Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Kłócąca się z derkaczem

krogulec14

Swego czasu przepiórka pożyczyła od derkacza sześć ćwierci pszenicy. A że nie do końca uczciwa była, to oddać usiłowała tylko pięć! Derkacz, ptak do Francji na piechotę chadzający, więc nie w ciemię bity, nie dał się oszukać i wybuchła awantura, którą tu i ówdzie nawet i teraz można usłyszeć. "Pięć pono! Pięć pono!" - Kłamie przepiórka, na co derkacz gromko jej odpowiada: "sześć! Sześć! Sześć! Sześć!"

-

Przepiórka jest jeszcze w Polsce średnio licznym gatunkiem lęgowym. Najliczniej występuje na Wyżnie Lubelskiej i w Niecce Nidziańskiej. Nieco mniej liczna jest na Dolnym Śląsku. Najrzadsza jest na Pomorzu, Warmii i Mazurach oraz w województwie lubuskim.

Nasz najmniejszy z kuraków jest typowym gatunkiem pól. Najlepiej się czuje na polach uprawnych gospodarstw średniej wielkości (2 -10 hektarów), chętnie z hodowlą koni. Zdecydowanie rzadsza jest w drobnej mozaice drobnych pól. Unika łąk, wilgotnych pastwisk oraz drzewostanów. Nie przepada za obecnością człowieka, jak i miejscami mocno przez niego przerobionych.

Przepiórka w kraju ma status średnio licznego gatunku lęgowego. Lokalnie, w dużych kompleksach leśnych, nie występuje wcale. Przeciętne jej zagęszczenie w kraju wynosi 0.49 pary na kilometr kwadratowy. Populację jej szacuje się w granicach  130 000 (w 2010 roku było zaledwie 100 000) -180 par lęgowych. W Europie jak i w Polsce trend jej jest spadkowy. W naszym kraju tempo spadku populacji (-37,8%) kwalifikuje ją do umieszczenia w grupie ptaków narażonych na wyginięcie.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Są nimi między innymi warunki panujące na zimowiskach, stosowanie w rolnictwie pestycydów, nadmierne łowy na trasach migracyjnych...

-

Sporadycznie przepiórki widywane bywają zimą. Nie świadczy to o zmianach zachowań migracyjnych następujących wśród nich. Zjawisko to świadczy o celowym wypuszczaniu pochodzących z hodowli przepiórek japońskich. Hybrydy osobników dzikich jak i hodowlanych są pozbawione zdolności migracyjnych...

Bardzo mocno bazowałem na: Kuczyński L., Chylarecki P., 2012. "Atlas pospolitych ptaków lęgowych Polski. Rozmieszczenie, wybiórczość środowiskowa, trendy." GIOŚ, Warszawa

13319932_1729278323978626_1727336161543446413_n

Przepiórka, fot. Waldemar Wojdylak   Waldemar Wojdylak - Wildlife 

Zofijo - chodź na piwo, o interpretacji ptasiego śpiewu

krogulec14

Znalezione ostatnio u Sokołowskiego, jak i u Kruszewicza, tłumaczenie śpiewu trznadla ("nie będzie suchej kobyle nic") zachęciło mnie do zaprezentowania innych, nie mniej ciekawych interpretacji ptasich głosów. Samej kobyle słuchającej trznadla nie będzie nic, bo jak wiadomo trznadel śpiewa wiosną, zaraz urośnie jej świeża trawa. A wtedy słuchaczkę głosu mistrza będzie czekało życie jak w Madrycie. Trznadle cechują się śpiewem przemiennym. To znaczy śpiewające samce nie przekrzykują się nawzajem, ale śpiewają na przemian. Kiedy jeden śpiewa, to drugi go wysłuchuje. I odwrotnie. Jeśli nieco uważniej wsłuchamy się w ich śpiewy to łatwo usłyszymy... "cym-cym-cym--cym pana jyyyy" a drugi mu odpowiada "tym-tym-tym-tym co i ty". Można kulturalnie walczyć o względy dam? Jak widzimy można!

O tym, że śpiew zięby w powiecie rybnickim był interpretowany na "widzieliście chłopa z potarganą rzycią" jakiś czas temu opowiadałem. O tym, że rzyć znaczy tyle co (dupa) tyłek nikomu na "Plamce mazurka" tłumaczyć chyba nie muszę. Jeśli ktoś myśli, że repertuar zięby na tym się kończy, to jest w błędzie. Nasz jeden z najpiękniejszych łuszczaków czasami interpretowany był niezbyt ciekawie. W jego śpiewie wyraźnie słyszano: "czekaj, czekaj, coś zrobiła, a widzisz", albo "myślisz, żem cię na śliwkach nie widział". Czasami jednak zięba też przestrzegała: "uciekajcie dzieci bo borowy idzi(e)."

O "problemie" dymówki szczebioczącej "uszyłabym ci rękawiczki, ale nie mam nici" opowiadałem dawno temu. Dymówki w powiecie bocheńskim śpiewają, a przynajmniej kiedyś śpiewały, zupełnie inaczej: "Kręci wici, kręci wici, chodźcie chłopcy kręcić nici, bo miesiączek jasno świyci". Czasami zmieniały repertuar i śpiewały: "w lecie były stogi, brogi teraz nie ma niic" Czasami, nie zwarzając na to, że może zauważyć, je zięba ("czekaj, czekaj, coś zrobiła, a widzisz!") śpiewały ochoczo "pić-pić-pójdziemy do miasta - ukradniemy czerwoną nić."

Niezłymi gagatkami okazują się być wróbel i mazurek. Tak tak, nasz zdawałoby się poczciwy mazurek. Tym razem to nie zięba ale... Janusz Strutyński nakrył tych kolesi jak najpierw się umawiali na skok, a później dzielili się łupem!

Wiesz o księdza pszenicy? Wiem. Wiesz? Wiem. Wiesz? Wiem.
(Potem następuje podział zboża:)
Mnie ćwierć, tobie ćwierć, mnie ćwierć, tobie ćwierć.

Urokliwie śpiewający drozd śpiewak jest niczym... brudny Harry. Nie próbuje straszyć opryszków jak zięba, ale bierze inicjatywę we własne (ręce) skrzydła i śpiewa "kita-lis kita-lis kuręzjadł kurę-zjadł mam pieska burego, poszczuję go huź-go huź-go."

Ciekawie interpretowany jest śpiew słowika rudego: "podrap - podrap - podrap gdzie - gdzie - gdzie - gdzie - gdzie tuu - tuu - tuu - tuu eee - eee - eee." Jako, że wybitni artyści muszą mieć zróżnicowany repertuar, to potrafi też zaśpiewać: "idzie - idzie - idzie - idzie kto? - kto? - kto? - kto? Kliszcz - kliszcz - kliszcz - kliszcz poco - poco - poco - poco charciu - ciu chart - ciu - ciu." Chyba każde z nas przyzna, że trzeba być artystą aby szczuć chartem kleszcza. W znanym już nam powiecie bocheńskim słowik śpiewa: poco klysc mom pieska cornygo, wyscuję ciug - ciugo - ciugo - ciugo. Różnica ta zapewne polega na tym, że w owym powiecie śpiewa co prawda słowik, ale... szary.

Bardzo oryginalną interpretację śpiewu trzciniaka przedstawiałem już dawno

ryba-ryba-ryba
rak-rak-rak
świerzbi-świerzbi świerzbi
drap-drap-drap
stary-stary-stary
kit-kit-kit.

Podobnie rzecz się ma ze śpiewewm podejrzliwie spoglądającego na kukułki zaganiaczy

tata bije, tata bije,
zbił zbił zbił zbił,
kto to widział, kto to widział

Zaganiacze na Kujawach też straszliwe rzeczy o ojcach wyśpiewywały: 

tata pije, tata pije, tata pije,
a wstyd, a wstyd, a wstyd,
kto to widział, kto to widział, kto to widział.

Jak widać rację miał Władysław Taczanowski pisząc: "każdy prawie samczyk mniej więcej odmiennie wyśpiewuje". Na potwierdzenie słów naszego wybitnego ornitologa podam następną wersję śpiewu nie lubiącego taty ptaszka:

tata pije tata pije
zbił kieliszek zbił kieliszek -
bije bije zbił zbił zbił
kto to widział kto to widział

Jak widzimy skutki picia alkoholu bywają opłakane i trzeba robić to z głową, albo mieć do tego głowę. Wypada mieć nadzieję, że takie coś charakteryzuje wielkopolskich piwoszy, którzy w śpiewie wilgi słyszą: "Zofijo - chodź na piwo". Dialekt wilg ze znanego już nam powiatu bocheńskiego brzmi nieco inaczej: "o filu, o filu (Teofilu) chodźcie na piwo, ni mom pieniędzy - pozyce ci jo", albo, zapewne w zależności od sytuacji: "Święta Zofijo, chodźmy na piwo, kupis ty, kupię i jo".

 Źródło: Ptasie głosy na wesoło w edukacji przurodniczo-leśnej   Ewald Ranoszek

qqsgcpMsE21JOVaz2ozXxEVs39DAR3SdfCVnmM5z

Wilga, fot. Jacek Poddobiński   galerie-autorskie/2023-jajacek44 

Nie będzie suchej kobyle nic

krogulec14

Lubię tego niewiele większego od wróbla żółtego i szarożółtego śpiewaka. Lubię, ale chyba trochę nie doceniam jego urody. Najwyraźniej zapomniałem, ile zachwytów wzbudzały we mnie pierwsze z nim spotkania. Zapominam jak zafascynowana jego urodą jest Ania...
Trznadel jest bliskim krewnym ortolana. Przez długi czas literatura pomniejszała śpiew trznadla na rzecz popisów wokalnych ortolana. Inspirację do pierwszych akordów V Symfonii Ludwiga van Beethovena bardzo długo przypisywano temu drugiemu. To jednak śpiew trznadla jest zbliżony do jednego z najbardziej znanych motywów muzyki poważnej. Jego smętne nieco "si-si-si-si-sii" miało dawniej być zapowiedzią, że... "nie będzie suchej kobyle nic"*!  
Oprócz przyjemnego śpiewu ptak ten ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę: chodzi o pojęcie wierności. Samice trznadla na widok intensywnie żółtego samca zapominają się na chwilę i czynią klasyczny skok w bok. Nie czynią tego bynajmniej z lekkości ducha, ale jak łatwo można się domyśleć z... troski o potomstwo. Intensywnie żółto wybarwiony samiec to okaz zdrowia. Po zdrowym ojcu zdrowe będą pisklęta, a o zdrowie w życiu trznadla najbardziej chodzi.
W czasie lęgowym spotkamy trznadla w terenie, gdzie wśród drzew i krzewów znajdują się przestrzenie otwarte. Śródmiejskie parki jednak omija. W okresie polęgowym często można go spotkać na łąkach i polach, gdzie odżywia się nasionami traw i chwastów. Czasem odwiedza wiejskie podwórza. Niestety, coraz mniej gospodyń hoduje kury. Nie sypią już na podwórzu owsa, którym pożywiał się nasz żółty ptaszek.
Jeśli jednak ktoś by pomyślał, że dawniej trznadlowi było łatwiej żyć, to byłby w błędzie. Chwytany w różnego rodzaju ptasie pułapki trafiał do klatek, skąd miał umilać czas swoim śpiewem. Ceniony był też w kuchni jako tłusty i aromatyczny kąsek.
Na koniec dodam, że nie powinniśmy mówić o nim zdrobniale. Trznadelek jest ptakiem zamieszkującym bagniste tereny Dalekiej Północy.

*Jan Sokołowski "Ptaki ziem polskich"

13521946_1225558144121053_5288397231543257857_n

Trznadel, fot. Janusz Ratajczak

Wodnik - strach ma wielkie oczy

krogulec14

O niezbyt eleganckim śpiewie wodnika najlepiej będzie powiedzieć, że "śpiewa" tak jak matka natura go nauczyła. Czyli... niezbyt elegancko. Lub też, jak uczy nas w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski, że "nie tak często odzywa się jak chruściel (derkacz), a przynajmniej we dnie rzadko się słyszeć daje, wieczorami dopiero i nocami jest krzykliwszy. Głosy wydaje wrzaskliwe i dosyć rozmaite; zwykły krzyk jego stanowi przeciągłe, silne bardzo i ostre skrzeczenie dżyy... przegradzane różnorodnemi kląskaniami."

Od "wrzaskliwego głosu" wodnika, dla osób o wysokiej wyobraźni, droga daleka nie była do gościa, przed którym portkami trzęsła cała niemal Słowiańszczyzna. Nad jeziorami, stawami, oczkami wodnymi, a nawet i nad rzekami (zwłaszcza koło młynów) dość często mieszkał... oczywiście nie kto inny jak wodnik! Jego widok był nad wyraz osobliwy, jak też i przerażający. Czasami dla większej niepoznaki przyjmował postać zwierząt. Wodnik upodobał sobie dręczenie ludzi. Nieraz ich topił, a kiedy indziej droczył okrutnie "tylko" podtapiając. Czasem dla zabawy wciągał na bagna niefrasobliwych kupców i w zależności od humoru też ich topił albo dla zabawy trzymał w niepewności życia do rana.

Dość często, aby z nim nie zadzierać, topiono mu w ofierze zwierzę...

Łączy ich ten sam biotop, niekonwencjonalne zachowania. Myślę jednak, że mimo wszystko mamy szczęście iż wodniki naszych czasów mają łagodniejsze obyczaje.

-

Wodnik ma w Polsce status nielicznego, lokalnie średnio licznego, gatunku lęgowego. Populację tego ptaka w latach 90-tych ubiegłego wieku szacowano na 10 000 -20 000 par lęgowych. Liczba ta ulega dużym wahaniom spowodowanym między innymi ostrymi zimami. Ptak ten najliczniej występuje na Bagnach Biebrzańskich, w dolinie Narwi i górnej Wisły, na Stawach Milickich i na Jeziorze Świdwie.

Wodnik, jak łatwo można się domyślić, łatwo znajduje się w mokrym środowisku. Zabagnione doliny rzek, torfowiska, zbiorniki wód stojących są przez niego bardzo chętnie zasiedlane w sezonie lęgowym. Znacznie rzadziej, ale zdarza się, że gniazda zakłada w rowach melioracyjnych, przy śródleśnych rzekach, w nadrzecznych zaroślach wierzbowych, czy też olsach i łęgach z długo stojącą wodą.

Wpływ na powodzenie lęgowe u wodnika ma odpowiedni poziom wody, który chroni przed niespodziewanym atakiem drapieżników, dostarcza pokarmu a zarazem w bujnej roślinności szuwarowej zapewnia ukrycie gniazda. Gniazdo ptak buduje w szuwarach gdzie poziom wody oscyluje w granicach 5 -30 centymetrów.

Jak na porządnego ptaka przystało, wodnik jest gatunkiem monogamicznym i dość mocno terytorialnym. Przeciętne jego terytorium wynosi 320 metry kwadratowe (zwykle waha się od 160 do 590 metrów kwadratowych). Ptaki często zasiedlają co roku te same zbiorniki wodne, z których najmniejszy liczył zaledwie 0,1 hektara. Gniazda wtórne budowane są blisko pierwszego (średnia odległość pomiędzy nimi wynosi 30 metrów. Gniazda sąsiednich par dzieli średnio odległość około 120 metrów, choć w odpowiednich warunkach odległość ta jest znacznie mniejsza i wynosi 20 -50 metrów.

Bardzo mocno bazowałem na: Jedlikowski., 2015 Wodnik Rallus aquaticus, W. Chylarecki P., Sikora A., Cenian Z., Chodkiewicz T (red.), Monitoring Ptaków Lęgowych. Poradnik metodyczny. Wydanie 2. GIOŚ, Warszawa, s. 177 -183.

Wikipedia

U8gZwVy9QNzVB9x218Druf1PzIqID0nPDncR3vbA

Wodnik, fot. Kamil Wilkos

Na Naturalisko w Łobżenicy zapraszam

krogulec14

Obawiam się, że UEFA i reprezentacja Polski w piłce nożnej Marcie przysporzyli niedźwiedzią posługę. W sobotę o godzinie 15.00, kiedy wszyscy normalni ludzie (w czasach gdy nasi piłkarze wygrywają mecze wszyscy są normalnymi ludźmi - kiedy przegrywają to z tą normalnością różnie już bywa) zasiądą przed telewizorami, w wiejskiej świetlicy w Trzeboniu koło Łobżenicy odbędzie się pokaz filmu "Sekretne życie drzew" autorstwa Artura i Saturniny Homanów, oraz prelekcja Jarosława Nowakowskiego "Co nowego w badaniach wędrówek ptaków?"

O swojej skromnej osobie już nie wspomnę, choć reprezentował będę (jako najbardziej pierzasty ambasador) Rzeczpospolitą Ptasią.

Swoją drogą, jako wierny kibic reprezentacji Polski, uważam, że na spotkaniu z jedenastką Szwajcarii* występy na stadionach Szwajcarii naszych piłkarzy się nie skończą, więc będąc na świetlicy w Trzeboniu nic a nic nie stracę. Wręcz odwrotnie. Czekają mnie ćwierćfinał, półfinał i finał. A spotkanie z jednymi z najlepszych polskich filmowców przyrodniczych w Polsce, oraz ze znakomitym znawcą ptasich przelotów bardzo mnie wzbogaci...

A swoją drogą to już nie tylko łobżenickie wróble ćwierkają, że Marta prędzej czy później stworzy (tak, tak!) w Łobżenicy ambasadę Rzeczpospolitej Ptasiej. W czym ile będę mógł, to Jej pomogę!

13497878_1751597811753428_8041581338141200258_o

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci