Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Ptaki w literaturze: J.J. Karpiński "Dygające kruszynki"

krogulec14

"Była jesień i las obsypały liście złotej i karmazynowej barwy. Z dębów spadały żołędzie.

Postanowiłem zboczyć z drogi do jam borsuczych, by przekonać się, czy borsuki ściągają już do nich liście na zimę. Po kilkunastu minutach dobrnąłem do kępy sosnowo-świerkowego boru na piaszczystej wydmie. Już w jej pobliżu zauważyłem wyraźne ścieżki - były to ślady pracy borsuków przy ściąganiu liści do jam. Postanowiłem ukryć się i poobserwować.

Wdrapałem się na nisko ugałęziony świerk i usadowiłem dość wysoko na jednej z grubszych gałęzi. Czekałem siedząc w bezruchu.

Wtem pod moimi nogami poruszyła się gałązka. Zauważyłem ptaszka-kruszynkę-strzyżyka, który ma dziwnie brzmiące przezwisko: wole oczko. Jakąż to bujna fantazją musiał być obdarzony ten, kto tak cudacznie przezwał tego miłego ptaszka! Dlaczego "wole"? I jak to pasuje do dużego zwierzęcia - wołu - zdrobniała nazwa oka - "oczko"? Gdy tak sobie rozmyślałem, ptaszek podglądał mnie ze wszystkich stron, przefruwając z jednej gałązki na drugą. Czekoladowej barwy w subtelne prążki, opatrzony bystrymi czarnymi oczkami i zawadiacko zadartym ogonkiem, ptaszek znalazł się niespodzianie obok mojej ręki. Wykonywał nieustanne dygi i potrząsał bądź skrzydełkami, bądź ogonkiem.

Poruszyłem się. Ptaszek momentalnie dał nura pomiędzy gałęzie i "w krzyk" - jakby kto grochem sypnął o szybę! To z prawa, to z lewa rozlegał się urywany terkot spłoszonej kruszynki. Nie uciekał jednak, kręcił się nisko po gąszczu wokoło drzewa, na którym siedziałem. Na dobitkę usłyszałem urywane tik-tik i ujrzałem pod drzewem drugiego, większego ptaszka z rdzawą plamą na podgardlu i piersi. Także dygał, podrygując długim ogonkiem, kłaniał się i powtarzał swoje tik-tik. To była raszka, która, jak widać, podpatrywała mnie od dawna na swój sposób.

Nie było na co czekać. Słysząc takie wymowne ostrzegawcze sygnały żaden borsuk nie pokaże nosa z jamy.

Zlazłem z drzewa i ruszyłem w dalszą drogę. Byłem już dość daleko od jam borsuczych, a ciągle jeszcze wydawało mi się, że słyszę za sobą terkotanie strzyżyka i widzę pocieszną figurkę kłaniającej się raszki."

Data wykonania: 27.10.2008 Miejsce wykonania: Stawy w Jaktorowie  Autor: Mateusz Matysiak "Zaroślowy akrobata"   www.birdwatching.pl

Nie polezie orzeł w g...

krogulec14

Dziwne są koleje ptaków szponiastych. Budzą w człowieku od niemal zarania dziejów podziw, szacunek, a zarazem są tak bezlitośnie tępione. Do tej pory są pokątnie zabijane, niszczy się ich gniazda. Nikczemnie wyglądają ci co tak czynią, wszak orły, sokoły i inne ptaki drapieżne były między innymi symbolami szlachetności. Czy prawy człowiek będzie niszczył takie symbole? Widać co niektórym ludziom tej cechy brakuje. Noszone na tarczach rycerzy, pieczęciach kanclerskich, rewersach monet i traktowane jako konkurencja do pokarmu. Jak, wymyślone przez człowieka pojęcie, jakiś szkodnik. Jednak ptaki drapieżne do tej pory wzbudzają w ludziach szacunek dla swojej szybkości, zwinności czy też majestatu. Nazwać kogoś orłem, znaczy się podziwiać daną osobę.

Gorzej rzecz się ma z łuszczakami. Już dawno zauważono, że lubią żerować w końskim... łajnie. Larwy owadów, niestrawiony owies przyciąga ich uwagę...

Przysłowie "Nie polezie orzeł w g...a" nie dotyczy dosłownie ptaków. Mówi ono o nas, ludziach. Prawy człowiek nie zeszmaci się. Ma swój honor i godność, dla których nie będzie nadszarpywał swojej reputacji. Nie będzie się babrał w... śmierdzących interesach.

Data wykonania: 5.07.2008 Miejsce wykonania: Bieszczady  Autor: Bartłomiej Duczmal  "Bieszczadzki krajobraz"  www.birdwatching.pl

Możemy się domyślać, że piękny, bieszczadzki orlik krzykliwy w łajnie grzebał nie będzie. Możemy też poszukać innych ludzkich cech ukrytych w ptasich przysłowiach. Jestem bardzo ciekawy, kto znajdzie takie przysłowia, których mi jest jeszcze nie dane znać. Interpretacja danego przysłowia jest mile widziana, kto wie, może będzie ona inspiracją do wpisu o danym ptaku?

Na ptaki

krogulec14

Ostatnio wszystkie weekendy miałem pozajmowane i wyjazd do Objezierza odkładał mi się tygodnia na tydzień. Zamiar ten udało mi się zrealizować dopiero wczoraj. Przyznam, że naczytałem się na BirdWatchingu o przebywających tam bernikli białolicej i gęsi krótkodziobej, toteż apetyt miałem spory.

Droga do Objezierza była ciekawa. Najbardziej nam się spodobało stado myszołowów na pewnym polu. Stało na nim kilkadziesiąt balotów słomy owiniętych folią, co zapewne było doskonałym spichlerzem i noclegownią dla myszy. Stąd było tyle (6-8) tych ptaków. Niedawno czytałem, że są one bardzo płochliwe i trudno zrobić im zdjęcie. Nie za bardzo jestem skłonny z tą wiadomością się zgodzić. Myszołowy chodziły po polu, przesiadywały na przydrożnych słupach telefonicznych i nie zwracały żadnej uwagi na ruch na drodze. Zwolniliśmy, bo choć widujemy te ptaki często, to w takiej ilości i tak blisko, to raczej się nie zdarza.

Niestety te myszołowy okazały się być miłym złego początkiem. Podziwianie stad gęsi przeplatały wystrzały myśliwskich "kałachów". Już sam ten fakt wystarczał, aby mieć dość. Popatrzyliśmy na gęsi, czaple, gdzieś tam ukazał się krogulec, gdy w nasze pobliże nadjechały dwa samochody. "Na ptaki?" zagadnąłem. "Tak na ptaki" usłyszałem. Męczyliśmy się z synem nad rozpoznaniem jednego ptaka, miałem nadzieję, że ktoś z tej grupy określi nam jego nazwę, gdy nadjechały następne dwa samochody. Mężczyźni zaczęli wyciągać z bagażników... broń!

Faktycznie przyjechali na ptaki. Po to by je zabijać. Na zagłodzonych nie wyglądali, jednym z samochodów był dodge. Nie po jedzenie zatem przyjechali, tylko po rozrywkę. Wsiedliśmy do samochodu. Nie mieliśmy zamiaru na to patrzeć. I zapewne tak szybko do Objezierza już nie pojedziemy...

Myszołów w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl  

Syberyjska bajka

krogulec14

Kiedyś nie było ziemi, nie było nieba. Była tylko woda. Żyli w niej nur i gronostaj. Pewnego dnia nur zanurkował na siedem tygodni, a wracając przyniósł w dziobie kamyk i grudkę ziemi. Zmęczony ptak usnął, a gronostaj zabrał się do pracy. Kiedy się obudził była już ziemia, góry i niebo.

Mało kto wie, że nur znosi trzy jaja. Jedno z nich oddaje bogom, a później krzyczy z żalu i rozpaczy po utracie swojego niedoszłego pisklęcia...

Bajki plotę? Ano bajki. Dostałem "Gila", rewanżuję się nurem. Jednak przypomnieć bym chciał, że o nadmiarze wody i chrześcijańska religia coś wspomina. A głos lodowca ma naprawdę w sobie tony głębokiej rozpaczy...

Lodowiec, największy z rodziny nurów pojawia się u nas sporadycznie. Spotkać go można, przy sporym szczęściu, głównie w miesiącach zimowych na morzu. Ja, póki co, takiego szczęścia jeszcze nie miałem.

Na koniec małe sprostowanie. Tak naprawdę nur znosi dwa jaja, ale czy dziś tu prawda jest akurat potrzebna?


a707d8429d06fdb926cc3b05c3b8a2e9


Lodowiec w obiektywie Czarka Pióro   www.cezarypioro.pl 

Perełka

krogulec14

Chyba każda osoba, która uważniej się przyjrzy poniższej ilustracji, przyzna mi rację: trafiła nam się perełka. Bardzo rzadko zdarza mi się prosić autorów innych blogów o ilustracje z ich stron, ale tym razem nie miałem wyjścia. "Gil" autorstwa sześcioletniego Rysującego tak mnie urzekł, że musiałem go zdobyć i umieścić na Plamce żeby się podzielić nim z Wami. Zauważyć jeszcze należy, że Rysujący wykonał tą pracę... rok temu! Przyznaję, że zdobycie tej grafiki było znacznie łatwiejszym dla mnie zadaniem niż napisanie tego tekstu.

Przyznaję też, że porównywałem grafikę z ilustracją z atlasu ptaków i poza drobnymi szczegółami, gile te wcale się nie różnią. Panie, panowie, ja, póki co staję w kolejkę za grafiką Rysującego. Na razie nie jest jeszcze sławny i mam nadzieję, że się dopcham za jakimś szkicem. Za kilka lat, może być już za późno... 

 

"Gil" Rysujący   meduza.blox.pl 

Mam nadzieję, że ewentualne wątpliwości pomoże rozwiązać tata Rysującego. Kto chce poznać dalsze prace zdolnego Adepta rysunku, zapraszam do Jego bloga.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci