Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : remiz

Mistrz podniebnej inżynierii

krogulec14

"Samiec wspólnie nad robotą gniazda pracuje, a w czasie wysiadywania w godzinach południowych wyręcza samicę" - pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski. Pewnie polyginia z poliandrią wcale mu na myśl nie przyszły. Zresztą, kto wie czy profesor znał takie pojęcia...

Remiz zamieszkuje głównie łęgowe tereny nadrzeczne, brzegi innych zbiorników wodnych, rzadziej bagna i torfowiska z niewielką ilością krzewów i drzew. Gniazdo przytwierdza do cienkich gałązek drzew na różnej wysokości. Ma ono niezwykły, wśród europejskich ptaków, utkanego z włókien i puchu, roślinnego worka z tunelowym wejściem z boku. 

"Trzyma się zwykle w gęstych zaroślach przy rzekach, wielkich stawach, błotach mocno zalanych i w lasach błotniastych i nad strugami i rowami; lubi szczególniej obszary zarośnięte gęstą łoziną lub topolowe, wodą zalane lub też nad nią rosnące, wysepki na wielkich stawach, w głębi zaś lasów przestrzenie łozami pokryte.

Gniazdo remiza dokładnością i sztucznością roboty przewyższa wszystkie inne gniazda ptaków Europejskich, a nawet mało jest w ogóle ptaków, mogących z nim pod tym względem rywalizować.. Jestto torebka podobna do małej, podługowatej retorty o krótkiej szyjce, albo do pończochy o mocno zwężonem zagięciu; zawieszona na końcu cienkiej i giętkiej gałązki wierzbowej, olszowej, topolowej lub innego drzewa albo krzewu nad wodą rosnącego...

Zawieszane bywa w różnych wysokościach, od niskich gałązek łozowych, na parę stóp nad powierzchnią wody, do wysokości 20 lub 40 stóp na topolach lub olszach; jedne nad wodą, inne nad lądem, lecz zawsze blizko wody, rzadko w gąszczu, lecz zwykle na brzegu zarośli lub halizny, między zaroślami."

Gniazduje na całym niżu, przy czym w dolinach dużych rzek, np. Odry, Warty, Wisły, Bugu może być nawet średnio liczny. Stosunkowo rzadki jest tylko na Pomorzu i Mazurach, gdzie występuje jedynie nad większymi jeziorami. Przylatuje w marcu i kwietniu, odlatuje we wrześniu i październiku. Odżywia się owadami, pająkami a poza sezonem lęgowym również nasionami trzciny.

Remiz wspina się po cienkich gałązkach drzew, łodygach i kwiatostanach trzciny i pałki wodnej. Lot ma zręczny, falisty. Poza sezonem lęgowym żyje w małych stadkach. 

"Przebywa w czasie lęgowym w parach odosobnionych, dosyć skrycie, lecz obecność swoją oznajmia cieniuteńkim gwizdaniem, a raczej piszczeniem, dosyć często wydawanem. Głos ten ma niejakie podobieństwo do wabienia się jarząbka, lecz jest znacznie delikatniejszy, cieńszy i pojedyńczy bez żadnych zacinań.

Jestto ptaszek dosyć ruchliwy, żwawy i niebojący; długo nie lubi na miejscu posiedzieć, lecz ciągle przelatując oddala się dosyć daleko. Po wyprowadzeniu potomstwa kręcą się całemi stadkami po łozach i wiklinach, przylatują nawet do ogrodów, gdzie wysoko po topolach, wierzbach lub innych drzewach piszcząc żerują; kilka ich rodzin łączy się niekiedy przed odlotem."

Mikołaj Stawowy, autor poniższej fotografii, bardzo trafnie nazwał remiza mistrzem podniebnej inżynierii. Sądzę, że warto wiedzieć iż remiz, podobnie jak wąsatka o której niedawno opowiadałem, zaliczany bywał dawniej do sikor. Sikorą remiszem nazywał go ksiądz Jan Kluk, a sikorą remizem ksiądz Stanisław Jundziłł. Bywał też sikorą wiszącą (Parus pendulinus), jak i... polską (Parus polonicus).

Źródło cytatów: Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajowe" Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne

vaFs9cUxsPmOK3ZWD2qGS3UsG3KTdloqlntHmlFY1

Remiz, fot. Mikołaj Stawowy   jakzobrazka.pl

Polyginia z poliandrią

krogulec14

Beatę Czyż, doktor ornitologii z Uniwersytetu Wrocławskiego, miałem przyjemność poznać na Zlocie Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej w Roku Remiza w Słońsku. Później wraz, z Izą i Tosią oraz Romkiem Mikuskiem, byłem z Nią na Betonce. No cóż, bycie ambasadorem Rzeczpospolitej Ptasiej czasem daje ciekawe profity...

Beata Czyż od 2002 roku prowadzi badania nad remizem w rezerwacie "Stawy Milickie". Wie o tym ptaku jak mało kto, toteż nie było dla nikogo zaskoczeniem, że została poproszona o prelekcję na jego temat. Temat miała wyborny, bo remiz jest ptakiem zaskakującym. Zadziwia nawet w zagadnieniu zachowań rodzicielskich. Tu pozwolę sobie na cytat z "Ptaków Doliny Baryczy - Remiz" autorstwa Beaty:

"... system rozrodczy tego gatunku jest unikalny i skomplikowany. O ile u większości ptaków mamy do czynienia z tzw. monogamią socjalną (ptaki łączą się w parę na okres lęgowy i wspólnie wychowują potomstwo), to u remiza występuje polyginia (samiec kojarzy się z więcej niż jedną samicą) i poliandria (samica kojarzy się z więcej niż jednym samcem). Opiekę nad jednym lęgiem sprawuje tylko jeden rodzic i może być to samica (najczęściej) lub samiec. Drugi rodzic opuszcza partnera, jeszcze zanim rozpocznie się wysiadywanie jaj i próbuje skojarzyć się ponownie. Ponad 30% gniazd jest opuszczonych przez oboje rodziców, jaja nie są wysiadywane i lęg jest stracony." 

Pomyśleć, że jeszcze przecież nie tak dawno o remizie pisano m.in. tak "samiec wije 1 - 3 gniazda i pozostawia je kolejno zbliżającym się samicom."

Jeszcze "ciekawsze" rzeczy pisał o remizie w "Ptakach krajowych" najlepszy XIX-wieczny polski ornitolog, jakim był Władysław Taczanowski:

"Samiec wspólnie nad robotą gniazda pracuje, a w czasie wysiadywania w godzinach południowych wyręcza samicę. Pisklęta zostają w gnieździe, dopóki całkowicie nie porosną. W kraju naszym zaczynają budowę gniazda w pierwszych dniach Kwietnia, a w końcu tego miesiąca lub na początku Maja samiczka nieść się zaczyna. Do końca Czerwca spotyka się ciągle niepokończone gniazda spóźnionych lęgów."

Jak widać praca ornitologów jest nieoceniona.Pikantne tajemnice ptaków prędzej czy później i tak wyjdą na jaw...


Remiz, fot. Mikołaj Stawowy   jakzobrazka.pl

Remiz - podwieszona, majtająca się sikorka?!...

krogulec14

Remiz to bardzo efektowny kąsek dla wszystkich obserwatorów przyrody i fotoptasiarzy - nie tylko ze względu na jego tak kunsztownie plecione gniazdo. Czarna maseczka a la Zorro, zakrywająca oczy i okolice małego acz ostrego dzioba dodaje mu charakteru.  Nic więc dziwnego, że ten piękny i tajemniczy, a w dodatku tak fotogeniczny i związany z wodą ptak trafił na kolejną monetę, wyemitowaną przez  Rzeczpospolitą Ptasią z okazji Zlotu jej obywateli, pardon! ludzi, którym tylko ptaki w głowie. (A jest ich już ponad dwa tysiące i ta rzesza ciągle rośnie.)

Nazwy ptaków w różnych językach, także te ludowe i zwyczajowe, są czasami ich świetnym portretem, podkreślają jakąś ważną cechę gatunku. Łacińska czyli naukowa nazwa remiza brzmi Remiz pendulinus – co oznacza wiszącego majstra, mistrza. I trzeba przyznać, że jest ze wszech miar trafna i zasłużona. Zrobić takie gniazdo (a nawet kilka!) pomiędzy cienkimi gałązkami wierzby, zwieszonymi i wciąż majtającymi się tuż nad wodą, to jest wyczyn nie lada. Chyba głównie ze względu na to gniazdo, rzeczywiście jedyne w swoim rodzaju, wyodrębniono remizy w osobną rodzinę, „zabierając” te ptaki z rodziny sikor.

Anglicy, tradycjonaliści z krwi i kości, wciąż jednak nazywają  tego pracowitego akrobatę penduline tit – co w nader swobodnym przekładzie można oddać określeniem „wisząca, majtająca się sikorka”.  (Pendulum w języku angielskim oznacza wahadło).

Uderzyła mnie trafność angielskiej tradycyjnej nazwy. Chociaż remiz jest tak odmienny, wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju - to jednak w części pozostaje bardzo podobny do sikorek. Nigdy go nie widziałem w stadku, nie zimuje w kraju, ale te jego sztuczki na cienkich gałązkach…Śmiga pomiędzy nimi jak modraszka. No i ta operatywność w wyszukiwaniu pokarmu, tych mini robaczków, niewidocznych dla ludzkiego oka, które on ( i każda sikorka) pilnie wyszukuje i wydziobuje, gdzie nikt inny nie dotrze.

Sikorki są bardzo wścibskie, zajrzą w każdy zakamarek, najdrobniejszą szczelinę – w najdziwniejszych miejscach np. umieją znaleźć pokarm a także założyć gniazdo. Gdyby tak pospisywać dziwne miejsca, gdzie sikorki wyprowadziły lęg… Remiz poszedł jakby o krok dalej.

 

Kiedyś płynąc Nidą, siedziałem nieruchomo na swoim „Dmuchawcu”. To już stary ponton, tzw „ufimka”, idealny wierzchowiec do oglądania rzeki z lustra wody. Jest zielony, miękki, więc nie stuka i nie hałasuje jak kajak, którego akustyczne pudło rezonuje na wiele kilometrów. Jestem więc – jeśli siedzę nieruchomo  - jakby niewidoczny dla wszystkiego, co żyje w rzece  i na jej brzegach, bo wszystko, co woda przyniesie jest dla nich normalnym elementem krajobrazu, czyli czymś nieszkodliwym. Dzięki temu widziałem wiele scen, które złożyłyby się na wielką książkę.

I nagle, tak sobie leniwie dryfując, w odległości  zaledwie metra-półtora zobaczyłem remiza. Nie zwracał w ogóle uwagi na mnie, zaprzątnięty swoimi sprawami.

Brzeg Nidy, który stale się zmienia - bo rzeka meandruje, płynie powoli  - był dość wysoki. Nurt opadał stopniowo i odsłonił rozmywaną wcześniej piaskową ścianę, z której sterczały rozliczne pędy, korzenie - cały poziomy mini „las mangrowy”. W tej plątaninie pędów i prętów, cienkich i cieniutkich korzeni, istnej pajęczynie poziomych, pionowych i skośnych przeszkód „mój” remiz czuł się jak ryba w wodzie. Śmigał z jednego miejsca w drugie, raczej dematerializował się w jednym punkcie i zaraz pojawiał w drugim.

Skoki i podskoki, obroty wokoło gałązki, przesunięcia wzdłuż i w górę, w skos, fyrgnięcia i podloty, zwis i wymyk…Brak mi ludzkiej  terminologii na tę ptasią technikę lawirowania i polowania zarazem, stosowaną bez najmniejszego widocznego wysiłku w istnym stercząco-zwisającym roślinnym labiryncie. Jeden mini, ledwie widoczny ruch skrzydeł, podskok jak na niewidzialnej sprężynce…i już remiz lustrował inny zakamarek swojej krainy. Półtora metra to mało, ale stanowczo za daleko, aby ludzkim okiem dojrzeć, co ten mistrz wynajdywał i wydziobywał. Ale było tego sporo i na pewno mu smakowało. Najadł się do syta – start! i tylem go widział.

Ale ostatnio Krzysztof Merski pasie mnie do syta jeszcze piękniejszymi ujęciami remiza. Natrzaskał ponad 200 ujęć tego arcyciekawego ptaka z każdego kąta i w dziesiątkach sytuacji - i dosyła partiami. Ma tego ptaka pod bokiem, bo mieszka w Zalesiu i jego bliscy sąsiedzi to kilkadziesiąt skrzydlatych gatunków. Prawie wszystkie widuje u siebie na podwórku, no, ale po remiza musi się wprawić – biedaczek… - jakieś 20 minut samochodem. Nad pobliskie stawy. Stamtąd pochodzą serie portretów remiza en face, z profilu, trois-quatre, z całą sylwetką na rozmaitym tle, no i w różnych konfiguracjach zwisania. Najbardziej mi się podoba portret „zwisającej sikorki” z malusim robakiem w dziobie – model (przez chwilę w „normalnej” pozycji) wyraźnie z błyskiem w małym bystrym oku, patrzy w obiektyw. Inna fota : „Remiz z rozcapierzonym ogonem podczas pobierania budulca na gniazdo” też pokazuje mało znane wcielenie tego nadrzecznego majstra. 

Spływając Nidą (oraz innymi małymi rzekami np. Wkrą i Łyną) bardzo często widziałem całe ściany, skupiska cienkich gałązek – koron drzew nachylonych nad wodą. Trzeba przyznać, że remiz po mistrzowsku wybrał sobie miejsce na gniazdowania – i polowanie. Nie ma tam konkurencji, a i kto dobierze się do tak ukrytego i zabezpieczonego gniazda? No, podobno robi to czasem dzięcioł – rozpruwa miękką, głęboką „rękawicę” i wyjada pisklęta. Ale inne drapieżniki stoją na straconej pozycji. Chociaż nie wiem, czy norka, która świetnie pływa i wspina się nie jest wstanie włamać się do remizowego gniazda?

Jak ten ptak wpadł na tak oryginalne rozwiązanie?

Wiele razy podczas moich spływów widziałem, jak na tych zwisających aż do lustra wody gałęziach pozostawały całe nawisy-kępy-wiechcie-doczepy  z naniesionej - podczas wiosennych przybrań -  zeschniętej trawy i korzonków. Na jednej z nich, obszernej i stabilnej, jakiś ptak założył sobie gniazdo…Nie sprawdzałem jaki, bo nie chciałem go spłoszyć.  Przyszło mi na myśl, że właśnie tak kiedyś zaczynali praprzodkowie remizów. Najpierw skorzystali z naniesionego naturalnie przez rzekę budulca, a potem doskonaląc technikę, sami zaczęli wybierać dogodne dla siebie miejsce, splatać sąsiednie cienkie gałązki, i wokół  tej pętelki szyć, tkać, obtykać swoje lekkie a ciepłe „rękawice z jednym palcem”.


Mam taką jedną (w prezencie od Króla Biebrzy) – ależ to misterna robota!!! Konstrukcja wytrzymała lęg, a potem jesienne i zimowe wichry, opady, bezustanny ruch gałązek, na jakich wisiała. Kiedyś ludzie je zbierali i wykorzystywali jako …papucie dla dzieci. Ciekawe, że puszek z pałek trzcin, topoli – tak delikatny i podatny na wszystko w pierwotnej postaci –  użyty przez remiza już nie jest higroskopijny, a gniazdko wystawione na deszcz, mgłę, rosę, śnieg jakby nie wchłania wody…? Może siateczka cieniutkiego łyka, biegnąca w środku i na powierzchni powoduje, że krople ściekają po tej obłej konstrukcji? Trzeba by zapytać remiza – jak się to robi? Wielu architektów chciałoby znać odpowiedź.

Inne tajemnice remiza już ludzie zgłębili – przynajmniej tak się wydaje. Chodzi o tę czarną maskę wokół oczu. Niedawno przeprowadzone badania dzierzby srokosz wykazały, że tego rodzaju czarna opaska-plama wokoło oczu pomaga w lepszym widzeniu w pełnym - jaskrawo świecącym  słońcu. Ciemna barwa pochłania światło, promienie słońca mniej przeszkadzają w pracy oczu. Jakiś czas temu wpadli już na to Indianie i stosowali ów chwyt w barwach wojennych i na łowach podczas kilkunastu tysięcy lat. Ale trudno mi było zasięgnąć ich opinii. Zapytałem więc znajomego eksperta-praktyka (snajperzy również malują twarze w taki sposób tzn z użyciem czarnego koloru, duże pasy i plamy wokoło oczu) – i potwierdził, że taki makijaż to nie ozdoba, lecz bardzo pomocne rozwiązanie  wszędzie tam, gdzie  są ruchome plamy światła i cienia, i trzeba się przemieszczać, „nurkować”, często nagle pokonywać granicę pomiędzy tymi obszarami. Rambo, Arnie – wybaczcie, że tak się z Was nabijałem…

Ha! I teraz rozumiem dlaczego moje ukochane bociany mają taki śliczny egipski „makijaż” wokoło oczu!!!!!!!!!!!!!!!  Na najbliższym spacer niedzielny po Lesie Bielańskim też tak się umaluję – jeszcze tylko nie wiem, czy a la remiz, srokosz, Rambo, czy na bociana.


Tekst: Arkadiusz Szaraniec, zdjęcia: Krzysztof Merski.

Piękny pantoflarz

krogulec14

Natura z samcem remiza obeszła się, w porównaniu z samcami innych gatunków ptaków, paskudnie. Do niedawna zaliczany był do samców typu "macho", a teraz...

Jeszcze w "Ptakach Polski" profesor Jan Sokołowski pisał o tym gościu, że: "wije 1 - 3 gniazd i pozostawia je kolejno zbliżającym się samicom".

Prawda jest o wiele brutalniejsza dla tego niekwestionowanego mistrza w konstruowaniu misternych m-4. Nie on dyktuje warunki w remizim duecie. To nie on spodnie w tym stadle nosi.

Jeśli zapytamy laika o remiza, to powie nam, że buduje gniazda w kształcie buta. I doda, że gniazda te zwisają z cienkich gałązek wierzb, topól czy brzóz.

Gniazdo remiza, jak już wspomniałem, jest prawdziwym arcydziełem pośród ptasich gniazd. Zachwyci się nim każdy, kto je znajdzie zwisające ponad stawem czy strumieniem. Co niektórym ptakom (np sikorom), podoba się tak bardzo, że biorą, na wyścielenie swoich gniazd, część puchu roślinnego.

Jak zdążyłem wspomnieć, budowa gniazd jest domeną samców. Jednak odwiedziny samicy nie oznaczają lubieżnych szaleństw, jaj, piskląt i całej tej przyjemności, dla których (nie tylko) ptaki tracą głowy. Samice remiza bywają nieraz szalenie wybredne. Nie ten kolor puchu może się stać przyczyną porzucenia samca. I to nawet obdarzonego kilkoma jajami!

Konkurencja na rynku remizich gniazd jest spora, więc samiczki mogą grymasić, przebierać. A samcom, nawet tym z kilkoma jajami, nie pozostaje nic innego, jak bez żadnych grymasów wysiąść to co im po panienkach pozostało.

www.pawelwaclawik.pl

PS. Ponownie zapraszam do Pawła galerii. Tym razem na hasło "remiz". Zobaczymy tam wiele etapów budowy jego gniazda...

Cała prawda o remizie

krogulec14

Pokróliczkowało mnie nieco wczoraj i nie mam nic na swoje wytłumaczenie. Podanie wiadomości, że "samiec wije 1-3 gniazda i pozostawia kolejno zbliżającym się samicom" było zwykłym, ba w dużej części świadomym błędem. Samiec remiza okazuje się, wbrew dawnym przypuszczeniom, raczej fajtłapą niż macho. Wiem o tym od dawna, a jednak podałem tą przestarzałą wiadomość.

Pisałem w "Kiedy to ona spodnie nosi" o bardzo nietypowych relacjach zachodzących u par mornela. Żeby upewnić się w pewnym fakcie zadzwoniłem do Kasi "Kamikazi". W rozmowie z Nią i z Michałem Skakujem przy okazji na tapetę dostał się, znany ze swoich misternie budowanych gniazd, remiz. U niego, znaczy się remiza, w domu też różne rzeczy się dzieją. Znają je zapewne osoby, które przeczytały "Ptaki Polski" Andrzeja Kruszewicza.

Remiz w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl

 Ten mój wczorajszy kiks jest sporym dla mnie zaskoczeniem, gdyż poniższe słowa wyszły spod mojej klawiatury:

Osobliwą rzeczą jest gniazdo remiza. Na tyle, że chyba po raz pierwszy podejmę się jego opisu. Buduje je samiec, przytwierdzając do cienkich gałązek drzew na różnej wysokości. Jeśli jest ono nad wodą to wysokość nie przekracza 4 metrów, jeśli nad ziemią umieszczone jest znacznie wyżej. Ma ono niezwykły wśród europejskich ptaków kształt utkanego z włókien i puchu roślinnego worka z tunelowym wejściem z boku. Upraszczając, gniazdo remiza ma kształt... buta! Jak już wspomniałem, gniazdo buduje samiec. Bywa, że na jednym nie poprzestaje. Przez to do niedawna sądzono, że samce remiza są poligamistami. Okazuje się jednak, że tak kolorowego żywota to one nie mają. Niektóre samce pozostają bez partnerki. Te samce, pomijane przez samice, porzucają nieakceptowane budowy i rozpoczynają wić nowe gniazda. Część samic znosi swoje jaja w kilku gniazdach, żeby się w końcu zdecydować na tego jednego partnera zostawiając pozostałych, jak też i zniesione im jaja własnemu losowi. Mimo to 70% porzuconych samców decyduje się na samotne wysiadywanie i wychowywanie potomstwa. I między innymi dzięki nim remizów w Polsce przybywa.

Samiec remiza w trakcie budowy gniazda w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci