Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Pochwała serwera

krogulec14

Przyznaję, że czasami mam wrażenie iż serwer lubi mnie uczyć cierpliwości. Tak jak dzisiaj. Siedziałem sobie w blogowisku, gdy nagle zaczął mi pokazywać, kto tu ma więcej do powiedzenia. Mając wybór: albo cierpliwie znosić jego fochy, albo się wkurzać, wybrałem trzeci wariant. Poszedłem w plener żeby zobaczyć lerki i żurawie. Dobrze wiem, że przed wyjściem nie warto niczego planować, ale na spotkanie z tymi dwoma gatunkami ptaków miałem szczególną ochotę. Ostatecznie udało mi się wypatrzeć na krótką chwilę lerkę.

Wyjście było bardzo udane. Najbardziej rozbawiła mnie dzisiaj sójka. Nie, nie małpowała tym razem nikogo. Siedziała na brzózce i... usiłowała śpiewać! No cóż, Jurek Stuhr kiedyś w Opolu wylansował przebój: "Śpiewać każdy może" i ta sójka najwyraźniej wzięła sobie te słowa do serca. Z ptaków wypatrzonych w lesie najbardziej ucieszyła mnie czubatka.

Uważam, że chodzenie dla samego chodzenia też jest ważne (chociażby w powodu dotlenienia się), jednak napotkane ciekawe gatunki, są jego przyprawą. Pewnie nie wspomniałbym nic o tym dzisiejszym łażeniu, gdyby nie pewne dziesięć minut. Wracałem już nieco zawiedziony, gdy nagle pojawiła się, lecąca w górę rzeki biała czapla. Ledwie skończyłem ją odprowadzać lornetką, gdy na skraju lasów z nieużytkami pojawiła się kania ruda. Nie ukrywam, że było to w tym roku pierwsze moje randes vous z nią! (Jak kiedyś Maja zauważyła, że najchętniej daję plusy na birdwatchingu fotografiom z ptakami drapieżnymi, tak przyznaję, iż wśród nich największą sympatią darzę tę właśnie kanię!) Na nie najgorszym wietrze kania pokazała mi swój kunszt szybowania. Ona jest chyba znacznie lepszym szybownikiem od samego bociana. W pewnym momencie kania, nie machając skrzydłami, zaczęła się oddalać. Trochę czasu zajęło mi odgadnąć przyczynę, którą okazał się być jastrząb. Jakkolwiek ma mniejsze gabaryty, to jednak jest znacznie silniejszy od kani, i ta wolała się od niego oddalić. Przejeżdżający samochód spowodował oderwanie się do lornetki. Kania oddaliła się znacznie, jastrząb zniknął, a nad las wzniósł się bielik. I jak tu nie chwalić serwera?

 Miejsce wykonania: Wielopole, Stobrawski Park Krajobrazowy Sprzęt,  Autor: Tomasz Tańczuk

Grądy Nadodrzańskie to najlepsze miejsce na obserwacje tych pieknych ptakow. Tym razem nadleciala bardzo blisko...   www.tanczuk.pl   www.birdwatching.pl 

Osobną historię stanowi zdobycie powyższej fotografii. Spodobała mi się ona od... pierwszego spojrzenia. Już dawno zagiąłem na nią parol i... zacząłem zwlekać! A dziś wracając do domu wiedziałem, że tylko ona może może zdobić dzisiejszy wpis. Tomek chyba wyczuł jak bardzo mi na niej zależy. "Nie ma sprawy" usłyszałem w telefonie. Chciałem tą fotografię kani rudej, nie dlatego, że jest na topie birdwatchingu, tylko dlatego iż, jest najpiękniejszą z wszystkich, jakich do tej pory widziałem tego gatunku.

Szlaban na słonecznik

krogulec14

Moje drogie Piórko ma zwyczaj, że ledwie oczy zbudzone otworzy, a już pilotem uruchamia telewizor. Swego czasu usiłowałem na to jakoś wpłynąć - ja lubię dobudzać się w spokoju - i wyperswadować, lecz wkrótce doszedłem do wniosku, że lepiej to uznać za "odruch poranny" i dać sobie spokój. Jednak dzisiejszym włączeniem "Kawy czy herbaty" nieco przesadziła względem... ptaków. Po wspaniałym przeboju Skaldów "Wiosna", para prowadzących dziennikarzy zaczęła odkrywać "Amerykę" w temacie wiosennych akcentów wśród ptaków, po to żeby wprowadzić do studia Andrzeja Kruszewicza. Nie na darmo mówię, że czasami telewizor to przyjemny grat! Kilka minut przed ekranem minęło błyskawicznie, a dziennikarze zafundowali mi miłą niespodziankę zapraszając obecnego dyrektora warszawskiego ZOO do dyżuru. No cóż, lepiej mi Go wystawić nie mogli...

Sikory i łuszczaki zapewne nie będą z niej zachwycone. Znany ornitolog utwierdził mnie w przekonaniu, że już jest czas najwyższy zaprzestać dokarmiać te małe łakomczuchy, nawet słonecznikiem. One mają teraz szukać sobie bardziej kalorycznego pokarmu. Trudno, mają już szlaban na słonecznik. Ja z tego nawet jestem zadowolony, będę miał "kieszonkowe" na żubra, ale czy moje maluchy to zrozumieją? Mają pecha, inaczej może by było, gdyby Piórko nie włączyła tego programu.

Na dworze garncowa pogoda. Wyszedłem gdy zaczęło padać. Kiedy wracałem zza chmur przebijało się słońce. Nad Wartą były nudy. Kilka krzyżówek, dwa gągoły i samotny kormoran. Do tego towarzystwa można by było zaliczyć coś co wydzierało się w lesie: myszołowa, lub... przedrzeźniającą go sójkę. Dopiero na koniec wypatrzyłem parę bielików. Na tyle dobrze, że zauważyłem różnicę w wielkości, jaka dzieli samca od samicy. jeszcze trochę i jedno z nich siedzieć będzie na jajach. Są mocno do tyłu w porównaniu do takich puszczyków. Co bardziej szybkie sowy, mają już miesięczne pisklęta. W razie dobrej koniunktury na myszy, będą mogły sobie pozwolić na ponowny lęg. A jeżeli nie będzie takiego stanu rzeczy, to będą miały przedłużone wakacje.

Dzwoniec w obiektywie Marcina Perkowskiego  www.ptaki.fotolog.pl

Wiosenne akcenty

krogulec14

Przyznaję, że ostatnio wypatrując dalszych elementów wiosny skoncentrowałem się na poszukiwaniu ptaków, które zazwyczaj u nas nie zimują. I to był raczej drobny błąd. Nie nowe gatunki, przynajmniej na razie, o tej najpiękniejszej porze roku mówią, a ptasie zachowania. Myślę tu przede wszystkim o śpiewie, choć nie tylko.

Wokalny sygnał wiosenny dały wspomniane kilka dni temu kosy, które obrawszy swoje terytoria pięknie się rozśpiewały. Długo po nich nie kazały za sobą czekać bogatki i sierpówki. Niektóre sikorki już wyśpiewują swoje melodie, inne wdzięcznym głosem nawołują kandydatki na partnerki. Niewierne zresztą. I wcale im się tutaj akurat nie dziwię. Zróżnicowanie genetyczne spoczywa na samiczkach sikorek, więc skoki w bok zdarzają się dość często.

Wczoraj wracając z pracy ucieszyłem oczy najpierw dwoma gęgawami. "Oho, zapewne para" - zdążyłem pomyśleć, gdy z drugiej strony dobiegł mnie żurawi klangor. Jednak najbardziej zaskoczyły mnie i nieco ubawiły dwa, "pasące" się na łące, myszołowy. Musiały się gapić na siebie maślanym wzrokiem, nie zauważając mnie przechodzącego kilkanaście metrów obok. Co mogło się na owej łące dziać później pokazały mi dwa małe ptaszęta na gałązce. Ucieszyły mnie mocno, wszak "ruja i poróbstwo" też jest ważnym elementem wiosennych akcentów. Niebo zagłuszył mi na chwilę świszczący przelot gągołów, później niedbale, czyli jak zwykle, przeleciały czajki. Do tego wszystkiego dołączyły się też żółciaste trznadle wyśpiewując swoją piękną melodię...

Zimowe akcenty jeszcze się utrzymują, czy to w postaci pięknych jemiołuszek, czy też ślicznego jera, który na koniec sezonu pojawił się w moim karmniku. Nie mam nic przeciwko temu. Jednak wiem, że już niebawem znikną one niepostrzeżenie.

2009.03.01 - Kos (Turdus merula) - Białystok w obiektywie Marcina Perkowskiego   www.ptaki.fotolog.pl 

PS. Problemu z wyborem ptaka nie miałem. Przez kosa wiosna na Plamce się zaczyna, więc innego ptaka być tutaj nie mogło.

Dzień Kobiet

krogulec14

Jako tej mniej pięknej części składu Plamki, przychodzi mi w udziele przyjemność złożenia serdecznych życzeń pomyślności w życiu z okazji jakże miłego Dnia Kobiet. Drogim i miłym Paniom życzę zatem szczęścia w każdej dziedzinie życia. I oby ten sympatyczny Dzień trwał do następnego 8-ego marca!

Data wykonania: 30.03.2008 Miejsce wykonania: Puszcza Białowieska  Autor: Mateusz Matysiak www.birdwatching.pl

"Z wyprawy na jarząbka, bez jarząbka. Dowód na to, że z teleobiektywu też można "makro" tworzyć;)"

Kruki wariacje na temat

krogulec14

Czasami zamiast komentarzy dostaję maile. Takie fajne, sympatyczne, jak ten dzisiejszy. Niesympatyczny też mi się zdarzył kiedyś, gdy zostałem oskarżony o... nacjonalizn ;). W dzisiejszym, otrzymanym od Małgorzaty miałem przyjemność obejrzeć Jej ciekawe grafiki, jak też zapoznać się z historią pewnej sroki. Grafiki, (mam nadzieję, że Autorka się zgodzi na ich zaprezentowanie na Plamce) spodobały mi się, a popisy sroki pozwolę sobie poniżej zacytować:

"Jakiś czas temu na własnej skórze przekonałam się, że sroki to naprawdę złodziejki. Taka jedna, moja sąsiadka z pobliskiego drzewa, skubnęła mi suszące się na balkonie sreberka potrzebne mi do moich artystycznych wyczynów, a także parę kolorowych klamerek. Stało się to w mojej obecności, tak więc o łupieżczy napad nie mogłam podejrzewać nikogo innego. Wcześniej również znikały mi klamerki z parapetu na balkonie, co mnie nieco dziwiło, gdyż mieszkam dość wysoko i raczej nikt by się tak łatwo nie wdrapał. Akurat srokę potrafię rozpoznać, bo już np. odróżnienie wrony od kawki sprawia mi trudność. Tak się zastanawiam, co ona z tymi klamerkami robiła? Może pospinała gniazdo??? A może to był środek wychowawczy stosowany wobec piskląt - przypinanie za karę do gniazda?!"

Może wyczyn sroki nie powinien nikogo dziwić jeśli zna się legendę o kasztelance z liwskiego zamku i sroce. Jednak co innego takie historie, gdy się czyta o nich, co innego, gdy przychodzi odczuć je na własnej skórze. Wspomnianą "przygodę" kasztelanki i sroki pozwolę sobie wspomnieć:

"Zbrodnia to niesłychana/Pani zabiła Pana" - pisał zbulwersowany Adam Mickiewicz o zabójstwie wracającego z wyprawy kijowskiej męża przez wiarołomną żonę. Ciekawy jestem co by powiedział, gdyby usłyszał legendę Żółtej Damy z liwskiego zamku. Otóż mieszkający tam kasztelan obdarował swoją śliczną żonę brylantowym pierścieniem. Ku rozpaczy kasztelanowej klejnot ten znikł w niewyjaśnionych okolicznościach! Pan na Liwie nie krył niezadowolenia wręczając drugi, nie mniej cenny, brylant. I tym nie nacieszyła się długo jego żona. Piękna kobieta nie zdawała sobie sprawy z faktu, że trzeci pierścień był testem na jej wierność! Gdy i ten zniknął, zazdrosny mąż oskarżył ją o cudzołóstwo i wydał ją pod katowski topór. Na nic zdały się zapewnienia o swej uczciwości ze strony małżonki. Wyrok został wykonany. Nie zdążono jeszcze pochować kasztelanowej, gdy chłopcy, zabawiający się w strącanie sroczych gniazd, znaleźli w jednym z nich wspomniane już brylanty. Jak to w podobnych historiach bywa, zrozpaczony zazdrośnik popełnił samobójstwo. Natomiast ja, nie wiedząc jak wieszcz mógłby skwitować tą tragiczną historię, przejdę do niewidocznej postaci tego "trójkąta", sroki.

Kasztelanowa ścięta została w żółtej sukni i od barwy stroju została mianowana Żółtą Damą. Nieszczęsna kobieta nie wiedziała zapewne, że ptaki krukowate zainteresowane bywają różnego rodzaju błyskotkami. Choć to zainteresowanie nie jest regułą. Jeżeli do większego zbioru świecidełek dodamy jeden przedmiot matowy, możemy być przekonani, że capnie ten wyróżniający się czyli dodany matowy. Sytuacja jest podobna jak z krukiem. Sroka jest ciekawa świata a takie istoty są promowane przez matkę-naturę."

Sroka, to oczywiście piękna w rozumie, rodzina krukowatych. Nie zawsze je lubimy, nie zawsze doceniamy. A pewnie szkoda, bo w zachowaniach są to bardzo ciekawe ptaki. Jestem ciekawy Waszych historii z tą rodziną. Jeżeli ich trochę znajdę, to zrewanżuję się fotografią krogulca14 z omówioną dziś... sroką ;)

Data wykonania: 31.01.2009 Miejsce wykonania: Gdańsk;  Autor: Michał Skakuj

"Trochę przerobione zdjęcie Maćka Rębisia dodam że bez zgody autora za co się bije w piersi"   www.birdwatching.pl  

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci