| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy
środa, 24 lipca 2013
Sokół z "Ptaków krajowych"

Robię ostatnio wędrówkę po ptakach. Dziś trafiło mi na sokoła wędrownego. O tym, że jest ptakiem niezwykłym opowiadałem już nie raz. O tym, że jest to ptak niezwykły wiedział i pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski.

I jeszcze jedno, nie ukrywam, że do notki natchnęło mnie zdjęcie Michała Kucharskiego znalezione na www.birdwatching.pl. Wraz ze zdjęciem pozwolę sobie umieścić jego opis, bo jest również ciekawy:

"Posiada w wysokim stopniu przymioty ptaka szlachetnego i poluje po większej części na ptaki lotne mało od siebie mniejsze a częstokroć o wiele większe: gołębie, kuropatwy, czajki, kaczki, cietrzewie najwięcej gnębi pokonywa nawet gęsi dzikie i czaple, w potrzebie tylko uderza na wrony i inne podlejsze ptaki.

Na północy żyje głównie pardwami i ptactwem błotnem, obficie się tam na ląg zgromadzającem; w czasach zaś wędrówek ma się żywić lodówkami i śniegułami równocześnie z nim podróżującemi.

U nas przez zimę najwięcej żyje gołębiami swojskiemi, i gdy się raz do nich wnęci, póty ściga i prześladuje, póki do ostatniego nie wyłowi; wpada za niemi pomiędzy budynki i wobec ludzi porywa; wśród miast nawet nie są one wolne od jego napaści, z wież i wysokich budynków śledzi ich ruchy i na pewno uderza.

Spokojnie siedząc w odkrytem miejscu pilnie zwraca uwagą na okolicę i gdy postrzeże przelatującego ptaka puszcza się za nim z niewymowną szybkością. strąca piersiami i chwyta w powietrzu, większe zrzuca na ziemię.

Kaczki, których przez lato dosyć wyniszcza, nie może na wodzie upolować, gdyż ta nurkowaniem skutecznie się zawsze przed nim chroni, stara się więc wpaść niespodzianie między ich stada i zmusić do porwania się, lecącą z łatwością już bierze, lecz gdy goniona zdoła dopaść wody zawsze się ocali.

Rzadko napastuje małe ptaki, a w spodnim pokładzie jego gniazda zwykle się bezpiecznie wywodzą wróble leśne i sikory, na niższych zaś gałęziach tego samego drzewa drozdy,kosy, sójki i inne leśne ptaki.

Tak jest silny, że ptaki znacznie cięższe od siebie na gniazdo zanosi; z dorosłych cietrzewi i kaczek około dwóch razy więcej od niego ważących pewną część ujada na miejscu i tym sposobem ulżywszy wagi resztę dopiero unosi."

Małe stado szlamników żerowało na plaży wśród skąpej wydmowej roślinności, przemieszczając się równolegle do odległej o kilkanaście metrów linii brzegowej. Ptaki nie zareagowały nerwowo na moją obecność, zatoczyłem więc szerszy łuk i położyłem się bez maskowania na przewidywanej trasie ich przemarszu. I rzeczywiście – po kilku, może kilkunastu minutach zbliżyły się na „fotograficzną” odległość. Schowany za obiektywem zacząłem pstrykać, ale bez większego przekonania; niebo było pochmurne, efekty raczej mizerne. Szlamniki, niespiesznie żerując, podchodziły coraz bliżej. Nagle zerwały się, skręcając gwałtownie w stronę morza. W pierwszym odruchu pomyślałem, że sprawcą całego zamieszania jestem ja; zrezygnowany oderwałem oko od wizjera aparatu i spojrzałem w kierunku brzegu. W tym momencie coś dużego usiadło na piasku. Chwila konsternacji, korekta pozycji, wizjer, ostrość. Sokół ze zdobyczą! – musiał wypaść mi zza pleców i wbić się w stado. Kilkanaście pospiesznych ujęć: lewy profil, prawy profil. Na wiele więcej nie pozwolił, odlatując ze szlamnikiem w szponach. Wydawało mi się, że cała akcja trwała nie więcej niż 10 sekund, ale zapisy w Exifach plików dowodzą, że sokół siedział na plaży dobre pół minuty. Cóż, najwyraźniej emocje zaburzają poczucie czasu :)

Sokół wędrowny, fotografia i opis pod nią: Michał Kucharski   www.birdwatching.pl

sobota, 20 lipca 2013
Król Sosnowego Boru

Swego czasu już zapraszałem w gości do bloga Sławka Wojtczaka. Tym razem powodem do zaprosin jest nasz Ptak Lata 2013, lelek. Myślę, ze każda osoba będzie zadowolona. Przypomnę adres Sławkowego bloga: rytmynatury.blogspot.com .

Niewątpliwie jednym z najbardziej charakterystycznych, gatunków ptaków, ściśle związanym z suchymi i dość ubogimi terenami jakimi są bory sosnowe, czy wrzosowiska jest Lelek (Nightjar) - Caprimulgus europaeus. Średniej wielkości ptak, o "ubarwieniu ćmy". Dzięki temu praktycznie niewykrywalny za dnia, kiedy siedzi płasko na ziemi, lub wzdłuż gałęzi, co jest bardzo charakterystyczne dla tego gatunku, gdyż ptaki zazwyczaj siadają w poprzek. Samica nie buduje gniazd. Jaja składa bezpośrednio na ściółkę leśną i tu się przydają ochronne barwy maskujące. Ptak z miejsca odpoczynkowego lub lęgu zrywa się dopiero w ostatniej chwili, ponieważ ma nadzieję, że zostanie niezauważony - w większości przypadków taka taktyka sprawdza się w 100% Ptak wtedy kuli się do podłoża i mruży oczy, które są dość spore. Także otwór gębowy ma pokaźny i nieproporcjonalny do wielkości dzióbka. Samca można odróżnić od samicy po białych plamkach na ogonie. Lelek uaktywnia się dopiero o zmierzchu i sprawnie poluje w locie na różne nocne owady. Lubi tez wtedy przesiadywać na leśnych drogach i również podrywać się w ostatniej chwili, także trzeba uważać jadąc nocą przez las. O tej porze również można usłyszeć jego charakterystyczne "warczenie/terkot" trochę podobne do głosu ropuchy, ale słyszane w odmiennych środowiskach. Oczywiście ma jeszcze jeden rodzaj głosu w repertuarze, ale ten wspomniany wcześniej, jest najbardziej specyficzny.
Moja przygoda z lelkami trwa kilka lat. Mam ten  przywilej, że w mojej okolicy jest bardzo dużo drzewostanów sosnowych, sprzyjających lęgom tego ptaka. Pod względem fotograficznym i obserwacyjnym w dzień, jest to gatunek bardzo trudny. Nie ma swoich ulubionych miejsc dziennego spoczynku, nie można go nęcić pokarmem, a na stymulację głosową reaguje praktycznie wyłącznie po zmroku. Żeby go sfotografować, trzeba mieć po prostu szczęście... Oczywiście szczęściu trzeba dopomóc i tu mogą pomóc częste wizyty i spacery po obiecującym terenie, oczywiście z oczami naokoło głowy, bo każdy korzeń czy gałąź może nagle ożyć kiedy się do niej zbliżymy ;)

Tego osobnika spotkałem po południu na zalesionym już pożarzysku. Wypoczywał przy drodze, częściowo ukryty we wrzosach. Gdyby nie lornetka nie udało by mi się go dojrzeć, a zobaczyłem go z około 50m. Nawet nie jechałem tego dnia specjalnie na lelki. Byłem w tym miejscu za dudkiem, bo już kilka razy mi zwiał kilka metrów przed samochodem. Co kilkadziesiąt metrów robiłem postój i lustrowałem przez lornetkę drogę. Pewnie bym zlekceważył tą "korę" ale coś mnie podkusiło, aby przyjrzeć się temu czemuś dokładniej ;) No i kto by go zobaczył!? Pięknie ukryty. Na zdjęciach przedstawiony jest samiec.


Tekst i zdjęcia: Sławek Wojtczak   rytmynatury.blogspot.com

Tagi: lelek ptaki
09:44, krogulec14 , 1
Link Komentarze (16) »
czwartek, 18 lipca 2013
Ptak jak szczoteczka do zębów

Zapewne poniższy obrazek znany jest dla przynajmniej części osób, które oglądają filmy przyrodnicze: piaszczysta, nagrzana plaża, ewentualnie mulista, a na niej krokodyle. Pomiędzy gadami spacerują dość szybkim krokiem, nerwowo potrząsając ogonem, niewielkie ptaki. Co jakiś czas krokodyl rozewrze paszczę, w którą śmiało wchodzi jeden z krążących w pobliżu ptaków i... wyjada resztki spomiędzy kłów! Rozanielona bestia cierpliwie czeka aż ta żywa szczoteczka do zębów zrobi swoje. Szczękami, dla kawału, nie kłapnie, bo kto normalny jadłby szczoteczkę, gdy ta jeszcze nie jeden raz na pewno się przyda.

Sądzę, że mało kto się domyśli, że brodźca piskliwego, bo o nim tu mowa, można spotkać nad naszymi rzekami. U nas ptak ten, równy wielkością szpakowi, podobnie jak na afrykańskich zimowiskach, preferuje wybrzeża wód wolno płynących. W pobliżu ich wije swoje gniazda. Najlepszym jednak czasem na spotkanie z nim jest kwiecień i maj, gdy trwają przeloty tych brodźców.

Rozpoznać go łatwo można po jego chodzie, gdyż non stop trzęsie swoim ogonem. Lata bardzo nisko nad wodą. Szybkie i płytkie uderzenia skrzydeł przerywa fazą lotu szybowego w czasie którego skrzydła zagięte są ku dołowi. 

Upodobanie do terenów nadrzecznych nie zawsze sprzyja naszemu piskliwcowi. Czasem jego gniazdo zabiera w najdalszą podróż powódź. Dość często przeszkodą w szczęściu bywa człowiek, który poprawia koryta rzek, "dzielnie" naprawiając to co jego zdaniem sknociła natura.

Wspomnianą żyłkę do brawury brodziec piskliwy przejawia od dawna. Już w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski pisał o nim: "Na jajach często tak dosiedzi, że się z pod samych nóg porywa. Przy dzieciach bardzo odważny, zalatuje wkoło człowieka, ciągle zapada na ziemi, napowrót podbiega lub podlatuje i tym sposobem daleko przeprowadza".

Brodziec piskliwy, fot. Tomasz Skorupka   www.tomaszskorupka.pl

poniedziałek, 15 lipca 2013
Lelek kozodój

 Przyszedł czas na nowy obraz, chyba dobrze już nam znanego lelka. Przyznaję, że z każdą notkę jestem coraz bardziej zadowolony, że Ptakiem Lata jest wybrany taki ptak. Tekst pochodzi z dobrze już nam znanego "Kulturalnego Atlasu Ptaków" Michała Kruszony. Miło mi zakomunikować, że już kilka osób na Facebooku zdążyłem zachęcić do nabycia tej książeczki:

"Prawdziwe lingwistyczne cudeńko! Nie dość, że lelek, to jeszcze do tego kozodój. Jest niemal pewne, że pojawienie się tego ptaka musiało odbierać kozom mleko. Lelek jest jednym z ptaków magicznych. Trudno dostrzegalnym mistrzem mimikry. Zdarza się, że podczas zbierania grzybów natkniemy się na niego w iglastym lesie. W zasadzie można go prawie nadepnąć. Wtopiony w leśne poszycie staje się niewidoczny. Czasem przeczekuje kolejny marny dzień, przywierając do podobnie jemu ubarwionej gałęzi. Usadawia się zawsze wzdłuż niej, nigdy w poprzek. Wzlatuje, przestraszony, w ostatniej chwili. Ulatując zaledwie kilka metrów, udaje rannego. Tak co chwila, wyprowadzając niespokojnego go intruza w pole, a raczej w głąb lasu. Często powłóczy przy tym skrzydłem, pozorując, że jest ono złamane. To cwany ptak. Dla wielu staje się wzorem postępowania w życiu. Stosując zasady lelka, można zrobić karierę niemalże ministerialną. W tym miejscu cisną się na usta przykłady, których nie wymienię.

 Skupię się jednak na tym, co w lelku najważniejsze, czyli na jego nie do końca ziemskiej naturze.

 Bezzasadne, wedle naukowców, przekonanie, jakoby lelek wysysał kozom mleko, funkcjonowało powszechnie jeszcze z XIX stuleciu. Podobnie zaprzeczają dziś owi mędrkowie, że wiele wspólnego z lelkami mają bagienne błędne ognie. Tak domniemali zamieszkujący leśne uroczyska ludzie, zresztą do dziś przekonani o swoich racjach. Lelkiem zwano najczęściej złego ducha, a nawet diabła; w najlepszym razie nazwano tak wioskowego głupka. Miała takiego każda wioska, bywał w niej popychadłem dla - uchodzącej za normalną - części wioskowej społeczności. Mówi się, że lelek to taki ktoś, kto się waha przy podejmowaniu decyzji. Kołysze się, to w lewo, to w prawo, zupełnie jak lelek na wietrze.

 Lelek fruwa bezszelestnie, swoje loty zaczyna o zmierzchu, kiedy opuszcza kryjówkę ukrytą na zrębie, gdzieś między korzeniami sosny. Oblatuje nocą skraj lasu i bagienne łąki. Niektórzy mylą go przez to z sową, a jeszcze inni z nietoperzem. Zresztą do dziś w ukraińskich uroczyskach nietoperz bywa nazywany lelkiem.

 Gdy lelek frunie nie słychać furkotu skrzydeł, ma wielkie, wytrzeszczone oczy i wąsaty dziób. Robi wrażenie, jakby chciał wypatrzyć kozę, do której wymion przysysa się szeroko otwartym dziobem. Tak posilony przekracza lelek granicę świata duchów, aby zdać relację z tego, co zachodzi na ziemi wśród zwierząt i ludzi. Na przykład o tym, kto decyduje o niszczeniu pięknych rzecznych dolin, górskich stoków czy bagnistych łąk. Dla winowajców szykują już madejowe łoża. Takie właśnie zadanie stawiane jest przed lelkiem. Tylko żal, że coraz mniej lelków zamieszkuje naszą okolicę, coraz gorzej poinformowane są przez to zaświaty i wydają mylne decyzje z powodu zbyt małej wiedzy. Sądy boskie są też przez to mniej sprawiedliwe. Lelki w roli posłańców robią co mogą, jednak nie nadążają już za zmianami. Same przenoszą się więc w zaświaty na stałe."

 

Lelek, fot. Henryk Kościelny   www.henrykkoscielny.pl   tekst Michał Kruszona "Kulturalny atlas ptaków"

09:42, krogulec14 , 1
Link Komentarze (6) »
środa, 10 lipca 2013
Lis i bocian

 Bardzo ciężki rok mają bociany na zachodzie Polski. Szczególnie na Pomorzu i w Wielkopolsce. Wiele tych ptaków, jak zapewne pamiętamy, ucierpiało z powodu spóźnionej wiosny.

Teraz mocno dały im się w znaki deszcze w drugiej połowie czerwca. Ulewy połączone z wietrznymi i chłodnymi nocami przyczyniły się do wyziębienia piskląt. Są gminy gdzie śmiertelność nieopierzonych, więc wrażliwych na warunki atmosferyczne, młodych bocianów przekroczyła aż 80%!

Zaplanowałem jednak, że wiadomość o tragedii bocianków będzie tylko dodatkiem do następnej bajki Ezopa zatytułowanej "Lis i bocian":

Lis chcąc spłatać figla bocianowi podał mu zupę na płytkim talerzu. Zachwalał ją raz po raz zanurzając pysk w aromatycznym płynie:
- Co o niej powiesz drogi bocianie?
- Nic. Talerz jest zbyt płaski i nie mogę zanurzyć w zupie dzioba. Nie zjadłem ani kropelki.
Już podczas tego przyjęcia bocian zastanawiał się nad tym, jak tu zrewanżować się lisowi.
Pomyślał i zaprosił do siebie lisa na obiad .
Podał też zupę ale w swoim ulubionym wysokim, wąskim szklanym dzbanku, który miał szerokie dno a wąski otwór u góry.
Bocian jadł smaczną zupę ze swojego dzbanka  a lis bezskutecznie usiłował włożyć głowę do wąskiego otworu.
-Smakuje ci, drogi lisie ? - zapytał bocian.
- Nie mogę jej dosięgnąć aby skosztować !
-Och, wielka szkoda -odpowiedział bocian.

Morał: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

Bocian biały, fot. Karol Zub   www.photoshop.com/users/karolzub   tekst bajki Ezopa pochodzi z Domek wnuka

09:56, krogulec14 , 1
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 lipca 2013
Wrona i dzbanek

Na czereśnię zlatują się wrony. No cóż, one też szpakami nie są karmione i wiedzą co w życiu jest smaczne. Pewnie sporo osób nie lubi wron. Czy słusznie? Myślę, że nie. Wrona "jaka jest każdy widzi", ani dobra ani zła, a my chyba, podobnie jak ona, swoje grzeszki mamy. Będziemy się ptaszydłem licytować na to kto gorszy?

W jednym z tekstów Michała Radziszewskiego zapoznałem się z faktem, że wrona potrafi śledzić wiewiórki. Po to tylko aby... okraść rudzielca ze zmagazynowanych orzechów!

Na dziś proponuję Wam bajkę Ezopa o wronie i dzbanku. Myślę, że zachowanie wrony nie zaskoczy nikogo. Natomiast Ezop swoją obserwacją może już nas zaskoczyć i to mocno:

"Wrona latała bezradnie, szukając czegoś do picia. Wiedziała dobrze, że jeśli nie znajdzie wody, zginie z pragnienia.
Usiadła na rozgrzanym kamieniu. "To coś" stało nieopodal na suchym żwirze. Kiedy wrona zobaczyła stary dzbanek na wodę, podeszła do niego zrezygnowana. Zerknęła do środka i co się okazało? Na dnie była woda!
Wrona próbowała wsadzić głowę do dzbanka. Niestety, jej szyja była zbyt krótka, aby dosięgnąć płynu. Wiedziała, że jeśli przechyli dzban, woda wyleje się  i wsiąknie w wysuszony grunt.
Nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. pozbierała kamyki leżące obok i zaczęła jeden po drugim wrzucać do środka. W miarę jak przybywało kamieni, poziom wody podnosił się, aż wreszcie wrona mogła jej dosięgnąć.

Morał: Potrzeba matką wynalazków."

Wrona siwa, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl   tekst bajki Ezopa pochodzi z Domek wnuka

niedziela, 07 lipca 2013
Dzięcioły nad rozlewiskiem

Telewizja Polska kręci od kilku lat serial o rozlewisku, który miał wszelkie podstawy do bycia znakomitym, wszak powstał na podstawie znakomitej książki Małgorzaty Kalicińskiej. Twórcy nudnego serialu poszli jednak w bylejakość i pokazali jak można spieprzyć dobrą książkę, dla marnego serialu.

Jednym z bohaterów jest leśniczy i taki ornitolog amator - Tomasz. Postać ta rozbawiła mnie serdecznie, gdy rozzłościła się na zmotoryzowanych gości gospodarstwa agroturystycznego za spłoszenie... dzięcioła białogłowego! Scenarzyście pewnie pokićkał się ten występujący w Ameryce Północnej dzięcioł z naszymi rodzimymi białogrzbietym i białoszyim.

Ignorancja? Uważam, że tak. No bo jak to jest, że nikomu nie chce się sprawdzić swojej wiedzy w Google, a się improwizuje? Wychodzi na to, że "ciemny lud to weźmie za dobrą monetę" a rozlewisko kręci się dalej.

Z dzięcioła białego, o którym mówi nasz znajomy leśniczy, śmiałem się jeszcze donośniej. Google o takim dzięciole nie słyszały wcale. Ja też, do dzisiaj. Okazuje się, że żyjący w XVIII wieku polski przyrodnik ksiądz Jan Krzysztof Kluk tak nazwał dzięcioła średniego.

Morał? Zanim człowiek zacznie się śmiać z kiepskiego filmu z XXI wieku, warto aby zajrzał do ksiąg liczących kilkaset lat.

PS. A może dziesiąta, czy dwudziesta seria, odcinków serialu powinna mieć tytuł... "Dzięcioły nad rozlewiskiem"? Leśniczy Tomasz mógłby nam wyjaśnić jak to tak naprawdę z tymi dzięciołami nad rozlewiskiem jest ;-)


Dzięcioł biały średni, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

09:12, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
piątek, 05 lipca 2013
Pośród legend i bajd - lelek zwany kozodojem

 Dzisiaj mamy na Plamce deser, który uszykowała nam Selketowa. Nie ukrywam, że Jej praca o lelku bardzo mnie zaciekawiła i przeczytałem ją jednym tchem. Jestem przekonany, że Wam również się spodoba:

Niezwykle ciekawie brzmiąca nazwa lelek skrywa niepozornego, niewielkiego i bardzo tajemniczego ptaszka owianego licznymi legendami i bajdami. Może dlatego, że tak trudno go dostrzec? Wszak wiedzie nocny tryb życia, a dnie spędza przycupnięty na gałęzi lub na ziemi. Dzięki maskującemu upierzeniu zupełnie niewidoczny dla niewprawnego oka obserwatora. A jak wiadomo, to czego nie widać zbyt dobrze budzi lęk i niepewność. Dlatego też jeszcze nie tak dawno lelek nie cieszył się ani popularnością, ani sympatią, jak większość nocnych stworzeń.
Samo słowo „lelek” pochodzi z czasów wcześniejszych niż starożytna Grecja. Rdzeniem jest „lel”, który możemy znaleźć również w imionach pogańskich bożków czczonych na Łysej Górze, czyli Lelum i Polelum.
„imię Jezusowe oświeci to plemię Lechowe
Wygnawszy z Ładą Lelu Polelu
Zwykłe tu bożki, jeszcze przy chmielu”
W Kazaniach Gdacjuszowych z 1640 roku występuje określenie „lelkować, a kufle wstrząsać”. Istniał też czasownik zwrotny „lelejać się”, co oznaczało kołysać się, chwiać się na boki. Może nazwa ptaka wzięła się od chwiejnego lotu? A może stąd nazwa lelek, ponieważ wierzono, że prowadził pijaków przez bagna na śmierć?
Na pewno nazwa gatunkowa lelka kozodoja czyli Caprimuglus europeus wzięła się z jego, jak wierzono, niecnych zwyczajów. Kiedyś, dawno temu wielu ludzi widywało wieczorami lub wczesnym rankiem lelki krążące nad pastwiskami bydła i kóz. Była to pora udoju, a i panujący półmrok nie ułatwiał dopatrzenia się cóż te dziwne ptaki robią przy zwierzętach gospodarskich. Wyobraźnia ludzka jest niemała, a kiedyś mleko było bardzo drogocenne, więc czegóż mogły chcieć okropne ptaszyska? Odpowiedź była jedna – mleka! Przecież nikt w ciemnościach nie widział chwytanych ciem, ślepaków czy innych owadów. A jeszcze przecież ta wielka paszcza zwana dziobem – idealnie pasująca do strzyków. Stąd przez wieki panowało przekonanie – lelek kozy doi i już. I jakim dobrym wytłumaczeniem się przed gospodarzem z kiepskiego doju, była obecność lelków – potencjalnych złodziei mleka. Wiara w to była tak silna, że w XVIII wieku Karol Linneusz nadał lelkowi łacińską nazwę – caprimuglus co tłumaczy się właśnie jako ‘kozodój’ (capra – koza, mulgere– doić).
Starożytni Grecy, w postaci lelka dopatrywali się boga marzeń sennych – Morfeusza. Dlatego też wierzyli, że ptaki te posiadają zdolność sprowadzania snu.
Natomiast według wierzeń Słowian, ptak ten jako stworzenie nocne był ucieleśnieniem zła, mroku i śmierci. Wierzono, że lelki podobnie jak bociany (w języku ukraińskim to właśnie bocian – Ciconia ciconia – nazywany jest lelkiem), przynosi z Wyraju dusze mające się ponownie wcielić. Był też uważany za zoomorficzne wyobrażenie samych dusz.
Wierzono również, że lelki prowadziły duszę ku Nawiom (duchy śmiertelne), lub prowadziły swym głosem ślepe Nawie, ku duszom. Sam głos lelka napawał lękiem i obawą, ponieważ jeśli ktoś usłyszał terkotanie lelka, wiadomo było, że niedługo umrze.
No cóż, ptak, który w mitologicznych przekazach i wierzeniach pełnił tak niechwalebne misje musiał znaleźć swoje miejsce we współczesnej kulturze. Dlatego motyw lelka spotykamy też w literaturze, jak chociażby w sadze o Wiedźminie A. Sapkowskiego czy w „The Dunwich Horror” H.P. Lovecrafta, kiedy to lelki gromadziły się w pobliżu domu umierającego człowieka, zrównując swój śpiew z oddechem konającego. Jeśli tuż po śmierci człowieka odlatywały, oznaczało to, że nie zdobyły jego duszy, natomiast gdy hałasowały i śpiewały do samego rana – znaczyło, że udało im się ją porwać.
Bibliografia:
Pavel Vasak: Ptaki leśne. Warszawa. 

Klaus Richarz: Ptaki - Przewodnik. Warszawa
 
Andrzej G. Kruszewicz: Ptaki Polski. Encyklopedia ilustrowana.
Stefan Kłosiewicz – „Ptaki święte, przeklęte i inne”

Lelek, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

   tekst: Selketowa

Tagi: lelek ptaki
10:10, krogulec14 , 1
Link Komentarze (12) »
środa, 03 lipca 2013
Gil

 Tak powoli doszedłem do końca z prezentowaniem naszych Ptaków Roku w świetle "Kulturalnego atlasu ptaków" Michała Kruszony. Myślę, że zaprezentowane prace pozwoliły nam spojrzeć na dane gatunki z nieco innej strony. Dziś przedstawiam przedostatniego gila. Ostatnim będzie lelek, ukażę go gdy przyjdzie na to czas:

"Paru moich znajomych ma zdecydowanie gila. Wcale nie znaczy to, że hodują ptaki. Po prostu gile zamieszkują w ich głowach. Skądinąd ładne i sympatyczne ptaki wydziobują rozum. Robią to skutecznie, bo owi ludzie nieustannie dają dowody na to, że rozumu im ubywa.

 Są rejony Polski, na szczęście ja w nich nie mieszkam, w których gilem nazywa się wydzielinę wyciekającą z nosa. Obrzydliwe to porównanie jest wyjątkowo niesprawiedliwe dla skrzydlatych gili, należących do najpiękniejszych europejskich ptaków. Jak mniemam, owa niesprawiedliwość wywodzi się od czerwonych, przemarzniętych nosów. Jeszcze nie tak dawno łatwo można było takie nosy dostrzec u ludzi często przebywających na mrozie. Duży, czerwony nos kojarzył się z gilem - korpulentnym czerwonobrzuchym ptakiem, zimującym w sadzie za stodołą.

 Niezmiennie mam przed oczami obraz pary ptaków siedzących na gołej gałęzi, będącej częścią zimowego krajobrazu. To piękna zimowa scenka rodzajowa. On bardziej czerwony, ona raczej brązowawa, często wtuleni w siebie.

 Gile są ptasimi Normanami czy raczej "Norbirdami". Przybywają do nas z pólnocy, z krain mrocznych i mglistych. Dołączają do swoich krewnych znad Wisły i Odry, przekazując im tajemnice północnych kresów Ziemi, są większe i silniejsze od polskich krewniaków. Gil lub giel to w wielu rejonach Słowiańszczyzny dawne określenie sopla lodu.

 W Szwecji gile zamieszkują rozległe lasy, sąsiadując w nich z łosiami. Istnieją dowody, niestety rozproszone i stosunkowo słabo udokumentowane, że gile wiją gniazda w łopatach, jak zwane jest poroże tych potężnych zwierząt. Na starych rycinach, będących rycinami podręczników w zoologii sprzed kilkuset lat, widzimy, wśród jednorożców i syren, potężne łosie, w których porożu często przenoszone są jabłka niby w kozach. Równie często uwite są między łopatami gniazda ptaków o zaokrąglonych brzuszkach. Gile miały korzystać z gościny łosia w zamian za usługę wyciągania z jego skóry kleszczy i innego robactwa, które milionową armią krwiopijców oblega płowe zwierzę żyjące na skandynawskich bagniskach. Potomkowie wikingów wołają na gile: "dompap".

 Z północy, gdzie gile słuchają skandynawskich sag, trafił do naszych lasów kult księżyca. Mieszkańcy lasu podziwiają miesięczne oblicze w jego pełnej kasie co 29 dni. Wiedzą o ty,, polujący w trakcie pełni, myśliwi. Gile zbierają się wówczas na polanach i spoglądają w  mroźną księżycową noc zawsze w stronę tarczy księżyca. Uwielbiają, gdy podczas takich posiedzeń wieje północny wiatr. Podobno wypatrują wówczas dusz zmarłych wędrujących na szlaku wiecznej, kosmicznej reinkarnacji. Na tle księżyca widać je całkiem dobrze. Według kabały teoria reinkarnacji nazywana jest - gilgul neszamot.

 "Wszystko powraca. Wraca do tego, co było. Ten powrót nie jest jałowy. Jest wypełnieniem." - napisał Lawrence Kushner w książce "Miód ze skały - wizje mistyki żydowskiej".

 Ptaki powracają co roku. Wśród innych wracają też gile.

 

 Powyższe stwierdzenia są dla mnie o tyle istotne, że postanowiłem spędzić życie, najpóźniej w kolejnym wcieleniu, u boku znajomej z poznańskiego Rynku. Bywają chwile, kiedy nie mogę się wprost doczekać, kiedy to nastąpi! Nikt nie wie więcej od niej na temat umierania. Rozprawia o tym nawet wiosną, kiedy rozkwitają kaczeńce."

Gil, fot. Marcin Perkowski   www.ptaki.fotolog.pl   tekst Michał Kruszona   "Kulturalny atlas ptaków"

08:59, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 lipca 2013
2 lipca

W ubiegłym roku przegapiłem rocznicę odejścia Artura Tabora. Nie, nie zapomniałem, ale zwyczajnie przegapiłem. Myślałem, że jest ona trzeciego lipca. A trzeciego, dzwoniąc do Adama Wajraka, zrozumiałem swój błąd.

Inna rzecz, że gdybym nawet pamiętał, to i tak bym nic nie zrobił. Przebywałem wówczas w sanatorium i pilnie ćwiczyłem niezbyt wówczas sprawne ciało. Nie miałem do dyspozycji internetu...

Myślę, że rokrocznie wspomnę Artura pod datą 2 lipca. Uważam, że dopóki o poszczególnych ludziach się mówi, to na swój sposób oni są wśród nas.

Artur będzie wśród nas choćby dlatego, że pozostały po Nim albumy: "Bug - Nadbużańskie Podlasie", "Z Bliska i Z Daleka. Piła i okolice", "Kathmandu - szkice", "Królestwo Dzikich Gęsi", "Bug. Pejzaż nostalgiczny", "Wisła - królowa rzek", oraz, wznowione niedawno, "Sowy Polski".

Pozostały też filmy: "Podlaski Przełom Bugu", "Nadbużański Park Krajobrazowy", "Góry Stołowe", "Dolina Krasnej", "W Obronie Rzeki", "W Krainie Jodły, Buka i Tarpana", "Małopolski Przełom Wisły", "Czerwone Bagno" i "Sowy Polski".

Zimorodek, fot. Artur Tabor   www.arturtabor.pl

08:11, krogulec14 , 1
Link Komentarze (12) »