Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wróble pod czapką

krogulec14
"Pan Czarniecki tak był wesół, że się nie tylko nie rozgniewał, ale odrzekł żartując:
- Waść do dzwonnicy niż do kurka podobniejszy, zwłaszcza że, jako widzę, wróble masz w kopule.
Na to Zagłoba, ale już półgłosem:
- Kto ma dzioby na gębie, ten ma wróble na myśli!"
 
Powyższa rozmowa jaką w "Potopie" po bitwie pod Warką odbył pan Zagłoba ze Stefanem Czarneckim ma ciekawy swój podtekst. Skoro czarnowidztwo Zagłoby się nie spełniło, to regimentarz Czarniecki bardzo chętnie wyjechał mu z kurkiem, który, jak wiemy, na dzwonnicy zmienia się wraz ze zmieniającym się kierunkiem wiatru. I pewnie wyszedłby z utarczki słownej z naszym Onufrym zwycięsko, co byłoby jego sukcesem nie lada, gdyby z tymi wróblami nie wyskoczył. Wszak jeden z głównych bohaterów był zbyt starym wróblem aby na takie plewy dać się nabrać.
Wróble pod kopułą miały oznaczały, że mamy człowieka który nie potrafi się z nikim przywitać. Gdyby taki gbur podniósł czapkę, to rzeczone wróble wyleciałyby mu spod niej. Lub o człowieku dość mocno ograniczonym. Wówczas zapewne też przy podniesieniu czapki wróble mogłyby odfrunąć.
Znając doskonale sylwetkę pana Zagłoby nie możemy podejrzewać go o to pierwsze, ani tym bardziej o drugie. Natomiast dziobatego na gębie, przyszłego hetmana koronnego, nie znamy na tyle dobrze, aby ręczyć za jego ewentualne wróble pod czapką czy w głowie.
 
PS. Źródła: Henryk Sienkiewicz "Potop"
Źródło: Julian Krzyżanowski "Mądrej głowie dość dwie słowie" (tom II), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1994 
 
 Wrobel31
 
Wróbel, fot. Piotr Górny   piotr-gorny.pl

Chciały żaby króla, dostały bociana

krogulec14

 Relacje bocianów z żabami od dawna układały się niezbyt pomyślnie. Zapewne część sympatyków "Plamki mazurka" pamięta fakt, że królowa Bona sprowadziła do Latowicza żaby z Włoch. Owe włoskie żaby rechotały bardzo głośno, czym dość mocno uprzykrzały życie mieszkańcom Latowicza, a królowa nie słuchała skarg mieszczan. Na pomoc Latowiczanom przyszły, a właściwie przyleciały, bociany. Nie wiem co usłyszały szybciej: skargi mieszczan czy rechotanie żab, ale zleciały się z całej okolicy i zjadły przybyszów z Italii. Wdzięczni Latowiczanie żyją od tamtej pory w wielkiej zgodzie z bocianami, które stały się jednymi z symboli regionu.

Napięte stosunki pomiędzy żabami a bocianami mają jednak znacznie dłuższą historię. Mają swój początek już w czasach mitologicznych. Żaby poprosiły Zeusa o króla. Kiedy ten zrzucił im kłodę, to niezadowolone prosiły go dalej. Zniecierpliwiony szef wszystkich greckich bogów zdaniem Adama Mickiewicza zrzucił tym razem dość mocno wyposzczonego węża. Zdaniem Biernata z Lublina było nieco inaczej: 

"I tej prośbie Bóg przyzwolił:
Bociana królem zostawił.
Który żaby tako każe:
Którą uźrzy, kożdą poźrze."
 
Źródło: Julian Krzyżanowski "Mądrej głowie dość dwie słowie" (tom II), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1994 

10417548_1098293220196420_6096455997846975150_n

Bocian biały, fot. Łukasz Łukasik   www.fotoczaty.pl 

Kopciuszki i koty

krogulec14

Niedawno na Facebooku kilka osób wypowiedziało się na temat kotów. Podobno niektóre osobniki są łagodne i na ptaki nie polują. Miałem co prawda pewne wątpliwości, ale nie mając argumentów nie wdałem się w dyskusję. Nie lubię zarzucać ludziom kłamstwo, ale w łagodne i niepolujące koty nie wierzę. Temat znalazłem szykując post z naszym Ptakiem Lata 2017, kopciuszkiem, a znalazłem go w genialnych "Ptakach Polski" doktora Andrzeja Kruszewicza:

* * *

"Straty w lęgach kopciuszków bywają znaczne. W pewnej szwajcarskiej wsi badano wpływ kotów na lęgi ptaków osiedlających się w sąsiedztwie ludzi. W przypadku kopciuszków koty były przyczyną straty 1/3 jaj, 1/5 piskląt i 1/10 podlotów. Może kiedyś wreszcie właściciele kotów zrozumieją, że ich podopieczni wyrządzają naprawdę spore i zupełnie niepotrzebne szkody. Te koty nie są przecież głodne! Od połowy kwietnia do połowy sierpnia powinno się je trzymać w domach. Czy ktoś z nas akceptowałby jeszcze postawę, powszechną przed wojną, by wypuszczać psy, aby "znalazły sobie coś do zjedzenia"? Dlaczego więc w przypadku kotów nadal tolerujemy takie zachowania, a właścicielom kotów wydaje się, że "kot musi polować"? Otóż wcale nie musi! Wyraźnie pokazują to doświadczenia niemieckie i brytyjskie, gdzie w wielu regionach opanowano problem kotów zjadających chronione ptaki i zakazano ich wypuszczania bez nadzoru właściciela. Za łamanie zakazu przewidziano surowe kary - i jest on przestrzegany. Koty są zdrowsze, w ogrodach jest więcej ptaków, a jeśli ktoś wypuszcza swego kota bez nadzoru, to jego sąsiad natychmiast powiadomi o tym służby ekologiczne, które już wiedzą, jak wytłumaczyć właścicielowi, że tak robić nie należy i że prywatny kot nie ma prawa zjadać państwowych ptaszków.

Najstarszy z zaobrączkowanych kopciuszków dożył 8 i pół roku, a jedna z samic w pięcioletniej historii swych lęgów zniosła 62 jaja i wychowała 51 młodych (od 7 do 14 rocznie!). Miała szczęście. W okolicy nie było polującego kota."

* * *

 Źródło: Andrzej Kruszewicz "Ptaki Polski" (tom II) MULTICO Warszawa 2007

PS. Ja również jestem przeciwny aby prywatne koty obżerały się państwowymi ptakami, które są pod całkowitą ochroną. Jestem też przekonany, że dzięki inwencji opiekunów kotów problem szło by załatwić bardzo szybko.

 6iIwHr5iNKXKXQus31ir6vdLmp9tLoGncFJvIKyc

Kopciuszek, fot. Daniel Kopacz W majestacie przyrody

13342981_487354554789404_6073816431934405199_n1

Koty naprawdę zagrażają ptakom. Na ogromną skalę. Tutaj bardzo fajny artykuł o tym, ile ptaków ginie w kocich pazurach, czy tak musi być, czy rzeczywiście "kot musi polować" i czy zabijanie ptaków przez koty to selekcja naturalna, oraz jak można przeciwdziałać masakrze ptaków:http://wyborcza.pl/1,75400,18444282,koty-czyli-krajobraz-strachu.html  - Justyna Kierat, Pod kreską

Psi dar

krogulec14

Jakiś czas temu wygrałem "Psi dar" Claire Guest w konkursie Wydawnictwa Marginesy. Konkurs polegał na określeniu się dlaczego lubimy swojego psa. Odpowiedziałem, że nie wiem. Nasz Fred ma wiele paskudnych cech. Jest leniwy, przemądrzały. O tym, że ja również taki jestem już nie wspomniałem. Zadatków do idealnego psa jest u niego raczej niewiele. Jednak kocham go, jest dla nas jedyny, niepowtarzalny, niesamowity i gdy zaistniała potrzeba, to skoczyłem mu na ratunek do styczniowej, oblodzonej Warty bez namysłu. Pewnie gdybym się namyślał, to strach by mnie sparaliżował, a Fred zostałby tylko wspomnieniem.

Nie wiem dlaczego wygrałem "Psi dar" - jak węch Daisy uratował mi życie" bo taki jest pełny tytuł książki Claire Guest. Czy zdecydowały o tym tym paskudne cechy Freda, czy moja bezmyślność? Zresztą, nieważne. Ważne było uzbrojenie się w cierpliwość i czekanie na nagrodę. Nie muszę zapewniać, że bardzo się ucieszyłem. Słyszałem kiedyś historię pewnego mężczyzny, któremu życie uratował jego pies. Byli na spacerze, kiedy psisko wyczuło w sobie tylko znany sposób zbliżający się u jego pana zawał. Zatrzymał człowieka, a gdy ten stracił przytomność, pognał szybko do domu i sprowadził któregoś z domowników na pomoc.

*  *  *

"Psi dar" nie okazał się być zbiorem opowiadań czy historii w którym psy ratują ludzkie życie czy zdrowie. Choć takie sceny się pojawiają i wzruszenie mocno chwyta czytelnika za gardło. "Psi dar" jest przede wszystkim historią życia autorki, która usilnie zaczęła pracować nad możliwością wykorzystywania zdolności węchu psów do ratowania życia ludzkiego. Niesamowity psi węch przy odpowiedniej pracy stwarza szanse na wczesne wykrywanie nowotworów, skutecznie zastępuje człowieka przy czuwaniu nad chorymi z cukrzycą. Claire zdobywa u nas sympatię i szacunek tym, że dochodzi do swoich celów treningiem swoich podopiecznych, a nie tresurą. Tu pozwolę sobie przypomnieć, że w synonimach tresury znajdziemy takie wyrazy jak: ciemiężenie, niewolenie, okiełznywanie, przytłumianie, ujarzmianie.

Dla mnie fakt, że Claire Guest trenowała (nagradzając psa za postępy, a nie karcąc za to gdy mu w treningu nie wychodzi) psy jest w tej książce bardzo ważny. I między innymi za to ją polubiłem. Znamy losy zwierząt, które służąc dla nas trafiają później w pożałowania godne miejsca, a najczęściej spotyka je śmierć. Myślę tu nie tylko o królikach doświadczalnych, ale nawet o policyjnych psach czy koniach. Zwierzęta, które swoim życiem służyły nie powinien spotykać taki los, jaki często niestety do nich przychodzi..

Nie będę próbował streszczać książki, bo mijałoby się to z celem. Niemniej przyznam, że kilka razy uległem wzruszeniu. Pewnie stwarza to fakt, że jest to książka pisana z duszą. Podobnie zresztą z duszą została nam przetłumaczona.

Nie ukrywam, że w miarę czytania z coraz większym podziwem spoglądałem na Freda... nos. W końcu jest posokowcem i żyje przede wszystkim światem zapachów.

Po przeczytaniu długo zastanawiałem się nad tym jakie jeszcze aspekty życia może usprawnić człowiekowi psi nos. Bo na nowotworach i cukrzycy na pewno nie musi poprzestawać.

"Psi dar" polecam nie tylko opiekunom psów. Polecam wszystkim osobom, którym los zwierząt nie jest obcy.

19989470_1432320330154383_2262548707470153976_n

 19989358_1427842510602165_6072762186339507022_n

Jak kruk i sowa pomalowali sobie pióra – bajka eskimoska

krogulec14

O antagonizmach pomiędzy sowami a ptakami krukowatymi to wie chyba każda osoba, która czyta "Plamkę mazurka". O tym, że kruk na początku istnienia był biały, podobnie. Ale, że sowa? O prapoczątkach tych białych początkowo ptaków opowiada eskimoska bajka "Jak kruk i sowa pomalowali sobie pióra".

***

Było to dawno. Kruk i sowa mieszkali razem. Żyli w przyjaźni i zgodzie. Razem zdobywali pożywienie, dzieląc się sprawiedliwie. Nie znali biedy. Żyli długo, zestarzeli się, a ich pióra były białe jak śnieg.

Pewnego razu sowa powiada do kruka:

– Jesteśmy już starzy, a nigdy nie byliśmy piękni. Inne ptaki mają kolorowe pióra: czer­wone, czarne, szare. A my jesteśmy widoczni tylko w ciągu krótkiego lata.

– To prawda – odpowiedział kruk. – Gdy siedzimy na śniegu, zupełnie nas nie widać.

– Chodź, pomalujemy sobie pióra – zapro­ponowała sowa. – Najpierw ty mnie, a potem ja tobie.

Kruk zgodził się. Zebrał sadzę z lampki tranowej, zamiast pędzelka użył pióra ze swego ogona i poprosił, żeby sowa się przygotowała. Sowa usiadła na kamieniu, a kruk zaczął ostrożnie malo­wać jej pióra. Chodził dookoła kamienia i rysował na każdym piórku ładne, czarne plamki.

Maluje i myśli: ..Zrobię to jak najlepiej. Kiedy sowa zobaczy, jak się starałem, to i mnie tak pięknie pomaluje”.

Kruk pracował bardzo długo. Sowie znudziło się już siedzieć i myśli: „Ten kruk chce mnie zamęczyć. Jak przyjdzie jego kolej, pomaluję go raz-dwa”.

Wreszcie kruk skończył malowanie i mówi:

– Spójrz, jaka jesteś teraz piękna. Musisz jeszcze obeschnąć na wietrze, a potem pomalujesz mnie.

Sowa zgodziła się. Kiedy wyschły jej pióra, poprosiła kruka, żeby się przygotował. Usiadł kruk na kamieniu, a sowa mówi:

– Nie, lepiej siądź obok kamienia. Będę cię malowała trochę inaczej. Zamknij oczy.  Otwo­rzysz je dopiero wtedy, gdy ci powiem.

Usiadł kruk obok kamienia, zacisnął powieki. Był gotów. Sowa tymczasem wzięła lampkę pełną czarnej tranowej sadzy, wlazła na kamień i polała kruka od głowy do ogona. W jednej chwili kruk stał się czarny.

– Teraz – mówi sowa – podeschnij na wietrze, potem otwórz oczy i popatrz na siebie. Wprawdzie bardzo szybko cię pomalowałam, lecz odtąd i zimą, i latem każdy cię zauważy.

Wysechł kruk na wietrze, otworzył oczy i wrzas­nął:

– Coś ty zrobiła! Jestem teraz czarny! Każdy zajączek, każda myszka zobaczy mnie z daleka. Jak będę zdobywał pożywienie?

A sowa na to:

– Przecież chciałeś być piękny!

Kruk całkiem się rozgniewał:

– Pomalowałem cię najładniej jak umiałem! Jesteś teraz piękna, a ja jestem czarny i moje dzieci też będą czarne. Wynoś się stąd, sowo!

Przestraszona sowa odleciała. Od tej pory kruk jest czarny, a sowa pstrokata. I unika kruka, bo bardzo się go boi.

***

"Jak kruk i sowa pomalowali sobie pióra - bajka eskimoska" ukazały się w zbiorze „Bajki Północy" wydanym przez „Naszą Księgarnię” w 1988. Jeden taki zbiór przed chwilą dla mnie zamówiła moja żona...

 Korkosz2921

Kruk, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

 CKO_6348www

Puchacz, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci