Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Śmierć tragika

krogulec14

 Wolny czas i deszcz za oknem sprowokowały mnie do marzeń o podróży do bardziej słonecznych krajów. Na przykład do Grecji, kolebki europejskiej cywilizacji. Odbędę ją wirtualnie, pojutrze do pracy mi trzeba iść. Przeniosę się też w czasie. Na przykład do roku 456 przed naszą erą. Zanim ją zacznę podkreślę, że wielki szacunek żywię dla Starożytnych Greków. Takich ludzi z historii jak Fidiasz, Perykles, Sokrates, Platon, Demokryt z Abdery, Diogenes z Synopy czy Leonidas ze swoimi wiernymi 300 Spartanami, łatwo się nie zapomina. Wkład ich i całej rzeszy tych których tu nie wymieniłem w rozwój ludzkości jest ogromny. Zanim jednak przeniosę się w tamten czas słowo o ogromnym i pięknym ptaku jakim jest orłosęp brodaty. Niewielka jego populacja żyje na południu Europy w trudno dostępnych górach. Żywi się głównie kośćmi padłych zwierząt, które zrzuca z wysoka na skały, aby takie potrzaskane mógł połknąć. To samo robi z żółwiami. Wzbija się w górę i spuszcza ofiarę na kamień aby się roztrzaskała.

 Ajschylos był jednym z trzech najwybitniejszych tragików ateńskich. Na swoje nieszczęście był łysy jak kolano. Dlaczego na swoje nieszczęście? Zaraz tego dowiodę. Pewnego dnia, pewnie słonecznego za którym tak sobie tęsknię, wspomnianego 456 roku przed tą naszą erą, Ajschylos spacerował piaszczystą plażą. Nie było na niej ani jednego większego kamienia. W tym samym czasie, nad tą samą plażą krążył z żółwiem w szponach orłosęp brodaty. Nigdzie wokół nie mógł znaleźć kamienia o który roztrzaskałby ciążącą mu już ofiarę. Był zapewne już zmęczony i łysą głowę tragika wziął za dobrą monetę. Celność w spuszczaniu żółwi miał przecież opanowaną perfekcyjnie. Śmierć tragika stała się głośna i została zapamiętana na tysiąclecia.

 Szaruga na dworze nie ustępuje, ale ustąpiła mi ochota na wyjazd do Grecji. Co prawda kilka włosków na łepetynie mi jeszcze rośnie, ale co zrobię jeżeli potomek tamtego orłosępa uzna, że nadaję się do posłużenia na rozbicie żółwia?

Orłosęp   www.cezarypioro.pl

Wróble "Pana Tadeusza"

krogulec14

Kończę czytać "Pana Tadeusza". Po raz pierwszy, może nie ostatni, czytałem epopeję od "ptasiarskiej" strony. Wszystkie napotkane tam gatunki przedstawię niebawem, no może poza dwoma gatunkami. Derkacza i bąka już przedstawiłem. Czytając porobiłem sobie notatki do poszczególnych tomów, wersów. Na razie naszkicuję najczęstszego przedstawiciela świata ptaków na stronach mickiewiczowskiego poematu jakim okazuje się być wróbel. Tak, nasz poczciwy wróbel dobry znajomy z "Lepszy wróbel w garści".

Nie będę powtarzał cytatów, ani tamtych komentarzy ale przyznam, że na koniec perełka została. Podsumowując spostrzeżenia do X tomu, widzimy wróbla straszonego szerokim skrzydłem orła "jak kometa cary", "świergającego" pod strzechą i siedzącego na wysokiej sośnie (tu zapewne chodzi wieszczowi o mazurka), którego obserwuje kot. Wszystkie te sceny zawiera księga II. W III-iej dowiadujemy się jak nazwano pułapkę na ptaki - "pastka wróbla". No cóż, ptasia, smutna rzeczywistość. V księga mówiąc o kąpieli Zosi, porównuje scenę do kąpieli wróbla w piasku. I zachwala odwagę małego ptaka w obronie swojego gniazda: "Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach/ Śmielszy jest aniżeli puszczyk na dworach." Poeta musiał znać oswojone wróble, które żyjąc na wolności potrafiły przylecieć do człowieka i brać pokarm z jego ręki (Maciek Dobrzyński). Przyzwyczajają się jednak tylko do tego jednego, a kiedy ktoś inny się zbliży, to szybko uciekają (księga VI). Perełką jest scena z ostatniej XII księgi:

"Dwóch wróblów bijących się, oba samcy stare
Jeden, młodszy cokolwiek, miał podgardle szare,
Drugi czarne; dalejże tłuc się po podwórzu,
Przewracać kulki, że aż zaryli się w kurzu;
My patrzym, a tymczasem szepcą sobie sługi,
Że ten czarny niech będzie Horeszko, a drugi
Soplica; więc ilekroć szary był na górze,
Krzyczą: wiwat Soplica, pfe Horeszki tchórze!
A gdy spadał, wołali: popraw się Soplica
Nie daj się magnatowi, to wstyd na szlachcica.>
Tak śmiejąc się czekamy, kto kogo pokona;
Wtem Zosieńka nad ptastwem litością wzruszona
Podbiegła i nakryła rączką te rycerze,
Jeszcze się w ręku bili, aż leciało pierze,
Taka była zawziętość w tym maleńkim lichu."

Ciekawa historia? Komentarz? Niebawem w "Ptakach w literaturze".

H2zb1Ji3MXL85BpUSf9V82hXHqTmQYNzkg9WjmTV

"Żywa dyskusja w trakcie kąpieli", fot. Hanna Żelichowska   www.birdwaching.pl/galerie-autorskie/571-hankaz

Specjalista od kamuflażu

krogulec14

 

Bąk w obiektywie Czarka Pióro.

Dużo przypadków w opisie dzisiejszego bohatera. Pierwszym z nich było spotkanie się z nim w zabagnionej dolinie Samy w Szamotułach. W nocy, owszem, zdarzało mi się go słyszeć, ale na spotkanie nie liczyłem. Bąk bowiem prowadzi nie dość, że skryty, to jeszcze nocny tryb życia. Wtedy też wydaje swój głos, porównywany przez wielu ornitologów do ryku krowy. Mi kojarzy się on z dźwiękiem podobnym gdy dmuchniemy do pustej butelki. Co przyczyniło się, do zauważonego przeze mnie, dyskretnego przelotu bąka tuż nad wiechciami trzcin? Nie wiem. Być może coś go spłoszyło. Cokolwiek jednak by to nie było, dzięki temu mam bąka w notesie "ptaków widzianych". Następnym takim przypadkiem jest lektura ... "Pana Tadeusza", gdzie występuje nasz bohater i mnie pozytywnie do ptaka natchnęła. Temat ten zostawię jednak na ekobloga. Przypadkiem też znalazłem powyższe zdjęcie, jakże piękne, w zasobach Cezarego.

Wspomniana prędzej dolina Samy w Szamotułach, z mojego punktu widzenia, jest bardzo ciekawym miejscem. Swego czasu obserwowałem tam zimą samego puchacza! Dane mi było sukcesywnie przyglądać się budowie arcyciekawego gniazda, jakie konstruuje remiz. Tam też widziałem wąsatkę, rybitwę czarną, czy opisanego już na tej stronie derkacza. Do tych pięknych spotkań dołożę oglądania kań rudych, błotniaków stawowych, żurawi. Gdybym był mieszkańcem Szamotuł pewnie starałbym się zarazić kilku ludzi do założenia "użytku ekologicznego".

Bohater dzisiejszego dnia jest nader bardzo ciekawym przedstawicielem rodziny czaplowatych. Bardzo widocznym tego znakiem jest esowato wygięta szyja w trakcie lotu. Jego środowiskiem są rozległe trzcinowiska na terenach podmokłych i brzegach jezior. Tam się rozmnaża i zdobywa pożywienie. Stojąc bez ruchu w płytkiej wodzie poluje na drobne zwierzęta. Zaniepokojony przyjmuje charakterystyczną pozę z wyciągniętą pionowo szyją i dziobem, stając się mniej widocznym wśród trzcin.

W ostatnich latach nastąpiła poprawa warunków siedliskowych bąka, poszerzają się pasy trzcin, ptak powoli adoptuje na tereny lęgowe pola uprawne. Sprzyjają mu też wilgotne wiosny. Czynniki te spowodowały wzrost jego populacji z około tysiąca par lęgowych w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku do czterech i pół tysiąca w latach obecnych.

Bąk jest ptakiem wędrownym. Na tereny lęgowe przylatuje zwykle w marcu, niekiedy w kwietniu. Opuszcza je we wrześniu i październiku. Zdjęcie Czarka świadczy o tym, że pojedyncze osobniki decydują się pozostawać w Polsce na zimę.

Niewidzialne gniazdo

krogulec14

 

"Samiec czyżyka na zimowym żerowisku na szyszeczkach żywotnika" w obiektywie Mateusza Matysiaka www.mateuszmatysiak.pl 

Po wczorajszej szarudze zapowiada się dziś ładna, słoneczna pogoda. Sąsiad oberwał jabłka, a anteny pobliskich domostw pooblepiały przed chwilą jemiołuszki. Bez względu jednak na aurę, od chwili zamontowania karmnika, za oknem dzieją się ciekawe rzeczy. O chociażby ta scena z sierpówkami. Do tej pory nie wiem co to mogło być: seks, czy próba przegonienia obcego konkurenta do jedzenia. Wysiadywać jaja w listopadzie wydaje mi się niemożliwością, a przemocy w obserwowanej scenie jakoś się nie dopatrzyłem. W karmniku pojawiły się dzwońce. Oj, będzie się działo. No i nowych gości będzie można lada chwila się spodziewać. Czy będą wśród nich malutkie czyżyki?

Czyżyk (ja wiem, że obecnie fachowo mówi się na niego "czyż", ale jak się od dziecka "czyżykuje", to można chyba tak dalej...) należy do najmniejszych moich gości. Kiedyś przylatywała jeszcze mniejsza od niego sosnówka, a z obecnych wzrostem równa się jedynie modraszce i sikorze ubogiej. Jednak, jak to często bywa, w małym ciele mieści się wielki duch. Rozsierdzony potrafi przegonić znacznie większego od siebie wróbla czy nawet dzwońca. Zauważyłem, że takie czupurne bywają przede wszystkim samczyki, ale i to raczej nie wszystkie. Jeżeli zechcą odwiedzić restaurację "U krogulca" to na pewno wniosą do niej dużo kolorytu i temperamentu. W okolicy widziałem już kilka razy stada tych ptaków. Czy przylecą do mnie? Odpowiedź może zależeć od zasobów nasion brzozy i olchy.

Czyżyk jest bardzo podobny do występującego u nas latem kulczyka. Swego czasu miałem problemy z ich odróżnieniem. Niestety nie jest raczej w moich stronach lęgowy a szkoda. Tropienie jego gniazda mogłoby być prawdziwym wyzwaniem. Zakłada je bowiem bardzo wysoko (od ośmiu metrów wzwyż!) w gęstych gałązkach świerka lub jodły, znakomicie je przy tym kamuflując. Robi to tak perfekcyjnie, że kiedyś sądzono iż jest ono po prostu niewidzialne!

Ps. Sądzę, że fotografia Mateusza, znakomita jak zawsze, ucieszy Mozarcika. Pokazuje bowiem tuję (w miejscu dzikiej róży) jako doskonały naturalny karmnik.

Piękno, które znika

krogulec14

Przykrą wiadomość przyniosły mi "Ptaki" OTOP-u. Po kulonie następnym gatunkiem, który w XXI wieku przestał być w Polsce lęgowym okazała się być dzierzba czarnoczelna. Proces zanikania jej w naszym kraju przebiegł bardzo szybko. Jeszcze w latach siedemdziesiątych we wschodnich rejonach Polski szacowano około 100 par, dwadzieścia lat później już tylko około 10, a ostatni lęg miała u nas w 2001 roku. Od tego czasu jest ptakiem bardzo rzadko do Polski zalatującym. Uczucie? Jakby mi ktoś z portfela, bez mojej wiedzy pięć złotych zabrał. Niby suma nie duża, ale ...

Zaraz po preczytaniu przykrego newsa zastanowiłem się jaki gatunek może okazać się następny w kolejce do zniknięcia u nas. Nie miałem wielkiego problemu z wytypowaniu ślicznej kraski. Suche liczby mówią same za siebie:

Rok 1980                                       1.000 par lęgowych

       1990                                         370

       1997                                         150

       2005                                          80

       

Piękno, które jeszcze jest. Kraska w obiektywie Czarka Pióro

Czy mają szansę poprawić jej byt podjęte projekty Towarzystwa Przyrodniczego "Bocian" z Siedlec i Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych z Krakowa? 

 Piękno, którego już nie ma. Dzierzba czarnoczelna w obiektywie Czarka Pióro

Śmiem wątpić, choć bardzo mi zależy aby im się to udało. Oby nie dane było doczekać wiosny, podczas której nie przyleci do Polski na lęgi kraska.         

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci