Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Krucze miasta

krogulec14

Myślę, że Was zaskoczę informacją mówiącą iż na obecnych 923 miast w Polsce aż 180 z nich ma w herbie ptaka. Jestem przekonany, że na pytanie który gatunek spośród nich dominuje odgadlibyście bez problemu. Tak, jest nim oczywiście orzeł. Zaskoczeniem będzie natomiast barwa tego orła:  białych i srebrnych jest 59, czarnych 32, czerwonych 20, złotych i żółtych 33. Wśród innych gatunków znalazły się: bielik, czapla (złota), gęś (biała), gołębie, jastrząb, kruki, łabędzie, mewy, pelikany, puszczyk, sokoły, szpak i wrona (czarna).

Pewnie warto na początku zauważyć, że im starsze herby, tym bardziej konkretne miały uzasadnienie. Postaram się Wam to ukazać na podstawie herbów miast z krukiem.

Na pierwszy ogień z nich wezmę największą z nich Częstochowę. Herb z gryfem i złotym orłem na murach miejskich, miasto otrzymało od posiadającego te dwa stwory w swoim herbie, swojego władcy i wielkiego darczyńcy, Władysława Opolczyka. Taki herb istniał od początków XIV do przełomów XVIII i XIX wieku. Pod koniec XVIII złotego orła książąt opolskich zaczął wypierać kruk. Kruk znajduje się w klejnocie zakonu paulinów i zdawał się być bardziej na miejscu w małopolskiej Częstochowie niż jakiś tam śląski orzeł.

Do Paulinów kruk też trafił nieprzypadkowo. Patron zakonu, święty Paweł z Teb, był pustelnikiem. Wegetarianie mogliby go śmiało uznać za swojego patrona, gdyż odżywiał się tylko roślinami i daktylami. Oraz połową bochenka chleba, którą codziennie przynosił mu kruk. Kiedy Paweł miał 113 lat odwiedził go święty Antoni. Kruk stanął na wysokości zadania i przyniósł wówczas wyjątkowo cały bochenek. Dość często przedstawiany jest w różnych herbach z chlebem w dziobie.

Kruk, obok czarnego, piastowskiego (tak-tak: czarnego, piastowskiego) orła znalazł się w herbie Głogowa. Jego obecność też nie jest przypadkowa. Pod koniec XV wieku miasto, wraz z całym Śląskiem, należało do króla Węgier i Chorwacji i tak zwanego antykróla Czech, Macieja Korwina. Król Maciej był wybitnym władcą swoich czasów, a swój przydomek wziął od kruka (corvus), który był na jego herbie.

Widać musiał mu się Głogów bardzo spodobać, bo tylko to miasto, spośród wszystkich śląskich, obdarował swoim herbem.
 
Tu muszę wyjaśnić, że herb rycerski Korwin nie ma nic wspólnego z krukiem świętego Pawła i ma w dziobie zamiast chleba złoty pierścień. Nie nawiązuje również w niczym do herbu króla Marcina.
Rycerski motyw kruka pojawia się w herbie nowo powstałego miasteczka Szepietowo. Jest nawiązaniem do dawnych właścicieli, którzy co prawda pieczętowali się ślepowronem, ale za to z wizerunkiem kruka z pierścieniem w dziobie.
Dodam, że wizerunek kruka znajdziemy w następujących herbach rycerskich: Balcerowicz, Bieńkowski, Celejów, Czarnowron, Engelke, Ginwił, Jezierza, Korwin, Kruk, Krukowski, Materna, Przykorwin, Rosyniec, Sandrecki i Ślepowron.
Następnym miastem mającym mieć kruka w herbie jest Gozdnica. Myślę, że potrzebna jest spora doza wyobraźni aby rzeczywiście za kruka uznać tkwiącego tam czarnego ptaszka. Podobnie rzecz ma się z wojewódzką kiedyś Łęczycą. Niby są czarne ptaki, z takimi jak u kosa żółtymi (złotymi) dziobami i takimi samymi szponami.
Kruki znajdują się też w herbach miejscowości które z różnych powodów prawa miejskie utraciły. Miasteczko Krajeńskie, Śniadowo i Sterdyń musiały należeć do bogatej szlachty, która miała kruka w herbie. Natomiast Leśna Podlaska, jako miejscowość gdzie znajduje się sanktuarium maryjne, ma w herbie kruka świętego Pawła. Tego z chlebem.
***
Jak widzimy ornitologiczne herby miast mają czasami swoje ciekawe historie, które nie każdej osobie muszą być znane
 
POL_gmina_Szepietowo_COA
 
Herb Szepietowa  Domena publiczna

Matuzalem

krogulec14

Kolejny bardzo fajny mail dostałem od Romana Kucharskiego. Nasz znakomity znawca zimorodków niedawno badał stan populacji w rzekach północnej Polski, jak i obrączkował te przeurocze ptaki. Przyznaję, że informacja z Wdeckiego Parku Krajobrazowego mnie zaskoczyła. Otóż stan liczebny o nieco mniejszy niż w ubiegłym roku o szacunkowo 30%. Roman wyjaśnia, że zima dala zimorodkom w kość a i wiosna ich nie rozpieszczała.

W Drawieńskim Parku Narodowym został schwytany zimorodek, którego przed 4 laty Roman obraczkował już jako dorosłego. Wychodzi na to, że ten matuzalem w tym roku obchodził co najmniej piąte urodziny, a kto wie, może jest i starszy? Jak na zimorodka jest to bardzo sędziwy staruszek, ponieważ rzadko się zdarza spotkać osobniki trzy- albo czteroletnie. Tak dla przykładu najstarszy ptak kontrolowany w Czechach (dane z: Atlas migrace ptaku Ceske a Slovenske republiky, wyd 2008) miał 5 lat 2 miesiące i 11 dni.

Dla ornitologa to majowe spotkanie z sędziwym zimorodkowym staruszkiem było niesamowitym przeżyciem. "Z szacunkiem i podziwem spojrzałem mu w oczy - napisał - mając świadomość ile tych trudnych zimowych dni już przeżył. I w nadziei, ze może się jeszcze kiedyś spotkamy..."

Zapytałem doktora Kucharskiego o miejsca snu zimorodków.

Okazuje się, że zimorodki śpią na zewnątrz nor - na przykład na gałęziach drzew i krzewów. Tylko w okresie wysiadywania jaj i ogrzewania bardzo młodych piskląt do 4 -5 dnia życia, dorosłe ptaki przebywają w norach również w nocy.

Zimą zdarzają się przypadki nocowania w norach. Szukają wtedy schronienia przed chłodem.

33798321493_409604aeec_o

Jak widzimy żeby badać zimorodki trzeba być bardzo sprawnym fizycznie   fot. Daniel Pach   www.facebook.com/danielpachphoto 

 33798319043_b7f1b3555c_o

Zimorodek, fot. Daniel Pach   www.facebook.com/danielpachphoto 

Prawdy w wróblach zawarte

krogulec14

Co jakiś czas mówię, że uważam wróbla za ptaka niesamowitego. Najefektowniej i najbardziej czytelnie jego niezwykłość wyłożył niemiecki ornitolog, Oskar Heiroth: "Jak to się dzieje, że ptak o wadze 30 g, nie chroniony, a wydany na zagładę, mimo wszystko jest najpospolitszą pierzastą istotą, żyjącą w bezpośrednim sąsiedztwie człowieka. Bywa nawet uciążliwy, czym ściąga na siebie różnorodne prześladowania?"

Prawda? Jak takie małe chuchro wytrzymuje z nami przez tyle lat? Jak daje sobie radę?

Już wiele razy wspominałem wróbel był natchnieniem wielu poetów. Nie tylko poetów. Musiało się jemu, jak i jego poczynaniom przyglądać wielu ciekawych ludzi. Dzięki temu ptak ten zapewne wiedzie prym w ilości przysłów. Jeśli zapoznamy się z nimi uważniej, to zauważymy, że pryzmacie wróbla zawarto sporo ludowej i nie tylko ludowej, mądrości:

„Bóg pamięta o wróblach ‒ każdy włos policzony”,

„Do Nowego Roku młóci gazda, potem wróble i myszy”,

„Gdy stary bierze młodą dziewicę, to sieje dla wróbli pszenicę”.

„Hejże, z wróblami w trzcinę!”,

„Już wszystkie wróble o tym na dachu świergoczą”,

„Kto bierze nadobną dziewicę, ten sieje dla wróblów pszenicę"

„Kto jest pierwszym z wróbli ‒ nie jest pierwszym z ptaków”,

„Kto się boi wróbli, ten prosa nie sieje”,

„Kto się wróblem urodził, kanarkiem nie umrze”,

„Kto strzela z armaty do wróbla, może go najwyżej ogłuszyć”,

„Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”,

„Lepszy wróbel w garści  niż przepiórka na dachu.

„Lepszy wróbel w garści  niż kanarek na powietrzu.

„Lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu.

 „Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.

"Lepszy wróbel w ręku niż cietrzew na sęku

"Lepszy wróbel w ręku niż gęś na powietrzu.

„Niech cię gęś kopnie, a wróble podepczą”,

„Słowo nie wróbel, nie ucieknie”,

„Słówko wyleci wróblem, ale wróci wołem”,

„Starego wróbla na plewy nie złapiesz”,

„Stary wróbel wie o wszystkich dziurach w strzesze”,

„Szare wróble świergotają, że nadchodzi wiosna, bo widziały pięć jaskółek”,

„Wkradł się wróbel w bocianie gniazdo”,

Dość często przysłowia miały swoje dodatkowe smaczki. Tak jak przykład o amatorach "na naszą to pszenicę wróble" o których w Apoftegmatach pisał Jan Kochanowski:

"Ziemianin jeden szedł przez kościół, gdzie natenczas niemałą liczbę kapłanów biskup poświęcał. I spyta, co by to za ceremonije były. Odpowiedział mu jeden, że są to akolitowie (klerycy), co je biskup święci. "Rozumiem - powiada - na naszę to pszenicę wróble."

W XVI wieku na ziemian spadł obowiązek utrzymywania księży. Kościołowi oddawano wówczas dziesięcinę, najczęściej w postaci pszenicy. Nasz wybitny  historyk literatury, folklorysta, badacz literatury ludowej, Julian Krzyżanowski poszedł w dywagacjach nad wróblem i pszenicą nieco dalej. U Reja i Kochanowskiego znajdują się fragmenty mówiące, że co niektórzy księża na pszenicy nie poprzestawali. Stąd owe „Kto bierze nadobną dziewicę, ten sieje dla wróblów pszenicę". W późniejszych wiekach do kasty wróblów zaliczano też ekonomów, starostów czy też urzędników.

Myślę, że dobrze by się stało gdyby ktoś kiedyś stworzył almanach przysłów o ptakach. Prawda o nas zapisana w przysłowiach o ptakach mogłaby być zaskakująca!

 

Źródła: Krzyżanowski J. 1994 "Mądrej głowie dość dwie słowie" Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa

Sokołowski J. 1972 "Ptaki ziem polskich" Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa

Wrobel1 

Wróbel, fot. Piotr Górny    piotr-gorny.pl 

Ulubiony ptak pana ministra

krogulec14

 11 lutego bieżącego roku odbyło się w Grodnie pod Toruniem słynne polowanie na bażanty, które uświetnił swoją osobą znany minister środowiska, Jan Sz. Nasz "wybitny mąż stanu", wraz z kilku członkami z PZŁ, własnym karabinem zabił grubo ponad 400 (z wypuszczonych 500) samców bażanta. W przerwie, która nastąpiła w trakcie polowania dzielni myśliwi raczyli się pieczonym dzikiem. Można się domyślać, że zabijanie ptaków, które jeszcze nigdy nie wzbiły się do lotu do łatwej działalność nie należy. No i pewnie przegrzane lufy myśliwym ostudzić się też musiały.

Dzielna, łowiecka brać w ferworze zabijania zapomniała się chyba, że w Kodeksie Etycznym Myśliwych Unii Europejskiej jest punkcik mówiący o tym żeby nie wypuszczać zwierząt w czasie polowania w jego pobliżu. W zbiorze zasad etyki i tradycji łowieckich Polskiego Związku Łowieckiego jest inny, równie wredny punkcik nakazujący poszczególnym członkom tej organizacji dbać o dobry wizerunek PZŁ.

Jakoś tak się zdarzyło, że w tym roku nie widziałem bażanta, tylko słyszałem te jego "ko koro". Jego niezwykła uroda nie powoduje na mnie jakiegoś wrażenia. Poza pewnym smutkiem, że ściągnięto go do nas dla radości zabijania. No ale ciężkiej doli imigranta jednak już na blogu pisałem.

A wracając na chwilę jeszcze do sławnego polowania. Wypada mieć nadzieję, że społeczność myśliwska upamiętni wyczyn swojego wielkiego towarzysza broni co najmniej jakimś obeliskiem upamiętniającym wspaniały wyczyn pana ministra i jego świty. Takim na przykład, jak równie słynnych łowów z 27 września 1752 roku w Białowieży w wykonaniu króla Augusta III Sasa i jego ślubnej Diany, królowej Marii Józefy .

 iAlw02CgK0fHW6WkBuJYXKJgbSOY7feekDB02ACB

Bażant, fot. Adam Fichna

Jasny krążownik

krogulec14

Dzisiejszy spacer z Fredem był bardzo udany. Nie ukrywam, że chciałem zobaczyć srokosza, ale mi nie dopisało. Zamiast tej nieco łajdackiej* dzierzby miałem przyjemność obserwować i to kilka razy, pięknego samca błotniaka łąkowego. Radość moja była tym większa, że ten gatunek w swojej okolicy zauważyłem po raz pierwszy.

Muszę Wam powiedzieć, że bardzo podoba mi się naukowa nazwa tego ptaka. Błotniak łąkowy (Circus pygargus) w bardzo swobodnej interpretacji można by było spróbować określić... krążącym zadem! Faktycznie, obserwowany osobnik, jak na błotniaka przystało (nieważne, że najmniejszego), krążył dość nisko nad łąkami i polami. Pewnie trudniej było mu tam wypatrzeć żaby, ale za to myszy czy pisklęta już nieco szybciej. Jasny krążownik jest na tyle zwinny, że potrafi w locie chwycić nawet większe owady. 

Lot błotniaka łąkowego odbywał się w milczeniu. Trudno, żeby miało być inaczej, gdyż w przeciwnym razie potencjalne ofiary zmykałyby co sił w nogach czy skrzydłach. Błotniaki te odzywają się przede wszystkim w pobliżu gniazda, takim wysokim "jik-jik-jik". Kiedy obserwowany samiec zbliży się do gniazda, to samica zawoła go "pii-i".

Na pewno pójdę tam w przyszłym tygodniu. Może znowu dopisze mi szczęście? Może jeszcze coś dopiszę.

* samiec srokosza bywa czasami oryginalny. Kiedy swoją samicę karmi ochłapami, to kochance wybiera frykasy. Moralność błotniaka łąkowego bywa też wieloznaczna. Wielożeństwo u niego jest często normą.

I jeszcze jedno. Spacer był udany dla mnie, ale dla Freda już niekoniecznie. Do domu, po dwóch godzinach łażenia, wracać nie miał ochoty żadnej...

 _CKO84561

Błotniak łąkowy, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci