Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Gdyby Odyseusz...

krogulec14
Kruk jest ptakiem jakich wiele. Ani dobrym, ani złym. Nie wiem czym zasłużył sobie na złą sławę u człowieka. Jego głos, moim zdaniem naprawdę ciekawy, bywa kojarzony na złą wróżbę. A przecież są to wierutne bzdury i gusła. Nie wiem czym rozsądnym uzasadniają swoją niechęć do tego ptaka myśliwi. Bo chyba zdają sobie sprawę, że nie jest to ptak drapieżny i nie da rady upolować zająca czy sarny. Jeżeli natomiast nie zdają sobie z tego sprawy, to chciałbym wiedzieć co oni robią w lesie.
Kruki w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 
Jest we mnie coś przekornego. Im większą widzę w nas ludziach  niechęć i antypatię do danego zwierzęcia, to tym bardziej to zwierzę obdarowuję sympatią i fascynacją. Znalazłem w "Biuletynie EKO-edukacyjnym" garść ciekawostek o tym najinteligentniejszym ptaku z występujących w Polsce i mam zamiar się nimi podzielić:
- Kruk zaskakuje swoimi zdolnościami do nauki. Nie dość, że bez problemu powtarza głosy słyszane w okolicy, to na dodatek stosuje je z wyraźnym zrozumieniem do danej sytuacji.
- Ptak ten lubi się bawić. Takie krucze zabawy to między innymi: zjeżdżanie na brzuchu, siłowanki, wypuszczanie i chwytanie przedmiotów w powietrzu,  kąpiel śnieżna, ciąganie drapieżników za ogon czy też wieszanie się na jednej nodze na gałęzi i huśtanie się głową skierowaną w dół.
- Jest bardzo ostrożny. Wyraźnie określa ten fakt średni czas od odkrycia do podejścia do padliny. Wynosi on 7 godzin.
- Natomiast młode kruki swoją ciekawość względem przedmiotów zaspokajają dotykaniem i badaniem ich dziobem. Sprawdzają w ten sposób czy nadają się one do jedzenia. 
- W niektórych kulturach kruk pełnił rolę posłańca dobrych wieści.
- Starożytni żeglarze mieli zwyczaj trzymania na swoich statkach kruki. W razie zabłądzenia wypuszczano je w celu odnalezienia lądu.
Ps.  Zatem wychodzi na to, że gdyby Odyseusz podróżował z Troji na Itakę z krukiem na pokładzie, to Penelopa nie musiałaby tak długo na niego czekać. Trudno, miał facet i jego małżonka pecha. Ja też zresztą mam tego pecha. Mimo licznych wędrówek po swojej okolicy jakoś do tej pory nie widziałem jeszcze nigdy huśtającego się kruka. Z głową w dół:)

Nocna Atena

krogulec14

 

Pójdźka w obiektywie Czarka Pióro. www.cezarypioro.pl 

Przyznam ze smutkiem, że nie miałem dotąd okazji przyjrzenia się pójdźce. A szkoda, bo ptak ten budzi mój szczery podziw i szacunek. Mała, dzielna sowa ważąca zaledwie 150 -200 gram potrafi skutecznie obronić swój lęg nawet przed kotem. Niestety w konfrontacji z kuną domową nie ma już żadnych szans. Ginie, ale lęgu nie zostawia.

Wiemy, że sowa jest symbolem mądrości. Mogę tu zaryzykować stwierdzenie, że jest nią właśnie pójdźka. Bo to właśnie ona była atrybutem greckiej bogini mądrości Ateny (jej łacińska nazwa brzmi "Athene noctua"). Dlatego też żadnemu starożytnemu Grekowi nie przeszkadzały lęgi tych sów na murach Akropolu. Mało tego, w VI wieku przed naszą erą bito nawet monety z jej wizerunkiem. Pozytywny wizerunek pójdźki został zatarty w mrocznym średniowieczu. To wtedy stała się symbolem zła i zwiastunem śmierci. Jej głos tłumaczono na złowieszcze "pójdź, pójdź w dołek pod kościołek". Została wcieleniem czarownic a nawet samego szatana. W niektórych stronach naszego kraju średniowiecze w tępieniu tej jakże pożytecznej sowy trwało na dobre jeszcze w XX wieku. To średniowiecze trwa jeszcze na dobre w basenie Morza Śródziemnego. We Włoszech przywiązuje się pójdźkę na widocznym miejscu celem łowienia małych ptaków. Mała sowa budzi strach drobnicy, która zbiera się w stado i usiłuje przegonić nocnego drapieżnika. Miejsca w których przewiduje się, że ptaki będą siadać smaruje się klejem i ...

Pójdźka jest nielicznym ptakiem lęgowym w naszym kraju. Jej populacja jest szacowana na około 2 000 par lęgowych. W południowo-wschodniej  Polsce jest liczniejsza niż w pozostałych jej częściach. Głównymi przyczynami ograniczającymi jej populację są: trudy zimy (źle znosi mrozy i pokrywę śnieżną), wzrost liczebności kuny domowej, utrata miejsc lęgowych (wycinanie starych, rosochatych wierzb, uszczelnianie domów i zabudowań gospodarczych) i łowieckich (zarastanie łąk i pastwisk).

Pójdźka nie jest z pewnością aż tak bardzo mądrym ptakiem. W rozumie ustępuje na pewno krukowatym. Z całą pewnością nie jest wcieleniem zła, ani nie przepowiada czyjejkolwiek śmierci. Jest normalnym ptakiem jakich wiele. Jest, z naszego punktu widzenia, bardzo pożyteczna, gryzonie stanowią 85% jej pożywienia. I tylko owa pożyteczność wyróżnia ja z grona pozostałych ptaków. 

Śmierć tragika

krogulec14

 Wolny czas i deszcz za oknem sprowokowały mnie do marzeń o podróży do bardziej słonecznych krajów. Na przykład do Grecji, kolebki europejskiej cywilizacji. Odbędę ją wirtualnie, pojutrze do pracy mi trzeba iść. Przeniosę się też w czasie. Na przykład do roku 456 przed naszą erą. Zanim ją zacznę podkreślę, że wielki szacunek żywię dla Starożytnych Greków. Takich ludzi z historii jak Fidiasz, Perykles, Sokrates, Platon, Demokryt z Abdery, Diogenes z Synopy czy Leonidas ze swoimi wiernymi 300 Spartanami, łatwo się nie zapomina. Wkład ich i całej rzeszy tych których tu nie wymieniłem w rozwój ludzkości jest ogromny. Zanim jednak przeniosę się w tamten czas słowo o ogromnym i pięknym ptaku jakim jest orłosęp brodaty. Niewielka jego populacja żyje na południu Europy w trudno dostępnych górach. Żywi się głównie kośćmi padłych zwierząt, które zrzuca z wysoka na skały, aby takie potrzaskane mógł połknąć. To samo robi z żółwiami. Wzbija się w górę i spuszcza ofiarę na kamień aby się roztrzaskała.

 Ajschylos był jednym z trzech najwybitniejszych tragików ateńskich. Na swoje nieszczęście był łysy jak kolano. Dlaczego na swoje nieszczęście? Zaraz tego dowiodę. Pewnego dnia, pewnie słonecznego za którym tak sobie tęsknię, wspomnianego 456 roku przed tą naszą erą, Ajschylos spacerował piaszczystą plażą. Nie było na niej ani jednego większego kamienia. W tym samym czasie, nad tą samą plażą krążył z żółwiem w szponach orłosęp brodaty. Nigdzie wokół nie mógł znaleźć kamienia o który roztrzaskałby ciążącą mu już ofiarę. Był zapewne już zmęczony i łysą głowę tragika wziął za dobrą monetę. Celność w spuszczaniu żółwi miał przecież opanowaną perfekcyjnie. Śmierć tragika stała się głośna i została zapamiętana na tysiąclecia.

 Szaruga na dworze nie ustępuje, ale ustąpiła mi ochota na wyjazd do Grecji. Co prawda kilka włosków na łepetynie mi jeszcze rośnie, ale co zrobię jeżeli potomek tamtego orłosępa uzna, że nadaję się do posłużenia na rozbicie żółwia?

Orłosęp   www.cezarypioro.pl

Wróble "Pana Tadeusza"

krogulec14

Kończę czytać "Pana Tadeusza". Po raz pierwszy, może nie ostatni, czytałem epopeję od "ptasiarskiej" strony. Wszystkie napotkane tam gatunki przedstawię niebawem, no może poza dwoma gatunkami. Derkacza i bąka już przedstawiłem. Czytając porobiłem sobie notatki do poszczególnych tomów, wersów. Na razie naszkicuję najczęstszego przedstawiciela świata ptaków na stronach mickiewiczowskiego poematu jakim okazuje się być wróbel. Tak, nasz poczciwy wróbel dobry znajomy z "Lepszy wróbel w garści".

Nie będę powtarzał cytatów, ani tamtych komentarzy ale przyznam, że na koniec perełka została. Podsumowując spostrzeżenia do X tomu, widzimy wróbla straszonego szerokim skrzydłem orła "jak kometa cary", "świergającego" pod strzechą i siedzącego na wysokiej sośnie (tu zapewne chodzi wieszczowi o mazurka), którego obserwuje kot. Wszystkie te sceny zawiera księga II. W III-iej dowiadujemy się jak nazwano pułapkę na ptaki - "pastka wróbla". No cóż, ptasia, smutna rzeczywistość. V księga mówiąc o kąpieli Zosi, porównuje scenę do kąpieli wróbla w piasku. I zachwala odwagę małego ptaka w obronie swojego gniazda: "Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach/ Śmielszy jest aniżeli puszczyk na dworach." Poeta musiał znać oswojone wróble, które żyjąc na wolności potrafiły przylecieć do człowieka i brać pokarm z jego ręki (Maciek Dobrzyński). Przyzwyczajają się jednak tylko do tego jednego, a kiedy ktoś inny się zbliży, to szybko uciekają (księga VI). Perełką jest scena z ostatniej XII księgi:

"Dwóch wróblów bijących się, oba samcy stare
Jeden, młodszy cokolwiek, miał podgardle szare,
Drugi czarne; dalejże tłuc się po podwórzu,
Przewracać kulki, że aż zaryli się w kurzu;
My patrzym, a tymczasem szepcą sobie sługi,
Że ten czarny niech będzie Horeszko, a drugi
Soplica; więc ilekroć szary był na górze,
Krzyczą: wiwat Soplica, pfe Horeszki tchórze!
A gdy spadał, wołali: popraw się Soplica
Nie daj się magnatowi, to wstyd na szlachcica.>
Tak śmiejąc się czekamy, kto kogo pokona;
Wtem Zosieńka nad ptastwem litością wzruszona
Podbiegła i nakryła rączką te rycerze,
Jeszcze się w ręku bili, aż leciało pierze,
Taka była zawziętość w tym maleńkim lichu."

Ciekawa historia? Komentarz? Niebawem w "Ptakach w literaturze".

H2zb1Ji3MXL85BpUSf9V82hXHqTmQYNzkg9WjmTV

"Żywa dyskusja w trakcie kąpieli", fot. Hanna Żelichowska   www.birdwaching.pl/galerie-autorskie/571-hankaz

Specjalista od kamuflażu

krogulec14

 

Bąk w obiektywie Czarka Pióro.

Dużo przypadków w opisie dzisiejszego bohatera. Pierwszym z nich było spotkanie się z nim w zabagnionej dolinie Samy w Szamotułach. W nocy, owszem, zdarzało mi się go słyszeć, ale na spotkanie nie liczyłem. Bąk bowiem prowadzi nie dość, że skryty, to jeszcze nocny tryb życia. Wtedy też wydaje swój głos, porównywany przez wielu ornitologów do ryku krowy. Mi kojarzy się on z dźwiękiem podobnym gdy dmuchniemy do pustej butelki. Co przyczyniło się, do zauważonego przeze mnie, dyskretnego przelotu bąka tuż nad wiechciami trzcin? Nie wiem. Być może coś go spłoszyło. Cokolwiek jednak by to nie było, dzięki temu mam bąka w notesie "ptaków widzianych". Następnym takim przypadkiem jest lektura ... "Pana Tadeusza", gdzie występuje nasz bohater i mnie pozytywnie do ptaka natchnęła. Temat ten zostawię jednak na ekobloga. Przypadkiem też znalazłem powyższe zdjęcie, jakże piękne, w zasobach Cezarego.

Wspomniana prędzej dolina Samy w Szamotułach, z mojego punktu widzenia, jest bardzo ciekawym miejscem. Swego czasu obserwowałem tam zimą samego puchacza! Dane mi było sukcesywnie przyglądać się budowie arcyciekawego gniazda, jakie konstruuje remiz. Tam też widziałem wąsatkę, rybitwę czarną, czy opisanego już na tej stronie derkacza. Do tych pięknych spotkań dołożę oglądania kań rudych, błotniaków stawowych, żurawi. Gdybym był mieszkańcem Szamotuł pewnie starałbym się zarazić kilku ludzi do założenia "użytku ekologicznego".

Bohater dzisiejszego dnia jest nader bardzo ciekawym przedstawicielem rodziny czaplowatych. Bardzo widocznym tego znakiem jest esowato wygięta szyja w trakcie lotu. Jego środowiskiem są rozległe trzcinowiska na terenach podmokłych i brzegach jezior. Tam się rozmnaża i zdobywa pożywienie. Stojąc bez ruchu w płytkiej wodzie poluje na drobne zwierzęta. Zaniepokojony przyjmuje charakterystyczną pozę z wyciągniętą pionowo szyją i dziobem, stając się mniej widocznym wśród trzcin.

W ostatnich latach nastąpiła poprawa warunków siedliskowych bąka, poszerzają się pasy trzcin, ptak powoli adoptuje na tereny lęgowe pola uprawne. Sprzyjają mu też wilgotne wiosny. Czynniki te spowodowały wzrost jego populacji z około tysiąca par lęgowych w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku do czterech i pół tysiąca w latach obecnych.

Bąk jest ptakiem wędrownym. Na tereny lęgowe przylatuje zwykle w marcu, niekiedy w kwietniu. Opuszcza je we wrześniu i październiku. Zdjęcie Czarka świadczy o tym, że pojedyncze osobniki decydują się pozostawać w Polsce na zimę.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci