Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : plomykowka

Strażnik czasu z kościelnej wieży

krogulec14
Jako, że płomykówka jest gatunkiem osiadłym, a występuje w różnych stronach świata, to Jan Sokołowski zastanawiał się czy czasami jej metryka nie jest starsza niż morza i oceany, które podzieliły kontynenty. Przyznaję, że odpowiedź na to specjalnie mnie jakoś nie interesuje, ale samo przypuszczenie robi już na mnie spore wrażenie. Wikipedia dodaje, że nasza bohaterka ma największy zasięg występowania spośród wszystkich zwierząt lądowych.
Płomykówka jest średniej wielkości sową. Długość jej ciała wynosi 34 -37 centymetrów, rozpiętość skrzydeł 88 -95 centymetrów, a waga oscyluje w granicach 310 -410 gramów.
Sowa ta w zależności od ilości myszy odbywa od 0 do nawet 3 lęgów rocznie. Od marca do - października samica składa najczęściej od 4 do 8 jaj z których po 30 -34 dniach inkubacji wykluwają się pisklęta. Jest przydomową sową. Jako, że pierwotnie zasiedlała skały, to i obecnie jaja składa w ciemnych, mało odwiedzanych, zakątkach opuszczonych zabudowań, ruin, wież kościelnych, wiatraków wprost na półkach lub innym twardym podłożu. Coraz częściej odbywa lęgi w specjalnie montowanych dla niej skrzynkach lęgowych. Gniazduje pojedynczymi parami.
Płomykówka jest gatunkiem synantropijnym. Ptak jest dość silnie związany z siedzibami ludzi i jak już wspomniałem osiedla się najchętniej w ruinach, starych budynkach, wieżach i dzwonnicach kościołów. Warto zostawiać dla niej otwory w szczytach budynków gospodarczych, gdyż z punktu widzenia człowieka jest pożyteczna, ponieważ ogranicza populację szkodliwych gryzoni.
Jest aktywna nocą. Każdej nocy zjada średnio 4 myszy - które stanowią około 95% jej pokarmu - lub 7 ryjówek. Jej areał łowiecki obejmuje około 1 kilometr kwadratowy.
W Polsce zamieszkuje cały niż, lecz wszędzie jest gatunkiem bardzo nielicznym. Jej populacja szacowana jest na 1 000 - 1 500 par lęgowych i w dalszym ciągu spada. Spotykana jest nawet w dużych miastach. Chroniona.
Płomykówka porusza się lotem falistym, bezszelestnie i wolno uderza skrzydłami. Lata zwykle niezbyt wysoko nad ziemią. W ciągu dnia przesiaduje tuż przy gnieździe, lub pozostaje w ukryciu. Poza sezonem lęgowym żyje samotnie. W pobliżu gniazda (do końca zimy) wydaje charakterystyczny głos kojarzący się co niektórym osobom z chrapaniem człowieka.
Płomykówce, mieszkance wielu kościelnych przyglądano się często ze szczególną uwagą. W wierzeniach ludowych nie tylko zwiastowała śmierć jak pójdźka, ale także przepowiadała pożar. Ktoś, chyba niezbyt rozgarnięty, rzucił podejrzenie, że sowa ta wyjada łój z świec w kościele...
Nie wszyscy jednak uważali płomykówkę za demona terroryzującego ludzi. Tu i ówdzie dostrzegano, że to ona jest strażnikiem czasu, który pamięta epokę superkontynentu, pangei. Wiedziano, że jest jasnowidzem, który przestrzega przed demonami, a w razie potrzeby je przegania.

 DSC_9454

Płomykówka, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

Akcja ratowania płomykówki

krogulec14

XVI Zlot Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej odbył się w cieniu wydarzenia, jakie nastąpiło dwa dni prędzej w jednej z wiosek położonych w sulęcińskim powiecie. Oficjalna wersja, która doszła do nas mówiła, że tamtejszy proboszcz przystąpił do remontu kościoła, wiedząc iż w jego murach lęgi odbywają pójdźki i płomykówki. Wiadomość tą przyjęliśmy ze sporym zaniepokojeniem, jak też ze sporym zbulwersowaniem.

Co tak naprawdę wydarzyło się 20 -22 kwietnia we wspomnianym kościele? Oto co o tym opowiedział interweniujący na miejscu Sławek Rubacha:

"Sobota (22.04.), godzina 6.30  odbieramy telefon od Zbyszka. Kościół w powiecie sulęcińskim w woj. lubuskim, który monitorowany jest przez nasze Stowarzyszenie od ponad 10 lat, został uszczelniony! Ubytki w dachu zostały załatane dwa dni wcześniej i to w środku okresu lęgowego. Kościół ten od lat zajmowany jest przez płomykówkę i pójdźkę i co gorsza, ptaki te mogły zostać w środku! Nie ukrywamy, że ogarnęła nas wściekłość, bo przecież osobiście informowaliśmy gospodarza o mieszkańcach kościoła. Później okazało się, że osąd był przedwczesny. Wprawdzie przez dwie doby ptaki są wstanie przetrwać bez pokarmu, jednak działać należało błyskawicznie. Pójdźki były bezpieczne natomiast miejsce, gdzie przebywały płomykówki było uszczelnione. Wraz ze Zbyszkiem Miszonem oraz Robertem Komorowskim dotarliśmy do wykonawcy i okazało się, że było to oddolna inicjatywa kilku parafian, którzy nie mieli wiedzy o sowach. Podczas ich pracy nie wyleciały żadne sowy, co utwierdziło nas w przekonaniu, że mogły zostać w środku. Udaliśmy się więc do proboszcza, który zaskoczony tą sytuacją bez wahania zezwolił nam na działanie. Wezwaliśmy na miejsce miejscową Ochotniczą Straż Pożarną, jednak okazało się że ich drabina jest zbyt krótka. Kolejny telefon i po około godzinie przybyła PSP z Sulęcina. Po wyjęciu dachówki, na nowo była możliwość wlotu do środka. Straż Pożarna odjechała, a my jeszcze przez pewien czas zastanawialiśmy się jak zabezpieczyć ubytek przed deszczem. Po około 15 minutach w otworze, z wnętrza dachu wyleciała… płomykówka! Nie ma takich słów, które opisałyby to co wtedy poczuliśmy! Wieczorna kontrola potwierdziła obecność płomykówki. Tydzień później tj. 29 kwietnia, na koszt naszego Stowarzyszenia został zamontowany daszek chroniący wnętrze kościoła przed deszczem.
Akcja nie udałaby się gdyby nie gro osób. Podziękowania należą się dla księdza proboszcza, lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej, Państwowej Straży Pożarnej w Sulęcinie i innym którzy wspierali nas cennymi wskazówkami.

Kilka zdań na zakończenie. Budynki są również siedliskiem dla ptaków i innych grup zwierząt, a niszczenie ich z gniazdami itp. łamie Ustawę o ochronie przyrody i Rozporządzenie o ochronie gatunkowej. Zdajemy sobie sprawę, że niekiedy prace remontowe muszą być wykonane w okresie lęgowym czy rozrodczym, jednak tak naprawdę niewiele trzeba, aby pogodzić interesy ludzi z interesami zwierząt, co widać na powyższym przykładzie. Dzięki dobrym chęciom i zaangażowaniu wielu osób, kościół jest zabezpieczony, płomykówki mają swój dom, a my możemy cieszyć się ich pięknem.
Przed takimi pracami należy mieć opinie ornitologa i chiropterologa, którzy określą czy budynek jest zasiedlony i pomoże rozwiązać „problem”. Nasze Stowarzyszenie także służy radą i działaniami w takich sytuacjach."

Tekst i zdjęcie pochodzą z sowy.sos.pl

QS6A1169 

PSP Sulęcin w akcji, fotografia udostępniona przez Sławka Rubachę

Półdyjabły, półptaki

krogulec14

Nic dobrego, poza piątym punktem, nie przyniosły sowom wędrówki Bronisława Gustawicza po Galicji. Groza, śmierć a nawet wyjadanie kościelnych świec towarzyszyło spotkaniom z nimi. Co ciekawe, choć minęło od powstania "Podań, przesądów, gadek i nazw ludowych w dziedzinie przyrody" 136 lat, to sporo osób do tej pory jest przekonanych, że zobaczenie sowy nic dobrego nie przynosi. W dobie telewizji i internetu:

*          *          *

"1. Nocna natura tego ptaka, wzrok jego i lot nadzwyczaj cichy nadały mu pewne cechy wrogiej tajemniczości. I tak gdzie się znajdują sowy, tam są złe duchy (Pochówka), lub strachy (Stanisławów, Dziewiętniki, Janów).

2. Jest ona półdyjabłem, a półptakiem, Z tego to powodu obawiają się jej głosowi przedrzeźniać, utrzymując, że gdyby się kto na to się odważył, to zlatują się zaraz w wielkiej liczbie i mogą przedrzeźniacza zabić (Zabrzeż, Szczawnice).

3. Sowa w nocy krzycząca zwołuje dusze zmarłych (Sielec).

4. Gdy sowa w nocy przeleci nad domem i nad nim zakrzyczy lub usiądzie na drzewie przy domie i stąd zakrzyczy albo zakwiczy, jedna z miejscowych osób pójdzie na tamten świat, bo sowa ją woła do siebie słowy "pójdź! pójdź!" (powszechne), albo też słowy "wywiedź! wywiedź!" (Jurków, Zaborów).

5. Gdy sowa kwiczy, wołając "Powij" lub "Puwi", przepowiada urodziny, i to w tym domu, nad którym zakwiczy (Korczyna, Łosiacz, Przemyśl). Ma to być sowa pójdźka, którą w Łosiaczu zowią "Pohutkało".

6. Gdy w domu jakim jest chory, a sowa zapuka do okna, mówią, że przyszła po duszę chorego (Ladzkie) lub że przepowiada mu śmierć (Krościenko, Stanisławów, Żywaczów, zresztą powszechne).

7. Gdy sowa wleci komu do stodoły, to śmierć do niego już pooglądać zaczyna (Krzeszowice).

8. Sowa płomykówka stąd ma nazwę swą, że zjada w kościołach świece (Krechowce, Złoczów, Żywaczów, Janów, Stanisławów).

9. "I były gody w Kanie galilejskiej, dzie to P. Jezus z wody zrobiał wino i ptacy wszyscy byli najedli sie i napieli. A sowa najpóźniej przyleciała. Ano dali i (jej) tam popłuczyn, pozamiatali ze stołów. Zjadła het, tej do tańca. Insze ptaki już tańcowały i pomęczyły sie. Jakiś mocny sępisko ucieszał się, że świeżą do tańca dostanie i wzion sowe. Ale sowisko sie obżarło, tej purr, purr! Ptaki się zastydzieły; tej na sowe; goń, dziób; ledwie uciekła, boby ją były zabieły. Ale i tak ją kiedy może zabiją, bo od tego czasu ją wszystkie ptaki prześladują" (Iwonicz*)."

*           *          *

Myślę, że po dzisiejszej lekturze nikomu już na myśl nie przyjdzie... przedrzeźnianie sów. Mam nadzieję, że nikt nie zgłosi swojemu proboszczowi co się dzieje z kościelnymi świecami. Donosicielstwo, nawet takiej personie, to... ewidentny grzech!

Bronisław Gustawicz, "Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody", 1881.

_CKO1770www

Puszczyk, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl

Brzydka płomykówka

krogulec14

Kolejna szkarada która wyszła spod ręki Pabla Picasso. Co ciekawe, to że pomimo swojej nieprawdopodobnej szpetoty przypomina pewien gatunek sowy. Przynajmniej mi się mocno kojarzy z płomykówką. Śmiejemy się z Eweliną Kurach, którą podpytywałem o dzieło mistrza, ze Stowarzyszenia Ochrony Sów., że jeszcze zostaniemy... ekspertami twórczości hiszpańskiego malarza.

5c07d52fd38fc6929e2ebf5255d6613a

Autor: Pablo Ruiz Picasso

M-4 dla płomykówki

krogulec14

Gdyby ktoś chciał mieć w swoim sąsiedztwie płomykówkę, to powinien spełnić kilka kryteriów. Musi mieszkać w rejonie występowania tej uroczej sowy, jak też w pobliżu ruin, starych (i najlepiej opuszczonych) budynków, wież i dzwonnic kościelnych. Kto mieszka na wsi może w szczycie budynku gospodarczego zostawić otwarte okienko. Mieszkańcom wsi i przedmieść będzie znacznie łatwiej wypatrzeć sowę z sercem na twarzy.

Jeśli mieszkamy na skraju miasta, bądź na wsi, w miejscu występowania płomykówek to możemy pomyśleć o próbie zakwaterowania jej w swoim pobliżu. Niewątpliwie czynnikiem sprzyjającym w ściągnięciu tej sowy będzie odpowiednia skrzynka lęgowa usytuowana w zacisznym miejscu. Na pewno płomykówce spodoba się poniższa skrzynka skonstruowana specjalnie z myślą o niej. Gdyby ktoś chciał taką zbić, to podaję wymiary: A - 15 cm, B - 20 cm, C - 80 -120 cm, D - 50 cm i E - 50 cm.

Warto sypnąć na spód trocin, gdyż jak zapewne sporo osób pamięta, sowy nie wiją gniazd, a jaja znoszą wprost na podłoże. Dodatkowa ścianka w skrzynce zaciemnia jej wnętrze. Ma też za zadanie utrudniania plądrowania lęgu prze drapieżniki. Warto też skrzynki lęgowe zabezpieczyć papą przed deszczami.

Czasem płomykówkę ubiegnie w zajęciu skrzynki pójdźka albo pustułka. Ale to chyba nie będzie dla nikogo żadnym problemem...

Źródło: Wikipedia.

800pxB_plomyk1

By Aung - Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2154838

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci