Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : trzmielojad

W zielonym gnieździe trzmielojada

krogulec14

Kojarzy nam się głównie z tym, że poluje się na niego gdy jest na przelotach w rejonie Basenu Morza Śródziemnego. I z mądrością natury, która pozwala samicy znosić tylko dwa jaja. Większą ilość piskląt zapewne trudno by było trzmielojadom wykarmić...

-

Trzmielojad jest bardzo nielicznym, miejscami nielicznym, gatunkiem lęgowym w Polsce. Największe zagęszczenia gatunku znajdują się w większych kompleksach lasów mieszanych na wschodzie kraju, takich jak Puszcza Białowieska czy Lasy Strzeleckie.

Na siedliska trzmielojad najchętniej wybiera starodrzewia liściaste i mieszane. We wspomnianej Puszczy Białowieskiej zwykle nimi są lęgowe liściaste części kompleksu. Zwykle lasy zamieszkiwane przez nasz dzisiejszy gatunek przekraczają 250 hektarów. Lasy o powierzchni mniejszej niż 50 hektarów zajmowane są wyjątkowo.

Terytoria par lęgowych trzmielojadów w dość dużej części (13 -78%) się nakładają. Rewiry samców obejmowały 6 -13 kilometrów kwadratowych, a samic 4,5 -10. Samice w czasie karmienia żerują zwykle do 3 -6 kilometrów od gniazda, a samce 3 -5. Okazjonalnie samce, jak i samice, oddalają się na większe odległości. Bronione, przed ptakami własnego gatunku, terytorium wynosi około 500 metrów od gniazda, choć czasem zwiększa się nawet do 2000 metrów. Gniazda są oddalone od siebie zazwyczaj w odległości 2,2 -3,6 kilometrów. W sprzyjających warunkach bywają odległości te mniejsze.

Trzmielojad zwykle co roku buduje nowe gniazda, chociaż zdarza mu się też zajmować stare gniazda jastrzębia, myszołowa czy ptaków krukowatych. Gniazda zakłada na gatunkach drzew liściastych jaki i iglastych. Znajdują się one  w różnych miejscach na drzewach: przy pniu, na gałęziach bocznych czy też w koronach. Do wyściółki, jak i budowy gniazda, używa dużej ilości świeżych, zielonych gałązek. Jest ono niewielkie i trudne do zauważenia z ziemi.

Ze wspomnianymi jastrzębiami trzmielojad musi jednak uważać. Dość często bowiem ten ptak plądruje mu gniazda, jak i poluje na dorosłe osobniki.

Jak już wspomniałem samica trzmielojada składa niemal zawsze 2 jaja. W razie utraty lęgów trzmielojady ponawiają je sporadycznie. Sezon lęgowy w środkowej Europie trwa zaledwie 100 dni. Jakkolwiek samiec również bierze udział w wysiadywaniu, to samica robi to częściej. Nocne wysiadywanie należy również do niej. Pisklęta wykluwają się z kilkudniową (zwykle 3 -4) różnicą.

Przez pierwsze 7 -10 dni samica ogrzewa własnym ciałem pisklęta. Przez następny tydzień pozostaje z nimi w gnieździe. Początkowo zdobywanie pokarmu dla piskląt jest domeną samca, który zostawia go samicy, bądź też karmi sam. Młodsze pisklęta dokarmiane są 3 -6 razy dziennie, starsze 7 -9. Gniazdo pisklęta opuszczają 35 -40 dni po wykluciu. Przez następne 5 dni zajmują pobliskie gałęzie. Po 75 -100 dniach są już samodzielne.

Bardzo mocno bazowałem na: Lontkowski J., 2015 Trzmielojad Pernis apivorus., W. Chylarecki P., Sikora A., Cenian Z., Chodkiewicz T (red.), Monitoring Ptaków Lęgowych. Poradnik metodyczny. Wydanie 2. GIOŚ, Warszawa, s. 377 -383.

 oqs5PD4kCKem9XJTKGUwuGoVlmQA42qQkdwRv8qv

Trzmielojad, fot. Maciej Szymański   www.maciej-szymanski.pl 

Strzelić w trzmielojada

krogulec14

"We Francyi mięso pszczołojada jadalne, - pisał Władysław Taczanowski w "Ptakach krajowych" - i dosyć cenione, wątpię jednak, aby było znośne przy aromacie nabytym od owadów pszczołowatych." Choć od czasu wydrukowania książki minęło ponad 140 lat, to tysiące trzmielojadów w rejonie Morza Śródziemnego w dalszym ciągu są zabijane. Tym razem nie trafiają do gara głodnych francuskich rodzin, a na półki maltańskiej braci łowieckiej...

Trzmielojad zamieszkuje zwykle skraje lasów liściastych lub mieszanych. Gniazdo buduje zwykle wysoko na drzewie liściastym. 

"Zamieszkuje gaje i lasy w blizkości pól i suchych łąk, gdzie często za żerem wylatuje. Na spoczynek zasiada na grubych gałęziach i pniakach, rzadko w wierzchołku, lecz zwykle między gałęziami ukryty; niekiedy na kamieniu lub bryle wśród pola i po kilka godzin nieruchomo zostaje.

Gnieździ się najpóźniej ze wszystkich drapieżnych krajowych, to jest w ostatnich dniach Maja lub w początku Czerwca nieść się dopiero zaczyna, gdy wszystkie inne mają już dzieci. Najwięcej w lasach liściowych, zarówno w obszernych, jak i w małych gajach wśród pól i łąk, w większych zwykle przy brzegach. Gniazda najczęściej zakłada po drzewach liściowych, jako to: na dębach, brzozach, lipach, klonach itp., zwykle niewysoko, około połowy wysokości drzewa w grubych odnogach przy pniu."

W Polsce jest to nieliczny ptak lęgowy (około 2 000 -2 500 par) w całym kraju, liczniejszy na południu i południowym wschodzie. Przylatuje w kwietniu i maju, odlatuje w sierpniu i wrześniu. Tysiące trzmielojadów ginie na przelotach w basenie Morza Śródziemnego. Żywi się żądłówkami - osami, szerszeniami, trzmielami oraz innymi owadami, rzadziej drobnymi kręgowcami. Gniazda żądłówek ziemnych rozkopuje dziobem i pazurami, do swego gniazda przenosi całe plastry z czerwiami. Pokarmu poszukuje chodząc po ziemi. Tereny łowieckie to promień 3,5 km od gniazda.

"Pożywienie pszczołojada nie jest odpowiednie, do jego wielkości, głównie się bowiem ono składa z gąsienic towarzyskich, pszczołowatych owadów, których gniazda starannie i umiejętnie wyszukuje. W odkrywaniu gniazd trzmielów daje dowód niezwykłego sprytu, wiadomo biewiem, że te są zawsze między trawą w ziemi umieszczone na parę cali głęboko i tak starannie przykryte kupką suchej trawy lub mchu, że ich wcale nie widać; dostrzega więc je nieinaczej jak po ruchusamych owadów i wygrzebuje z ziemi pazurami. Jada prócz tego szarańcze, świerszcze i inne duże owady lub ich gąsienice, myszy, chomiki, żaby, pisklęta ptasze itp."

Trzmielojad lata powoli, czasem szybuje i krąży. Od kwietnia do czerwca odbywa w parach charakterystyczne loty tokowe, w czasie których głośno klaszcze skrzydłami, uderzając o siebie ich górną powierzchnią. Podczas wędrówek może tworzyć luźne grupy.

"Lot pszczołojada jest lekki i powolny, rzadko wznosi się wysoko lecz najczęściej od drzewa do drzewa przeciąga, zato też zgrabniej chodzi po ziemi niż inne drapieżne. Szukając zdobyczy, podobnie krąży jak myszołów i podobnie zawiesza się w powietrzu nad miejscami gdzie się łupu spodziewa, na dostrzeżoną opuszcza się powolnie i zjada na miejscu. Wzrok ma tak bystry, że doskonale wypatruje drobne istoty po trawach ukryte."

Jestem ciekawy jak długo Unia Europejska tolerować będzie chore hobby Maltańczyków. Trafić sporego i wolno lecącego ptaka to może każda maltańska szmata. Zapewne zostawić przy życiu to maltańskiej braci łowieckiej przychodzi z olbrzymią trudnością...

Źródło cytatów: Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajowe" Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne

4vkD9fojLYxRxBBysOFsLEFfMvwlcPhQsRIccswa

Trzmielojad, fot. Henryk Kościelny   www.henrykkoscielny.pl 

Osożer

krogulec14

 Natura jednak mądra jest, jak nikt dba o swoje dzieci. Weźmy takiego gadożera. Miałby ptak problem z wyprowadzeniem większej ilości piskląt, więc natura sprawiła, że samica tego gatunku składa tylko 1 jajo. Podobnie postąpiła w przypadku trzmielojada. Choć tu była nieco hojniejsza i obdarowała parę dwoma jajami. Nie samymi osami i innymi żądłówkami, jednak trzmielojad swoje pisklęta karmi. Czasem do gniazda przenosi całe plastry z czerwiami. Nieraz droga przenoszenia do gniazda pokarmu wynosi nawet 3,5 kilometra.

  Poza wspomnianymi osami raczy się chętnie szerszeniami, trzmielami oraz innymi owadami, czasami drobnymi kręgowcami. Gniazda żądłówek ziemnych rozkopuje dziobem i pazurami, do swego gniazda przenosi całe plastry z czerwiami. Pokarmu poszukuje chodząc po ziemi.

 Trzmielojad, do niedawna pszczołojad, dzięki apetytowi na żądłówki, zawsze miał ciekawe miana. Były to m.in. sokół osożer, sokół trzmielojad, sokół pszczołojad i sokół trzmielojad. Warto zauważyć, że ów apetyt jest dość osobliwy. Niezbyt często się zdarza aby ptak o wadze około 750 gram "polował" na tak drobne ofiary.

 Do tej pory nie dane było mi widzieć lotów tokowych trzmielojadów. W czasie ich samiec głośno klaszcze skrzydłami, uderzając o siebie ich górną powierzchnią.

 Trzmielojad z naszych ptaków szponiastych odbywa najdłuższe wędrówki sezonowe. Nie są lekkie te jego podróże. Tysiące tych pięknych ptaków ginie na przelotach w basenie Morza Śródziemnego. Płaci, tak jak wiele innych gatunków ptaków, wkładających tak wielki wysiłek w przeloty, haracz za brak serca i prymitywną głupotę myśliwych. Nie dla jedzenia ludzie ci ptaki te zabijają...


Trzmielojad, fot. Stanisław Bodak   bodak.manifo.com

PS. Komu ptak ten się spodobał, to zapraszam na "Trzmielojada" autorstwa Stanisława Bodaka. Zapraszam bo warto. Szczególnie polecam zdjęcia z trzmielojadem na... kolejowych torach!

Od pierwszego wejrzenia

krogulec14

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Niewiele mi trzeba, bo kocham drapole. To silniejsze ode mnie. Wiem, wiem, że polują, zabijają, ale powtarzam sobie myśl Puchalskiego: „w naturze nie ma drapieżników, są tylko mięsożercy, to Człowiek jest prawdziwym drapieżcą”. W dodatku drapole są niezbędne, a przy tym naprawdę piękne, doskonałe w swej istocie, a ich kształty, proporcje, najmniejsze detale – szpony, ubarwienie, OCZY!!! zatykają dech piersi. Nawet w spoczynku, a co dopiero w ruchu! Widziałem z bliska atak sokoła wędrownego – piorun z jasnego nieba! Uratowałem wtedy tego młodego drozda, odruchowo krzyknąłem i to wystarczyło, aby spłoszyć sokoła. Zmroził mnie swoim dzikim wejrzeniem, ale odleciał.


To spotkanie miało czas i miejsce niedawno – tego lata w azylu pod Chęcinami, u Janusza Wróblewskiego. Pokazał mi takie coś skulonego, z wielkim dziobem, nastroszone, zgarbione. „ – Myszołów” – orzekł gospodarz. „- Wypadł z gniazda. Przynieśli mi niedawno, chyba wyżyje, bo ma apetyt”. Niepozorna wtedy istota od razu przykuła moją uwagę. Tuż obok, w sąsiedniej wolierze przebywają myszołowy (także włochaty), jastrzębie, kanie, ale tych pacjentów już znałem, od poprzednich wizyt jeszcze w zeszłym roku. Ten nowy zyskał pseudo „Kurak”, bo taki miał wygląd – jak niedoskubana do końca kura. Ale szybko pokonał onieśmielenie i zaczął jeść – wcinał surowe mielone mięso i od razu widać było, że ten pokarm mu służy.



Od razu zhardział, głowę zaczął nosić wysoko, pierś dumnie do przodu, a trzymany na ręku bacznie i bystro rozglądał się we wszystkie strony. Przy kolejnej wizycie zacząłem mieć wątpliwości – czy to aby na pewno „myszak”? I te szpony jakieś inne, i kształt dzioba nie taki jak u sąsiadów, i woskówka inaksza, i te skośne nozdrza… Coś mi nie grało. Myślę – chyba trzmielojad…? Ale skąd on tu, nad Nidą? Inne drapole tu śmigają stale – pustułki gnieżdżą się zaraz za wolierą kruka Brutusa ( i na nieodległym zamku w Chęcinach), myszołowy kołują w te i nazad (i to nie jedna para, lecz więcej), kobuzy też, jastrzębie atakowały o tu, na płocie przy bocianach wypuszczonego podleczonego kruka…Ale trzmielojad?



Widziałem przepiękne zdjęcia Kłosowskich – trzmielojadów, które rabowały gniazdo drozda, zaraz rzucały się w oczy ich żółte ślipia. A „Kurak” ma ciemne tęczówki!!! Sprawdziłem u Sokołowskiego – młode trzmielojady mają jeszcze ciemne oczy. Posłałem jeszcze fotę tu i  ówdzie, najpierw padł szybki wniosek, że to Buteo buteo – czyli myszołów, ale kiedy zgłosiłem powyższe wątpliwości, przyznano mi rację. Tak, „Kurak” to trzmielojad.




Przy kolejnej wizycie nie miałem już żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości. Nie tylko dlatego, że ślipia „Kurakowi” zaczęły żółknąć. Ta rasowa, arystokratyczna smukła sylwetka, te „pancerne” pióra na głowie (jeszcze dawał się głaskać), no i te łapy chronione hajdawerami z piór, odporne na ukąszenia. Cudo natury. Stracił cechy niedorostka, jeszcze wyszlachetniał, apetyt miał jeszcze większy, ale unikał kontaktu i zaczął kopać doły w piasku wyścielającym wolierę.


Janusz podjął decyzję – na wolność! Tuż za płotem ma rewiry wymarzone, a jeśli niczego nie złapie, to może wrócić na posiłek regeneracyjny. Tak robi wiele pacjentów, podleczonych i wypuszczonych z powrotem na swobodę. Przez miesiąc jeszcze wpadają, potem przybywają coraz rzadziej, aż w końcu zapominają o żłobku.




Żal mi było rozstawać się z „Kurakiem”. Myszołów-sąsiad, skazany na wolierę do końca swych dni krzyczał cały czas żałośnie, kiedy oglądał przygotowania. „ – Od razu da mi znać, jeśli on wróci” – powiedział Janusz Wróblewski. Najpierw trzymał kuraka w dłoniach, a potem próbował posadzić na przedramieniu. Trzmielojad, który zwykle w takiej sytuacji rozsiadał się wygodnie i rozglądał wokoło, łapczywie chwytał jedzenie, ba! toczył dialog spojrzeń z „sokolnikiem” ( vide zdjęcia z sierpnia, a miałem nadzieję na podobną sesję, tym razem pożegnalną) tym razem zaskoczył nas kompletnie. NATYCHMIAST prysnął w powietrze!


Z jednej strony sprawił mi tym zawód, ale z drugiej – uradował swoją formą, że tak grają w nim prawdziwe instynkty jego gatunku. Ale smakował mu ten lot, przestrzeń, ruch. Pies ganiał pamiątkowe zdjęcia!!! Co z tego, że nie mam ujęcia (no wiecie, takie z profilu, lekko z dołu…), jak wypuszczany na swobodę odratowany ptak triumfalnie rozkłada skrzydła i wzbija się w niebiosa. Kto tu jest ważniejszy – on czy ja? Jasne, że ON. Nie wiem czy da sobie radę, ale z całego serca życzę mu powodzenia, ściskam kciuki. Czy ocaleje, czy potem dotrze do Afryki, czy ominie tę cholerną Maltę???!!!! Wiem, mała szansa. Ale będę wypatrywał jego sylwetki – i teraz, i na wiosnę, i zawsze.


  Tekst i zdjęcia Arkadiusz Szaraniec.

 PS. Żałuję, że do jednego wpisu nie można przyznać dwóch kategorii. A skoro nie można, to dla podopiecznych pana Janusza utworzę nowy tag: Ptasi Azyl Chęciny. Już teraz zapraszam serdecznie do częstego jego odwiedzania.

Warszawski trzmielojad

krogulec14

Facebook jest dobry niemal na wszystko. No bo zobaczcie sami.

"Współczułem" niedawno Adamowi, że aby zobaczyć dudka, to musi pokonać 25 kilometrów, podczas gdy ja mam do nich niespełna kilometr.

Adam mieszka w Puszczy Białowieskiej, ja na skraju Puszczy Noteckiej. Taj, zwanej nieraz Plantacją Desek.

Z takim, na przykład, trzmielojadem u mnie jest krucho. Poza tym, ten ptak, jest tak podobny przecież do licznego w Polsce myszołowa, że mógłbym go zwyczajnie (wstyd się przyznać) nie rozpoznać. Chyba, że spotkałbym go, jak na poniższym zdjęciu, w czasie posiłku.

A więc u mnie z trzmielojadem jest krucho. Jak zatem wyglądać może w tym zagadnieniu stolica? Kiepsko? No niekoniecznie. Poniższy trzmielojad został sfotografowany przez Artura Mikołajewskiego w centrum Warszawy (tu się kania maksyma fotografów, że trzeba tylko być w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu i pstryknąć).

Zdjęcie to zostało wykonane dwa lata temu w parku otaczającym Królikarnię. Młody ptak - jak opowiedział mi Autor fotografii - zatrzymał się, gdyż deszczowa aura odebrała mu termikę do latania.

Skoro od redaktora "Gazety Wyborczej" zacząłem, to i na Nim skończę tą dzisiejszą opowieść. W tymże parku, w tym roku, podpisywał swoją znakomitą "Kunę za kaloryferem". A park koło Królikarni, od czasu sesji zdjęciowej z trzmielojadem, przekształcił się w Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy "Arkadia". Ale to już jest temat na inną opowieść, którą mam nadzieję tu przedstawić.

Trzmielojad w obiektywie Artura Mikołajewskiego

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci