Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Piękna artylerzystka

krogulec14

Chociaż Gdynia jest miastem bardzo młodym, to lubię ją. Nie, to nie jest jakiś specjalny ukłon do Wildrose. Po prostu byłem kiedyś młodym chłopakiem i zaczytywałem się w książkach Jerzego Pertka. Dzieje Polskiej Marynarki Wojennej znałem na tyle dobrze, że myślałem o wystąpieniu w... Wielkiej Grze. Negatywną stroną w mojej ochocie okazał się mój wiek, po prostu nie miałem 18 lat. Dzieje i dane taktyczno-techniczne poszczególnych okrętów miałem opanowane naprawdę doskonale. Gdynia, jak wiadomo, była najważniejszym miejscem naszych okrętów do 1 września 1939 roku. Piękną kartą w historii Polski zapisała się obrona miasta jak i Kępy Oksywskiej we wrześniu 1939 roku.

Będąc nastolatkiem wielkim moim pragnieniem było zwiedzenie weterana II Wojny Światowej z bitew na morzach i oceanach, niszczyciela ORP "Błyskawica". Pragnienie ziściłem już dawno, ale ilekroć jestem w Gdyni to na pokład tego okrętu-muzeum idę zawsze. Tym razem sympatycznym akcentem okrętu stała się dla mnie pewna mewa, która ze stoickim spokojem patrzyła na wszystko i wszystkim z góry. Dosłownie i... chyba w przenośni. Siedziała sobie spokojnie na przeciwlotniczym dziale kalibru 37 i zdawała się panować z niego nad wszystkim. Przyznaję, że swoją obecnością sprawiła mi olbrzymią radość. Pomimo tego, że kilka godzin później po raz pierwszy w życiu dane było mi cieszyć oczy rybitwą czubatą, to jednak ta mewa była najpiękniejszym i najciekawszym dla mnie akcentem dnia.

Dzielna mewa w obiektywie Prosiaka_Wej

No to cześć Stefan

krogulec14
W tym miejscu gorące podziękowania dla Margi77 za odzyskanie moich pierwszych tekstów, dzięki czemu mogłem ponownie, teraz na łamach Plamki, opowiedzieć poniższą historię, a i do innych chętnie powrócę :)
-
Lubię chodzić na Stację Doświadczalną w Stobnicy, panuje tam taki spokój, cisza, na jej terenie rosną ładne drzewa, szemrzy cichutko czysta jak łza woda Kończaka, są tam tacy ciekawi ludzie, zwierzęta. Czas się zatrzymuje a problemy stają się choć na tą chwilę nieważne. Kojarzę sobie zawsze Stobnicę jako piękny kawałek Polski. Tak zawsze tłumaczę swoim gościom gdy ich tam wiodę. Na Stacji oprócz stałych ptaków i ssaków przebywają w tej chwili dwa sokoły wędrowne - trafiły tu w celu reintrodukcji - i kontuzjowana młoda pustułka. Nieraz ludzie z pobliskich miejscowości znoszą chore zwierzęta, które są tu leczone i po kwarantannie wypuszczane na wolność. Tak było miedzy innymi z młodym puszczykiem, czy żurawiem o swojskim imieniu Stefan.
Żuraw nie jest na szczęście już w Polsce rzadkością, powoli odbudowuje swoją populację sprzed lat. Jeżeli jeszcze w latach 70-tych liczono go około 900 par, to na obecną chwilę szacuje się 5 000-6 000 par. Jedną z przyczyn tego wzrostu liczebności jest zmniejszenie obawy przed człowiekiem,  jak też powolne dostosowanie się do przekształceń w środowisku. Jednak mimo to przysłowie "czujny jak żuraw" nie traci na znaczeniu.
Stefan trafił do Stobnicy jako pisklak, ze złamanym skrzydłem, była obawa, że nie będzie już latał. Przeszedł zabieg i został wypuszczony na teren Stacji. Był ptakiem ciekawym wielu rzeczy, które napotykał na jej terenie. A przede wszystkim został amatorem "kluch" gotowanych przez Zenka. Aby nimi się raczyć chodził za swoim opiekunem wszędzie, przyglądał się uważnie jego czynnościom.
W mojej okolicy jest kilka stanowisk lęgowych żurawia. Mimo, że domyślam się tych miejsc to rzecz jasna nie zbliżam się do nich. Bez tego mam to szczęście, że widuję nieraz te wielkie ptaki (215-235 cm rozpiętości skrzydeł, 4.3-6.3 kg wagi) na łąkach nad Samą lub na brączewskich polach. Do tych obserwacji dochodzą oczywiście przeloty.

 
.
Żuraw w obiektywie Marcina Perkowskiego  www.ptaki.fotolog.pl
.
Stefan zaakceptował towarzystwo ludzi, choć trudno powiedzieć czy polubił ich towarzysko. Lubił niezmiennie kluchy Zenka i kroczył za nim jak wierny pies w każdy kąt. Obcych traktował wyniośle, jeżeli ktoś mu się nie spodobał z wyglądu to potrafił dziobnąć. O tym jakie zgrywy potrafił wywinąć przekonała się pewna pani, która na swoje nieszczęście włożyła do tylnej kieszeni spodni kluczyki do samochodu. Pomiędzy kobietą a Stefanem zaiskrzyło od samego początku. Żuraw chyba zrozumiał, że pani nie podoba się śledzące ich "ptaszysko"  Wystający z tyłu breloczek skupił uwagę Stefana, to było coś. Capnął dziobem błyskotkę i, jakby wiedząc, że robi coś niewłaściwego, rzucił się do ucieczki. Za nim ruszył w pogoń Zenek jak i właścicielka nowiutkiego BMW.  Stefan zatrzymał się nad zamulonym brzegiem stawu. Widząc, że pogoń nie rezygnuje opuścił "demonstracyjnie" kluczyki do wody.
Przyroda dysponuje różnymi głosami. Lubię słuchać pohukiwanie puszczyka, słyszałem wycie stobnickich wilków,  "szatański śmiech" dzięcioła czarnego. Do jednego z najciekawszych, najbardziej tajemniczych głosów uważam klangor żurawia. Ileż w nim piękna, uroku. Starożytni Rzymianie dopatrywali się w nim żałosnych skarg potępionych dusz.
 Można byłoby przypuszczać, że życie Stefana ograniczyło się do wyjadania kluch, rządzenia na terenie stacji i czasami do tęsknego odzywania się klangorem. Było w tym głosie coś z tęsknoty za braćmi na wolności, za zbliżającym się odlotem. Zenek nie tylko żurawiem się zajmował. Oprócz doglądania innych zwierząt ma swoją papierkową robotę. Kiedy któregoś wrześniowego dnia Stefan parę razy odezwał się za oknem, nie domyślił się o co chodzi.
- Czego się drzesz? - mruknął zza stosu papierów.
Dowiedział się o co żurawiowi chodzi dopiero po paru godzinach gdy wyszedł na obchód. Brak Stefana rzucił mu się w oczy  od razu. Obszedł wszystkie zakamarki stacji i nie znalazł nigdzie pupilka.
- A ja nie domyśliłem się, że on przyszedł się ze mną pożegnać - kończył opowiadać z nutką żalu w głosie.
No, niestety nie zawsze człowiek wszystko rozumie. Nieraz zwyczajnie spóźniamy się, coś nas zatrzyma. I zabraknie zwykłego:
- Cześć Stefan, trzymaj się stary!

Łyska, krewniaczka żurawia

krogulec14

Jeśli usłyszymy nad "bezludnym" jeziorem donośne głosy jakby mówiące:"kew", lub "tsk", "tsi", albo "tp", to możemy być pewni, że słyszymy łyskę. Niewielką, ale charakterną krewniaczkę samego żurawia. Małe rozmiary (37 -40 cm długości ciała, 70 -77 cm rozpiętości skrzydeł i 500 - 1 100 gram masy) łyska nadrabia czupurnością i pierwszej lepszej kaczce, a nawet łabędziowi nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Łyskom, podobnie jak krzyżówkom, sprzyja zachodzące na jeziorach i stawach zjawisko eutrofizacji wód, polegające na wzroście żyzności, co doprowadza do dużego wzrostu glonów i roślinności wynurzonej. To natomiast jest przyczyną silnego wzrostu populacji. Można powiedzieć, że łyska jest ptakiem w natarciu. Pomimo faktu, że ptak ten ma status gatunku łownego.

Łyska przylatuje na swoje tereny lęgowe od lutego do kwietnia, opuszcza nasz kraj w październiku i listopadzie. W związku z coraz łagodniejszymi zimami coraz częściej decyduje się na zimowanie w Polsce. Zamieszkuje ona wszelkiego typu słodkowodne i słonawe zbiorniki wodne, zarośnięte na brzegach trzciną i sitowiem, z niedużymi oczkami czystej wody. Żywi się przede wszystkim zielonymi częściami roślin, ich nasionami oraz różnymi, drobnymi zwierzętami wodnymi. W zdobywaniu pokarmu wykazuje niezwykłe zdolności: potrafi gruntować, nurkować do 6,5 m, chodzić po liściach nawodnych, jak i podskakiwać do 40 cm nad powierzchnię wody.

"Dorosła łyska w gąszczu kwitnącego grążela zółtego; Pruszków, Park Potulickich; 18.06.2007" w obiektywie Mateusza Matysiaka  www.mateuszmatysiak.pl 

Łyska w okresie wędrówek zbiera się w olbrzymie stada sięgające tysiące osobników. Sytuacja ta diametralnie zmienia się w czasie lęgowym, kiedy to żyje na ściśle określonym obszarze. Wtedy to samce staczają dość ostre utarczki ze sobą w celu obrony terytorium. Wtedy też łyski zachowują czasową monogamię. Ptak ten wykazuje duże zdolności przystosowawcze. Potrafi zachowywać się jak oswojony i zasiedlać parkowe sadzawki, gdzie nieraz gnieździ się kilka metrów od stanowisk wędkarskich. Odbywa 1 -2 lęgi w roku, zwykle od kwietnia do czerwca. Składa od 5 do 12 jaj, które wysiaduje przez 22 -23 dni. Poza gniazdem właściwym buduje też 1 -2 gniazda dodatkowe służące ptakom jako miejsca wypoczynku i noclegu.

"Świeże pisklę łyski na platformie z nadwodnej roślinności;  Zboiska, gm. Mszczonów, Mazowsze;  24.05.2008" w obiektywie Mateusza Matysiaka  www.birdwatching.kei.pl

Ptak ten zwykle pływa z głową odchylona ku tyłowi, dobrze skacze i dość często nurkuje. W razie niebezpieczeństwa lub kiedy podrywa się do lotu, "biegnie" po powierzchni wody machając skrzydłami. Pozostawia wtedy za sobą rodzaj kilwatera. Lata niechętnie, lecz dość szybko i w linii prostej. Nogi ma przy tym wyciągnięte ku tyłowi, podobnie jak znacznie większy krewny. Dość często można ją również zobaczyć na brzegu. Zatem, jeśli usłyszymy i zobaczymy na tafli jeziora łyskę to warto choć na chwilę się zatrzymać. Kto wie, czy coś ciekawego nam nie zademonstruje.

Jastrząb

krogulec14

O niektórych rzeczach nie mam siły pisać. Nie wiem też jakie jeszcze demony w nas ludziach drzemią. Czasami po prostu przychodzi mi się wstydzić, że jest się człowiekiem...


Jastrząb  www.cezarykorkosz.pl

Wpis o jastrzębiu będzie w stosownym czasie. Dziś powiem tylko tyle, że jest wyśmienitym łowcą i przez to ma (śmiertelnych) wrogów wśród myśliwych i gołębiarzy. Niektórzy z tych grup ludzi obcinają łapki jastrzębiom i "wypuszczają" je na wolność. Teraz w Złoczowie ukrzyżowany został jeden z tych ptaków...

Nie mam siły o tym pisać. Nie wyeksponuję tego tutaj. Przestrzegam przed drastycznością. Kto ma na to siły niech kliknie tutaj.

Z ptakami po obszarach Natury 2000. Kulik wielki i kania czarna na Nadnoteckich Łęgach

krogulec14

Obszar "Łęgów Nadnoteckich" jest fragment pamiętanej ze szkół Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej. Obszar doliny zajmują w większości łąki porastające torfowiska niskie. Poprzecinane są one rowami melioracyjnymi i fragmentami zachowanych starorzeczy. W okolicy Czarnkowa, leżącego niemal pośrodku tego obszaru, występuje kaldezja dziewięciornikowa, bardzo rzadka w Polsce roślina o priorytetowym znaczeniu w ochronie w całej Unii Europejskiej.

Na terenie Łęgów Nadnoteckich stwierdzono występowanie 230 gatunków ptaków, z czego 140 z nich tu gniazduje. Szczególne znaczenie ma występowanie tu takich gatunków jak: kulik wielki, podróżniczek, derkacz, kania czarna i ruda, dubelt, bączek i bąk. Poza wspomnianymi kaniami można tu jeszcze spotkać takie ptaki drapieżne jak: bielik, myszołów, błotniak łąkowy i stawowy, pustułka i orlik krzykliwy. Poza tym występuje tu też: żuraw, dziwonia, remiz, rybitwa czarna i zwyczajna, zimorodek, czajka, bocian biały oraz wiele kaczek i perkozów. Na przelotach Łęgi Nadnoteckie są ważnym miejscem przystankowym dla: gęsi zbożowej i białoczelnej.

Zagrożeniami dla tego obszaru może się okazać zaprzestanie wypasu bydła na pastwiskach, poważnym jest wypalanie suchych traw. Trzeba liczyć się z dalszymi próbami osuszania terenu jak też i swój wpływ może mieć zanieczyszczenie wód. Bardzo groźnie wyglądał projekt budowy elektrowni wiatrowych.


Kulik wielki w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 

Ptakiem "sztandarowym" Łęgów Nadnoteckich można uznać kulika wielkiego. Ten nieliczny ptak (650 -700 par lęgowych w Polsce) występuje przede wszystkim w trzech rejonach Polski. Są to: doliny Noteci, Biebrzy oraz Polesie. W "Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt" wymieniony jest jako gatunek zagrożony wyginięciem. Wymieniony jest także w Dyrektywie Ptasiej Unii Europejskiej. Najczęściej zasiedla on rozległe, wilgotne i ekstensywnie użytkowane łąki i pastwiska w dolinach większych rzek a także bagna i torfowiska. Ten towarzyski w stosunku do innych osbobników własnego gatunku ptak, nawet w okresie lęgowym tworzy luźne kolonie. Ciekawostką jest fakt, że samica po wspólnym wysiedzeniu jaj pozostawia pisklęta pod opieką samca a sama już w czerwcu kieruje się na zimowiska. 

Największym zagrożeniem dla kulika wielkiego jest przekształcanie wspomnianych już łąk na pola uprawne, lub też sadzenie na nich lasów, jak też melioracja odwadniająca tereny lęgowe. Jego gniazda, położone na ziemi, lub w kępach wystających z wody turzyc, narażone są na penetrację lisów.

Drugim ptakiem który występuje w Łęgach Nadnoteckich a chciałbym parę zdań powiedzieć jest kania czarna. Ten prawdopodobnie najczęściej występujący na świecie ptak drapieżny przechodzi w Polsce impas od czasu gdy ochrona gatunkowa ujęła jego miejsca lęgowe. W obrębie 100 metrów od gniazda nie wolno przeprowadzać żadnych prac przez cały rok a w okresie lęgowym od 1 marca do 1 sierpnia ta strefa zwiększa się do 500 metrów. Mimo tego zabiegu liczba par kani czarnej spadła z 500 w latach 80-tych ubiegłego wieku do 300 -400 w latach obecnych.

O przyczynach tego spadku, jak i o ciekawych zwyczajach kani czarnej opowiem w odrębnym wpisie. Na koniec pochwalę się jedynie, że w obrębie 10 kilometrów od mojego domu jest czynne gniazdo tej pięknej kani.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci