, piersi i kuprze dorosłych samczyków - i owszem: przepiękne, ale znamy je i u innych gatunków - czerwieńsze bywają gile, a samczyk makolągwy ma czerwień bardziej jaskrawą. Pozostałe kolory piór dziwonii to klasyczny zestaw brązów i szarości, przez które ptaki naszych szerokości geograficznych niezasłużenie uchodzą za nieatrakcyjne i szarobure. Młode samczyki kolorystycznie zmierzają od samiczej szarości ku samczej czerwieni. Grubszy niż u innych dziób jest tylko skromnym dzióbkiem w porównaniu z dziobem grubodzioba. Niemal każda z pozostałych cech, czy obyczajów, które wymienilibyśmy opisując dziwonię, znajdzie swój odpowiednik u kilku przynajmniej gatunków polskich ptaków. Czyżby w dziwonii rzeczywiście nie było nic dziwnego? Skąd zatem ta intrygująca nazwa? "Prosty lud" raczej jej nie ukuł, gdyż dziwonia nie była zbyt dobrze znana "prostemu ludowi". Jest to bowiem gatunek wschodni i północny, syberyjski (można go spotkać aż po Kamczatkę) i wprawdzie nie brakowało Polaków, którym "stworzono okazję" do poznania dziwonii na Syberii (lub jak kto woli na Sybirze), ale w tamtych stronach raczej "kupiliby" rosyjską nazwę "czeczewica", niż tworzyli własną i wieźli ją do Polski (dokąd większość przecież nie miała szansy wrócić).

     Jan Sokołowski w swoich pomnikowych "Ptakach ziem polskich" przechodzi nad nazwą dziwonii do porządku dziennego nie wdając się w dłuższe dywagacje. Uznaje ją (podobnie jak rosyjskie "czeczewica") za udatne naśladownictwo głosu dziwonii. Gdyby próbować tu wymyślać tzw. "etymologię ludową" można by zastanawiać się, czy dziwonia nie ma nic wspólnego z "piwonią" - i jedno, i drugie pąsowe i krągłe...

Pozostańmy jednak przy wyjaśnieniu J.Sokołowskiego i uznajmy, że w nazwie słyszymy piosenkę dziwonii. Warto piosence poświęcić chwilę uwagi. Jest bowiem tak charakterystyczna, że człowiek, który raz zapamięta jej melodię, nigdy już nie pomyli dziwonii z żadnym innym ptakiem, a usłyszawszy nawet jedną króciutką zwrotkę, wie, że trzeba się rozejrzeć za tym właśnie czerwonym (najczęściej - choć nie zawsze) śpiewakiem. Dzisiaj wydaje mi się to "oczywistą oczywistością", ale zanim nauczyłem się tego głosu z pewnością słyszałem go wiele razy i podświadomie przypisywałem jakiemuś innemu, znanemu wcześniej śpiewowi.

Dziwonia wyśpiewuje swoje imię?

     Jakiemu?! Żaden inny ptak w Polsce nie śpiewa nawet podobnie do dziwonii! Niemieccy badacze nasłuchawszy się śpiewów dziwoniowych samczyków strzegących granic ptasich terytoriów ustalili, że można odkryć od 3 do 9 różnych elementów takich pieśni (zazwyczaj u jednego samczyka występuje 4-5) i zgrupowali je w 5 "typowych typów". Od razu jednak zastrzegli się, że mogą one występować w praktycznie każdej możliwej kombinacji. Odkryli także inną ciekawą prawidłowość. Okazało się bowiem, że europejskie dziwonie - w odróżnieniu od wielu innych gatunków ptaków - trudno podzielić geograficznie według lokalnego dialektu. Nie znaczy to jednak wcale, że nie ma terenów, na których wszystkie dziwonie śpiewają podobne piosenki, różne od piosenek na innych terenach. Są to jednak raczej "towarzystwa śpiewacze". Otóż samczyk, który po powrocie z ciepłych krajów wybrał swoje terytorium i oznajmia wszem i wobec, że tutaj rządzi on, staje się wzorem dla nadciągających sąsiadów, którzy podchwytują jego piosenkę i sami zaczynają śpiewać podobnie.

     Sam osobiście miałem okazję przekonać się, że jeden ptak potrafi śpiewać różne piosenki, chociaż ma swoją ulubioną, którą porzuca gdy trafi mu się intruz, który śpiewa inną.

     Przybliża się wówczas do niego ze swoją pieśnią na dziobie, ale po chwili potrafi zaśpiewać piosenkę intruza - tak, jakby chciał mu powiedzieć "Też mi wielka piosenka, ja też tak potrafię!" i zaraz potem wraca do swojej melodii.

     Pisząc o powrocie z ciepłych krajów, cisnęło mi się "na klawiaturę", żeby napisać "po powrocie z południa". Tymczasem w wypadku dziwonii sprawa nie jest aż tak prosta. Dziwonie wprawdzie zimują na południu, ale wybierają sobie południe znacznie odleglejsze niż niemal wszystkie nasze ptaki. Odlatują z Polski na wschód, czasem wręcz na północny wschód i dopiero tam skręcają na południe, aby spędzić zimę w krajach od Pakistanu po wschodnie Chiny. Czemu akurat tam? Lepszy klimat niż w Afryce? Smaczniejsza kuchnia? Czystsze plaże? Otóż nie - dziwonia jest jednym z tych gatunków, które nie są chyba jeszcze do końca przekonane, że zadomowiły się już w Europie na dobre. Pierwsze podboje zachodnich rubieży rozpoczęły w pierwszej połowie XIX w. Dziwonie dotarły do naszych dzisiejszych zachodnich granic i próbowały posuwać się jeszcze dalej. Na południu najdalszy lęg znaleziono w 1846 r. na terenie dzisiaj leżącym na południu Słowacji. O sukcesie lęgowym można mówić tylko w ujęciu naukowo-historycznym - cały lęg wraz z gniazdem trafił bowiem do Węgierskiego Muzeum Narodowego w Budapeszcie. Ostatecznie okazało się, że wyprawa dziwonii na zachód była tylko rekonesansem i w drugiej połowie XIX w. nastąpił odwrót.

     Dziś już wiemy, że był to odwrót zwiadu, który wykazał, że nowe terytoria można bez większego trudu podbić. Od początku XX w. ruszyły główne siły. W latach 1910-1930 zaczęły opanowywać nasze wybrzeże aż po Wolin i Uznam oraz Wielkopolskę. Front południowy posuwał się nieco wolniej i Dolny Śląsk padł na dobre w latach 1964-70. Niewiele dłużej utrzymała się żelazna kurtyna na naszej zachodniej granicy i dziwonia ruszyła dalej na zachód. Dość powiedzieć, że dzisiaj w Europie wzrasta francuska (!) i irlandzka (!!) populacja dziwonii.

    Mimo tak udanego podboju dziwonie wybierając się na zimowy wypoczynek, na południu, wciąż jeszcze wolą lecieć tam drogą, którą przybyły do nas - czyli poprzez swoje rodzinne, wschodnie tereny. Ta trasa jest tak długa, że dziwonie "zdyszane" wpadają tylko na końcówkę europejskiego sezonu lęgowego (najczęściej w drugiej połowie maja), szybciutko załatwiają lęgi i zaraz muszą pakować się do powrotu (na przełomie sierpnia i września). Pomimo, że trwa on tak krótko, zatrzymajmy się chwilę na osiadłym (żeby nie powiedzieć "przysiadłym" na chwilę) fragmencie życia. Pan dziwonia, bo to on wraca pierwszy, zaraz po przylocie obejmuje w posiadanie swoje terytorium. Najlepsze działki znajduje w dolinach rzecznych w tzw. krajobrazie półotwartym, czyli w terenie, w którym poza powierzchniami porośniętymi trawami i niskimi "chwastami" znajduje kępy krzewów i drzew. Lubi także tereny wokół jezior, torfowiska z kępami krzaków, obrzeża lasów liściastych. Czasem decyduje się dzielić sąsiedztwo z człowiekiem. Zasiedla wówczas - w mniejszych miejscowościach - parki i sady. Dziwonia zdecydowanie nie lubi natomiast terenów suchych, chociaż - zapewne z obrzydzeniem i z braku mądrzejszego pomysłu na wolną działkę - w Azji zdarza jej się zamieszkać na skraju stepu.

Terytorium objęte

     Przyleciawszy zatem i obrawszy najlepsze miejsce, siada pan dziwonia na czubku czegokolwiek: drzewa, krzewu i zaczyna swoją śpiewkę. Jeżeli na sąsiednim drzewie siądzie drugi dziwonia, pośpiewają sobie w duecie. Często nie będzie im to w smak i mogą wziąć się za czuby, chociaż każdy z nich, dopóki pozostaje kawalerem, może siedzieć koło sąsiada, śpiewać i tolerować go. Jeśli jednak dojdzie do zwarcia, to zwolennicy teorii, że rozmiar nie zawsze przesądza o zwycięstwie, w tym przypadku nie mają racji.

    Potężniejszy samczyk pokaże słabeuszowi gdzie raki zimują. Sytuacja zmieni się, gdy pan dziwonia spotka "tę jedyną" i postanowią razem wieść trzy miesiące żywota. Wówczas czy to mały, czy chudy, nie ma znaczenia. Przepędza ze swojego terytorium każdego reflektanta na swoją szarą wybrankę, która wygląda - wypisz-wymaluj - jak pani wróblowa. Przy niedoborze działek do zagospodarowania, może zdarzyć się sytuacja, w której jedni państwo dziwoniostwo chętnie zamieszkaliby pod tym samym adresem, który upatrzyli sobie drudzy. Tu znów decydujące stają się rozmiary pana dziwonii - duży ma rację. Dziwonia na zagrodzie równy raczej wójtowi, aniżeli wojewodzie, jako że sprawuje swój samczy urząd na obszarze 1500-3000 m2. Zdarzają się też tereny, na których ta powierzchnia może być znacznie mniejsza. W rosyjskiej tajdze zagęszczenie 200 par na 1 hektar nie jest niczym niewyobrażalnym, a w kirgiskim Ałtaju są miejsca, w których na jeden hektar przypada nawet 270 par, nie mówiąc już o Estonii, gdzie na jednym hektarze podmokłych łąk 300 par zdecydowało się na lęgi (skądinąd to zrozumiałe - Estonia nie ma wielkiej powierzchni i gdzieś swoje dziwonie musiała zmieścić).

Wypisz-wymaluj - jak pani wróblowa

     Potem już wszystko toczy się szybko i sprawnie - jak to w monogamicznej (zazwyczaj) rodzinie, która u dziwonii jest kontraktem jednorocznym (a ściślej rzecz ujmując - kwartalnym), z możliwością przedłużenia na rok kolejny. Para zasługująca na medal za najdłuższe pożycie wytrzymała ze sobą cztery lata. Obowiązki rodzinne małżonkowie dzielą sprawiedliwie - tzn. on siedzi i śpiewa, a ona buduje gniazdo i wysiaduje jajka. Bądźmy sprawiedliwi i my. On nie śpiewa po próżnicy - swoim śpiewem daje do zrozumienia innym dziwoniom, że nie należy się szwędać po okolicy, bo teren jest monitorowany.

     W latach dwudziestych ubiegłego wieku Finowie znaleźli siedzącego na jajkach pana dziwonię. Jego płeć ustalili po tym, że zdarzało mu się co pewien czas nucić pod dziobem piosenkę, którą śpiewają ponoć wyłącznie panowie. Dziś już zbyt późno by ustalić, czy aby nie była to nadzwyczaj utalentowana wokalnie pani dziwoniowa.

     Miejsce budowy gniazda wskazuje najpewniej pani dziwoniowa. Jest to zazwyczaj kępa krzaków - często maliniak, czy jeżyny. Najczęściej na wysokości ok. 120 cm. Miejsce to wskazuje nie komu innemu niż sobie samej. Potem krzątając się w promieniu 25 m zbiera materiały budowlane: suche trawy, parę cieniutkich gałązek do wzmocnienia zewnętrznego szkieletu, troszkę drobniutkich trawek i korzonków na wyściółkę, czasem trochę porostów i odrobinę roślinnego puchu. Montuje z tego wszystkiego gniazdo o średnicy 10-12 cm, wysokie na 7-8 cm. wyglądem bardzo przypominające gniazda pokrzewek. One jednak lubią dodać trochę pajęczyny, do czego dziwonia nie może się przekonać. Nim w gnieździe pojawią się jasnoniebieskie jajka lekko na grubszym końcu kropkowane i kreskowane, dochodzi do niezwykle widowiskowych godów.

    Na gałęzi czerwoniutki napuszony pan dziwonia rusza tanecznym krokiem ze śpiewem na dziobie ku pani dziwoniównie. Ona zadziera głowę i ogon, opuszcza drżące skrzydełka i czeka na oblubieńca. Raz w życiu udało mi się zobaczyć pana dziwonię w tym stanie. On w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi, ale ja długo nie mogłem ochłonąć z wrażenia. Oto bowiem z żerdzi ogrodzenia okalającego pastwisko, obsadzone wierzbami i otoczone w wielu miejscach krzewami, zerwała się i trzepocząc skrzydełkami podfrunęła 1,5 m w górę, po czym jak trzepoczący spadochronik opadła na żerdź i zeskoczyła w krzak czerwona kula. Wielu z nas widziało pewnie na filmach toki afrykańskich wikłaczy ognistych. Ja miałem wrażenie, że patrzę na coś bardzo podobnego. Efektem tych barwnych zalotów są jajka, których na gniazdo przypada 4,4 sztuki. Ten ułamek to oczywiście statystyka, a nie niedoróbka państwa dziwoniostwa. Potem już tylko 12 dni i w gnieździe otwierają się wiecznie głodne dzioby. Zaczyna się okres karmienia, w którym samiczkę zaczyna wspierać samczyk. Dziwonia jest ptakiem o nieco innych preferencjach jeśli chodzi o kuchnię i karmienie dziatwy niż inne ptaszki-wegetarianie. W odróżnieniu od nich, nie wpycha w swoje pociechy przede wszystkim białka zwierzęcego pochodzącego ze wszystkiego co małe i co porusza się samo. Owszem, dziwonia nie żałuje swoim maluchom również odrobinki owadziego mięska, ale stawia przede wszystkim na dania roślinne, które przed podaniem dobrze przygotowuje w wolu. Codzienne przygniazdowe obowiązki trwają zazwyczaj dwa tygodnie. Potem rodzinka przez kolejne niemal trzy tygodnie trzyma się razem. Razem snuje się po okolicy pożywiając się - tym razem już przede wszystkim roślinami. Wszyscy autorzy piszą, że lubi nasiona mniszka lekarskiego, które zbiera stojąc na ziemi i wspinając się na palce - napiszę i ja. Nie wszyscy piszą natomiast, że po nasionka zwisające na końcach gałązek drobnych łąkowych roślin potrafi sięgać w ekwilibrystyczny sposób wisząc głową w dół, a niekiedy zawisając w powietrzu na trzepoczących skrzydłach.

Efektowny amant

     Jeśli sobie po kolei zsumujemy wszystkie wymienione dzionki i tygodnie nagle zauważymy, że na dziwonie nadszedł czas pakować się i lecieć. O kolejnych lęgach nie ma już co marzyć. Dziwonie odlatują pojedynczo, ale już w drodze zaczynają się łączyć w małe grupki, a w ciepłych krajach trafiają się całkiem pokaźne stadka. Z powrotem jednak ponownie ruszają pojedynczo. Nie ma ich u nas bardzo długo. Nie zdziwmy się zatem, kiedy pomyślawszy, że wrócili już do Polski wszyscy zimowi nieobecni, nagle usłyszymy jeszcze jeden nowy głos. Właściwie to ostrzeżenie jest zbędne - nie zdziwimy się. Tego głosu nie da się zapomnieć - to przecież głos dziwonii.

Tekst i zdjęcia: Maciej Szymański   www.maciej-szymanski.pl 

Czerwony ptak zjadający owoce

krogulec14

Odbyłem wczoraj mały rekonesans w okolicy, która odpowiadałaby ewentualnym lęgom żołny i powiem wprost: nie życzę tym ptakom wyboru tego miejsca na gniazdowanie. Młodzież uatrakcyjnia sobie tam czas zjeżdżając maluchem ze stromej skarpy (ciekawi mnie, czy wie o tym policja?), a pod skarpami "oszczędniejsza" część mieszkańców Miasteczka urządza sobie nielegalne wysypisko śmieci. W takich warunkach chyba żaden ptak lęgu nie wyprowadzi... Jestem ostatnio na "ptasim" gazie i przyznam, że nawet widok sępa nie zrobiłby na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Skąd u mnie to zarozumialstwo? Proszę, oto historia ostatniej obserwacji trzcinowiska i okolicy w Miasteczku Powiatowym:

Najpierw podziwiam mieszane stadko kolorowych szczygłów z makolągwami. Małe zwinne ptaszki buszowały pośród wyższych roślin zielnych. Nad polami pobliskiego Gałowa zawisała w na różnych wysokościach pustułka. Z jakim skutkiem? Nie wiem, bo niedaleko niej przeleciał nad nieskoszoną łąką błotniak stawowy. Pustułce towarzyszyły dymówki. Te wdzięczne jaskółki zawsze tak czynią gdy ich młode opuszczają gniazda. Nie wierzą sokołowi i basta! W topolach pogwizdywały swoim pięknym fletem wilgi, chwilę uważnego wypatrywania kosztowało mnie dojrzenie słonecznego ptaka. Co jakiś czas swoim ostrym "snark", czy jak tam kto woli "kreik" w trzcinach pokrzykiwały czaple. Po jakimś czasie dwie z nich poderwały się i odleciały w inne miejsce. Nad wspomnianymi polami Gałowa pojawił sie myszołów i zaczął krążyć lotem szybowcowym, a na łąki, gdzie przed chwilą cieszyłem oczy błotniakiem przyleciał bocian. Mówiłem już jak ja kocham bociany? Trudno. Czasem zbyt dużo mówię. Przedwieczorny spektakl zakończyły przelotem trzy żurawie.

Ranek zaczął się niemniej ciekawie. Na wysokiej topoli siedziała mała ptaszyna i wyśpiewywała jakieś tam swoje podwójne "łitju-łitju". Już kiedyś, gdzieś głos ten słyszałem, ale wtedy nie udało mi się go rozpoznać. Dzieliła mnie do ptaka zbyt duża odległość abym widział szczegóły. "Czyżby dziwonia?" - pomyślałem i tak zapisałem w notesie zaznaczając znakiem zapytania. Postanowiłem maluchowi nie odpuścić. Nie po to kupiłem "Ptaki Polski" Andrzeja Kruszewicza, aby takie maleństwo robiło sobie ze mnie balona. I rzeczywiście, włączyłem sobie później w domu płytę dołączoną do wspomnianej książki i słysząc owe "łitju-łitju" uśmiecham się radośnie. Nowy gatunek ptaka trafia do mojego notesu! Nie dziwi teraz chyba nikogo, że napisałem o sępie w taki o to, a nie inny, sposób. Ciekawy jest ten lipiec. Dał mi dwa nowe gatunki ptaków do notesu.

Dziwonia - Carpodacus erythrinus - czyli jak już kiedyś mówiłem: czerwony ptak zjadający owoce, nie jest dla mnie specjalnym zaskoczeniem. Gęstych, nadrzecznych zarośli w moim pobliżu nie brakuje. Teraz, gdy znam jej głos, łatwiej będzie mi ją wypatrzeć.

Dziwonia w obiektywie Czarka Pióro  www.cezarypioro.pl

Dobrze byłoby na powyższym tekst ten skończyć. Jest jednak jeszcze coś, co spokoju mi nie daje. Gospodarne władze Miasteczka Powiatowego zaczynają zagospodarowywać dolinę Samy. Niszczą w ten sposób swoja piękną, tak bardzo bogatą w ptaki okolicę. Bezpowrotnie niszczą. Widać nie dorośli jeszcze do tego bogactwa i trwonią kapitał przyszłych pokoleń jakim są: bąki, błotniaki, żurawie, remizy i cała reszta gnieżdżących się tam ptaków.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci