Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Gość z południa, gość z północy

krogulec14

Dziwna sprawa jest z syczkiem. Uważa się go za sporadycznie zalatującego do Polski, choć nie wyklucza się jego lęgów w Bieszczadach. Ta ciepłolubna sowa jest podobno bardzo lubiana w rejonie basenu Morza Śródziemnego. Tu nie dam rady powstrzymać się przed małą zgryźliwością. A ja sądziłem, że w tej części Europy lubiane są tylko te ptaki, które nadają się do gara. Jego "puu-puu-puu" przedzielone sekundą ciszy jest podobno charakterystycznym głosem śródziemnomorskich nocy. Mimo tej dziwnej sympatii mieszkańców tamtego rejonu liczebność syczka bardzo silnie się zmniejsza. Syczek odżywia się przede wszystkim owadami. Jest sową nocną. Potwierdza regułę, która wskazuje, że sowy południa są zdecydowanie nocnymi. Mieszkanki północy dostosowują się do aktywności dziennej.

Sowa jarzębata w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 

Przylot jej na Bagna Biebrzańskie wywołał niemałe zamieszanie wśród ptasiarzy. To ujęcie korci mnie do małego żartu. Sowa odwracając się do podziwiających ją obserwatorów zdaje się mówić coś o ... głębokim poważaniu:) Oczywiście to niewinny żarcik, a zgromadzonym tam Biebrzniętym tylko mogę pozazdrościć takiego oglądania. Resztę zdjęć Czarka z tej wyprawy znajdziemy w Jego galerii, której adres jest choćby na mojej stronce.

Sowa jarzębata jako mieszkanka północnych lasów iglastych jest aktywna w ciągu dnia, zwykle krótko po wschodzie słońca i przed jego zachodem. Najczęściej ofiarą jej padają drobne gryzonie, choć jest bardzo zwrotna w powietrzu i potrafi upolować ptaka.

Ta piękna sowa ma jednak jeden poważny feler. Zbyt rzadko przylatuje do naszego kraju. Wikipedia podaje, że od zakończenia II Wojny Światowej zanotowano jej pojawy do tej pory tylko 3 razy. Chyba każdy przyzna, że to trochę mało.

Zięba Północy

krogulec14

Chwila małej nostalgii ogarnęła mnie przy obserwacji karmnika. Pod jego daszkiem usiadł ptak kojarzący się z jerem. Kiepskie światło dzienne nie pozwoliło mi na odczytanie jego kolorów. Nie chcąc płoszyć małego głodomora, nie zdecydowałem się na podejście do okna.

Jera możemy w Polsce oglądać od września do kwietnia. Od września do grudnia jest liczny na przelotach. W miesiącach zimowych jest go znacznie mniej, po tym czasie, na wiosennych przelotach liczebność jego znowu wzrasta. Później, w czasie lęgów, nie spotkamy jera w Polsce wcale. W mojej okolicy jego wizyty są zmienne. Są zimy gdy codziennie odwiedza mój karmnik, a są też takie gdy nie widuję tej pięknej zięby Północy całkowicie. Siedzący wczoraj w karmniku ptak kojarzył mi się z jerem mocno. Ale czy to był on? Nieraz wszak człowiek dostrzega to co chce ujrzeć...

Jera nazywano niegdyś ziębą-jerem ze względu na bardzo bliskie pokrewieństwo pomiędzy obu gatunkami. Jest ono tak duże, że zdarzają się nawet przypadki par międzygatunkowych. Ptak ten jest tak wielkim amatorem nasion buka, że swego czasu nawet nosił jeszcze jedną nazwę: zięba-bukówka. Gdy spadnie śnieg w poszukiwaniu swojego smakołyku potrafi nawet kopać w nim tunele. Taki tunel w śniegu może mieć nawet 40 centymetrów głębokości, co wydaje mi się, że na ptaka o wadze 21 -25 gram jest wyczynem nie lada.

Pierwszego jera w karmniku dojrzałem 30 grudnia 2005 roku. Od tamtego czasu widywałem go regularnie. Z tego co wiem jery zimują w tych samych, co w poprzednim roku miejscach. Co zatem się dzieje z moimi zeszłorocznymi gośćmi z Północy? Wybór zdaje się być niewielki. Albo, odpukać, spotkało je jakieś dramatyczne niepowodzenie, albo też mają bardzo dużo nasion swojej ulubionej buczyny i chrzanią mój słonecznik. 

Jer jest bardzo towarzyski. W 1950 roku w Szwajcarii zaobserwowano stado liczące, uwaga (!), 10 000 000 osobników. W latach 60-tych XX wieku we Francji odkryto noclegowisko 15 000 000 jerów i 120 000 szpaków. Liczby zdają się oszałamiać, ale mnie nurtuje pytanie: kto i w jaki sposób policzył taką liczbę ptaków.

c921cc247b80aadd3746f499dc476a09

Jer, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 

Gdyby Odyseusz...

krogulec14
Kruk jest ptakiem jakich wiele. Ani dobrym, ani złym. Nie wiem czym zasłużył sobie na złą sławę u człowieka. Jego głos, moim zdaniem naprawdę ciekawy, bywa kojarzony na złą wróżbę. A przecież są to wierutne bzdury i gusła. Nie wiem czym rozsądnym uzasadniają swoją niechęć do tego ptaka myśliwi. Bo chyba zdają sobie sprawę, że nie jest to ptak drapieżny i nie da rady upolować zająca czy sarny. Jeżeli natomiast nie zdają sobie z tego sprawy, to chciałbym wiedzieć co oni robią w lesie.
Kruki w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 
Jest we mnie coś przekornego. Im większą widzę w nas ludziach  niechęć i antypatię do danego zwierzęcia, to tym bardziej to zwierzę obdarowuję sympatią i fascynacją. Znalazłem w "Biuletynie EKO-edukacyjnym" garść ciekawostek o tym najinteligentniejszym ptaku z występujących w Polsce i mam zamiar się nimi podzielić:
- Kruk zaskakuje swoimi zdolnościami do nauki. Nie dość, że bez problemu powtarza głosy słyszane w okolicy, to na dodatek stosuje je z wyraźnym zrozumieniem do danej sytuacji.
- Ptak ten lubi się bawić. Takie krucze zabawy to między innymi: zjeżdżanie na brzuchu, siłowanki, wypuszczanie i chwytanie przedmiotów w powietrzu,  kąpiel śnieżna, ciąganie drapieżników za ogon czy też wieszanie się na jednej nodze na gałęzi i huśtanie się głową skierowaną w dół.
- Jest bardzo ostrożny. Wyraźnie określa ten fakt średni czas od odkrycia do podejścia do padliny. Wynosi on 7 godzin.
- Natomiast młode kruki swoją ciekawość względem przedmiotów zaspokajają dotykaniem i badaniem ich dziobem. Sprawdzają w ten sposób czy nadają się one do jedzenia. 
- W niektórych kulturach kruk pełnił rolę posłańca dobrych wieści.
- Starożytni żeglarze mieli zwyczaj trzymania na swoich statkach kruki. W razie zabłądzenia wypuszczano je w celu odnalezienia lądu.
Ps.  Zatem wychodzi na to, że gdyby Odyseusz podróżował z Troji na Itakę z krukiem na pokładzie, to Penelopa nie musiałaby tak długo na niego czekać. Trudno, miał facet i jego małżonka pecha. Ja też zresztą mam tego pecha. Mimo licznych wędrówek po swojej okolicy jakoś do tej pory nie widziałem jeszcze nigdy huśtającego się kruka. Z głową w dół:)

Nocna Atena

krogulec14

 

Pójdźka w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 

Przyznam ze smutkiem, że nie miałem dotąd okazji przyjrzenia się pójdźce. A szkoda, bo ptak ten budzi mój szczery podziw i szacunek. Mała, dzielna sowa ważąca zaledwie 150 -200 gram potrafi skutecznie obronić swój lęg nawet przed kotem. Niestety w konfrontacji z kuną domową nie ma już żadnych szans. Ginie, ale lęgu nie zostawia.

Wiemy, że sowa jest symbolem mądrości. Mogę tu zaryzykować stwierdzenie, że jest nią właśnie pójdźka. Bo to właśnie ona była atrybutem greckiej bogini mądrości Ateny (jej łacińska nazwa brzmi "Athene noctua"). Dlatego też żadnemu starożytnemu Grekowi nie przeszkadzały lęgi tych sów na murach Akropolu. Mało tego, w VI wieku przed naszą erą bito nawet monety z jej wizerunkiem. Pozytywny wizerunek pójdźki został zatarty w mrocznym średniowieczu. To wtedy stała się symbolem zła i zwiastunem śmierci. Jej głos tłumaczono na złowieszcze "pójdź, pójdź w dołek pod kościołek". Została wcieleniem czarownic a nawet samego szatana. W niektórych stronach naszego kraju średniowiecze w tępieniu tej jakże pożytecznej sowy trwało na dobre jeszcze w XX wieku. To średniowiecze trwa jeszcze na dobre w basenie Morza Śródziemnego. We Włoszech przywiązuje się pójdźkę na widocznym miejscu celem łowienia małych ptaków. Mała sowa budzi strach drobnicy, która zbiera się w stado i usiłuje przegonić nocnego drapieżnika. Miejsca w których przewiduje się, że ptaki będą siadać smaruje się klejem i ...

Pójdźka jest nielicznym ptakiem lęgowym w naszym kraju. Jej populacja jest szacowana na około 2 000 par lęgowych. W południowo-wschodniej  Polsce jest liczniejsza niż w pozostałych jej częściach. Głównymi przyczynami ograniczającymi jej populację są: trudy zimy (źle znosi mrozy i pokrywę śnieżną), wzrost liczebności kuny domowej, utrata miejsc lęgowych (wycinanie starych, rosochatych wierzb, uszczelnianie domów i zabudowań gospodarczych) i łowieckich (zarastanie łąk i pastwisk).

Pójdźka nie jest z pewnością aż tak bardzo mądrym ptakiem. W rozumie ustępuje na pewno krukowatym. Z całą pewnością nie jest wcieleniem zła, ani nie przepowiada czyjejkolwiek śmierci. Jest normalnym ptakiem jakich wiele. Jest, z naszego punktu widzenia, bardzo pożyteczna, gryzonie stanowią 85% jej pożywienia. I tylko owa pożyteczność wyróżnia ja z grona pozostałych ptaków. 

Śmierć tragika

krogulec14

 Wolny czas i deszcz za oknem sprowokowały mnie do marzeń o podróży do bardziej słonecznych krajów. Na przykład do Grecji, kolebki europejskiej cywilizacji. Odbędę ją wirtualnie, pojutrze do pracy mi trzeba iść. Przeniosę się też w czasie. Na przykład do roku 456 przed naszą erą. Zanim ją zacznę podkreślę, że wielki szacunek żywię dla Starożytnych Greków. Takich ludzi z historii jak Fidiasz, Perykles, Sokrates, Platon, Demokryt z Abdery, Diogenes z Synopy czy Leonidas ze swoimi wiernymi 300 Spartanami, łatwo się nie zapomina. Wkład ich i całej rzeszy tych których tu nie wymieniłem w rozwój ludzkości jest ogromny. Zanim jednak przeniosę się w tamten czas słowo o ogromnym i pięknym ptaku jakim jest orłosęp brodaty. Niewielka jego populacja żyje na południu Europy w trudno dostępnych górach. Żywi się głównie kośćmi padłych zwierząt, które zrzuca z wysoka na skały, aby takie potrzaskane mógł połknąć. To samo robi z żółwiami. Wzbija się w górę i spuszcza ofiarę na kamień aby się roztrzaskała.

 Ajschylos był jednym z trzech najwybitniejszych tragików ateńskich. Na swoje nieszczęście był łysy jak kolano. Dlaczego na swoje nieszczęście? Zaraz tego dowiodę. Pewnego dnia, pewnie słonecznego za którym tak sobie tęsknię, wspomnianego 456 roku przed tą naszą erą, Ajschylos spacerował piaszczystą plażą. Nie było na niej ani jednego większego kamienia. W tym samym czasie, nad tą samą plażą krążył z żółwiem w szponach orłosęp brodaty. Nigdzie wokół nie mógł znaleźć kamienia o który roztrzaskałby ciążącą mu już ofiarę. Był zapewne już zmęczony i łysą głowę tragika wziął za dobrą monetę. Celność w spuszczaniu żółwi miał przecież opanowaną perfekcyjnie. Śmierć tragika stała się głośna i została zapamiętana na tysiąclecia.

 Szaruga na dworze nie ustępuje, ale ustąpiła mi ochota na wyjazd do Grecji. Co prawda kilka włosków na łepetynie mi jeszcze rośnie, ale co zrobię jeżeli potomek tamtego orłosępa uzna, że nadaję się do posłużenia na rozbicie żółwia?

Orłosęp   www.cezarypioro.pl

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci