Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wodnik z "Kalendarza ptaków"

krogulec14

Pracy ornitologa na "Kalendarzem ptaków" się bałem. Nawet spodziewałem się ewentualnych komentarzy w stylu "ale głupoty są tu napisane". No bo tak szczerze mówiąc wizerunki ptaków mamy zupełnie inne. W takim wodniku zupełnie co innego widzi ornitolog, co innego widzę ja. 11 lat blogowania pozwoliło mi stworzyć swój własny wizerunek ptaków, który dość mocno różni się od ptaka ze środowiska Wikipedii czy książek. Osobiście uważam to za zaletę, bo dzięki temu, kto wie, może mam szansę na oryginalność na rynku wydawniczym.

Kiedy Piotr zakomunikował mi, że wybrał Sławka Niedźwieckiego do konsultacji ornitologicznej ucieszyłem się, ale tak niemrawo, z duszą na ramieniu. Sławek z wyglądu nie przypomina Piórożercy, ale musiałem do Niego zadzwonić żeby powiedzieć o co mi chodziło w tej książce. Nie musiałem. Usłyszałem, że podoba Mu się moja praca (na przykład przysłowia czy odniesienia kulturowe), jak też fakt, że nie powielam rzeczy z Wikipedii. Odetchnąłem. Moja praca trafiła w dobre ręce.
A później, ku swojej radości, na osi czasu Sławka znalazłem taki tekst:

 

"Po wyklejeniu piór dwóch gatunkach drozdów, Agnieszka Aleksiejczuk huknęła pięścią w stół i powiedziała „Dziku, dawaj pióra czegoś innego niż drozdy!” i padło na wodnika. I tutaj od razu przypomniałem sobie świetny tekst Marek Pióro z przygotowanej nowej publikacji „Kalendarz Ptaków” którego wydawcą jest Piotr Brysacz. W której wodnik jest opisany następująco "Ma niezbyt elegancki śpiew, o którym wiele można powiedzieć, lecz najmniej, że jest… śpiewem, o czym w Ptakach krajowych Władysław Taczanowski tak pisze: „nie tak często odzywa się jak chruściel (derkacz), a przynajmniej we dnie rzadko się słyszeć daje, wieczorami dopiero i nocami jest krzykliwszy. Głosy wydaje wrzaskliwe i dosyć rozmaite; zwykły krzyk jego stanowi przeciągłe, silne bardzo i ostre skrzeczenie dżyy... przegradzane różnorodnemi kląskaniami”. Ze względu na „wrzaskliwy”, demoniczny głos, utożsamiano go z… wodnikiem – demonem ze słowiańskich ludowych wierzeń, przed którym portkami trzęsła niemal cała Słowiańszczyzna. Wodnik – demon opiekuńczy śródlądowych zbiorników wodnych i ich władca – pomieszkiwał nad jeziorami, stawami, oczkami wodnymi i nad rzekami (zwłaszcza koło młynów). Jego wygląd był dość przerażający, dlatego czasami, dla niepoznaki, ukazywał się pod postacią zwierząt. Jego głównym zajęciem było dręczenie ludzi, którzy mu podpadli: topił ich, niekiedy „tylko” podtapiał, wciągał na bagna niefrasobliwych kupców i trzymał ich w niepewności do białego rana. Dość często, aby go udobruchać, topiono mu w ofierze zwierzę... Każda karawana kupiecka wędrująca wzdłuż bagien, gdy tylko usłyszała głos wodnika lub perkoza rdzawoszyjego, trzęsła się ze strachu. Czasami głos wodnika porównywany bywa do głosu świni, na przykład na Islandii, gdzie nosi nazwę błotnej świni"

 _CKO9548

Wodnik, sprawca strachu nad moczarami, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

Kalendarz ptaków. Opowieści o ptasim życiu i zwyczajach na cały rok

krogulec14

W dzisiejszym wpisie ograniczam się do zacytowania słów Piotra Brysacza z Facebooka i zaprezentowania okładki mojje pierwszej książki.

***

Drodzy! No więc tak to będzie wyglądać... Piąta książka w dorobku wydawnictwa Paśny Buriat, a druga, po "Czyżyku na drogę", w serii "Paśna Przyroda"  Czym jest ta książka? O tym poniżej. Premiera 15 stycznia 2019 roku, ale zamawiać można już dziś w przedsprzedaży w sklepie internetowym Przyjaciół z kwartalnika Kontynenty, a wkrótce w przedsprzedaży jeszcze tu, i ówdzie :) Książka ilustrowana jest fotografiami Piotra Malczewskiego i Zbigniewa Miszona. Wysyłka książki po 15 stycznia lub nieco wcześniej, wszystko w rękach drukarni 

"Marek Pióro to z całą pewnością jeden z najlepszych i najważniejszych popularyzatorów ptasiarstwa w Polsce. Ze świetnym, lekkim piórem i ogromną wiedzą. Tysiące czytelników internetowej Plamki Mazurka nie mogą się mylić. A do tego wszystkiego jest jeszcze nadzwyczajnie pracowity, bardziej pracowity niż sikora bogatka w szczycie sezonu lęgowego. Kalendarz ptaków to nie jest wydawnictwo okolicznościowe, które za 12 miesięcy wyniesiecie do piwnicy. To jest pasjonująca książka, prawdziwa kopalnia wiedzy ornitologicznej. Czytajcie przez cały rok, co rok".
Stanisław Łubieński

"To książka napisana z miłością i z miłości do ptaków".
Adam Wajrak

Linki do przedsprzedaży: w Kontynentach, w Taniej Książce.

 

46522711_1929182447196921_7502743481639501824_n

Plany

krogulec14

Dostałem propozycję napisania... książki o ptakach. W klimacie który lubię, czyli kulturowym. Przyjąłem ją natychmiast. Na strach i wyrzuty w stylu - co ja najlepszego zrobiłem?! - przyjdzie później. Przy okazji tego zostałem zapytany o premierę "Kalendarza ptaków" w Warszawie. Przyznaję, że zostałem zaskoczony. Moja książka w stolicy? Ale zaraz diabełek mile połechtał próżne zakamarki duszy i zacząłem się zastanawiać, a dlaczego by nie. Byłem pytany o ewentualność premiery w Obrzycku, to dlaczego nie mogłaby się ona odbyć w Warszawie?

Na razie jasno na Facebooku przyjście do księgarni Czarnego zdeklarowało mi się 11 osób. Jak zrobi to jeszcze kilkanaście osób, to zadzwonię do Piotra Brysacza, że możemy organizować imprezę. Na imprezę zadeklarował swój przyjazd między innymi Sławek Niedźwiedzki, ornitolog dokonujący korekty merytorycznej. Nie ukrywam, że Sławka nieco się obawiałem, choć pozytywnie z wyglądu Go odebrałem. Obawiałem, bo "Kalendarz ptaków" napisałem z myślą o osobach nie znających pierzastego bractwa. Na pewno nie pisałem książki z myślą o ornitologach, którzy wiedzą o ptakach rozkładają mnie na łopatki. Pozytywne komentarze ze strony Sławka dodały mi znacznej otuchy.
O ewentualnej premierze oczywiście powiadomię na blogu.
 
 46501780_1978284708891273_8622888209614897152_n
 
Płomykówka, fot. Zbigniew Miszon

Dwie sroki za ogon

krogulec14

Zostały mi jeszcze do opracowania dwa miesiące. Mało i dużo. Może uporam się z tym w ciągu dwóch dni, a może w tydzień. Na korekty nie ma sposobu. Raz idą mi błyskawicznie, a kiedy indziej jak krew z nosa. Żeby dwóch srok za ogon nie łapać, postanowiłem na krótko zawiesić blog. Na dwa dni, a może na dwa tygodnie. Może dzięki temu pierwsze książki wylądują pod choinki?

Skoro wspomniałem o srokach, to muszę powiedzieć, że odczuwam przyjaźń po piórze (choć obydwaj piszemy na klawiaturze) ze strony Staszka Łubieńskiego. Bardzo mnie to cieszy, bo Jego "Dwanaście srok za ogon" cenię wysoko a ich Autora szanuję.
Niedługo koniec korekt. Pewnie stąd ogarniają mnie coraz większe wątpliwości. Czy sprostam wymaganiom czytelników? Czy nie zawiodę?
Dostaję też dużo ciepłych słów, co w tej chwili jest dla mnie bardzo ważne. Bez nich byłoby mi teraz dużo gorzej.
 
 Rp88wSVamfRHhBx14oA8jnUXt8ZS4dmf5DYmaSot
 
Sroka, fot. Hanna Żelichowska

Co w październiku robią pójdźki?

krogulec14

Teraz zaiwaniamy w trójkę. Ja męczę się nad korektą, Piotr tak samo. Ale On, jako wydawca, ma jeszcze więcej na głowie. Czuwa nad całością związaną z "Kalendarzem ptaków". Trzecią osobą zasuwającą nad książką jest ornitolog. Kto? Moja cicha na razie tajemnica. Mam nadzieję, że za jakiś czas z ornitologiem, karmiąc nadbiebrzańskie komary, kilka zgrzewek Żubra, albo Żywca, wysuszymy.

Piotr nawet w trakcie korekt dba żeby wcisnąć sporą wiadomości na temat z biologii ptaków. Ja się bronię przed tym z kilku powodów. Raz, że książek tego typu ostatnio kilka powstało. Dwa, no cóż, orłem w tym zagadnieniu nie jestem i pewnie tu najszybciej popełnię błąd. Na szczęście panuje nad tym ornitolog. Ten, z którym chcę napić się piwa na literkę "Ż".
Piotr ma rację chcąc wymuszając rozbudowanie książki. "Kalendarz ptaków" na tym wiele zyskuje. Czasami zachodzą przy tym ciekawe rzeczy. 
Pod jedną z dat rozwijam wątek związany z zabobonem dotyczącym pójdziek. Pójdźki, wiadomo, zafascynowały mnie i trochę je preferuję w tekstach. "Marku, a co pójdźki robią w październiku?" - Dopytuje mój wydawca. Osobiście uważam, że pójdźki hulają po skończonych lęgach i pilnują swoich rewirów. No bo chyba jednak nie koczują. 
Nie mam pewności, błędu za Chiny Ludowe popełnić nie chcę, więc pytam przez Messengera swojego prezesa SOS. Odpowiedź wnosi pewne poprawki do mojego domysłu:
"To zależy które. Młode ptaki (znaczy pójdźki) koczują i już szukają powoli swojego miejsca, choć często jeszcze siedzą w pobliżu rewirów rodziców. Dorosłe pilnują swojego rewiru i na nowo oznaczają głosem rewiry".
Czyli tu i ówdzie w kraju rozlega się miłe uchu "pójdź w dołek pod kościołek" ;-) 
A rozwinięcie zabobonu związanego z pójdźkami poznamy oczywiście w "Kalendarzu ptaków"
 
 46152833_1969164056470005_4031193245315760128_n
 
Pójdźka, fot. Zbigniew Miszon

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci