Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

To i owo o paszkocie

krogulec14

Na początek taka mała dygresja. Na dzisiejszego paszkota natchnęło mnie kilka rzeczy: wczorajsze z nim spotkanie (siedział na wysokiej topoli przy pędzie jemioły), zauważenie jego fotografii w nowościach galerii Czarka, jak też wczorajszy opis na Plamce jego bliskiego krewnego - kosa. Aby wybrać najciekawsze jego ujęcie zajrzałem do galerii Czarka, Mateusza i w foto-atlas na birdwatchingu i lekko się zdumiałem. Skądinąd stosunkowo liczny u mnie paszkot na tych trzech stronach jest jedynie we wspomnianych nowościach galerii Czarka.

Paszkot jest największym z lęgowych w moich stronach drozdem. I najrzadziej przeze mnie spotykanym. Głównie dlatego, że prowadzi dość skryty tryb życia. I wcale mu się nie dziwię, gdyż jeszcze na początku ubiegłego stulecia bywał chwytany w celach spożywczych. Natomiast aż do lat siedemdziesiątych był ptakiem łownym. Paszkot, choć jest największym, jak już wspomniałem, drozdem, to jednak nie jest aż tak wielki. Osiąga 27 centymetrów długości ciała, 45-46 centymetrów rozpiętości skrzydeł i 110-120 gram wagi. Można się domyślać, że taki łowca zbyt mocno jednym ptakiem się nie pożywił.

Paszkot zamieszkuje wysokopienne bory, głównie sosnowe, zarówno w głębi kompleksów, jak i na ich obrzeżach. Warunkiem jednak są pobliskie polany, poręby czy łąki. Gniazda zakłada dość wysoko, do 15 metrów ponad ziemią. Bardzo chętnie zakłada je na wspomnianych sosnach. Drozd ten żyje podczas lęgów w ciekawej symbiozie z ziębą. Zięba korzysta z ochrony jaką daje sąsiedztwo agresywnego wobec intruzów paszkota, a odwdzięcza mu się swoją wszędobylskością i czujnością wobec jakichkolwiek zagrożeń. Głównym jego składnikiem pokarmowym latem są owady, dżdżownice i drobne ślimaki. Paszkoty pozostające na zimę, odżywiają się poza sezonem różnymi owocami. Szczególnie chętnie jedzą jagody jemioły, co nawet ptak ten ma w swojej naukowej nazwie: Turdus viscivorus znaczy drozda połykającego jemiołę. Z tą pasożytniczą rośliną też żyje w symbiozie: jedząc ją i rozsiewając ją po nowych miejscach. Zima jest jedyną porą, gdy można zobaczyć go w starych, zdziczałych parkach, czy ogrodach. W takim środowisku może znaleźć pokarm, a rzadko zaglądający tam ludzie zbytnio mu nie przeszkadzają.

Spotkany przeze mnie paszkot nie tolerował mnie zbyt długo. Nawet nie zauważyłem kiedy odleciał...

Paszkot w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl

Leśno-miejski

krogulec14

Dzięki pewnemu czarnopióremu żółtodziobowi Miasteczko zaczyna mi przypominać porządne miasto, takie "prawdziwe". Miasteczko ma prawa miejskie od 20 lat. Tradycje miejskie znacznie dłuższe. Jest ono, obok Sławkowa i Sośnicowic rekordzistą w zdobywaniu praw miejskich. Trzykrotnie już Miasteczko je uzyskiwało, a więc na pewno w tym zagadnieniu w tyle zostawiło tak szacowne grody jak: Zabrze, Mielec, Wrocław, Sztum, Ostrowiec Świętokrzyski, Reda, Siedlce, Kraków, Sosnowiec, Warszawa, czy Łódź. "We Are the Champions" możemy sobie w Miasteczku śpiewać na rynku przy pięknym XVII-wiecznym ratuszu i tego mistrzostwa nie zabierze nam nikt!

Kim jest ów czarnopióry żółtodziób? Oczywiście, że kosem. Ptakiem, który zrobił piorunującą karierę w miastach. Ba, to jest nawet mało powiedziane, on te miasta wręcz podbił. Pomyśleć, że jeszcze na początku XIX wieku był to gatunek zdecydowanie leśny, którego w warunkach naturalnych nie jest tak znowu łatwo wypatrzeć. No, może poza porą lęgową, gdy samczyk siada na eksponowanym miejscu i wspaniałym, fletowym głosem oznajmia swoim kolegom, że to jest jego miejsce i życzliwie radzi im, aby trzymali się od niego z daleka, gdyż w przeciwnym razie może spotkać ich drobna krzywda. We wspomnianym wieku wiele lasów poszło pod siekierę i kosom zaczęło się robić coraz ciaśniej. Wtedy to też nastąpił niespodziany boom tychże ptaków do... miast. Podbój naszych miast przez kosy rozpoczął się od zachodu. Pierwsze padły Szczecin, Poznań i Wrocław. Po ich zdobyciu stopniowo parły dalej na wschód i teraz nie ma chyba żadnego w Polsce miasta w którego parku zabrakłoby kosa.

Przy okazji zauważyć trzeba doskonałe umiejętności adaptacyjne kosa. Jak tylko zaprzestano go łowić w celach konsumpcyjnych, to czuje się wśród ludzi jak u siebie...

Nie muszę chyba zaznaczać, że coraz częściej widzę w swoim pobliżu kosa, który swoją obecnością dodaje Miasteczku w moich oczach splendoru miasta.

Samiec kosa w parku pałacowym; Białowieża; 19.05.2006; IV. PPPiknik;   www.mateuszmatysiak.pl

Dorosły samiec kosa w koronie głogu; ptak pilnuje "swojej" zimowej owocowej spiżarni przed nieproszonymi gośćmi; 15.11.2007; m. Lubawka, Sudety;   www.mateuszmatysiak.pl

Mistrz kamuflażu w akcji

krogulec14

Myślę, że tytuł nikogo nie zwiedzie i nie zaczną tu wchodzić sympatycy Chucka Norrisa, czy Arnolda Schwarzeneggera. Bohaterem jest pewien miły bąk znad Supraśli koło Wasilkowa, który był łaskaw pozować Tomkowi Tumielowi. Miłośnicy filmów akcji zadowolić się będą musieli Chuckiem w niezbyt wybrednych dowcipach i Arnim na fotelu gubernatora Kalifornii... Obydwaj gentlemani grając w filmach smarowali swoje twarze, aby podkreślić swój kamuflaż. W porównaniu ze zdolnościami bąka była to nędzna mistyfikacja.

O mistrzostwie bąka w dziedzinie wtapiania się teren najlepiej opowiada Andrzej Kruszewicz w "Ptakach Polski":

"Co jakiś czas mamy w zoo bąka, który po urazie skrzydła nie może powrócić na wolność, i zanim uda się znaleźć dla niego miejsce w jakimś ośrodku hodowlanym, trzymamy go w jednej z wolier przy nowej ptaszarni. W wolierze ustawiliśmy pęki trzcin, by bąk czuł się dobrze, wywieszaliśmy tabliczkę informacyjną z wizerunkiem ptaka i przez kilka tygodni lub miesięcy bąk żył sobie, zauważany, jak się okazuje, tylko przez nielicznych. Pewnego razu usłyszałem nawet krytykę, że niby tu coś ma być, a woliera jest pusta. Kiedy pokazałem ludziom bąka stojącego słupka pół metra od siatki woliery, wprawiłem ich w osłupienie. W celu zwrócenia uwagi zwiedzających na tego niezwykłego ptaka powiesiliśmy nawet dodatkową tabliczkę, o treści: "Wpuściliśmy tutaj bąka. Znajdź go." Tabliczka została skradziona już pierwszego dnia. Można się tylko domyślać, gdzie ją powiesił ktoś, kto ją zabrał..."

Bezczelnie przyznaję, że jak tylko zobaczyłem zdjęcie Tomka, to bardzo chciałem przedstawić na Plamce ptasiego kameleona naszej szerokości geograficznej. Tomkowi można pogratulować fartu z takiego spotkania i zapewne też szczęścia, że bąk był łaskaw udawać, że go nie ma na brzegu trzcinowiska. Bo gdyby to nastąpiło w głębi, to kto wie, czy moglibyśmy podziwiać jego wspaniałe dostosowanie się do tła.

Wczesny bąk nad Supraślą koło Wasilkowa w obiektywie Tomka Tumiela   www.avestom.com

Dożywocie

krogulec14

Swego czasu przewędrowałem wirtualnie Polskę w poszukiwaniu ptasich herbów miast. Naliczyłem ich sporo, ponad dwieście sztuk, z czego lwią część stanowiły wizerunki orła. Przy kilku herbach, między innymi Górowa Iławeckiego, Kurowa czy Kurzętnika miałem wątpliwości, bo na godłach tych miast widniały koguty, tudzież gęsi. Doszedłem wtedy do wniosku, że drób, chociaż należy do ptactwa, nie należy do dzikiej fauny i go pominąłem. Czy dobrze uczyniłem? Nie wiem. Wątpliwości moich nie rozwiązała lektura "Ptaków Polski" Andrzeja Kruszewicza. Dowiedziałem się z niej, że różnica w zachowaniu gęgawy od udomowionej gęsi jest niewielka. Autor zauważył, że pokutująca opinia iż gęgawa jest bystrzejsza od gęsi domowej ma swoje podłoże w krótkim życiu tej drugiej. Po prostu gąska z gospodarskiego obejścia nie ma czasu przekazać swoich doświadczeń pisklętom, te zaś nie mają zbyt dużo czasu na poznanie swojej rodziny... Po poznaniu tych faktów stwierdziłem, że na hodowcę gęsi to bym się nie nadawał.

Przyznaję, że prowadzenie bloga daje mi wiele radości, między innymi w poznawaniu ludzi. W taki oto sposób udało mi się poznać "Ziemianina w Kuchni"

A oto fragment naszej rozmowy w komentarzach do "Zabieliło mi się":
2009/02/20 12:34:50
a ja uważam, że moje gęsi, tylko latem kiedy cały dzień pluskają się w swoim stawku, wieczorem gdy schodzą do domu tanecznym krokiem.
2009/02/20 12:56:46
No właśnie. Gęś domowa podobno wywodzi się od gęgawy, a po upierzeniu nic jej nie przypomina...
Ale biała jest! :-)
2009/02/20 17:25:47
na moich polach późną jesienią lądują setki zbożówek, niestety są bardzo płochliwe więc trudno je podejść. A wszystkie moje stworzenia mają rzecz jasna dożywocie. Gęsi rzecz jasna też, a że to mądre ptaki więc obserwuję już kilka lat jak się rozwijają."
No cóż, nie będę krył faktu, że Człowiek, który hoduje gęsi i inne zwierzęta nie dla ich mięsa zadziwił mnie i zaciekawił. Nie byłbym sobą, gdybym nie złożył na nowo poznanym blogu rewizyty.

Zaciekawiony zajrzałem do "Ziemianina w kuchni"i znalazłem między innymi taką notkę Autora o sobie:

początek

 

"początek tej historii jest tak dziwny, że gdy sam sobie go przypominam zachodzę w głowę czy to może być prawda. ja miejskie zwierzę, którego drugą skórą był garnitur, krawat i odpowiedni dobór butów nagle odzian w moro i walonki.Zamiana betonowej dżungli na szeroki wiejski oddech, długopisu na wajchę biegów w sześdziesiątce.Gdyby przed kilku laty któś mi powiedział, że będę żył z grzebania w ziemi zabiłbym go śmiechem. Ale dzisiaj nie wyobrażam sobie innego życia, ,miasto mnie męczy, dusi, a nadmiar ludzi na ulicy przyprawia o alergię. Wolę moje konie, kozy i gdacząco, piejąco, kwaczące stado w kurniku. Oczywiście zamiana skóry nie nastąpiła tak zupełnie i do końca. Ot, chociażby to, że moja żywina ma u mnie dożywocie, a rosół gotuję z kury kupionej na rynku i wczęsniej pozbawionej głowy i piór. Za to mam świezutkie, pyszne jaja, mleko, z którego robię sery, z czasami nawet mogę napić się kumysu, o ile źrebak raczy się podzielić. Rodzina twierdzi, że odezwały się we mnie geny przodków, bo i przecie rodzina siedzi mimo wichrów historii w łomzyńskiem na królewszczyźnie niezmiennie od ponad pięciuset lat."

Życiorys napewno niebagatelny!

Lektura "Ziemianina" bardzo mi się spodobała. Mamy tu dni życia na wsi ukazane oczyma byłego zatwardziałego mieszczucha. Mamy też nieszablonowe przepisy na ciekawe przekąski, jak też i oryginalne napitki.

A na koniec z przyjemnością się powtórzę. Wszystkie pokazane tu (niepokazane również) zwierzęta doigrały się: są skazane na dożywocie! ;)    Zdjęcia zrobił mój Imiennik, Autor "Ziemianina w kuchni" do którego bloga serdecznie zapraszam!  Czyli tutaj :)

Wąsatka (Panurus biarmicus)

krogulec14

Jeśli ktoś nieco był przesycony trochę warszawskimi spotkaniami, to zapowiadam małą zmianę, teraz nieco częściej będziemy zaglądać na Podlasie. Po wczorajszym białostockim krogulcu dziś mamy dojlidzkie wąsatki, a niebawem obejrzymy supraskiego bąka. Wracając do wąsatki, to zauważyć należy, że ciekawa jest jej naukowa nazwa, którą w dowolnej interpretacji można przetłumaczyć na ptaka-ogona podwójnie uzbrojonego. Jak widzimy, wąsatka faktycznie imponujący ma ogon... 

"Spotkania z tym gatunkiem miałem do chwili obecnej tylko dwukrotne. Można powiedzieć: to niewiele. A jednak, dla mnie to dużo. Te piękne ptaki z rodziny ogoniatek są dość rzadkie w Polsce. Wg "Czerwonej listy gatunków ginących i zagrożonych w Polsce" ma przypisany status LC - najmniejszej troski (least concern). Wg różnych danych literaturowych aktualna liczebność jej w Polsce wynosi od 1800 do 2500 par.
Nazwa gatunku pochodzi prawdopodobnie od znajdujących się na bokach samców czarnych plam w charakterystycznym kształcie "wąsów". Samice tej "ozdoby" nie posiadają. Są to ptaki trochę mniejsze od wróbla, z długim ogonem, o jasnocynamonowym upierzeniu. Środowiskiem ich życia są trzcinowiska. Odżywiają się w okresie letnim głównie owadami, a w okresie zimowym nasionami trzcin.
Mała ciekawostka: jest to gatunek monogamiczny. W pary łączą się w pierwszym roku życia, które są trwałe w zasadzie do śmierci jednego z partnerów.


U góry samiczka, na dole samczyk. Data wykonania: 12.10.2008 ; Miejsce wykonania: Białystok; Stawy Dojlidzkie


Data wykonania: 12.10.2008 ; Miejsce wykonania: Białystok; Stawy Dojlidzkie

Data wykonania: 12.10.2008 ; Miejsce wykonania: Białystok; Stawy Dojlidzkie"

Zdjęcia i tekst Krzysztof Krahel. Post pochodzi z Jego "Fotografii przyrodniczej". 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci