Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wróbel na 5 migawek

krogulec14

Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!

Kochajcie wróbelka dziewczęta,
Kochajcie do jasnej cholery!
-Gałczyński-

"Data wykonania: 8.06.2008 Miejsce wykonania: Teremiski, Puszcza Białowieska  Autor: Mateusz Matysiak  "Wróbel po piaskowej kąpieli"  www.birdwatching.pl

O tym, że wróbel jest ptakiem egzotycznym opowiadałem już w październiku. Jeżeli trudno komuś w tą wiadomość uwierzyć to proszę przyjrzeć się wróblowi po pierwszych przymrozkach. Kiedy inne ptaki buszują wesoło po okolicy, ten siedzi osowiały i się puszy. Inni jego bliscy krewni grzeją się w słońcu południa, a on marznie wiernie towarzysząc człowiekowi w jego wędrówce po globie.

Wróbel w obiektywie Czarka Pióro  www.cezarypioro.pl

Jądra samca wróbla podobno zajmują połowę jego brzucha. Nie będzie trudno zatem wyobrazić sobie co się kłębi w jego głowie. Oczywiście seks. Dobrze jest jeżeli wróbel jest w parze monogamicznej. Kiedy natomiast zachodzi zjawisko bigamii, co w końcu nie jest rzadkością, bywają dramaty. Samczyk, po staraniach się o potomstwo w pierwszym gnieździe, zaleca się do drugiej wybranki. Kiedy ta też już siedzi na jajach wraca do pierwszej, która akurat wychowuje młode. Nie wraca żeby odwiedzić swoje dzieci. W jego głowie panuje tylko seks. Tak długo będzie się zalecał aż samicę przekabaci i... uniesiona zapędami miłosnymi para wyrzuci z gniazda pisklęta i zacznie na nowo składanie jaj.

Wróbel w obiektywie As_Sadaki  http://picasaweb.google.com/AsSadaka/Ptaki#5238139823352411522 

Przysłowie mówi, że "czego chłop nie zna, tego nie zje". Jest ono bardzo trafne w stosunku do... zwierząt! Aby zapobiec skutkom zatruć, natura wpoiła w bardzo wczesnej fazie dzieciństwa zwierzętom uczenie się rozpoznawania pożywienia. - Pamiętamy kurczaki odżywiane przez myszołowa cielęciną? One ziarnojadami nie miały szansy się stać. - Nauczycielami są zwykle rodzice. Nauka ta jest wręcz niezniszczalna. Jeżeli będziemy od urodzenia wychowywać małpkę i nie włączymy w odpowiednim czasie do jej menu banana, to w dorosłym wieku ona bananów jeść nie będzie. Nawet jeśli ją przegłodzimy. Bardzo pozytywnie tu wypada, obok tak inteligentnych zwierząt jak szczur domowy, szczur wędrowny, kruk i gawron, właśnie nasz wróbel, on przyswaja sobie nowe pokarmy przez całe swoje życie.  Człowiek uczy się podobno całe życie. Okazuje się, że  nie tylko on. Uczy się tego też pozornie szary, zwykły wróbel. 

 

Wróbel w obiektywie Janusza Z.  http://picasaweb.google.pl/jan0usz/PTAKIIPTASZKI#5208691796554113058 

Dowodem niezwykłej bystrości wróbla są, a raczej były... strachy na wróble. Pamiętamy je? Bo ja tak i, przyznam szczerze, że trochę się za ich widokiem stęskniłem. Wróble pewnie też. Po kilkudniowym oswajaniu się z gościem w swoim rewirze, traktowały go jak... swojego. Siadały na jego patykowatych ramionach, kapeluszu, a w jego kieszeniach, lub związanych rękawach spokojnie, nie nękane przez drapieżniki, wychowywały swoje potomstwo. Dobre to były czasy dla tych ptaków. Przyniesione na miejsce stanowisko lęgowe, na wyciągnięcie skrzydła jedzenia do oporu...

Wróbel w obiektywie Marcina Perkowskiego  www.ptaki.fotolog.pl 

Wróble są też niezwykle pomysłowe jeżeli chodzi o gniazda. Jest dziuplakiem, co nie przeszkadza mu wić gniazda na drzewach, za kratą nieużywanych okien. Często gnieździ się w budynkach gospodarczych, na poddaszach i we wnękach i załomach murów. Chętnie zajmuje też budki lęgowe. Nie gardzi też podstawą bocianiego gniazda. Potrafi też wygonić oknówkę z jej gniazda i samemu je zająć.

BARDZO WAŻNE! NIE BĄDŹ OBOJĘTNY

krogulec14

Bernikla jest niczym innym jak gęsią. Bernikla rdzawoszyja jest sporadycznie spotykana w polskim pejzażu. Podobno od 1945 roku zaledwie udokumentowano 10 jej pojawów. Jeżeli rząd bułgarski nie ograniczy polowań na tą gęś, to będzie pojawiała się ona u nas jeszcze rzadziej, albo zniknie z naszego nieba całkowicie. Jeżeli nie chcesz żeby to zdjęcie nie zostało tylko dokumentem mówiącym, że kiedyś ten ptak do nas zaglądał, to podpisz.

Ja już to zrobiłem. Obok mnie podpisali petycję Izraelici, Rosjanie, Litwini... Nie sądzisz, że warto abyś i Ty poparł ten apel?

"Żerująca bernikla rdzawoszyja; 01.09.2007; Ptak o niejasnym pochodzeniu przebywający na rz. Odra w m. Wrocław" w obiektywie Mateusza Matysiaka  www.mateuszmatysiak.pl

Największe zimowisko bernikli rdzawoszyich zagrożone! Światowa populacja jednej z najpiękniejszych gęsi świata - bernikli rdzawoszyjej Branta ruficollis liczy zaledwie 30 tys. osobników. Większość z nich zimuje w Bułgarii. Niestety odbywają się tam polowania na ten gatunek.

Bułgaria nie przestrzega wielu konwencji dot. ochrony przyrody.

Na stronie en.forthenature.org przygotowano petycję do rządu Bułgarii w sprawie ograniczenia polowań na berniklę rdzawoszyją.

Poprzyj ten apel i podpisz petycję!   

Apel pochodzi z BirdWatching.pl 


Kubuś

krogulec14

Tematów mi nie brakuje, wydaje mi się jednak, że ten piękny, wzruszający tekst Felixiany może teraz komuś pomóc:

 

"Któregoś dnia wpada mój syn Leszek z podwórkowo-rowerowej wyprawy i wrzeszczy od progu: pomóż, ratuj! Lecę wyobrażając sobie kolejne poobijane kolana, siniaki czy coś gorszego, a tu patrzę: na dłoni synka leży ni to ni sio, jakaś szara szmatka z ogromniastym dziobem i wygląda na to, że nie ma siły nawet łepetyny podnieść. Zrób coś! słyszę, no przecież inaczej nie przeżyje! I jak tu powiedzieć dziecku, że sama wątpię żeby taki nagi szarutki pisklaczek mógł przeżyć bez gniazda i ptasiej mamy. Nie można! Nawet co do gatunku miałam wątpliwości.  Po kształcie dzioba wydedukowałam, że gołąb. Odruch serca kazał synkowi odebrać małym oprawcom pisklę i uratować przed zakopaniem żywcem w piaskownicy, no ale co dalej? Trzeba było jednak spróbować i coś wymyśleć. No przecież na pewno wiesz, uratuj go, słyszę znowu. No i zabrałam się do dzieła. Czym karmić, a co ważniejsze jak karmić takiego pisklaka ? Wiedziałam tyle: gołębica karmi młode takim mleczkiem z wola, gdzie maluchy wkładają dziób i piją: a ja w co ten dziób włożę, dumałam... I eureka! wymyśliłam sposób, jak się okazało niezawodny. A teraz co dawać?  Ale jakie możliwości ma człowiek, który staje przed tym dylematem, niewielkie, bo mu żadna gołębica nie podpowie. No to wyszło z obliczeń, że troszkę mleka, troszkę manny drobniutkiej, ugotowanej na wodzie i pierwsza mieszanka powinna się nadać. Albo, albo...A jaki to był sposób na karmienie? Otóż obejmowałam dziób pisklaka trzema palcami: kciukiem, wskazującym i środkowym, a do środka pomalutku pipetką nalewałam to pseudopisklakowe jedzonko. I ku mojemu zdumieniu ... zaskoczyło! Po jedzonku kilka kropli wody do popicia tym samym systemem.No i pisklak wtedy postanowił: będę żył, a co mi zależy !!! Jakiś czas karmienie tak się odbywało, a wola życia pomagała żebyśmy robili postępy. Potem zaczęło być łatwiej, bo każde zbliżenie się do koszyczka wymoszczonego siankiem, który odtąd był ptasim gniazdkiem, powodowało automatyczne otwieranie się przepastnego dzioba na całą szerokość i można było zacząć tam “wrzucać” coraz śmielej różne smakowite różności, a to troszkę grubszą kaszkę gotowaną, troszkę białego serka (wapń), tłuczony na drobno słonecznik , no i takie preparaty wapniowe dla ptaszków, żeby mógł się opierzyć. Pisklak po otwarciu oczek zobaczył kogo? No mnie w charakterze gołębicy i już tak zostało. Pojawił się gdzieniegdzie fikuśny puszek i już nie był taki podobny do szarej szmatki z dziobem. 

A potem to już rutyna i coraz łatwiej było. No i trzeba mu było w końcu jakieś imię wybrać. Jednogłośnie przeszło, że będzie Kubuś. No i rósł sobie Kubuś mieszkając w koszyczku na parapecie okna z widokiem na świat, aż wyrósł na okazałego gołębia sierpówkę.

I wszystko by było dobrze, gdyby nie to, że wmówił sobie, że łączy nas jednak jakieś pokrewieństwo i nabrał człowieczych manier.  Podczas naszej nieobecności w domu, zaopatrzony w zapasowe jedzonko przy koszyku siedział grzecznie za firanką i oglądał świat albo posypiał.Jak wracałam do domu ja lub ktoś z domowników, ubieraliśmy na siebie taka pelerynkę jak u fryzjera i odsłaniało się firankę, za którą Kubuś już dreptał niecierpliwie i wskakiwał natychmiast na ramię. Od tego momentu wszystko już odbywało się w domu w jego nieodłącznym towarzystwie.Gotowanie, sprzątanie i wszelkie inne sprawy. Łącznie z kąpielą oczywiście, bo jeśli człowiek kąpie się w wannie, to dlaczego gołąb nie miałby też,  a czemu nie? No to Kubusiowi nalewało się wody do umywalki i tam się chlapał do woli. Potem suszenie piórek na suszarce do ręczników i oczekiwanie na wyjście z łazienki.  Zawsze musiał sprawdzić, co też ci ludzie jedzą, bo jak jedzą, znaczy się dobre jest. I tak poznał z własnej woli wszelkie egzotyczne dla ptaka potrawy: jabłko, bo skoro je człowiek , to się nadaje, ziemniaczki trzeba było dziobnąć, marcheweczkę i wiele innych. No ale Kubuś dorósł i myślałam, że zechce nas opuścić, ale gdzie tam! Wychodziłam z nim na balkon, żeby poczuł wiatr w skrzydłach (bo już nauczył sie latać po pokojach szukając najlepiej pasującej mu osoby, żeby na niej przycupnąć na ramieniu) .Ale wyjście na balkon powodowało, że gołębisko uciekało do mieszkania.Przyszły wakacje, i co tu robić z Kubusiem? Postanowiliśmy wyjechać z gołębiem... w koszyku.Mieszkał sobie z nami znowu na parapecie, największym jego wyczynem było podfrunięcie na płotek, na jakąś pobliską gałązkę  i znowu biegiem fruuu do bezpiecznego koszyka albo na ramię.Wzbudzaliśmy sensację na spacerach z gołębiem, ale Kubuś zawziął się i nie chciał przyznać do gołębiego rodu.Nasze Kubusiowe przygody trwały 3 lata. Z tym, że jego stosunek do mnie z czasem nieco się zmienił...

Jednym słowem zaczął się do mnie zalecać gruchając i kłaniając się do mnie. Usiłował siedząc przytulony na ramieniu włożyć znienacka dziobek do ust. Żal  mi było ptaszydła, że się marnuje choć było mu raczej dobrze z nami, ale przecież musiała zadziałać natura.

Aż tu nagle kiedyś przyleciała na balkon gołębica. Ta właściwa połówka jabłka... i po raz pierwszy Kubuś poczuwszy wolę Bożą, wyfrunął do niej na balkon. No i zakochał się od pierwszego wejrzenia! I wyfrunął dalej za swoją wybranką... Co to była za radość, ale i rozpacz czarna: bo to czy sobie da radę, czy odnajdzie balkon wśród tylu takich samych, co będzie jadł, bo w domu wszystko pod dziobek było. Ale Kubuś przepadł. Trzy dni chodziliśmy po osiedlu i okolicy szukając i nawołując i nic, tylko ludzie dziwnie na nas patrzyli.Aż tu nagle czwartego dnia gołąbek znalazł balkon i przyleciał... z gołębicą. Od tej pory byli nierozłączni. Oczywiście przyprowadził partnerkę do darmowej stołówki, bo co się będzie męczył szukaniem jedzonka. Ale do mieszkania do środka już nie wszedł.  Z czasem gołębica się też tak oswoiła, że jadła z ręki, ale tylko na parapecie. Kubusie dochowały się dzieci, które też zaczęły przychodzić na balkon, ale niestety były odpędzane od stołówki. Jadły tylko wtedy, kiedy rodzice odfruwali.Przylatywali tak przez 5 lat jeszcze, a potem znalazł pewnie schronienie już za tęczowym mostem, a przylatywały tylko jego dzieci i krewni.

I taka to przydługa Kubusiowa historia, ale i cudowny okres wielkiej z ptakiem przyjaźni."

                                                                                                                   felixiana

1YiBYuSIjRiLTPtLkfmEQ9VfNOz5BZa1KnJeAYDK

"Szary odcień szarości" (sierpówka), fot Hanna Żelichowska   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/571-hankaz 

P.S. Dziękuję bardzo Krogulcowi jako Autorowi bloga za możliwość przedstawienia na łamach Plamki historii "mojego" Kubusia. Cieszę się, że również wydobyta z mroków niepamięci być może zaciekawi inne osoby tu zaglądające. (felixiana)

Jesienne jaskółki

krogulec14

Nie cierpię remontu. Odnaleźć po nim co niektóre rzeczy zakrawa na cud. Wcięło mi przewód od przerzucenia zdjęć z aparatu do komputera i temat "Pięciolinii" ucieka mi, ucieka. Poratowała mnie swoimi dymówkami Grafomania i dzięki Niej będę jednak mógł rozwinąć nieco ów temat. Aby mi się on udał proszę sobie wyobrazić na zdjęciu jeszcze jeden drut. Mielibyśmy wspomniany motyw pięciolini. Można by zastanowić się w jaką melodię po usiadały jaskółki. Może w "Jesienne róże" Mieczysława Fogga?

Mamy zatem jesień? Może, choć dzwoni do mnie wczoraj Piórko i od razu pyta: zgadnij jaki ptak siedzi na kominie u znajomych. - Kopciuszek? - Nie! - Kawka? - Nie! - Poddaję się... - No jeszcze raz zgadnij. - Bocian - mruczę na odczepnego i okazuje się, że... zgadłem. 7 września w mojej okolicy bociana to chyba nigdy nie oglądano! Aż w końcu przyszedł ten pierwszy raz i od razu zrobiło się bardziej letnio.

Nie na długo jednak. Wracam dzisiaj z pracy do domu i widzę nad polami dwa wielkie ptaki. Dwa bociany! Cieszę się niesamowicie. Nie na długo. Bliższe przyjrzenie się ptakom zmienia je w... żurawie. Rozglądam się po okolicy i dostrzegam jeszcze sześć. Lecą rzędem, nisko nad polami. Widok cieszy. Nie codziennie widzi się osiem żurawi na raz. Niestety, takie zgrupowanie nic dobrego nie mówi.

Póki co staram się cieszyć oczy "jesiennymi" jaskółkami, które dostałem od Grafomanii. 

Jaskółki w obiektywie Grafomanii

Słoneczny ptak

krogulec14

Jeszcze jeden wpis wydobyty z archiwum. Przyznaję, że czytało mi się go z lekkim uśmiechem, ale sądzę iż nie jest taki słaby...

Dałem w tytule cudzysłów, bo pomysł nie mój - ktoś mnie uprzedził :) - jest piękny.
Do najpiękniejszych ptaków polskiej avifauny zaliczam dudka, kraskę, wilgę, zimorodka i żołnę. Z tego grona najczęściej widuję dudka i wilgę, najczęściej zaś słyszę wilgę. "Słoneczny ptak" swoim śpiewem wprawia mój słuch w kompleksy - podobno w nim słychać słowo "zofija", czego ja jednak nigdy nie słyszę. Owszem bardzo lubię głos wilgi, jej głos jest jedyny w swoim rodzaju... ale ta "zofija" spokoju mi nie daje. Poza nią  naturalnie szpak mi imponuje, który jak wiadomo bardzo efektownie naśladuje różnego rodzaju dźwięki.  Dlatego też nieraz usłyszeć można fletowy głos wilgi na początku kwietnia, czyli wtedy gdy jej jeszcze nie ma.

Wilga bardzo krótko bawi w naszym kraju, jest zaledwie od początku maja do końca sierpnia. Krótko ale treściwie - tak pięknie wybarwionych ptaków tropikalnych, o takim głosie u nas po prostu nie ma.

Wilga w obiektywie Kruszyzny

Można ją słuchać dość często, gdyż nie stroni specjalnie od człowieka. Zamieszkuje brzegi lasów liściastych i mieszanych, a także parki i ogrody z wysokimi drzewami. Ze względu na zlewające się z liśćmi upierzenie nie jest ją tak łatwo zobaczyć.
Jak zdecydowana większość naszych ptaków jest terytorialna, to znaczy nie toleruje osobników swojego gatunku w pobliżu swojego gniazda. Chociaż w odróżnieniu od innych dopuszcza "pomocnika". "Pomocnikiem" jest osobnik młodociany, który pomaga wysiadywać jej jaja i karmić pisklęta.
Wilga, podobnie jak wiele innych ptaków dzielnie broni swoich jaj i piskląt.
Kilka dni temu obserwowałem samca, który samotnie z taką furią rzucił się na pustułkę, że ta musiała salwować się ucieczką! Szczytem brawury jaki mi dane było obejrzeć, to były trzy wilgi {pewnie z sąsiednich rewirów} skutecznie odganiające samego kruka. Aby pomóc w ocenie śmiałości wilgi podam masy obu ptaków:
 * wilga  -  74-78 g.
 * kruk  - 1000-1200 g.
Co znaczy odwaga w obronie dzieci!

P.S. A tak brzmi śpiew i nawoływanie wilgi

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci