Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Anioły Foresta

krogulec14
Trochę przypadkowo załapałem się na 23 odcinek serialu "Weterynarze z sercem". Ku swojej radości zauważyłem w nim Radka Fedaczyńskiego i Kubę Kotowicza w akcji. Weterynarze przemyskiego Centrum Adopcyjnego Lecznicy "Ada" nieśli pomoc dwóm psom, którym zwyczajnie w życiu nie wyszło. Pieski pewnie lepiej trafić nie mogły. Znając sylwetki Radka i Kuby jestem przekonany, że dali z siebie wszystko żeby pomóc poszkodowanemu Kajtkowi i Majkiemu.
Mam dobrą wiadomość dla Was w dzisiejszym poście. Jutro, o godzinie 11.10 i 3 grudnia, o tej samej godzinie, w TVP1 w 25 i 26 odcinku wspomnianego serialu ponownie wystąpią przemyskie Anioły. Osobom, które już namówiłem do obejrzenia wspomnianych części, podpowiem żeby uszykowały sobie chusteczki do nosa, bo na pewno nie zabraknie wzruszenia. Jutro zobaczymy weterynarzy "Ady" niosących pomoc ptakom, a w następnym wystąpi legendarny już Forest, pies który stracił wszystkie kończyny we wnykach. Jak zapewne część z Was pamięta Kuba i Radek poruszyli niebo i ziemię i... przy odrobinie szczęścia można zobaczyć Foresta spacerującego ze swoim opiekunem!
Weterynarze "Ady" mają obecnie okazję do świętowania. Zwyciężyli w plebiscycie "Top For Dog" i odebrali nagrodę z rąk ich wiernej fanki, samej Agnieszki Włodarczyk. Myślę, że żadne moje słowa nie oddadzą tego co się dzieje w przemyskiej klinice, toteż pozwolę na zacytowanie Ich tekstu:
"Weterynaryjny „Oscar” w naszych rękach. 26 lat temu nikt nie wierzył, że się uda. Że można osiągnąć sukces zaczynając w malutkim garażu kilkaset kilometrów od Warszawy. Że do Dr Andrzeja dołączą kolejne anioły i łącznie będzie u nas 8 lekarzy. Że rosnący razem z „Adą” dr Radek będzie walczył z systemem i wyrywał kolejne zabłąkane psie dusze z piekła. Że kolejni wolontariusze dorosną i pójdą na weterynarię a Dr Jakub wyczaruje „Forestowi” łapy. Że będą nas otaczać cudowni pracownicy, bez których trudno sobie poradzić i będziemy ich witać z uśmiechem na twarzy każdego dnia. Że wkrótce „Ada” stanie się nowym domem dla blisko 30 osób i wszyscy będą świętować odebranie I nagrody w plebiscycie Top For Dog z rąk Agnieszki Włodarczyk. Wiec czego nam życzysz na następne 25 lat? Gratulacje dla naszego Teamu? Świętuj razem z nami! Z całego serca pragniemy podziękować firmie Bayer za ufundowanie nagrody."
Myślę, że wspomniane odcinki obejrzymy razem!
 
 23795406_2086247338279656_5193968822962393221_n
 
Oczy, które mówią więcej niż tysiąc słów.

Czekając na kredki

krogulec14

 10552612_381670175357843_8381211243147752098_n

Przyszła do mnie "Edukolorowanka obserwatora ptaków" Justyny Kierat. Edukolorowanka ta, podobnie jak poprzednie, jest piękna i mądra. Skierowana jest do dzieci, które malując rysunków uczą się ważnych zachowań wobec ptaków. Moim zdaniem taka nauka połączona zaszczepianiem miłości do ptaków jest wyborna. 

Myślę, że "Edukolorowankę obserwatora ptaków" można śmiało polecić również dorosłym dorosłym. Na pewno część z nas nauczy się poprawności w podejściu do ptaków w wielu krytycznych sytuacjach.
Nie pozostaje mi zatem nic innego jak czekać na świętego Mikołaja albo Gwiazdora, który w prezencie za moje grzeczne zachowanie przyniesie mi kredki. Pozwolę sobie jeszcze przypomnieć teraz warunki zdobycia tej gorąco przeze mnie polecanej dla dzieci (i nie tylko) książeczki.
A teraz jeszcze kilka słów o relacjach z Autorką kolorowanek. Trzy razy dała mi kosza w zaproszeniach na Zlot. Powód zawsze był ten sam: pszczoły samotnice na których robi doktorat. Tym razem zapowiada się na to, że w Roku Bączka Justyna przyjedzie.
Zanosi się też na to, że Justynę osobiście poznam wcześniej. 23 -25 marca przyszłego roku na wspominanym ostatnio Festiwalu Fotografii Przyrodniczej "Przyroda Warta Poznania". Radkowi Siekierzyńskiemu, który panuje nad przygotowaniami imprezy, sugerowałem uniwersalność Justyny: jest biologiem, blogerem, rysownikiem, autorką wspaniałych edukolorowanek. No i będzie autorką mojej diaporamy do mojego wystąpienia na omawianej imprezie.
Z Justyną mamy też pewien pomysł. Ale o nim wspomnę dopiero gdy "Plamkę mazurka" dopnę do końca.
 
23795218_1551554774897604_8851540222359167295_n

Szaman

krogulec14
10920932_810702868966822_8129148878997127001_n
 
Marcina Kostrzyńskiego widziałem po raz pierwszy jakieś 20 lat temu w znakomitym programie Ewy Banaszkiewicz, "Animals". Patrzyłem na Niego z wielkim niedowierzaniem, zastanawiając się czy to jest prawda to co widzę. Dość długo rozmawiałem z żoną o relacji Marcina z dzikimi zwierzętami, które na podwórzu przy Jego domku położonym w lesie szukały pokarmu, azylu przed myśliwymi, a nawet... pieszczot!
Myślę, że pamiętacie Go z pierwszych dwóch serii "Dzikiej Polski". Dla mnie wówczas Marcin był już takim... szamanem od zwierząt. Niezwykłym szamanem, przy którym nawet dzik uwalił się na grzbiecie żeby doczekać się małego drapania po brzuchu.
25 marca na wspomnianym niedawno Festiwalu Fotografii Przyrodniczym "Przyroda Warta Poznania" będę miał wielką przyjemność osobistego poznania Marcina.
Marcina najłatwiej będzie mi przedstawić Wam Jego własnymi słowami:

"Drodzy znajomi . 
Jestem Wam winien wyjaśnienie.
Dlaczego dokarmiam zwierzęta przy moim domu? 
Nie tak dawno temu postrzegano zwierzęta jedynie przez pryzmat użyteczności dla człowieka. Kot miał łapać myszy , pies bronić zagrody, a koń ciągnąć wóz. Dziś to się zupełnie zmieniło , ludzie odkryli coś cenniejszego , wspanialszego, jest to bezgraniczna miłość którą zwierzęta są w stanie nas obdarzyć. Obojętnie czy macie psa , kota czy jeździcie konno te relacje ze zwierzętami pozwalają Wam stać się lepszymi ludźmi. Niestety to dział w drugą stronę. Polujące psy są stokroć bardziej przerażające niż wilki , ponieważ nie mają wilczego kodeksu, polują jak ludzie, bez zasad. Dla mnie dzikie zwierzęta są jak ostatnia wyspa na oceanie bez plastikowych śmieci. 
Po kolei. 
Dwadzieścia lat tamu przestałem być myśliwym. To zupełnie osobna warta opisania historia. Traf chciał ,że na moje podwórko przyszły zabłąkane cztery pasiaki , bez lochy. Później znalazłem ich martwą matkę, z odstrzeloną szczęką. Wtedy pojąłem jak wielki błąd zrobiłem , choć to nie ja strzelałem miałem straszne poczucie winy. Karmiłem więc małe dziki , które pozwoliły mi stać się lepszym człowiekiem. Założyłem formalnie jeden z pierwszych ośrodków pomocy dla zwierząt. Moim celem od początku było pomaganie w taki sposób, by zwierzęta miały szansę powrotu do natury. Dlatego nie było i nie ma u mnie klatek i zagrodzeń. Zwierzęta przychodzą kiedy chcą i odchodzą kiedy mają ochotę. Nie wiem jak , ale przez te wszystkie lata wieść się rozeszła i one same wiedzą gdzie szukać ratunku. 
Choć instynktownie boją się ludzi w skrajnej desperacji zbliżają się do człowieka by szukać pomocy. Teraz na podwórko przychodzą trzy dziki i pięć jeleni. Jeden z dzików miał postrzał w przednią nogę , poniżej łopatki i nie jest w stanie buchtować, czyli jeść. Wśród jeleni są moi dawni podopieczni i jedno cielę bez matki. Ono nie jest w stanie przeżyć pierwszej zimy , dlatego musi otrzymać pomoc. Przylatuje jeszcze kruk. Został postrzelony gdy wysiadywał jajka , lub latał nad gniazdem. Jest taki jeden leśnik /myśliwy, który chwali się , że wymyślił sposób na ograniczenie ilości kruków. Chodzi pod gniazdo i strzela cienkim śrutem, by przestrzelić jajka. Z krukiem znamy się już cztery lata. Waściwie to on mnie zna. 
Dlaczego dalej karmię te zwierzęta? Po pierwsze dlatego ,że to już nie są dziki , tylko : Pierdzik, Samcia, i Ogonka. Jelenie To Ślicznotka itd, a Kruk to Kru. One dla mnie już nie są anonimowe. To tak jak widzicie kota dachowca , lub psa w schronisku. Wtedy to jest kot i pies , ale gdy weźmiecie zwierzę do domu , nazwiecie je imieniem. Ono zaczyna okazywać wam miłość , wtedy zmienia się Wasze postrzeganie. Staje się Mruczusiem lub Azorkiem jedynym na świecie i niepowtarzalnym. 
Mam tak samo, dla mnie one wszystkie stają się bardzo bliskie. Macie łatwiej , nikt nie poluje na Waszego kota lub psa. Ja muszę je ciągle karmić rano i wieczorem , by nie poszły pod ambonę . Myśliwy wysypują całe przyczepy jedzenia by zwabić zwierzęta i je zabić. Nie mam wyboru z poczucia obowiązku i przyzwoitości . 
Co do chleba , to pragnę wszystkich zapewnić , że chleb suchy nie spleśniały podawany z soczystymi burakami jest absolutnie nie szkodliwy dla dzików!!!!!!!!! 
Zostałem wychowany w rodzinie , gdzie Babcia kazała mi podnosić kruszynę chleba przez uszanowanie. Cały czas ją podnoszę i nie wyrzucam chleba do śmietnika."

Tekst i zdjęcie: Marcin Kostrzyński

23622378_1564021120301656_6256578251095006994_n

Na straży

krogulec14

Fakt zdobycia tytułu Fotografa Roku 2017 Związku Polskich Fotografów Przyrody przez Roberta Dejtrowskiego mi się po prostu spodobał. I to nawet bardzo spodobał. I to z wielu powodów. Ambasadorskich zresztą też. Na pewno Izie wyślę propozycję zapraszania na Zloty do Słońska Fotografów Roku. Myślę, że dla Zlotowiczów takie coś byłoby sporą gratką. A sam Robert na "Plamce mazurka" nie jest postacią anonimową. Link do bloga Autora albumu „Wisła” znajduje się tu ok kilku lat. Bodaj dwa razy wspominałem o Jego książkach. Między innymi o albumie „Symbole Polskiej Przyrody”, przedstawiającym najpiękniejsze i najciekawsze krajobrazy i obiekty przyrodnicze polskiej przyrody.

A sam Robert, no cóż jest bardzo płodnym fotografem. Kiedyś przejrzałem swoją biblioteczkę przyrodniczą pod kątem fotografii Roberta. I przyznam, że byłem zaskoczony ich ilością i jakością. Myślę, że jeśli zajrzycie swoich biblioteczek z działu przyrodniczego, to też będziecie pod wrażeniem. Na pewno nie mniejszym niż ja!

 23843219_1812767405422692_8419639122648300214_n

Na straży, fot. Robert Dejtrowski   robertdejtrowski.blogspot.com

Pomóż bocianom przetrwać zimę

krogulec14

Kamila poznałem jakieś 9 lat temu na boxiku bocianów w Chybach. Młody, ośmioletni chłopak, miał już wówczas bardzo poważne zainteresowanie, jak też i wielką miłość: bociany. Większość użytkowników używała wspomnianego boxika do koleżeńskich pogaduszek, stąd Kamil zainteresowany zdobywaniem wiedzy o tych ptakach, wyraźnie nie pasował do tego towarzystwa.

Minęło wspomniane 9 lat, spotkałem Kamila, a On w dalszym ciągu jest zafascynowany swoimi bocianami. Wcale mnie to nie zdziwiło, bo z pasji nie wyrasta się wcale. Bez względu na to ile ma się lat. Osiem czy czterdzieści osiem. Kamil, jakkolwiek jest w dalszym ciągu młodym człowiekiem, to osiągnął bardzo wysoki pułap: razem ze Stowarzyszeniem "Szansa dla Bociana" niesie pomoc dla swoich ukochanych ptaków.
Jeśli możesz, jeśli chcesz pomóc Kamilowi, to tutaj masz wszystkie informacje jak można to zrobić.
I jeszcze jedno: mamy na blogu mały jubileusz. Jest to setny post o bocianie białym na "Plamce mazurka"

* * *

Jesteśmy Stowarzyszeniem "Szansa dla Bociana", które działa od roku na rzecz ochrony bocianów białych w Woj. lubelskim.

Główną, choć nie jedyną formą naszej działalności jest prowadzenie Ośrodka Rehabilitacji Bocianów w Kozubszczyźnie. W tym roku trafiło do naszej placówki ponad 40 bocianów. 

Na zimę pozostaje u nas 25 bocianów, z czego 10 z nich odleci w przyszłym roku.  Niestety, nie wszystkie urazy udaje się wyleczyć i 15 bocianów do końca swojego życia musi na stałe przebywać w naszym ośrodku.

Pomoc potrzebującym bocianom stawia przed nami duże wyzwanie finansowe związane z zakupem pokarmu  czyli: serduszek, żołądków, skrzydełek drobiowych oraz ryb. W przeciągu 2 dni bociany zjadają 20 kg mięsa, dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc chociażby niewielką kwotą. Zebrane środki pozwolą na zakup odpowiedniego zapasu pokarmu i przezimowanie boćków. :)

Naszą działalność można śledzić za pośrednictwem profilu na facebooku oraz kanale youtube "Stowarzyszenie Szansa dla Bociana". 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci