Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : gawron

Wylęga się na drzewach

krogulec14

Wracając z pracy do domu przyszło mi dziś iść przez Plac Sienkiewicza w Szamotułach. W koronach rosnących na nim drzew toczyły, pilnując jednocześnie swoich gniazd, wiosenne rozmowy gawrony. Nie wiem jak Wy, ale ja te ptaki po prostu lubię. I dziwię się co bardziej krewkim włodarzom miast mszczących się na Bogu ducha winnych drzewach, tnącym je okrutnie. Inne władze, bardziej rozrzutne, na pomoc przeciw gawronom wzywają sokolników. Zamiast zatrudnić pana z wiaderkiem wody i ścierką.

O "charyzmatycznym głosie" ptaka, z taką "rockową chrypką" opowiem innym razem. Dziś zaprezentuję jedynie kilka zdań, jakie o gawronie napisał swego czasu ksiądz Jan Krzysztof Kluk.

***

"175 Kruk Gawron (Corvus frugilegus, w Części I. Nro 71) tak iest czarny iak kruk, mnieyszy przecięż, i dziób ma biały. Trzyma pospolicie towarzystwo z Kawkami, a czasem i z Wronami. Nie jest tak łakomy na ścierw, lecz bardziey na ziarna.

176 Gnieździ się i wylęga iak Wrona na drzewach, w lasach nad wodami, łąkami a czasem i pojedynczo gdzie stoiących. Tak się trzymaią wspólnego towarzystwa, że się jedna para sama na drzewie gnieździć nie będzie, lecz tak wiele razem, iż gniazd pełno narobią.

177 Mięso prości ludzie iadaią. Chowany prędko się wypieści. O sposobach łowienia żywo niewiem: i podobno łatwiey się dostać nie może, iak w gniaździe."

***

Źródło: Jan Krzysztof Kluk Zwierząt domowych i dzikich, osobliwie krajowych, historii naturalnej początki i gospodarstwo. Potrzebnych i pożytecznych domowych chowanie, rozmnożenie, chorób leczenie, dzikich łowienie, oswojenie, zażycie, szkodliwych zaś wygubienie: t. 2: O ptastwie, Warszawa 1779; wyd. następne: Warszawa 1797; Warszawa 1813

NmOnxd2M5utrhaATcNdI4yJahTLDhumag0pVpIQc

Gawron, akwarela Andrzej Rabiega www.andrzejrabiega.com

Nie pomoże krukowi kąpiel

krogulec14
Moja sąsiadka Ania, która jest kustoszem szamotulskiego Muzeum Zamku Górków, podrzuciła mi szesnastowieczną akwarelę kruka. Jako, że temat ptasiego wykształciucha ostatnio mam dość mocno wykorzystany, to zasięgnąłem do "Zarysów domowych" gdzie w jednym rozdziale jest cała krukowata śmietanka.
Myślę, że osoby które przebrną przez cały tekst, zrozumieją niechęć naszych przodków do wszelkiej maści wron, kruków, kawek czy gawronów. Zrozumieć oczywiście nie znaczy akceptować różnych podejść do rodziny krukowatych. A ta rodzina, jak spora część czytelników "Plamki mazurka" pamięta, to nic innego jak... Wyższa Forma Życia:
 
-
 
"Do smutnego korowodu należy to ptastwo społem; wróżki zimna, niepogody i klęski z napadu Tatarów, mieszają je razem z sobą i pieśni ludu.
Czorny kawy, czorny wrony, krutu hory wkryły,
A mołodych Turkiw, Basziw, Lachyj pobyły
Kruk, wrona, gawron, byli to niedostępni towarzysze umierającego na Rusi wojownika. Matka na polu bitwy, szuka swego syna:
 
Sedyt woron na skałoju
Pochyłuje hołowoju
Oj! ja twoho syna znaju,
Tryczy ja deń popas maju;
Ze łba oczu wyberaju.
Idy stara do domoczku,
Woźmy pisku w prawo ruczku,
Posij jego w horodoczku:
Jak toj pisok w horu zijde,
Tohdy Twyj syn do t'ia pryjde.
 
(Siedzi kruk nad skałą, kiwa głową. - >Oj! ja twego syna znam, bo zeń trzeci dzień mam popas, oczy ze łba wybieram. Idź stara do domu, weź piasku w prawą rękę, posiej go w ogrodzie; jak ten piasek znijdzie w górę, wtedy twój syn do ciebie powróci).<
W innej pieśni matka pyta wrony, czy syn jeszcze biały, oczy żywe, a usta rumiane. Odpowiada wrona: >Już usta sine, na jego licach siadam, oczy mu wyjadam.<
*                              *
Kruk umierającemu z ran rycerzowi na stepach w oczy zagląda, osłania od słońca skrzydły, szarpie ciało, a porzuca ojedzone kości.
*                              *
Dobrze to pojął Klonowicz, gdy za towarzysza wisielca, daje wronę i kruka, >który ledwo skrzepłemu, ma się do źrenicę.<
 (Worek Judaszów).
Ptastwo to dało powód licznym przysłowiom w Polsce i na Rusi, jako:
>Wlazłszy pomiędzy wrony trzeba krakać jak i ony.<
*                    *                    *
Wrona kracze, będzie deszcz.
 *                    *                    *
Na gnat krzyczy, a trzyma go wrona.
*                    *                    *
Nie wskóra wrona na harcu z jastrzębiem.
*                    *                    *
Jak letiła worona do hory to krakała, a jak na dił, to i kryła opustiła.
*                     *                    *
Kruk, krukowi, oka nie wykole; a Rej mówi:
Kiedy kruk kruka kłuje,
Pewnie głodne lato czuje.
*                    *                     *
Nie pomoże krukowi kąpiel.
*                    *                     *
Kruk chowany, i panu oczy wydłubie.
Gawronami przezwano niedołężnych gapiów; stąd zagawronić się, wyrażenie, które Rej tak wyjaśnia w Zwyercyedle. Czeka jak młody gawron gębę rozziewiwszy, rychłoli mu co w nię wetkają.
Od wrony poszły nazwy ubioru i konia: tak zwano czarny, wrony ubiór, a w pieśniach ludu, ileż to hasa koników wronych.
Stąd wyrażenia: >wszyscy nań kraczą,< i wrony nań kraczą.
*                    *                     *
Kruk krakaniem wróżył u nas w XVI wieku szkodę ludziom*, gawron na niepogodę najwięcej śpiewał*. Wrona na deszcz najwięcej się błąkała*. Kawki na słotę w gromady zbiegały, wedle przysłowia dawnego: >Pełno, by kawek na słotę.<
O tej drużynie ptastwa, myślistwo ptasze mówi,
Gawron, kruk, wrona, jedna komitywa,
Z temi najczęściej kawka przylatywa.
Mamy wyrażenie >pójść w kawki,< to jest na wałęsanie i włóczęgę. 
W ruskich pieśniach weselnych, pod postacią kawki uważają pannę młodą**.
 
1.
Czornaja hołeńko czorneńka,
Deż bo ty sokoła zaweła?
Oj! hihde ja go ne weła,
Sam win za mnoju łetiw,
Za moim litaniem tycheńkim,
I za pireńkom czarneńkim.
Krasnaja Maruneńko krasna,
Deż bo ty Iwaseńka zaweła?
Nihdeż ja jeho ne weła,
Sam win za mnoju pryichaw,
Za moim chodeńkom drobneńkim,
Za moim łyczeńkom biłeńkim.
 
(Czarna kaweczko, czarniutka, gdzież ty sokoła zawiodła? Oj! nigdzie ja go nie wiodła, sam on za mną leciał, za mojem lataniem cichutkiem, i za piórkiem czarniutkiem. Piękna Maruneńko, gdzieś ty Iwasia zawiodła? Nigdzież ja go nie wiodła, sam on za mną przyjechał, za moim chodem drobniutkim, za moim licem bielutkiem).
 
2.***
Czorna sia hałeńka żuryła,
Szo za rano wyletiła;
Wsiuda moroz, wsiuda snihy,
Nihde sisty, hnizda wyty,
Ditońki wywodyty!
Krasna sią Marynia żuryła,
Szo mołoda za muż piszła;
Ni jak sy radońki daty
Nie umije ni w polu robyty,
Ni w domu hospodaryty!
 
(Czarna się kukawka gniewała, że za rano wyleciała, wszędy mróz, wszędy śniegi, nigdzie siąść, ni gniazda znosić, dzieci drobne wywieść. Krasna się Marunia gniewała, że zbyt młodo za mąż poszła; nie umie sobie dać rady, nie umie ani w polu robić, ani w domu gospodarzyć).
 
3.
Czorna hołaczka na rokiti siediła,
Chotiła rokitu obłamaty;
Rokitu nie obłomyła,
Jeno rosu obyła.
Diwka domacha na posazi sediła,
Chotiła mateńku rozwesyłyty;
Mateńki ne rozwesełyła,
Jeno hirsze zasmutyła.
 
(Czarna kawka na rokicinie siadła, chciała ją obłamać; rokiciny nie złamała, jeno rosę obiła. Panna młoda na posagu siedząc, chciała mateńkę rozweselić, matki nie rozweseliła, jeno gorzej zasmuciła).
Często w postaci kawek uważają dróżki weselne, a kukułka oznacza żałobliwą matkę, jak w tej z okolic Tarnopola.
 Leciały kawki w trzy rzędy, a kukułka na przedzie, wszystkie kawki na ługach siadły, a kukułka na kalinie, wszystkie kawki zaszczebiotały, a kukułka zakowała.
 Idzie domacha na przodzie (matka panny młodej), a wszystkie dróżki za nią, wszystkie drużki po ławach siadły, a domacha na posagu, wszystkie drużki zaśpiewały, a domacha zapłakała.
 Kawki, lud nasz uważa za wieszcze ptaki; znalazły one miejsce w pieśniach weselnych, jako w tej krakowskiej.
Oj! leciały czarne kawki przez morze,
Padły, siadły u pana ojca na dworze:
Wyjdź-że do nich pani matko proszący,
Czyście nie widziały mojej Marysi jadącej?
- Widzieliśwa twoję Marysię jadący,
Ocierała swoje oczęta płaczący.
*                   *                    *
Djabeł, jak sowy, puhacza, tak często i kawki przybiera postać na siebie.
Dodać tu muszę jeszcze jeden szczegół co do wróżb.
Kiedy Jan Kazimierz z Litwą i wojskiem, niesłusznie prześladując Lubomierskiego, nastąpił na niego pod Częstochową, historyk panowania Jana Kazimierza mówi: >Był też i prognostyk od pospólstwa zważany, że krucy i wrony wszystkie wieszały się nad Litwą i królewskiemi kracząc choć dzień był mglisty, że wygra Lubomierskie z związkowymi.< (T. 2. Str. 356). I sprawdził się ten prognostyk, bo Litwa pamiętną poniosła klęskę. Szlachetny zwycięzca, ustąpił z pola królowi.
 
* Myślistwo ptasze
** Pieśni Ludu w Galicyi Wacława z Oleska Zaleskiego.
*** Śpiewają tę pieśń drużki w domu pp. młodych."
 
-
 
Źródło: Kazimierz Władysław Wójcicki, "Zarysy domowe", 1842, Warszawa, drukarnia Max Chmielewskiego
15978277_244503449314147_1563609813_n
 
I jeszcze raz: Kruk/Corvo/ (akwarela z XVI wieku Unibo Fondo Ulisse Aldrovandi)

Czarne toto i w ziemi się dłubie

krogulec14

Są czarne, podobno inteligentne jak szympansy. Głośno kraczą, a swoimi odchodami dość często znaczą parkowe ławki. Prawda, że po tych kilku słowach wiemy już o kogo chodzi? To bardziej o nich śpiewał swego czasu w "Lubię wrony" sam Wojciech Młynarski: 

Los im dolę zgotował nieletką:
Cienką gałąź i marne poletko,
Czarne toto i w ziemi się dłubie -
- a ja je lubię,
A ja je lubię...

Od pewnego czasu gatunek cieszy się w Polsce ścisłą ochroną gatunkową. Poza jednym dziwnym warunkiem. Ta ścisła ochrona gatunkowa gawrona nie obejmuje obszarów administracyjnych miast. Warto zauważyć, że na żerowiska gawrona (a są to zwykle otwarte przestrzenie) łasym wzrokiem spozierają deweloperzy.

O pożytecznej roli gawrona w mieście nie ma co się rozpisywać. Ptak ten, poza apetytem na owoce (o czym mówi naukowa nazwa frugilegus), jest wielkim amatorem rzucanych przez nas resztek jedzenia. Zjadając je poprawia estetykę miasta, podnosi warunki sanitarne ograniczając bazę pokarmową dla gryzoni.

W ostatnich 13 latach nastąpił drastyczny spadek liczebności gatunku. W latach 2002 -15 zmniejszyła się ona blisko o połowę! Według kryteriów Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody oznacza to, że jest to gatunek zagrożony wymarciem w skali kraju...

Spuentuję parafrazując Mistrza Młynarskiego: ja też jestem nawiedzony, bo bardziej lubię gawrony od towarzystwa gryzoni..

 

Źródło: www.monitoringptakow.gios.gov.pl/strona-glowna 

7eU8hjzJTg8KyRxoJLwQx06Y5sMHCsgmBmP93hYB

Gawron, ("W kolorowym chaosie"),fot. Kamil Wilkos

aooWMYBZEZPZWKko8iGMLbifZiXNMRGpp00hHqF3

Ulica Bema w Węgorzewie. Jeszcze w ubiegłym roku w koronach tych drzew było ponad 120 gniazd gawrona. Jak widać nie wszyscy lubią ptaki, fot Andrzej Sulej 

Perwersyjny smak marynaty

krogulec14

O gawronie swego czasu opowiadałem sporo z tej racji, że był ptakiem jakiejś tam pory roku. Wszyscy pewnie wiemy, że gnieździ się kolonialnie. Są niekiedy setki lub tysiące gniazd na wysokich, pojedynczych drzewach, w alejach, parkach bądź też w małych laskach. Kolonie lęgowe często są wykorzystywane przez dziesiątki lat. Z tej racji, że lubią ze sobą wieczorami porozmawiać to nie są przez część ludzi lubiane. Część z nas zwyczajnie marudzi na hałas i odchody. Inna część, ta bardziej niechlujna, sprawia jednak, że gawron bardzo dobrze się w miastach czuje.

Gawron obecnie zdaje się występować niemal w każdym mieście. Nie zawsze jednak tak było. W "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego czytamy:

"W Królestwie Polskiem nie znam żadnego miejsca, gdzieby się stale gnieździły, jak w innych sąsiednich krajach, gdzie mają od dawna już uprzywilejowane gaje, w których się ciągle w wielkim mnóstwie wywodzą. Autorowie niemieccy wspominają o kilku takich osadach w Niemczech, a P. SKINDER wymienia podobną na Litwie, gdzie w gaiku, zarastającym wysepkę na Dźwinie, takie się ich mnóstwo wywodzi corocznie, że księża Bernardyni druizcy, właściciele tego miejsca, marynują młode i stare na użytek własnego i innych klasztorów, co wcale ptaków nie zraża."

Pamiętacie co mówił profesor Bednorz o ludziach i krukowatych? Jak co to przypomnę: 

"Wrona, gawron i kruk wędrują po całej Europie i osiadają tam, gdzie człowiek jest niechlujny.Trzymają się tylko krajów, w których jest nieporządek. Dlatego u nas jest ich tak wiele. W porządnych miastach nie ma krukowatych, bo tam nie ma co jeść."

Wniosek z tego nasuwa się prosty. Widać człowiek dwudziestego wieku był znacznie bardziej niechlujnym niż ten z wieku dziewiętnastego.

Przyznaję, że księża Bernardyni zaskoczyli mnie tym swoim perwersyjnym, z naszego obecnego punktu widzenia, upodobaniem do nietypowych marynat. Taka strawa w dwudziestym pierwszym wieku jednak byłaby co najmniej dziwaczną, jeśli nawet wręcz szokującą.

 38dvFY2q689Pt5JoOXxAtb7fM8WZIM0dr012aDiE

Gawron, fot. Hanna Żelichowska   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/571-hankaz 

Gawronie - ja cię lubię, a ty mnie

krogulec14

Na pytanie, czy pisząc o wronach zasugerowałem się tekstem "Lubię wrony" Wojciecha Młynarskiego musiałem zaprzeczyć. Ale zaraz postanowiłem się z nim zapoznać. W sumie żałuję, że tej piosenki nie znałem szybciej.

Przedwczoraj Wojciech Młynarski miał urodziny. Wrzuciłem na swojej stronie małe o tym info, link z piosenką. Po jakimś czasie wpadł mi w ręce poniższy tekst. Poczytałem i poprosiłem autorkę o pozwolenie zaprezentowania go na "Plamce mazurka".

Jako, że Katarzyna Bajerowicz się zgodziła, to Wam go prezentuję. Post ten pochodzi z Jej bloga "To i owo, czyli rzeczy różne i inne" 

 
Chociaż gawron trochę siwy,
ale zawsze urodziwy.
Stąpa dzielnie, pierś wypina,
jeszcze go się humor trzyma.

Bardzo lubię gawrony - baaaaardzo.

Jak jeździłam do szkoły autobusem, to obserwowanie gawronich zwyczajów nie pozwalało umrzeć z nudów. Raczej umierałam ze śmiechu :DDDD Łaziły dostojnie - kiwając się na boki, jak starsi panowie: w melonikach i z rękami z tyłu na surducie. Wypatrywały różności na trawnikach. Przynosiły orzechy nad jezdnię i spuszczały pod koła samochodów, żeby je rozbić :D. Albo zalecały się do gawronich dam, wypinając pierś, latając na piechotę z rozczapierzonymi nad głową skrzydłami i wrzeszcząc w niebogłosy :DDDDD.

Kilka dni temu, wracając skądś, zauważyliśmy całą gawronią kolonię, okupującą szpaler topoli - przyleciały na noc i obsiadły setkami drzewa. Próbowałam zrobić jakieś sensowne zdjęcie, ale jakoś nie umiałam. Za to spróbowałam dziś namalować gawrony :DDDDD


Errata:

Po umieszczeniu powyższego posta dostałam od Joli, mazurskiej Przyjaciółki Wszystkich Żyjątek, fantastyczny list pt.:

„...bardzo rzadko jest mowa o gawronach :-)

Wiesz co, Kasiu? Myślę, że ta piosenka jest tak naprawdę o gawronach (chodzi mi o tekst, a nie podtekst ;-)), tylko Młynarskiemu pomyliły się gatunki ;-).


W berżeretkach, balladach, kanconach
bardzo rzadko jest mowa o wronach,
a ja mam taki gust wypaczony,
że lubię wrony.
 

Los im dolę zgotował nieletką,
cienką gałąź i marne poletko,
czarne toto i w ziemi się dłubie,
a ja je lubię.

 

Gdy na polu ze śniegiem wiatr wyje,
żadna wrona przez chwilę nie kryje,
że dlatego na zimę zostają,
że źle fruwają.

 

Ale wrona, czy młoda, czy stara,
się do tego dorabiać nie stara
manifestów ni ideologii,
i to ją zdobi...

 

Gdy rozdziawią dziób, wiedzą dokładnie,
że ich głosy brzmią raczej nieładnie,
lecz nie wstydzą się, i nie tłumaczą,
że brzydko kraczą.

 

I myśl w głowie nie świta im dzika,
by krakaniem udawać słowika,
by krakaniem nieść sobie pociechę,
i to jest w dechę…

 

Żadna wrona się także nie łudzi,
że postawi ktoś stracha na ludzi,
co na wrony i we dnie, i nocą
czyhają z procą.

 

Wrony fruną z godnością nad rżyskiem,
jakby dobrze im było z tym wszystkim,
i w tym właśnie zaznacza się wronia
autoironia.

 

Nie udają słodyczy nieszczerze,
mężnie trwają w swym szwarccharakterze,
nie składają w komorę zasobną,
jak więcej dziobną.

 

Wiedzą, że mimo wszelkie przemiany,
nie wyrosną na rżysku banany,
nie zamienią się w kawior pędraki,
bo układ taki…

 
W berżeretkach, balladach, kanconach
bardzo rzadko jest mowa o wronach,
a ja mam taki gust wypaczony,
że lubię wrony.
 

Los im dolę zgotował nieletką,
cienką gałąź i marne poletko,
czarne toto i w ziemi się dłubie,
a ja je lubię...

 

Nb na jakimś recitalu - zaraz po upadku komuny - Młynarski opowiadał, że parę lat wcześniej dostał list od ornitologa, który wyjaśniał, że tak naprawdę to nasze wrony odlatują na zimę na Węgry. A do nas przylatują wrony ze Związku Radzieckiego. Młynarskiego to zainteresowało i postanowił, że zawsze po zaśpiewaniu tej piosenki będzie podawał tę informację. Ale musiał ją ocenzurować i --- cenzor się nie zgodził, bo jak stwierdził, "takich informacji ujawniać nie wolno" ;-). 

A na koniec należy się wszystkim informacja, że wierszyk, którego fragment umieściłam we wpisie na początku jest dziełem Pani Hanny Januszewskiej.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci