Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wpisy otagowane : pojdzka

Co w październiku robią pójdźki?

krogulec14

Teraz zaiwaniamy w trójkę. Ja męczę się nad korektą, Piotr tak samo. Ale On, jako wydawca, ma jeszcze więcej na głowie. Czuwa nad całością związaną z "Kalendarzem ptaków". Trzecią osobą zasuwającą nad książką jest ornitolog. Kto? Moja cicha na razie tajemnica. Mam nadzieję, że za jakiś czas z ornitologiem, karmiąc nadbiebrzańskie komary, kilka zgrzewek Żubra, albo Żywca, wysuszymy.

Piotr nawet w trakcie korekt dba żeby wcisnąć sporą wiadomości na temat z biologii ptaków. Ja się bronię przed tym z kilku powodów. Raz, że książek tego typu ostatnio kilka powstało. Dwa, no cóż, orłem w tym zagadnieniu nie jestem i pewnie tu najszybciej popełnię błąd. Na szczęście panuje nad tym ornitolog. Ten, z którym chcę napić się piwa na literkę "Ż".
Piotr ma rację chcąc wymuszając rozbudowanie książki. "Kalendarz ptaków" na tym wiele zyskuje. Czasami zachodzą przy tym ciekawe rzeczy. 
Pod jedną z dat rozwijam wątek związany z zabobonem dotyczącym pójdziek. Pójdźki, wiadomo, zafascynowały mnie i trochę je preferuję w tekstach. "Marku, a co pójdźki robią w październiku?" - Dopytuje mój wydawca. Osobiście uważam, że pójdźki hulają po skończonych lęgach i pilnują swoich rewirów. No bo chyba jednak nie koczują. 
Nie mam pewności, błędu za Chiny Ludowe popełnić nie chcę, więc pytam przez Messengera swojego prezesa SOS. Odpowiedź wnosi pewne poprawki do mojego domysłu:
"To zależy które. Młode ptaki (znaczy pójdźki) koczują i już szukają powoli swojego miejsca, choć często jeszcze siedzą w pobliżu rewirów rodziców. Dorosłe pilnują swojego rewiru i na nowo oznaczają głosem rewiry".
Czyli tu i ówdzie w kraju rozlega się miłe uchu "pójdź w dołek pod kościołek" ;-) 
A rozwinięcie zabobonu związanego z pójdźkami poznamy oczywiście w "Kalendarzu ptaków"
 
 46152833_1969164056470005_4031193245315760128_n
 
Pójdźka, fot. Zbigniew Miszon

"Fałszywa twarz"

krogulec14

Ze zdziwieniem zauważyłem, że ostatnio im mniej poświęcam blogowi czasu, tym wyżej w klasyfikacji wejść on stoi. Tematów mam kilka, więc nie tyle brakuje mi weny, ile po prosu za krótki jest dla mnie dzień i nie mam tej chwili żeby przysiąść i rozpisać wątki.

Na szczęście dba o bloga Zbyszek Miszon podrzucając mi co tydzień piękne zdjęcia. Oglądam je, sobie wzdycham, obiecuję coś o ptakach na nich napisać i... odkładam na później. Jednak jak zobaczyłem Jego fotografię pójdźki z efektownie ukazaną "fałszywą szlarą", to postanowiłem ją chociaż Wam tylko pokazać.
"Fałszywą twarz" posiada nie tylko pójdźka. Podobnie upierzenie na swoich głowach mają między innymi dość pospolita czubatka, jak też i nasza najmniejsza sowa sóweczka. Wątek postaram się kiedyś rozwinąć, a na razie wracam do swoich zajęć.
 
0P5A587101
 
Pójdźka, fot. Zbigniew Miszon

Żal pójdźki, żal

krogulec14

To piękne zdjęcie miałem zaplanowane pokazać Wam w czwartek. Niestety zaszła na tyle smutna sytuacja, że pokazuję je Wam już teraz. Nie ukrywam, że nie lubię poruszać takich tematów, ale skoro mają one miejsce, to uważam że nie wolno udawać, że nic się nie dzieje. Poniższy tekst znalazłem na stronie sowy.sos.pl Po zapoznaniu się z zaprezentowaną poniżej, lajtową wersją z Facebooka zapraszam do postu zatytułowanego "Skuteczna i niezawodna... trutka!":

"Na naszej stronie www poruszamy kolejny, istotny problem związany z zabijaniem sów i innych ptaków przez człowieka. Używanie trutek na myszy, szczury itp. to śmiertelne niebezpieczeństwo dla wielu gatunków zwierząt żywiącymi się tymi ssakami! Takich przykładów jak ten opisany na naszej stronie można mnożyć. Nie dalej jak tydzień temu podczas kontroli stanowisk lubuskich pójdziek obserwowaliśmy samca, który wlatywał z pokarmem do budki lęgowej. Byliśmy przekonani, że są tam młode i następnego dnia udaliśmy się tam w celu zaobrączkowania piskląt. Wielkim szokiem dla nas było to co zobaczyliśmy po otwarciu budki. Martwa już od pewnego czas samica i pokarm obok niej. Samiec przez cały czas dzielnie donosił pokarm dla martwej już partnerki. Choć stare z nas już chłopy, ale łza się zakręciła. Bezmyślność, brak świadomości, głupota ludzka doprowadziła do tej sytuacji.
Poczytajcie i udostępniajcie.. prosimy!"
 
 0P5A506701
 
Pójdźka, fot. Zbigniew Miszon
krogulec14

Małe sowy karmią swoje, wiecznie głodne, pisklęta. Mają huk roboty. Nawet w dzień. Tyle, że gdzie człowiek spojrzy, tam... pójdźka!

Za pamięć i zdjęcia dziękuję Zbyszkowi Miszonowi.

0P5A470601_1

 0P5A464301

 0P5A4628011

 0P5A480901

Lilith

krogulec14

Maciek Kowalski przywiózł z wyprawy do Izraela wiele zdjęć. W tym frapującą mnie od lat  pójdźkę arabską, czyli Athene noctua lilith. Wyprawę swoją opisał w"Raz, dwa, trzy! Kwartał w izraelskich kolorach - III: Negev i Morze Martwe (17-21 I / 5-9 II / 12-16 III 2018)", do którego zapraszam. Sam natomiast chętnie wspomnę jednym zdaniem o sowie.

Jedna z żydowskich kabał mówi, że mityczna i jakże zarazem tajemnicza Lilit ukrywa się pod postacią niewielkiej przydomowej sowy, pójdźki. Pierwsza żona Adama, co tu dużo mówić, musiała być dość mocno wyemancypowana, skoro została przeklęta przez samego Stwórcę. Nasza sowa została zamieniona w nocnego demona. Podobno też to Lilit, a nie szatan, namówiła Ewę do zerwania owocu z drzewa poznania dobra i zła. Pamiątką po niej została... pójdźka arabska której naukowa nazwa brzmi Athene noctua lilith!
Już choćby tylko dlatego zdjęcie Maćka Kowalskiego zrobiło na mnie takie wrażenie.
 
1F1A3131A
 
Pójdźka arabska Athene noctua lilith, fot. Maciek Kowalski https://maciejkowalski-birds.blogspot.com/ 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci