Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

A kuropatwy coraz mniej

krogulec14

Wyjazd do Krzemieniewa był udany pod wieloma względami. Pod ptasim również. Z zaciekawieniem przyglądałem się podchodom ptaków krukowatych z kwiczołami. Najpierw dobrać się do gniazd próbowały kawki, później wrona. Na koniec pojawił się nawet kruk. Kwiczoły nie wchodziły z agresorami w żadne układy, tylko w imię maksymy mówiącej, że w kupie siła, ich przeganiały.

Najbardziej zadowolony jednak byłem z obserwacji kuropatw.

Kuropatwa już zawsze będzie kojarzyła mi się z pięknym mitem związanym z Dedalem. Perdiks był siostrzeńcem Dedala. I na tyle wybitnym wynalazcą, że znany wuj, ogarnięty szałem zazdrości, zrzucił go ze skały. Perdiksa uratowała Atena, zamieniając go w kuropatwę*.

Jak wiadomo greckie wyrocznie i bogowie takich wzorców nie popierali i na Dedala czekała zasłużona kara, którą po latach był wypadek nieszczęsnego Ikara. Swoją drogą to sporą niesprawiedliwością jest fakt, że my o Dedalu i Ikarze pamiętamy, a o nieszczęsnym Perdiksie zapomnieliśmy?

Kuropatwa już bardzo długo czeka na jakiegoś sensownego ministra środowiska. Od dawna zalicza drastyczny spadek liczebności (w 1973 roku mieliśmy 7 000 000 par lęgowych gatunku, w 1983 roku - 2 500 000 par, w 1995 roku - 480 000 par, w 2006 roku - 450 000 par, w 2012 roku - 190 000 par) a w dalszym ciągu należy do gatunków łownych.

Myśliwi przeprowadzają "program odbudowy zwierzyny drobnej". Niestety. Dość często bywa on szkodliwy. Osobniki pochodzące z hodowli są nieprzystosowane do życia na wolności. Bardzo często są z odmiennych populacji genetycznych. Krzyżując się z dzikimi osobnikami obniżają ich wartości dostosowawcze. Kuropatwy pochodzące z wsiedleń wykazują zaburzone preferencje siedliskowe. Rzadko osiągające dojrzałość kurki pochodzące z wolier znoszą o jedną trzecią mniej jaj.

Nie tylko myślistwo jest przyczyną spadku populacji kuropatw. Są nimi też przekształcenia w rolnictwie (na przykład zanik remiz), presja drapieżników czy warunki atmosferyczne zimą (chyba wszyscy znamy "Kuropatwy" Chełmońskiego) lub w czasie rozrodu. Coraz rzadziej rozlega się na naszych polach głos tego gatunku, tak pięknie opisany przez Jana Sokołowskiego: 

"Kuropatwa odzywa się w różny sposób. Najdalej rozlega się przeciągłe "dziurrryk" lub "kirrek", którym ptaki nawołują się, gdy stado zostało rozbite. Tym samym głosem na wiosnę, szczególnie pilnie wcześnie rano i o zachodzie słońca, oznajmia samiec, że teren jest już zajęty. Zrywające się do lotu stado wykrzykuje triptriptrip". Samica wabi pisklęta delikatnym "gret gret"." 

* warto wiedzieć, że naukowa nazwa kuropatwy brzmi: Prediks perdiks.

Źródła: Kuczyński L., Chylarecki P., 2012. "Atlas pospolitych ptaków lęgowych Polski. Rozmieszczenie, wybiórczość środowiskowa, trendy." GIOŚ, Warszawa

Sokołowski J. 1972 "Ptaki ziem polskich" Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa

 0NkpUaYAU4FDA8MHomWyFk7ign3Ke25HSvinaalO

Kuropatwy, fot. Paweł Wrona

Siema Lolek, przed Tobą wielka misja!

krogulec14

Byłem bardzo ciekawy "Lolka" Adama Wajraka. Pod wieloma względami. Byłem ciekawy między innymi pod kątem naszego Freda. Fredowi życiowy start też najlepiej nie wyszedł, ale teraz narzekać chyba by nie mógł. Nie ukrywam też, że byłem też ciekawy czy dałbym radę napisać coś podobnego niż Adam.

Zamówiliśmy z Piórko "Lolka" ze znacznym wyprzedzeniem i w dniu ukazania się książki już ją czytaliśmy. Pierwsze czytanie pozwoliło przytaknąć zapowiedziom mówiącym o wrażliwości. Adam poleciał po bandzie i zaserwował nam sporą dawkę owej wrażliwości. Zresztą tej najbardziej szlachetnej.

Zapewne zdecydowanie większa część z Was zna Adama Wajraka. Wie, że mocno dba o spuściznę świętego Franciszka. O to żeby zwierzętom nie działa się żadna krzywda. "Lolek" na pewno stanie się sztandarowym tego przykładem.

Stereotyp "Lolka" zdaje się być (i chyba jest) prosty. Zwierzęciu dzieje się krzywda. Dochodzi do momentu kulminacyjnego i wszystko dzieje się jak w baśni. Jak w baśni, którą wszyscy kochamy. Przychodzi dobro które zwycięża, zło zostaje pokonane.

Na tym można by było zakończyć opisywać historię "Lolka" bo jak wiadomo baśnie kończą się pozytywnie. Ale!

Od dawna głęboko współczuję Lolkom mieszkającym od lat w schroniskach dla psów. Adama Wajraka kocha (i jak najbardziej słusznie) spory tabun pozytywnie nakręconych ludzi.

Gdyby ci ludzie zrozumieli, że Ich Lolkowie czekają na Nich w tychże schroniskach...

Bardzo życzę Adamowi żeby "Lolek" był książką z przesłaniem!

18486166_1374008505985566_4762522204248376752_n

Sezon na pustułki

krogulec14

Pewna spółdzielnia mieszkaniowa w jednym z miast warmińskich miast zamurowała gniazdo pustułki. Ewa Rubczewska, która zauważyła tą sytuację, była na sto procent pewna, że tam były młode.

Pierwsze zaprezentowane zdjęcie zrobiła już pod koniec kwietnia. Pustułki na szczycie tego bloku gniazdują już od dobrych kilku lat. Ewa obserwowała je, obserwowała, jak też i słuchała. Jeszcze w środę przygladała się dorosłym, jak uwijają wokół swojego "gniazda". A w czwartek z przerażeniem zauważyła, że to miejsce, gdzie przesiadują zostało zamurowane...

Ewa nie odpuściła. Powiadomiła grupę Ornitologów Warmii i Mazur i Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Jakkolwiek było to po godzinach pracy, to RDOŚ zobowiązał się do ewentualnej interwencji. Na szczęście słowa pani Mai Jakubiuk nie rzuciła na wiatr i rzeczywiście pomoc przyszła szybko i była sprawna.

Jak pokazują ostatnie zdjęcia dorosłe pustułki szybko wróciły do piskląt. Można byłoby się cieszyć gdyby nie pewne małe "ale". Następnego dnia, czyli w piątek, nie było widać wcale sokołów przy gnieździe. Ewa nie sądzi żeby dorosłe wraz z pisklętami opuściły niegościnny blok. Obawia się, że w ciągu tych kilku godzin w gnieździe musiało coś się stać...

Jak widzimy nadszedł sezon na pustułki.

PS. Zdjęcia proponuję obejrzeć w odwrotnej kolejności. Z dołu do góry. 

18555283_1373759299369396_745867546_n

18554939_1373759302702729_911341386_n

18579036_1373607652717894_874063015_n

18601354_1373607586051234_408697183_n

18554760_1373607462717913_1902192993_n

Zdjęcia: Ewa Rubczewska

Dzień z życia płotki

krogulec14

Piękny tekst na Facebooku znalazłem. Poprosiłem więc autora, Pawła Ładę, i z radością Wam go prezentuję:

"Niewielka płotka, ciesząca się z pierwszych promieni słońca, nie zdaje sobie sprawy, że Matka Natura wyznaczyła jej na ten piękny poranek spotkanie z NEMEZIS. Pływająca jeszcze radośnie, skubiąca małe ślimaczki i robaczki z podwodnej roślinności, już za moment przekroczy perłowe bramy rybiego raju - o ile wiodła cnotliwe życie rzecz jasna. Charonem, który przewiezie ją przez Styks, jest wyjątkowy drapieżnik, rybołów.

Niestety Pani Płotka nie wróci dziś do domu. Pan Płotka długo i bezskutecznie będzie na nią czekał. Nie będzie kolacji przy świecach, wina i zapiekanych w cieście ślimaczków. Nie będzie też słodkiego tête-à-tête pod liściem grążeli, na co powiedzmy sobie szczerze, Pan Płotka baaaaardzo liczył…

Ale nie osądzajmy zbyt surowo rybołowa. Na niego też czeka Pani Rybołowowa, która aktualnie ma bardzo ważne zadanie – wysiadywanie jaj w gnieździe. A patrząc poprzez fakt, że jednym z najbardziej zagrożonych wyginięciem ptaków drapieżnych w Polsce jest właśnie rybołów, to on zyskuje moją sympatię.
Przyleć jeszcze ! Weź i Pana Płotkę, co mu po samotnym życiu…

Pożywieniem rybołowa, jak właściwie już sama nazwa gatunku wskazuje, są praktycznie tylko ryby. Wyspecjalizował się w takim polowaniu wyśmienicie - chwyta ryby rzucając się na nie z wyciągniętymi szponami nawet z wysokości kilkudziesięciu metrów. Z upolowaną ofiarą leci na wysokie drzewo lub do gniazda, tam zabija oraz zjada zdobycz. Czyli Pani Płotka miała jeszcze szansę zaliczyć lot widokowy :-) ale mam wątpliwości, czy potraktowała to jako swoisty bonus od swego kata :-)

Niestety w Polsce jest coraz mniej tych pięknych ptaków. Mimo, że objęty ścisłą ochroną, to jego populacja jest dramatycznie niska. Zdarza się wręcz, że niektórzy mentalnie ograniczeni właściciele stawów hodowlanych zabijają rybołowy, „bo to pieroński szkodnik panie, ryby mi wyżera i piniondze trace”…

Pan Płotka dzisiaj miał szczęście. Jak osuszy łzy, będzie mógł poszukać nowej Pani. Ale niech pozostanie czujny ! Rybołów wkrótce znów będzie głodny..."

Tekst: Paweł Łada

18556150_1515904648475072_5802729326994412592_n

Rybołów, fot Paweł Łada

Puchacze - Ignacy Krasicki

krogulec14
Małżonka puchaczowa, męża swego godna,
A więc płodna,
Urodziła sześć sowiąt, puchaczków też nieco;
Zrazu słabe, dalej lecą.
Raz, gdy na zwykłe igrzyska
Ponad puste stanowiska
Nabujawszy się do sytu,
Wróciły do swego bytu,
To jest w dziurę przy kominie,
Pani matka, w córce, synie,
Wnukach, wnuczkach spoważniona,
Przyjmując do swego łona,
Jak ot zawsze panie matki,
Rzekła: "Cóż tam, moje dziatki?
Cóż tam słychać?"
A więc wzdychać:
"Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej,
Teraz raz w raz coraz gorzej".
W tej tak wielkiej troskliwości
Najmłodsze puchaczątko, faworyt jejmości,
Ozwało się: "Jakeśmy tylko wylecieli,
Wszystkie ptaki zaniemieli,
W kąty każdy jął się cisnąć,
Żaden nie śmiał ani pisnąć:
My tylko same bujały.
Cóż tam w krzaczkach ptaszek mały,
Co go to zowią słowikiem,
Odzywał się smutnym krzykiem.
Ale i ten nic śmiał mruczyć,
Skoro my zaczęły huczyć".
Po sercu, jak to mówią, matkę pogłaskało,
Że się tak pięknie udało;
Najbardziej, iż pieszczoszek tak dzielnie wymowny.
Myśląc jednak, iż trzeba dać obrok duchowny,
Rzekła: "Choć wasz głos piękny, chociaż lot tak spory,
Uczcie się miłe dziatki i z tego pokory.
Dobrze to jest, iż cudzą ułomność przebaczem:
Nie każdemu dał Pan Bóg rodzić się puchaczem".
 
***
 
Wiersz trzymałem może i dobry rok. Trzymałem nie na dobrą okazję, ale na fotografię z klimatem. No i mamy, sądzę, całkiem ciekawą kompilację.
 
18403745_177197996140290_215961961384886269_n
 
Puchacz, fot. Zbigniew Jaszcz

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci