Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Białystok

krogulec14

Obecny herb Białegostoku mniej mi się podoba niż historia herbów tego miasta. Pierwszy, jaki zachował się na pieczęci miasta, był najprawdopodobniej z wizerunkiem jelenia. Drugi herb, nadany przez króla Augusta III, przedstawiał gryfa, który był w herbie szlacheckim właściciela miasta, Jana Klemensa Branickiego. Gryf wspierał się na literach JKB, będących inicjałami magnata. Herb nieznacznie się zmienił na początku XIX wieku, kiedy to inicjały zmieniono na IB, czyli nowej właścicielki miasta, Izabeli Branickiej.

W 1809 roku car Aleksander I nadał miastu, jak i całemu Obwodowi Białostockiemu herb przedstawiający na tarczy dzielonej w pas Orła Białego (bez korony) i Litewską Pogoń. Jakby nie patrzeć było to spore zapożyczenie z przedrozbiorowego herbu województwa podlaskiego. Następna zmiana zaszła już w 1845 roku. Tym razem w górnym, czerwonym polu znalazł się żubr, a na dolnym biały orzeł w koronie. W 1882 roku car Aleksander, jako tak zwany książę białostocki, przyjął herb miasta, gdzie "w górnym polu czerwonym orzeł srebrny, spodem w polu złotym rycerz w zbroi błękitnej z mieczem wzniesionym do ciosu i tarczą srebrną, na której czerwony krzyż, koń kary pod czaprakiem czerwonym z potrójną frędzla złotą."

W 1910 roku w miejsce Pogoni wrócił żubr, a podczas okupacji niemieckiej podczas I Wojny Światowej wrócił poprzedni stan rzeczy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Białystok używał herbu z roku 1882. W 1935 roku, dość ostro starły się dwie słuszne propozycje zmiany herbu. Jedna dotyczyła powrotu do inicjałów Branickich z ich gryfem, druga do herbu z czasów Obwodu Białostockiego. Zwaśnione strony nie znalazły wspólnego języka do 1939 roku. 

W 1967 roku miasto przyjęło nowy herb. Przedstawia on "tarczę dwupolową, mająca w górnym czerwonym polu białego orła bez korony, a w dolnym żółtym polu odmianę litewskiej pogoni rycerz w zbroi niebieskiej z wzniesionym mieczem i tarczą białą z niebieskim greckim krzyżem, siedzącym na czarnym koniu." 28 lat później przyjęto herb, który ważny jest do obecnych czasów. Oficjalny opis herbu Białegostaoku jest taki"

"Tarcza Herbowa dzielona w pas. Część górna czerwona, dolna złota. Na części górnej orzeł srebrny w koronie złotej, ze złotym dziobem i szponami oraz czerwonym językiem. W części dolnej Pogoń Litewska, której koń jest srebrny ze złotą uprzężą i czerwonym trójdzielnym czaprakiem. Jeździec w zbroi niebieskiej, szyszak niebieski z otwartą przyłbicą i srebrnym piórem, miecz wzniesiony niebieski, ostrogi złote. Tarcza jeźdźca niebieska, na niej srebrny krzyż jagielloński."

Źródło: Wikipedia

 200pxPOL_Biaystok_formal_COA.svg

Domena publiczna

Hieronim Morsztyn "Historia ucieszna o zacnej królewnie Banialuce ze wschodniej krainy"

krogulec14

Hieronim Morsztyn był wczesnobarokowym poetą, który by z całą pewnością na "Plamkę mazurka" nie trafił gdyby nie fragment "Historii uciesznej o zacnej królewnie Banialuce",. Przyznaję, że dzieło to mnie zaskoczyło i to mocno. Naliczyłem w nim aż 85 gatunków ptaków! Naliczone 44 gatunki w "Panu Tadeuszu" Adama Mickiewicza przy dziele Hieronima Morsztyna po prostu bledną. Zapraszam do lektury: 

*** 

[....]
                Sam [król] kilka dni przed ślubem z synem jechał w łowy,
                Różnych orszak mając psów ku temu gotowy.
                Wjechał do wielkiej puszczy, psy rozsforowano,
                Mniejsze sieci i mocne objętki stawiano,
                Ucieszny się wrzask w lesiech gończych psów rozlega,
                Wnet i zwierz rozmaity do sieci przybiega.
                Krzyczy głośno Suweczka i Kornet podżary,
                Brat i siostra tak z sobą rady chodzą w pary.
                Jest innych przy nim wiele Puzanów i Sztortów,
                Kawek, i z grubym głosem Trafiaków, Pomortów.
                Któż wszystkich zliczyć może, kto rozezna głosy,
                Które z rosą leciały pod same niebiosy.
                Gonią na oko zwierze; jednego po drugim,
                A sam król z synem stanął pod wesołym smugiem.
                Którędy zwierz uciekał, od psów rozpędzony,
                Nie dbając na szczwacza, który rozsadzony
                Na to gotowy czekał, i już rozciągają
                Jednych, a drugie w ten czas rączo uciekają.
                Sam król trzymał na smyczy Mężną i Sokoła
                Nad które urodziwszych tam nie było zgoła.
                A Raźna postrzemienna stała już kosmata,
                Ta nie miała w rączności ni siostry, ni brata.
                Czterech po jednym trzymają brytanie lokajów,
                Było i inszych wiele psów różnych rodzajów.
                Tuż niedaleko stoi królewicz, trzymając
                Dwoje chartów na smyczy i nie uciekając
                Widzi ku sobie łanią, ta nie zabawiła,
                Wnet lękliwa od niego żywota pozbyła,
                Śmiałych brytanów, których miał z Partańskiej strony.
                I między tymi Melamp z Arkadii zrodzony
                Był najdroższy, po nim Trus i Pamfag, i drudzy
                Których oraz zemknęli królewicza słudzy.
                Tymczasem i na króla zwierza wypadają,
                Jedne szczują, a drugie strzelcy zabijają.
                Królewicz długo stoi przy zabitej łaniej,
                Niemiło mu, że swych psów wprzód zaprawił na niej.
                Życzy sobi9e, by sroższe zwierzę nań wypadło,
                Rad by i mocnego lwa sam ugodził w gardło.
                Serce w nim skacze, kiedy słyszy
                Głośne gończych psów głosy, stojąc w lubej ciszy.
                Uszu nastawia, kiedy krzyknie ogar który,
                Tymczasem prędki jeleń bieży nań od góry,
                Ale i ten ledwie się ukazał skrócony
                I z biegu, i od gęstych zębów umorzony.
                Jeszcze na tym ochota jego nie utyła,
                Która się srogich pastwisk krwią bestii ćwiczyła.
                Obaczy renifera na królewską stronę
                Bieżącego, który ma rączość na obronę,
                Rzadkie to w puszczach zwierzę, nie często widane,
                Z lotnym ptakiem bystrości jego porównane.
                Ale żadnej z natury w obronę srogości
                Nie ma, ani morduje kłem psów z dzikiej kości.
                Podobien sarnie w skórę, lecz bynajmniej w nogi,
                Sto mil przez dzień przebieżać, mało to nań drogi.
                Po morzu, co dziwniejsza, ledwie nogi zmacza,
                Zabieży kilka stajań i nazad się wraca,
                Tego król zobaczywszy zemknął charty swoje,
                Raźna się ponad porwie, bieżą wszystko troje.
                Ale Raźna jako ptak wyleciawszy w górę,
                Wprzód go z lewego boku zadźgała pod skórę.
                Lecz prędko od żartkiego zwierzęcia odpadła,
                Gdyż na pomoc owa smycz chartów nie przypadła.
                Porwała się chudzina, bieży za nim znowu,
                Królewicz też podskoczył do nowego łowu,
                Zemknąwszy rącze charty i mężne brytany,
                Lecz widział, iż zwierz jakiś był niedościgniony.
                Sama się tylko Raźna z nim trochę potarła,
                I to skoro mu boku kłem do krwie otwarła,
                Jako piorun z obłoków leci niewidziany,
                Tak jej on prędko zginął lasem przyodziany. 
                [....] 
                [....]
                [....]  [pustelnik] skoro róg krzykliwy
                Zatrąbił, zwierz się skupił do niego straszliwy.
                Lew idzie przed tych bestii wojskiem niezliczonym,
                Sprawując je, jak hetman, ogonem kręconym.
                Następują gromadne pułki niestrzymanych
                Łosiów, a potem koni nigdy nie chełznanych.
                Żubry ciężkie z jadłymi idą niedźwiedziami,
                Z drapieżnymi jelenie przyjaźni wilkami.
                I prędkonogie łanie i sarny lękliwe,
                Tury szerokonogie, hodyńce gniewliwe.
                Nieskłonne słonie, z bystrym obok jednorożcem,
                A morągie tygrysy z czujnym nosorożcem.
                Lampart terentowaty z wielbłądem garbatym.
                I rysie cynkowate z marmurkiem kosmatym.
                Szli osłowie leniwi, z mułmi powolnymi
                A pierzchliwe zajączki z liszkami chytrymi.
                Wiewiórki podbielałe i ziemne łasice,
                Drogokupne sobole, szare popielice,
                Gronostaje białemu zrównane śniegowi
                I żbiki domowemu podobne kotowi.
                Króliki tak dla prawa więtszego nazwane,
                Bo nad insze te mają wolności nadane,
                Że się białe i czarne i srokate rodzą,
                Te wszystkie w miłej zgodzie zawsze z sobą chodzą.
                Renifer na ostatku [....]
                [....]
                Mało co odmiennymi konie i z łosiami
                Rżały głosami, tylko różne kopytami.
                Beczał żubr i z jeleniem sarna piszczała.
                łani zaś jeleniowi cienko podchlebiała.
                Mruczał niedźwiedź, w wilk wył, hodyńce krząkały,
                Tygrys, lampart, ryś warczał, wielbłądzi parskały,
                Osieł i muł huczeli, kwikał jednorożec,
                Tur jęczał, zając wrzeszczał, parzkał nosorożec.
                Popielica z wiewiórką po cichu pryskała,
                Żbik mlaskał, po nim liszka jako pies szczekała.
                Wszystkie zgoła swym głosem sprawę mu dawały,
                Jakoby o królewnie nigdzie nie wiedziały.
                [....]
                Cienkogłośną piszczałkę miał [drugi pustelnik] z rogu białego,
                W którą, gdy świsnął, ptactwo rodzaju różnego
                Do niego się zleciało. Naprzód orzeł śmiały,
                Po nim drapieżna sępy w kupę się zleciały.
                Strusy silne, żurawie czujne, pyszne pawy,
                Feniksy bystrookie, plugawe bociany,
                Bąk błotny, czapla rybna, nocne ślepowrony,
                Fazani smaczni, przykładne lecą pelikany.
                Sokoły górnolotne, rarogi myśliwe,
                Są bujne białozory, jastrząby gniewliwe,
                Krogulcowie uwabni, borowe pustułki,
                Rącze kobuzy, z nimi gorące gżegżółki
                Zgodne drzemliki, kanie nieśmiałe i wrony
                Chytre, a kruki wieszcze, pożywne gawrony,
                Sowy także i kraski obmierzłe, wrzaskliwe,
                Czyste cietrzewie, z nimi cieciurki wstydliwe.
                Dropie ciężkie, a głuchych głuszców bardzo wiele,
                Kuligi długonogie, leniwe chruściele,
                Kawki kapturowate, sroki szczebioczące,
                Puchacze nienawidne, i dudki śmierdzące,
                Słowikowie niewinni, jarząbki bezpieczne,
                Dzięcioł terentowaty i wróble wszeteczne,
                Sójki poziemne, pardwy prędkie, skowronkowie
                Wdzięczni, przepiórki głupie, żołny i trznadlowie,
                Kuropatwy ciekawe, potresty śmierdzące,
                Szczygieł czerwonogłowy, leśne syrokosy,
                Makolągwy gwiżdżące, rzadkie krzyuwonosy.
                Jemiołuchy łakome, obłowne kwiczoły,
                Drozdy miłe i żołny, co jadają pszczoły.
                Zięba mała co głośna i sikora dworna,
                Strzyżyki malusieńkie, trukawka pokorna.
                To dziwna, że więc tylko z śniegiem przylatują śnieguły,
                Tu się w lato z tym ptactwem znajdują.
                Gołębie gruchające i huczne grzywacze
                I szpak, co nieskorowito po gałązkach skacze.
                Smętne synogarlice, kominne jaskółki,
                Pracowite w tej też są gromadzie gżegżółki.
                I kosy żółtonose, powietrzne jerzyki
                I papugi rozprawne, na melankoliki
                Lekarstwo doświadczone. Dzierlatka czubata
                I kanarki kosztowne dla pisku utrata.
                Dzwonek czerwonogardły, rzepniczek szarławy,
                Pokrzywniczek ucieszny, króliczek cisawy,
                Lelek wieczorny, były czeczotki gromadne,
                Więźniom uciekającym czajki w polu zdradne.
                I wilgi świergotliwe i piekut swarliwy,
                Pliszki piszczące, słomka z zemszczykiem lękliwy,
                Furmankowie przestrożni, bez sił jadowite
                Iry, krukawki ptastwu różnemu użyte.
                Z przeciwnymi rozdraźne sójki z puszczykami,
                Trzcinne klęki z szkodnymi nikomu wierzbami.
                Wodne ptastwo nie było do tego wezwane,
                Powietrzne tylko było [z] sprawy wysłuchane.
                Tam orzeł najstraszliwszym szczekał krzywonosem
                A sęp pazurowaty miąższnym kłapał głosem,
                Strus krzyczał, żuraw strukał, a pawy wrzeszczały,
                Feniks się śmiał, bociany nosem klekotały,
                Bażant piał, a bąk bączał, kraczą ślepowrony,
                Miłosiernie śpiewały ciche pelikany.
                Sokół, raróg, białozór z jastrząbkami kwili,
                Krogulce, drzymlikowie toż ciszy czynili.
                Plegotały kaweczki, sroki szczegotały,
                Krucy, gawroni, wrony nie różnie krakały.
                Sowy huczały, puszczyki z puchaczem wołały,
                Drop ksykał, głuszec puchał, dudkowie dudały.
                Grały cietrzewie, a ich cieciurki kokały,
                Prześwistują kuligi, a kraski wrzeszczały.
                Ciurkał dzięcioł, wróbel ćwierkał, strzykały chruściele,
                Słowiczek lamentował, a pardwa kokciele.
                Skowronkowie wesoło pod niebem śpiewali,
                Przepióreczki zwabiały, a trznadle strykały.
                Ciegocą kuropatwy, a potresty świerczą,
                Gile i szpaki świszczą, jemiołuchy skwierczą.
                Świergolą syrokosy, szczygieł przekrzykuje,
                Psykali czyżykowie, kwiczoły piskały,
                Drozdy skrzypią, a żołny niemiło skrzeczały,
                Zięba cin, cin, sikora tarara przydaje,
                Strzyżyk ci, ci, a więcej głosu mu nie staje.
                Trukały trukaweczki, śnieguły piszczały,
                Huczą grzywacze, a zaś gołębie gruchały.
                Gwizdał szpak zgodnie z kosem, jaskółka piskoce,
                Gorli synogarlica, gżegżółka gżegoce.
                Jerowie skrzypiotały, papuga rozprawia,
                Kanarek w głuchych uszach drogi pisk zostawia.
                Brzmi dzwonek, lelek jęczy, dzierlatka druczała,
                Gorczy rzepniczek, słonka po cichu krzęczała.
                A kulka świergotała, piekut rżał latając,
                Zięba wietała głosy wszystkie zamykając. 

 

jE60NXe4yH8dJggfhs6LsIFIKfyAVPuaVqHQYBIL

 Orzeł przedni (bo od niego ptasia wyliczanka się rozpoczyna), fot. Mateusz Matysiak   fotomatysiak.smugmug.com

Nużby niebo upadło i skowronki potłukło?

krogulec14

Długo nie dawał mi spokoju temat nieba, które przydusiło skowronka. Przekopałem wzdłuż i w poprzek internet, a interesującego mnie wątku nie znalazłem. Poszedłem więc do Biblioteki, gdzie ponownie wypożyczyłem znakomite "Mądrej głowie dość dwie słowie" Juliana Krzyżanowskiego.

"Nużby niebo upadło i skowronki potłukło" ma stare korzenie. Już na przełomie IV i III wieku Hindusi w "Pańczatantrze" zauważyli, że "Szybkobiegacz śpi z nogami zadartymi w obawie, by go niebo nie przywaliło". Pisane wierszem jak i prozą bajki, ze zwierzętami w roli głównej, "Pańczatantry" na tyle się spodobały, że w VIII wieku doczekały się tłumaczenia na język arabski, a w XIII wieku przełożono na łacinę.
Bajka która mnie zainteresowała mówi, że:
"...są (...) istoty, które boją się tego, czego bać się nie trzeba: pewien mały ptak, który, który stojąc na drzewie podnosi w górę jedną nogę, bojąc się, by niebo nań nie runęło, i sądząc, że potrafi je na nodze utrzymać..."
Wersja angielska tej bajki jest bardzo ciekawa:
"Pewien ptak malutki, podobny do mysikrólika, zwie się w Hiszpanii ptaszkiem św. Marcina. Ma od smukłe nóżki podobne do sitowia. Zdarzyło się, iż podczas upału w dzień św. Marcina wyskoczył on koło drzewa na słońce i wyciągnął nóżki powiadając:
- Oho! gdyby niebo upadło, utrzymałbym je na moich nogach.
Nagle listek upadł obok, a przerażony ptak podleciał mówiąc:
- O święty Marcinie, czemu nie pomożesz twojemu ptaszkowi?"
W Polsce ptaszka świętego Marcina zastąpił powszechnie lubiany skowronek. A opowieść o strachu, który jak wiemy ma wielkie oczy, wyglądała tak:
"Gdyby człek miał się zawsze obawiać i na wszystko uważać, toby nie trzeba nic czynić, nie trzeba by chodzić, jeździć, nie trzeba by w ostatku pod niebem mieszkać: niebo może się obalić i skowronki przywalić."
Jak widać warto było pójść do Biblioteki żeby znaleźć rozwiązanie wątku skowronka przyduszonego przez niebo.
* * *
Źródło: Julian Krzyżanowski "Mądrej głowie dość dwie słowie" (tom I), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1994 
 psk5
 
Skowronek, fot. Jacek Zięba   www.obrazynatury.art.pl

Wszystkie barwy gęsi zbożowej

krogulec14

Zwykle opisy ptaków poszczególnych sezonów są dla mnie bardzo łatwe. Najczęściej przepisuję wygląd danego gatunku z bardzo barwnych opisów znajdujących się w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego, opatruję je zdaniem wstępu i post mam gotowy. Z gęsią zbożową jednak tak łatwo nie miałem.

"Szara; dziób czarny z wązką pomarańczową przedkońcową przepaską; końce skrzydeł poza ogon sięgające.
Dziób długi, ścieśniony, przed paznogciem mocno zaklęsły, czarny, przy końcu pomarańczowo przepasany, przepaska ta nieprzedłużona na boki; obwody oczów czarniawe; nogi pomarańczowe; tęcze brunatne.
Z ubarwienia zupełnie do poprzedzającej* podobna.
Młode w pierszem pierzu ciemniejsze na wierzchu ciała, z brudno rudawemi obwódkami piór płaszczowych; dziób i nogi bledsze niż u starych."
 
* Jako, że "poprzedzającą jest bardzo tajemnicza gęś polna**, pozwalam sobie umieścić jej opis niemal w całości:
"U starego ptaka wierzch ciała szary, najciemniejszy na płaszczu poprzecznie pręgowanym, bladawo szarawym kolorem na środku pleców, a białym na piórach łopatkowych, barkówkach, nadlotkach i pokrywach skrzydłowych; te ostatnie koloru płaszcza, brzegiem tylko skrzydła w kolor popielaty przechodzące; na czarnem lusterku węższe białe przegródki niż w gatunku poprzedzającym; lotki od nasady popielate, dalej czarniawe; środek brzucha białawy, boki ciała ciemno szare, blado pręgowane, brzegiem ostatnich piór bocznych szeroka biała smuga; podbrzusze, pokrywy nad i podogonowe czysto białe; sterówki ciemno szare z białemi obwódkami, wązkiemi z boków, w końcach rozszerzonemi; niższa część grzbietu wraz z kuprem jednostajnie śniada; u niektórych brzegiem czoła i policzków smużka biała."
 
** Myślę, że rozwiązanie zagadki co miał na myśli Władysław Taczanowski pisząc "gęś polna" (Anser arvensis) jest robotą dla jakiegoś archeoornitologa. Czy mogło tu chodzić o inaczej nieco wybarwione gęsi zbożowe, które miano brać za jakiś podgatunek? No bo raczej nie będzie wymysłem poważnego ornitologa jakim był Władysław Taczanowski. Do tajemniczej "gęsi polnej" prędzej czy później wrócimy.
* * *
Źródło : Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajoweLubelskie Towarzystwo Ornitologiczne
 
 pg263
 
Gęś zbożowa, fot. Jacek Zięba   www.obrazynatury.art.pl

Dwie orzechówki (Bajka narodu Ewenków)

krogulec14
Pewnie "Dwóch orzechówek" bym nie publikował na blogu gdyby nie słowa wilka, kończące bajkę...
* * *
Żyły sobie kiedyś dwie orzechówki.
Pewnego razu poleciały do lasu, by nazbierać cedrowych orzeszków. Przyleciały na to samo miejsce, co dawniej. Jedna z nich usiadła na cedrze i zrzucała szyszki na ziemię, a druga zbierała je.
Nagle orzechówka, siedząca na drzewie, tak niezręcznie zrzuciła szyszkę, że trafiła nią w oko przyjaciółki.
Siedzi orzechówka z podbitym okiem, płacze.
Przechodzi tamtędy staruszek i pyta:
- Orzechówko, orzechówko, czemu płaczesz?
Przyjaciółka podbiła mi szyszką oko.
- Orzechówko, siedząca na drzewie, dlaczego podbiłaś koleżance oko?
- Bo uderzyła mnie gałąź.
- Gałązko, gałązko, dlaczego uderzyłaś orzechówkę?
- Bo rozbujała mnie wiewiórka.
- Wiewiórko, wiewiórko, dlaczego rozbujałaś gałąź?
- Bo myśliwy mnie goni.
- Myśliwy, myśliwy, po co gonisz wiewiórkę?
- Bo jestem głodny, żona dała mi za mało chleba.
- Żono, żono, czemuś dała mężowi mało chleba?
- Naszą mąkę zjadł renifer.
- Reniferze, reniferze, dlaczego zjadłeś żonie myśliwego mąkę?
- Z rozpaczy, gdyż mojego cielaczka zjadł wilk.
- Wilku, wilku, kto ci kazał połykać cielaczka?
- Nikt mi nie kazał. Sam miałem na niego ochotę.
* * *
 Nie ukrywam, że znając zakusy części myśliwych na wilcze skóry iż obawiam się o te zwierzęta.
 
 0ihz8xdVG8dGtA6D23dWpFOb8zEucdvZitpRNI0Q
 
Orzechówka, fot. Kamil Wilkos    www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/3292-evilseed 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci