Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : pojdzka

Sowa jak szpak

krogulec14

Pamiętacie "Czereśniojadkę"? Jeśli nie, to serdecznie zapraszam do przypomnienia sobie tej niezwykłej fotografii autorstwa Tomka Baldujewa. Nie zawracałbym Wam pewnie wspomnieniami głowy, gdybym nie trafił na bardzo ciekawy opis jak doszło do takiej fotografii wraz z dołączonym do niego innym zdjęciem. Zapraszam:

***
Zdjęcie przedstawia samicę pójdźki przygotowującą owoc czereśni dla swoich młodych. Od kilku lat obserwuję kilka rodzin pójdziek, ale ta rodzina jest wyjątkowa. Ich gniazdo znajduje się tuż pod dachem domu krytego papą, gdzie latem panują bardzo wysokie temperatury. Kilka upalnych czerwcowych dni w 2014 roku pozwoliło mi na niezwykłą obserwację pójdziek karmiących swoje młode nie tyko gryzoniami, dżdżownicami czy owadami, ale również owocami tj. czereśniami i młodymi jabłkami. W godzinach porannych i wieczornych mogłem obserwować jak samiec na zmianę z samicą przynosiły swoim młodym czereśnie, które wcześniej starannie obierały z szypułek i listowia. Nie zauważyłem natomiast, aby same owe czereśnie konsumowały. Na początku pomyślałem, że w owocach mogą znajdować się owady, jednak późniejsze obserwacje to wykluczyły. Myślę, że takie zachowanie dorosłych osobników było podyktowane m.in. chęcią dostarczenia potomstwu wody znajdującej się w owocach w upalne dni. W latach późniejszych nie obserwowałem takich zachowań. Być może dlatego, że w okresie dojrzewania owoców czereśni nie występowały wysokie temperatury, a co za tym idzie ptaki nie wykazywały takiego zapotrzebowania na wodę. Inną z przyczyn może być przesunięcie okresu owocowania drzew czereśni z okresem wychowu młodych (bo i takie sytuacje się zdarzały). Tytuł zdjęcia zaczerpnąłem z blogu Marka Pióro ,,Plamka Mazurka" Na więcej zapraszam: tomaszbaldujew.blogspot.com  
Zdjęcie i opis: Tomasz Baldujew
 
jZjH0fwH1fffK30lzGmA16fSDIDflvfRhdGjajFY

Noc Pójdziek

krogulec14
Czasami zdarzają mi się sytuacje które nazywam bonusem za lata ptako-blogowania. Gdy kończyłem swoją pogadankę na "Przyrodzie Wartej Poznania" postanowiłem opowiedzieć jeszcze o największej mojej ptasiej miłości - pójdźce. Nie miałem pojęcia, że za to czekała na mnie nagroda. Po zakończeniu podeszli do mnie Robert i Zbyszek i zagaili, że jeśli chcę, to możemy uskutecznić zamiast Nocy Sów, Noc Pójdziek. Obu gentlemanów poznałem w ubiegłym roku w dość nieciekawych okolicznościach, na domiar tego nie poprosiłem o kontakt...
Czy jest ktoś kto odmówiłby wzięcia udziału w Nocy Pójdziek? Ja na pewno do takich gości nie należę.
-Zbiórka o 3.00 rano pod kościołem, tak że mszę będziesz miał zaliczoną. I zaliczymy około 30 gniazd? - zadzwonił do mnie Zbyszek.
-30? - jestem zaskoczony. - Mi wystarczy jedno, a o reszcie wystarczy jak mi opowiecie.
-Pójdźki Marek nie są takie same - i już wiem jaką gafę walnąłem. Przecież ptaki to nie stempelki. Każdy z nich ma swój charakter, temperament. A Sławek, Robert i Zbyszek potrafią nawet po wyglądzie co niektóre osobniki rozpoznać. Następnego dnia przychodzą do mnie zdjęcia od Zbyszka. Z informacją:
"Hej! Na początek moje zdjęcie. żebyś wiedział z kim "przystajesz", bo jak mówi stare pożekadlo "z kim przystajesz..." Ale Ty i tak jesteś Pójdźkami zarażony więc nic Ci już nie grozi.
Objawy zarażenia: kręcenie głową dookoła, spanie w dzień, a nie w nocy, pohukiwanie i wiele innych jeszcze groźniejszych objawów.
WAŻNE! Na to nie ma lekarstwa!
Współczuję małżonce, hehe."
No cóż, kicham na niebezpieczeństwa, może mi nawet na twarzy utworzyć się szlara. Noc Pójdziek zapowiada się wspaniale.
 
0P5A40631
 
W prastarej wierzbie ptak prastary, fot. Zbigniew Miszon
 
0P5A4130
 
W starym kominie stara pójdźka pali, Zbigniew Miszon

Dlaczego pójdźka?

krogulec14

Myślę, że jakaś część z nas ma swój ulubiony gatunek ptaka. Moim takim wybrańcem jest od dawna pójdźka, Athene noctua. Jestem ciekawy Waszych ulubionych gatunków ptaków, jak i uzasadnień dlaczego akurat Wasze ochy i achy budzi ten gatunek, a nie inny.

Mnie pójdźka fascynuje z wielu powodów. Między innymi dlatego, że to w niej, skryła się pierwsza żona Adama, Lilith. Według jakiejś żydowskiej kabały Stwórca z nieznanego nam powodu potępił Ją i zamienił w demona nocy. Podobno to nie szatan, ale Lilith, z zazdrości o swojego faceta, namówiła Ewę do skosztowania owocu z Drzewa Wiadomości. Lilith do tej pory ukrywa się w jednym z podgatunków pójdźki: Athene noctua lilith.
Pójdźka to ta znana nam sowa mądra głowa. Od pradziejów ta mała sowa trzymała z boginią mądrości, Ateną, która w końcu użyczyła jej swojego imienia do naukowej nazwy. Dzięki tej relacji pójdziek w Atenach było zatrzęsienie. Były tam tak liczne, że Arystofanes w swoich "Ptakach" zastanawiał się: "Któż wiódłby sowy do Aten"?
Tenże Arystofanes zachwycał się monetą z pójdźką. Stwierdził nawet, że nie ma piękniejszych od drachm monet na całym świecie. Tysiące lat minęło a Grecy swoją sympatię do monet z pójdźką utrzymują. Nie ukrywam, że największe moje pożądanie z monet budzi we mnie 2 euro bite w Grecji. Chyba nie muszę mówić z jakiego jest wizerunkiem ptaka.
Starożytni Grecy dobrze wychodzili też na sztamie pójdźki z Ateną, która była boginią sprawiedliwej wojny. Widok pójdźki przed bitwą był zapowiedzią zwycięstwa wojsk greckich.
Aurę pójdźce budowali również Rzymianie. Ale u nich pójdźka została zwiastunem śmierci. Ktoś słyszał jej głos przed śmiercią Cezara. Inna przyniosła haniebną śmierć gościowi od nietypowych zwycięstw, Pyrrusowi. W dalszych czasach było pójdźce jeszcze gorzej.
Imponuje mi pójdźka swoim niesamowitym głosem. Do tej pory oddziaływuje ona na niektórych ludzi, budzi w nich atawistyczny lęk przed śmiercią. Jest ten lęk oczywiście gusłem, zabobonem. Nie ukrywam, że dla mnie jest jednym z najciekawszych głosów przyrody, za którym zawsze tęsknię.
Jeśli do tej niesamowitej aury ptaka dodamy jego niezaprzeczalny urok i niezwykłe oddanie pisklętom (samica pójdźki potrafi oddać życie w ich obronie), to chyba wszyscy już wiecie co ja w tej pójdźce widzę.
 
_CKO5301www
 
Pójdźka, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

Na dwoje sowa wróżyła

krogulec14

Chyba wszyscy wiemy, że kiedy "sowa na dachu kwili, komuś umrzeć po chwili". Trudno powiedzieć skąd u nas wziął się ten przesąd. Czy od tego, że kiedyś wierzono iż śmiertelnie chory człowiek "patrzył na księżą oborę". A kiedy na nią poszedł, znaczyło to, że umarł. Stąd też wzięło się, że pójdźka nawoływała: "pódź, pódź na księżą grudź".

Gwoli sprawiedliwości trzeba przypomnieć, że poszukiwania Oskara Kolbergera przyniosły co do sów ciekawe spostrzeżenia. Otóż na wsiach Lubelszczyzny zauważono, że sowa na dwoje wróżyła. Wierzono tradycyjnie, że jej "puć, puć" to nic innego jak nawoływanie do tego żeby ktoś sobie umarł. Ale! "Powi, powi!" znaczyło coś zgoła odwrotnego. Była to zachęta (powij, powij) do... urodzenia! Jak zatem widzimy nie jest sowa taka straszna jak ją ciemny lud malował.

Trzeba wyjaśnić, że poszukiwania złotego środka u tej przydomowej sowy trwają od XVII wieku. Nie darmo Cnapius pisał:

"Dodam wszelako,  jest to stałe ani pewne, lecz przypadkowe, nie ma bowiem konieczności, by ilekroć ktoś umiera, zapowiadała to sowa, ani też by ilekroć i gdziekolwiek ona kwili, musiał ktoś w tym miejscu umrzeć(...) Czytałem sporo głosów, które ten problem poruszały, nie czytałem zaś żadnego, który by go zbijał lub odrzucał."

I to byłoby wszystko na dziś o sowach z okazji Międzynarodowego Dnia Sów.

Źródło: Julian Krzyżanowski "Mądrej głowie dość dwie słowie" (tom II), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1994 

Pójdźka, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl  

Czereśniojadka

krogulec14

 Czasami pojawiają się takie zdjęcia, że człowiek odczuwa potrzebę żeby zaraz je zaprezentować na blogu. Tak jest między innymi z pójdźką Tomasza Baldujewa. Najpierw zdrowo parsknąłem śmiechem, a zaraz zrozumiałem, że... je muszę opublikować na blogu!

Aby zaprezentować dowcip zdjęcia postanowiłem poszukać w literaturze składniki pokarmu pójdźki. I tak w "Metodach badań i ochrony sów" Michał Żmichorski pisze, że "najczęściej poluje na bezkręgowce, głównie na chrząszcze, rzadziej dżdżownice, które razem stanowią jednak niewielki udział w zjedzonej biomasie; pod tym względem dominują drobne gryzonie, głównie nornik zwyczajny. Okazjonalnie zjadane są też ssaki owadożerne i ptaki, które wyjątkowo mogą stanowić od kilku do kilkudziesięciu procent biomasy."

W bardzo podobnym stylu wypowiada się Wikipedia: "głównie owady (chrząszcze, ćmy, szarańczaki), dżdżownice oraz niewielkie gryzonie, rzadziej drobne ptaki lub płazy. Pójdźka jest aktywna zarówno w dzień, jak i w nocy, choć najbardziej o zmierzchu i o świcie. Za dnia poluje na owady, chodząc po ziemi, a nocą na myszy czy ptaki, często z zasadzki. Jest ptakiem walecznym, zaatakować może nawet szczura bądź łasicę. Pójdźka jako ptak osiadły narażona jest na trudy zimy; poluje wówczas na małe ptaki."

Przejrzałem jeszcze kilka innych źródeł i oczywiście nie znalazłem ani słowa o... czereśniach.

A jednak po rewelacyjnym zdjęciu Tomasza do ptaków wykazujących się apetytem do smacznych czereśni możemy dopisać naszą starą, poczciwą pójdźkę. Ja, jak do tej pory widziałem objadające się tymi owocami szpaki, mazurki, dzięcioła dużego, kosa, paszkota, a nawet wilgę. Z tego co wiem to na rzeczy się znają kwiczoł, wróbel, modraszka, kawka cz też grzywacz. Jak widzimy nie tylko my i szpaki znamy się na walorach smakowych tych owoców.

 IbjBvxl8RsNn5scbHBrP5emx3VlJEdSuYWLd1Rkt

Pójdźka, fot. Tomasz Baldujew   tomaszbaldujew.blogspot.com

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci