Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : zolna

Sfotografować żołnę

krogulec14

Michał Polakowski, ornitolog z Białegostoku, umieścił na Facebooku tekst dotyczący etyki fotografowania ptaków. Jakkolwiek poruszył jedynie żołny, to z umolnymi (bo tacy niestety bywają) fotografami użera się wiele gatunków ptaków. Zapraszam do nielekkiej w temacie lektury:

* * *

"Tej wiosny i tego lata łącznie z 10 razy byłem w stałym miejscu gniazdowania żołn w okolicach Białegostoku. Zawsze mijam skarpę gdzie ptaki gniazdują. Jadę sporo dalej, patrzę na druty, z dystansu, żeby nie szkodzić tym pięknym pierzakom. Jeśli jestem z towarzyszami tłumaczę dlaczego omijamy nory i nie stoimy obok nich, nawet kosztem utraty szansy na "zdjęcie lub obserwację życia". Widzę, że ludzie rozumieją dlaczego nie będziemy stać obok gniazd…

Tymczasem od maja niemal za każdym razem spotykałem tam pod i tuż obok nor tych ptaków fotoamatorów, którzy polowali na zdjęcia żołn. Dystans do gniazda na poziomie kilku metrów, ciągły tłok od skarpą, patyczki powbijane obok nor. Zwracanie uwagi zwykle nic nie dawało. To ponoć "wolny kraj". Poza tym, "to przecież nie szkodzi". Czy rzeczywiście?

Wpływ człowieka na ptaki jest zwykle (bardzo) szkodliwy, ale to pewnie wiele osób wie. Mnóstwo ptaków ginie w kolizjach z autami, zabija się o szklane budynki, traci siedliska z powodu regulacji rzek, osuszania łąk, wycinania lasów. Z jednej strony coraz więcej osób interesuje się przyrodą, zwłaszcza jej fotografowaniem i to niewątpliwie optymistyczny akcent. Jednak z drugiej strony szybki efekt w postaci "zdjęcia życia", zwłaszcza tak ładnego ptaka jak żołna, kusi niezwykle. Wiele osób nawet nie wysili się, żeby poznać trochę obiekt swoich zainteresowań fotograficznych i dlatego żeby robić lepsze zdjęcia, i dlatego, żeby nie zaszkodzić zwierzętom, choćby takim tkwieniem pod norą.

W Chinach przeprowadzono badania na ptaszku, który nazywa się sójkowiec żółtobrzuchy. To bardzo rzadki pierzak, który występuje na małym obszarze. Wykazano, że presja ze strony fotografujących ma bardzo negatywny wpływ na sójkowe. 

 Może ktoś zapyta co ma piernik do wiatraka? Nie tylko ja widzę tu dosyć oczywistą analogię z opisywaną sytuacją podbiałostockich żołn. Po pierwsze stanie pod norami powoduje, że ptaki się boją i mniej regularnie karmią lub, co gorsza, są płoszone z gniazd w trakcie wysiadywania (duże ryzyko porzucenia lęgu). Po drugie, to oddziaływanie skumulowane, bo to nie są pojedyncze osoby koczujące pod norami a setki takich osób. Po trzecie, może to doprowadzić do tego, że po takim sezonie pełnym niepokojenia czy płoszenia zwyczajnie nie wrócą przyszłej wiosny i poszukają innego, spokojnego miejsca. Nie wspomnę już o tym, że żołna to gatunek chroniony i nie można go sobie bezkarnie płoszyć czy mu szkodzić. Bo chyba nie trzeba być specjalnie doświadczonym żeby wywnioskować, że takie stanie koło gniazd jak na załączonym obrazku na pewno płoszy ptaki?

Reasumując, czy na prawdę nie można wykazać trochę bardziej etycznego zachowania i robiąc zdjęcia nie szkodzić ptakom? Czy koniecznie trzeba stać pod gniazdem utrudniając i tak nie łatwe życie żołnom? Jest przecież wielu fotografujących, którzy potrafią postępować etycznie i osiągają piękne zdjęcia przyrodnicze bez szkody dla środowiska.

Foto sprzed kilku dni spod skarpy z lęgowymi żołnami. To miejsce, o którym piszę wyżej."

Tekst: Michał Polakowski

* * *

Nie wiem jak Wy odebraliście ten tekst, ale ja jestem wstrząśnięty jego ciężarem. Uwielbiam oglądać piękne fotografie ptaków, dzięki nim jest ten blog. Osobiście jednak uważam, że nie ma takiego kadru, który byłby warty porzucenia lęgu przez ptaki.

Przyznam, że po takim tekście poczułem się lekko zakopany z wyborem fotografii. Nie chciałbym aby autor wybranego przeze mnie zdjęcia nie odebrał tego faktu jako... aluzji. Wybrałem zdjęcie Doroty Makulec gdyż wierzę w to, że Dorota na pewno zachowała szczególną ostrożność jaka wymagana jest przy fotografowaniu tego gatunku.

fVpQWvzuXZVBrI0I3vy1Zfuu6TQbfQ4EXFdFJobB1

Żołna, fot. Dorota Makulec   www.dorotamaulec.pl 

W norze i komorze żołny

krogulec14

Muszę przyznać, że budzi mój szacunek praca, jaką wkłada para żołn, w wydrążenie nory i komory lęgowej. Musi ona usunąć siedem, a czasami nawet dziesięć (!) kilogramów piasku, żwiru i kamieni. Zapewne może frapować pierwszy człon jej naukowej nazwy. Merops znaczy tyle co... pszczeli dzięcioł. Czyżby dlatego wyraz "żołna" mieścił się nazwach "kolorowych" dzięciołów: czarnego, zielonego i zielonosiwego? 

-

Żołna od połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku ma w Polsce status gatunku regularnie, choć w dalszym ciągu skrajnie nielicznego, lęgowego. Stałe miejsca lęgowe ma w okolicach Przemyśla (30 -40 par), Hrubieszowa (20 -30 par) i w województwie świętokrzyskim (10 -55 par). W innych częściach kraju jej stanowiska są skrajnie nieliczne oraz zajmowane nieregularnie. Obecną populację gatunku szacuje się na 130 -210 par lęgowych. Tendencja ta, pomimo corocznych wahań, jest zwyżkowa.

Żołna preferuje tradycyjny krajobraz rolniczy o urozmaiconej rzeźbie terenu z mozaiką łąk, pastwisk, pól czy ugorów oraz z pojedynczymi drzewami, bądź krzewami. Unika monokultur rolniczych, często natomiast wybiera pobliża dolin rzek i innych zbiorników wodnych.

Jakkolwiek żołny tworzą sezonowo pary monogamiczne, to prowadzą stadny tryb życia. Gatunek tworzy niewielkie, dość luźne kolonie liczące kilka, kilkanaście nor lęgowych. Ptaki polują pojedynczo lub w grupach, mają wspólne noclegowiska, którymi są niewielkie zadrzewienia lub zakrzewienia, czasami oddalone nawet o kilka kilometrów od miejsc lęgowych. Po opuszczeniu rodzinnych nor lęgowych na noclegowiska dołączają pisklęta.

Gniazdo żołn znajduje się w samodzielnie wygrzebanej przez nie w stromych ścianach komorze lęgowej do której prowadzi nora. Nora ta ma średnicę około sześciu centymetrów. Kształt jej jest okrągły bądź eliptyczny, a długość wraz komorą lęgową wynosi od 60 centymetrów do 2 metrów. Sama komora lęgowa ma najczęściej 35 centymetrów długości, 14 centymetrów wysokości i 19 centymetrów szerokości. Nory najczęściej ryte są w skarpach pochodzenia antropogenicznego w takich jak piaskownie czy żwirownie. Samica składa w nich najczęściej 5 -6 jaj. Inkubują obydwa ptaki z pary, z czego więcej czasu temu przeznacza samica.

Pisklęta przez blisko trzy tygodnie karmione są w norze przez rodziców i tak zwanych pomocników, którymi są osobniki niedojrzałe i te, które utraciły lęg. Po tym czasie karmione są u wlotu do nory. Norę opuszczają zwykle w okolicy trzydziestego dnia życia.. W pierwszych dniach wracają do niej jeszcze  z samicą na nocleg. W dalszym ciągu karmione są przez rodziców.

-

Mocno bazowałem na: Stachyra P., Sępioł B., 2015 Żołna, Merops apiaster, W. Chylarecki P., Sikora A., Cenian Z., Chodkiewicz T (red.), Monitoring Ptaków Lęgowych. Poradnik metodyczny. Wydanie 2. GIOŚ, Warszawa, s. 525 -529.

 bbQDaT4fUVw0WasKplLhzEi275PZqgjDTh4TkqC6

Żołna, fot. Tomasz Baldujew   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/2731-baldziu 

Pszczeli dzięcioł

krogulec14

Żołnę widziałem, jak do tej pory, tylko jeden raz. Jest to chyba dla mnie największa niespodzianka, z widzianych gatunków w moim Obrzycku. Jako, że gatunek w Polsce jest coraz liczniejszy, to kto wie, czy nie nastąpi ponowne z nią spotkanie.

-

Żołna najchętniej przebywa na otwartych przestrzeniach w pobliżu wysokich, urwistych, naturalnych i sztucznych, gliniastych brzegów. Gniazdo zakłada w głębokiej norze wygrzebanej samodzielnie w stromym, wysokim urwisku o długości 120 centymetrów, przekroju 6 -8 centymetrów. Gniazduje kolonijnie.

"Obyczaje ma zupełnie wspólne z innemi żołnami. - Pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski. - Na Ukrainie gnieździ się w oberwanych ścianach jarów. Dostrzeżono tam, że ptaki te umieją równie zręcznie iść w tył jak naprzód, i że młodym tworzy się na pięcie, rodzaj nagniotka do tego właśnie celu zastosowanego. Przymiot ten jest w ścisłym związku z ich sposobem gnieżdżenia się, w ciasnych bowiem norach nie mogą się wykręcać, muszą więc naprzód i w tył wedle potrzeby postępować.

Nora wchodowa do gniazda ma zwykle kierunek ukośnie poziomy, w głębi znajduje się okrągłe rozszeżenie, na dnie którego usłane jest gniazdo z mchu i suchych liści, zmięszanych z pewną ilością piór i puchów roślinnych. Samiec wraz z samicą wygrzebuje norę, oboje wysiadują i zajmują się pielęgnowaniem potomstwa."

Jest gatunkiem lubiącym ciepło. I dlatego przylatuje do Polski dopiero w maju, odlatuje już we wrześniu. Skrajnie nielicznie, choć regularnie gnieździ się w części południowo-wschodniej kraju. Jest gatunkiem w ekspansji. Żywi się chwytanymi w locie większymi owadami, głównie błonkówkami, róż chrząszczami, motylami i muchołówkami. Żądłówki najpierw kilkakrotnie miażdży końcem dzioba i tak unieszkodliwione dopiero połyka.

"W Królestwie Polskiem jest wielką rzadkością; nigdy nie widziałem krajowego okazu i raz tylko słyszałem o ubiciu jednej w Lubelskiem, w okolicach Piasków Luterskich. W Galicyi częściej się trafia..."

Żołna przesiaduje na eksponowanych miejscach. Na przykład na drzewach, słupach i drutach telegraficznych. Dużo lata lotem ślizgowym i krąży. Jest bardzo towarzyska.

-

Apetyt na pszczoły odzwierciedla się w nazwach ptaka. Doktor Kruszewicz wyjaśnia nam z "Ptakach Polski", że Merops (pierwszy człon naukowej nazwy żołny) znaczy tyle co pszczeli dzięcioł. Dosadnym tego uzupełnieniem jest pszczołojad, którego używał nasz zacny ksiądz Jan Krzysztof Kluk.

Aby jeszcze Wami nieco zakręcić powiem, że wyraz "żołna" dawniej mieścił się w nazwach dzięciołów czarnego, zielonego i zielonosiwego.

Źródło cytatów: Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajowe" Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne

fVpQWvzuXZVBrI0I3vy1Zfuu6TQbfQ4EXFdFJobB

Żołna, fot. Dorota Makulec   www.dorotamakulec.pl 

Daleki krewny

krogulec14

Jest niewątpliwie jednym z najbarwniejszych ptaków Polski. I na szczęście w odwrotności do znikającej kraski jest w ekspansji. Jednak jeśli Cypryjczycy, Libańczycy czy Egipcjanie nie powstrzymają się z zabijaniem tych pięknych ptaków, to populacja naszych żołn może szybko zniknąć.

Żołna, obok brzegówki i zimorodka jest ptakiem ziemi. W urwisku wygrzebuje norę o długości około jednego metra. Nora ta zakończona jest komorą gniazdową, w której ptaki wysiadują jaja. O tych obyczajach lęgowych Władysław Taczanowski w "Ptakach krajowych" pisał:

"Nora wchodowa do gniazda ma zwykle kierunek ukośnie poziomy, w głębi znajduje się okrągłe rozszerzenie, na dnie którego usłane jest gniazdo z mchu i suchych liści, zmieszanych z pewną ilością piór i puchów roślinnych. Samiec wraz z samicą wygrzebuje norę, oboje wysiadują i zajmują się pielęgnowaniem potomstwa." 

Żołny tęczowe (Merops ornatus) są krewnymi naszych żołn. Pochodzą z antypodów. Początkowo, podobnie jak nasze, kopią norkę, na której końcu samica znosi jaja. I na tym podobieństwo pomiędzy tymi krewnymi się kończy. Żołna tęczowa pokazuje, że polskie powiedzenie "zły to ptak co w własne gniazdo kala" niekoniecznie musi dotyczyć australijskich ptaków.

Gnijące kupy ogrzewają jaja i zwabiają muchy, które składają w nie swoje jaja. Kiedy będą wylęgały się pisklęta żołn, z much wylęgną się czerwie. Po krótkim czasie dogrzewania swoich pociech rodzice mają absolutny spokój z ich dokarmianiem. Jeśli które małe zgłodnieje, to pogrzebie sobie i tłuściutkiego czerwia zaraz znajdzie.

Pamiętacie skowronka, który we własnym dziobku wynosił nawóz swoich piskląt z własnego gniazda? Wygodnym żołnom tęczowym i ta "fucha" też odpada.

Po trzech tygodniach, gdy młode są już opierzone, czerwi jest niemal cała nora. Młode są przez nie niemal wyrzucone z rodzinnej (i co by nie powiedzieć to zdrowo zafajdanej nory. Dopiero wtedy rodzice przypominają sobie o tym, że mają dzieci. Pisklęta nie potrafią łapać owadów, więc wypada im jednak poświęcić trochę uwagi...


Żołna, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Żołna - na progu nowego sezonu

krogulec14

Afrykańska sawanna. Słońce praży, przez wysokie żółte, podeschnięte trawy idzie tyraliera dużych czarno-białych ptaków. To bociany - czasem takie stado ma nawet kilkanaście tysięcy osobników. Długodziobe drapieżniki, zwykle zażarci indywidualiści, teraz sprawnie współpracują. Pojedynczy ptak, czy też ich mała grupka nigdy by nie była tak skuteczna. Razem płoszą i wyłapują wszystko, co tylko nie zdąży uciec – mięsiste larwy i motyle, jaszczurki, nawet małe węże, a nie pogardzą też skorpionem. Ale sporo bardziej żwawego pokarmu zmyka im jednak sprzed czerwonych dziobów. A nad głowami bocianów czyhają na tych spłoszonych uciekinierów niezwykle barwne ŻOŁNY. Są też pomiędzy nimi  żołny pospolite Merops apiaster, która gniazdują – ostatnio ciut liczniej – również w Polsce. Dzięki bocianom zbierają obfite żniwo, choć także nie wyjadają wszystkiego. Jeszcze wyżej śmigają jaskółki i jerzyki, które z niedościgłą wprawą rzucają się na najmniejsze  okruszki z bocianiego i żołniego stołu.

Ten obrazek ukazuje podstawowe cechy żołny 1- to dobry lotnik i sprawny łowca 2 – lubi bogatą owadzią (ale tylko latającą!) dietę; 3 – ma barwne egzotyczne upierzenie. Dlaczego te ptaki radzą sobie coraz lepiej w naszym klimacie, czyli w kompletnie innych warunkach? Tu także mają własną niszę (nie tylko pokarmową) pomiędzy większymi i mniejszymi gatunkami. Korzystają z niej dzięki szybkości, jaką w świecie ptaków – przy tych rozmiarach - mało kto może się pochwalić czy choćby dorównać. Nie obawiają się krogulca i myszołowa (choć zawsze czujnie wszczynają alarm na jego widok). Z łatwością dopadną w powietrzu tak dużą i szybką (a i pożywną...) ważkę. Albo kosmatego trzmiela. I wcale nie boją się żądeł pszczół i os, a nawet szerszeni. Umieją je usuwać (wraz z jadem!) przed nakarmieniem piskląt.

Żołna potrzebuje wielu protein do szybkiego latania – a jeszcze więcej do pospiesznej i jakże energochłonnej produkcji żarłocznego lęgu (5-6 piskląt, 50 dni harówki, w tym 20 wysiadywania i 30 karmienia, od lipca poza gniazdem). Przylatują do nas na krótko – sam finał wiosny i część lata, na wielkie owadzie żniwa. Wybierają czas i miejsca, gdzie mają w bród najbardziej kalorycznego i delikatnego pokarmu. Taka dobra cecha składnika cud-diety może być też poważną wadą – pokarm, który szybko reaguje na wszystkie zmiany w środowisku (i pogodę), łatwo się pojawia, ale i może równie szybko znikać.

W XX wieku degradacja środowiska naturalnego postępowała z roku na rok - wtedy z żołnami było krucho, bo z owadami źle się działo. Niegdyś tak liczne i pospolite trzmiele (ważny element w menu „polskiej papużki”) w tym okresie zmniejszyły swoją liczebność  i obszar występowania aż o 90% (niektóre gatunki, w tym trzmiel olbrzymi zanikły chyba bezpowrotnie). Żołnę można było zobaczyć tylko na południowym wschodzie Polski ok. 20 par. (Przynajmniej taka była oficjalna wersja. W dolinie dolnej Nidy – zdaniem patriotów tej „małej ojczyzny” - żołna, choć nieliczna, była zawsze i miała się tu dobrze. Dlatego teraz jest tu jej najwięcej.) 
 
Mały renesans – ekspansja – dyspersja?
Ale w ostatnich latach - chociaż trzmieli jest coraz mniej... -  to żołny przybywa, ba! powraca nawet w miejsca, w jakich nie widziano jej przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Jest obserwowana i gniazduje nie tylko na południu, ale nawet na zachodnim Pomorzu. Ale my wciąż nie wiemy – dlaczego tak się dzieje?

Mateusz Matysiak (www.birdwatching.pl), który ogląda plon „bezkrwawych łowów” wielu fotografików z całej Polski używa nawet słowa „ekspansja”, a Bogusław Sępioł (obserwuje, fotografuje i chroni coraz liczniejsze żołny w okolicach Ostrowca Świętokrzyskiego od 1996 roku) twierdzi, że to wymuszona dyspersja z południa Europy, gdzie tych ptaków jest z roku na rok coraz więcej. Nawet na terenie ościennych Niemiec (które zwykle bijemy głowę w liczebności ptaków) żołny są bardziej liczne niż u nas. Niektórzy eksperci kładą to na karb ocieplenia klimatu. Logiczne – robi się cieplej, więc tropikalny ptak radzi sobie lepiej. Ale zaraz...- żołna pojawiła się niedawno w Polsce także w okolicach Hajnówki, na obrzeżach Puszczy Białowieskiej, czyli w pobliżu naszego bieguna zimna...?

A jeśli niby decyduje owo ocieplenie klimatu to co z kraską? Przecież „siwka” to bliski kuzyn żołny z rzędu kraskowych. Także lubi cieplarniane warunki i chętnie żywi się większymi owadami (które uzupełnia drobnymi kręgowcami, więc powinno jej być łatwiej). A jednak żołna szybko się odradza, a kraski jest z roku na rok coraz mniej (już tylko 25 par!)– i ten dramatyczny spadek utrzymuje się pomimo programu aktywnej ochrony gatunku.

W maju 2012 roku Adam Zbyryt sfotografował pojedynczą kraskę na polanie białowieskiej. Tam  nie wycięto przy drogach wszystkich starych dziuplastych drzew, a przede wszystkim owadzie latające menu na obrzeżach Puszczy jest A - bogate i B - uwaga: zróżnicowane!  I to jest właśnie przyczyna bytności kraski w tym miejscu i postępującego renesansu żołny, jaki teraz obserwujemy tu i ówdzie ku swej ostrożnej radości.


 

Archipelag żołny

Żołna żyje na małych wysepkach, które tworzą na przyrodniczej mapie Polski delikatny, bardzo nieregularny archipelag. Trudno go jednak połączyć w logiczną całość i przewidzieć, gdzie ten ptak może pojawić się w następnej kolejności. To (niby) oczywiste dlaczego co roku żołny ponawiają lęgi w swoim najbardziej znanym pra-mateczniku, czyli w okolicach Przemyśla. Ale dlaczego na nową kolonię wybrały sobie np. Górny Śląsk, albo chłodniejsze od innych województwa pomorskie, zamiast tylu „lepszych” czyli bardziej dzikich, czystych i spokojnych, cieplejszych, a zwłaszcza chronionych biotopów, choćby w pobliżu parków narodowych?
 
Żołna ruchem konika szachowego „kolonizuje” Polskę. Pojawiają się nowe stanowiska i małe kolonie, a te istniejące powoli, nieznacznie , ale jednak powiększają się z sezonu na sezon. Ale nie wiemy, czy to potomstwo powraca i dołącza do rodziców, czy też inne ptaki z tych małych, odległych populacji (może jakoś w trakcie przelotów?) dołączają do starszych doświadczonych par prowodyrów-założycieli? (Tak byłoby lepiej dla różnorodności genetycznej). I co ważne – już kilkakrotnie zaobserwowano w Polsce zjawisko altruizmu lęgowego - dorosłe osobniki (które nie mają lęgu lub go straciły, czasem nawet kilka sztuk)  pomagają rodzicom karmić pisklęta. To na pewno pomaga w sukcesie całego gatunku.

Więcej niż połowa z ok. 200-250 par polskiej żołny (to bardzo szacunkowe dane, bo nikt nie prowadzi jednej dokładnej statystyki, a wielu fotografów trzyma swoje odkrycia w tajemnicy) gnieździ się na terenie regionu świętokrzyskiego. Dlaczego właśnie tutaj? 
 
„Mają co żryć – inaczej by ich tu nie było”.
Ta lakoniczna diagnoza pewnego chłopa spod Pińczowa trafia w sedno. Zacznijmy od początku, czyli angielskiej nazwy żołny „bee eater” czyli „pszczołojad”. Pszczoła miodna to tylko jeden, wcale nie najważniejszy składnik jej diety. Ale warto mu się przyjrzeć. Według danych Świętokrzyskiego Związku Pszczelarzy na ich terenie ok. 1,5 tysiąca pszczelarzy prowadzi ponad 40 tysięcy „pni”. Ale nie ilość jest tu ważna, lecz kondycja rodzin pszczelich – o wiele lepsza niż w innych regionach kraju, gdzie często dochodzi do plagi XX i XXI wieku, czyli wciąż niewyjaśnionego przez naukę zjawiska zanikania rojów (CCD – Colony Collapse Disorder). Tu – w dolinach Białej i Czarnej Nidy, Krasnej, Świśliny, Koprzywianki i Kamiennej dzieje się to bardzo rzadko. Skoro więc świętokrzyskie pszczoły mają się dobrze, to i inne owady także, bo mają do dyspozycji czyste, bogate i zróżnicowane środowisko naturalne. Nie przypadkowo jako ważny punkt odniesienia na mapie żołnich habitatów podaję rzeki. Woda=ważki. Dużo ważek. Dużych ważek z rodziny żagnicowatych. To jeden z największych przysmaków żołny.  
 
A to kilka innych przykładów, które ledwie sygnalizują jak wyjątkowym w skali kraju prawdziwym owadzim El Dorado jest region świętokrzyski – największa wyspa w polskim Archipelagu Żołny. W różnych punktach widywałem tu zawisaki, był też pomiędzy nimi Hemaris fuciformis czyli fruczak bujankowiec – jak to określa nawet podręczny atlas motyli „w Polsce skrajnie rzadki, zagrożony wymarciem”.
 
27 lutego 2013 roku Polska Agencja Prasowa podała, że dzięki badaniom wykonanym przez międzynarodowy zespół naukowców udało się ustalić zarówno pochodzenie, jak i gatunek rzadkiego motyla występującego w Polsce tylko w rejonie Pińczowa w Dolinie Nidy. „Przypuszczaliśmy nawet, że może to być zupełnie nowy gatunek. Analizy molekularne nie potwierdziły tego, jednak przyniosły równie ekscytujące rezultaty” – wyjaśnił dr Łukasz Przybyłowicz z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Motylem okazał się być modraszek gniady (Polyommatus ripartii), którego najbliższe stanowiska znajdują się dopiero w Bułgarii, na Krymie i północno-zachodnich Włoszech. 
 

Okolice Ostrowca Świętokrzyskiego (ok. 100 pasiek w najbliższej okolicy...) - tutaj jest największe w Polsce stanowisko modliszki, która w dużej mierze żywi się tymi samymi owadami latającymi, co żołna. Trudno więc o lepszy certyfikat cech mikroklimatu Ostrowca i Wyżyny Sandomierskiej, na terenie której gniazduje aż ok. 55 par.  Bogusław Sępioł, który je  skrupulatnie chroni, filmuje i fotografuje zgromadził wyjątkową wiedzę na temat tej populacji i całego gatunku. Jego  film „Żołna” jest efektem 4 lat pracy i kompletnym katalogiem zachowań gatunku od przylotów do odlotów. I dobrze pokazuje czym się żywią świętokrzyskie żołny.
 
Ale sama baza pokarmowa, choć tak ważna, jednak nie wystarcza do przeżycia a tym bardziej sukcesu gatunku.
 
Jacek Wierzejski, który obserwuje i fotografuje te ptaki w kilku różnych miejscach od 3 lat (zwykle to małe kolonie po 2-3 pary) twierdzi, żołna choć jest mniejsza i delikatniejsza od kraski, to jednak lepiej od niej radzi sobie w naszych warunkach. Jest bardziej wytrzymała. Ulewne deszcze w 2011 roku spowodowały, że obserwowane kraski nie wywiodły ani jednego lęgu. A żołny, schowane w dwumetrowych ciepłych norkach w wysokich piaskowych ścianach, przetrwały te wilgotne, a więc chłodniejsze i głodniejsze dni.

Dariusz Siwierski i Sławomir Mrozek podczas systematycznej obserwacji stanowiska żołny k. Pińczowa nad Nidą (czynne od 5 lat, 2011 – 2 pary, 2012 – 5 par), zanotowali wiele zachowań tych ptaków. Ktoś mógłby orzec, że żołny to lenie - wylatują do pracy dopiero ok. 7 rano, kiedy letnie słońce jest już wysoko na niebie, bo dopiero wtedy pojawiają się w powietrzu liczne owady. Ale norki kopią zawsze nowe, nigdy nie zajmują tych z poprzedniego sezonu choć wyfedrowanie 2-metrowego korytarza z komorą na końcu w spoistej lessowej ścianie wcale nie należy do łatwych zajęć (skraca dzioby samca i samicy o kilka milimetrów!). Opuszczone jamki skwapliwie zajmują miejscowe mazurki.
 
Właśnie takie wysokie piaskowe ściany i głębokie parowy urozmaicają prawy wiślany brzeg vis a vis Puszczy Kampinoskiej, tuż koło Zakroczymia, gdzie w 2008 roku widziałem jedną samotną żołnę. Odpoczywała u wlotu parowu na samotnej gałęzi. I chociaż jest to idealne miejsce dla tego gatunku już więcej ich tam nie widziałem. A przecież samo Zakole Zakroczymskie to istny ptasi raj! Widocznie żołny mają inne zdanie. Podobno gniazdują w pobliżu, nad małą Wkrą, w okolicach Jońca (w rejonie dość gęstego daczowiska). Ale na pewno korzystają z całego kanału komunikacyjnego Wisły i gdzie indziej gnieżdżą się na jej brzegach (co odnotowuje birdwatching.pl). 

 

Żołny stale nas zaskakują. W pobliżu Tykocina (Podlasie), na terenie kopalni żwiru, przez wiele lat była czynna kolonia. W tym miejscu rozciągają się wokoło pola uprawne. Druty elektryczne,  rozciągnięte między słupami, były trybuną podczas  godów i zalotów, idealną czatownią do polowania ponad łąkami, pastwiskami i łanami zbóż, a potem karmnikiem dla młodych żołn. Nieopodal płynie Narew, a jej łęgi i otulina pobliskiego Biebrzańskiego Parku Narodowego tworzą świetną spiżarnię. Widziałem w pobliskim Pentowie (Europejska Wieś Bociania, kolonia bociana białego - ponad 30 czynnych gniazd) dziką barć z wielkim pszczelim rojem w dziupli drzewa. Ale w 2010 roku ramach remontu lokalnej drogi i prologu budowy lotniska stanowisko zostało przewrócone do góry nogami. W 2012 roku żołny jednak powróciły na swoje miejsce, choć wygląda ono jak krajobraz po bitwie. Widocznie nietknięta dalsza otoczka kolonii warta jest inwestycji w nowe norki i daje szansę na udane lęgi. Bogdan Toczyłowski, gospodarz Pentowa, który od kilkudziesięciu lat codziennie ogląda okolicę swego dworku, twierdzi, że ostatnio pojawiły się tam gatunki, jakich nigdy tam przedtem nie widział, a te niegdyś bardzo rzadkie zdarzają się o wiele częściej. Baza pokarmowa musi być tutaj warta zachodu, bo najbliższa okolica Pentowa w promieniu zaledwie kilku kilometrów wykarmia ponad setkę dorosłych i młodych bocianów.
 
Żołna jest więc uzależniona od delikatnej diety, ale sama jest silna i wytrzymała, umie dostosowywać się do różnych, zmieniających się warunków. W Afryce umie korzystać z ...pożarów sawanny. Jej łupem padają owady, spłoszone i wolniej latające z nadpalonymi skrzydłami. Na węgierskiej puszcie bardzo tam popularna żołna robi gniazda w norkach, ale wygrzebuje je w… ściankach niewielkich, płytkich jam do 50 cm, o bardzo różnym pochodzeniu (np. wygrzebanych przez inne zwierzęta). Podobne stanowiska można znaleźć także w Polsce. Może to węgierskie żołny?...Dla nich taki dystans to pestka, tfu! – trzmiel, pszczoła, motyl...prawie nic w porównaniu z odległością z Afryki.

Inny przykład/dowód na elastyczność nawyków tego ptaka. Niecałe sto lat temu żołny były stałymi mieszkańcami Puszczy Białowieskiej oraz jej okolic. Chętnie – jak wspomina Anatol Filipczuk, miejscowy leśnik i pszczelarz - żywiły się wtedy pszczołami. Zaglądały do nadrzewnych puszczańskich barci, w jakich potrafiły wyrządzić niezłe straty w rojach. Chyba odbijały sobie wtedy braki w pożywieniu (zwłaszcza przy karmieniu młodych podczas chłodniejszych lub słotnych dni). Robiły to do spółki z dzięciołami, zwłaszcza czarnym i zielonosiwym. Panu Anatolowi można wierzyć – jest wnukiem Chalimona Waszkiewicza, ostatniego tradycyjnego białowieskiego bartnika, którego sam Jan Jerzy Karpiński cenił za wielką wiedzę, nazywał prawdziwym „Przyjacielem Puszczy”. Nie wiem, czy te „nowe” podpuszczańskie żołny, gniazdujące w pobliżu Hajnówki, grasują przy miejscowych pasiekach. Na pewno nie pogardzą pszczołami, które  im się nawiną pod zakrzywiony ostry dziób. Wtedy siadały dość wysoko, na upatrzonych gałęziach i chwytały pszczoły, które wylatywały i powracały do barci, zawieszonej kilka metrów nad ziemią.
 
Nisko stojące na ziemi ule może nie są tak wygodne do łowienia w powietrzu ich lokatorek. Ale zastanawia trochę umiejętność tamtej dawnej XIX-wiecznej żołny zapuszczania się w ciemny leśny gąszcz. Barcie były bowiem „dziane” (drążone) w żywych pniach wiekowych, dorodnych puszczańskich lip (nie mylić z ogrodowymi!) i sosen, rosnących pomiędzy innymi drzewami, głęboko w lesie. Współczesne żołny także polują na pszczoły, ale kojarzymy je głównie z otwartymi, nagrzanymi słońcem przestrzeniami.
 
Dlatego żołny nad Nidą, oraz w pobliżu Ostrowca Świętokrzyskiego wydają nam się idealnie „na swoim miejscu”. Niecka Nidziańska oraz jej okolice to patelnia wystawiona do słońca, nawilżana leniwie płynącą rzeką, z mnóstwem zakrętów, rozlewisk, nadbrzeżnych łąk, pól uprawnych, wzgórz, urwisk porośniętych murawą kserotermiczną. W niektórych miejscach żyją tam nie tylko modliszki, ale także ...cykady oraz pojawia się roślinność o charakterze stepowym.
 
Ponidzie jest objęte ochroną jako obszar Natury 2000. Żołny koło Pińczowa (a działa tu ponad 70 pszczelarzy i to „z dziada pradziada”) gnieżdżą się w wysokiej lessowej ścianie - u jej stóp biegnie dość ruchliwa lokalna droga, a na szczycie jest uprawiane spore pole tytoniu. Huczące traktory nie przeszkadzają żołnom - ani nad głową, ani na drodze tuż przed norkami. Nie wadzi im sąsiedztwo człowieka, bo te ptaki (poza początkową fazą lęgu) nie są bardzo płochliwe. Tradycyjne rolnictwo i hodowla zwierząt dostarczają kolejnych pozycji w menu np. liczne końskie gzy. Zdziczała plantacja porzeczek przyciąga mnóstwo owadów i ptaków, w tym wilgi, a inne kolczaste krzewy zasiedlają dzierzby gąsiorki. Ambicją Darka Siwierskiego jest w najbliższym sezonie uchwycenie w filmowym portrecie żołny całej panoramy innych gatunków żyjących wspólnie lub w jej najbliższym sąsiedztwie. I myślę, że te więzi i relacje z całym biotopem odpowiedzą nam wiele na temat żołny i innych ptaków, ba, całej polskiej przyrody na progu XXI wieku. Jaki on będzie dla Natury? Ten XX był katastrofalny. Ale wiele przykładów pokazuje, że dzika Natura umie się bronić i powoli,powoli odzyskuje tu i ówdzie stracone terytoria. Jeśli tylko damy (często przypadkowo) jej szansę lub możliwość działania na własną rękę - tzn pazur, płetwę, skrzydło, racicę rezultaty nas zadziwiają.
 
Ciekawe, że mało kto z ludzkich sąsiadów żołny wie o jej istnieniu. Nawyki i egzotyczne upierzenie o odblaskowych, strukturalnych barwach, błyszczące w pełnym słońcu działają jak najlepszy kamuflaż. Trudno w to uwierzyć, dopóki się nie obejrzy żołny w naturze. Zdjęcia wcale nie oddają tego fenomenu. Ale ta zaleta „niewidzialności” także może być wadą. Żołna  zawsze przegra z łyżką koparki, albo ze zwykłą ludzką nieuwagą lub bezmyślnością. Jak chronić tego pięknego ptaka? Albo – co zrobić, aby człowiek jak najmniej jej szkodził?
 
Jaki będzie dla żołny ten nowy sezon 2013? Dziwna bardzo chłodna wiosna każe z obawą patrzeć na losy tropikalnego ptaka. Ale Janusz Wróblewski, gospodarz Azylu pod Chęcinami „sprzedał” mi ciekawą wiadomość, że jeszcze w kwietniu trafiła do niego wilga (niestety, nie przeżyła wypadku, ale był to pięknie wybarwiony i wypasiony samiec) – przecież równie egzotyczny i owadożerny gatunek. A żołny, jak się rzekło, są silne i wytrzymałe, nie raz i nie dwa sprawiły nam fajną niespodziankę. Może i teraz dadzą sobie radę? Trzymajmy kciuki!

 
Tekst: Arkadiusz Szaraniec
szaraniec1@o2.pl

Fotografie: Sławomir Mrozek

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci