Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Złoty ptak

krogulec14

Wilgi co prawda już nas opuściły, ale na odwiedziny ich zaprasza Karol Folnalczyk. Jestem przekonany, że Jego naprawdę kapitalna fotoopowieść bardzo Wam się spodoba.

* * *

Złoty ptak, wilga, poznałem ją jeszcze w okresie mojego dzieciństwa, pierwszy raz spotkaliśmy się w dobranocce „Przygód kilka wróbla Ćwirka - Czarodziejka”, następnym razem w znanym wszystkim serialu telewizyjnym „Czterej pancerni i pies”.

W pancerniakach można ją było tylko usłyszeć, kiedy dzielni wojacy stacjonowali w lasach w których rozbrzmiewał tajemniczy fletowy głos roznoszący się po całej okolicy, za to w bajce było już o wiele więcej ciekawych informacji jak dla kilku letniego szkraba.

 

            W środowisku naturalnym wilgę często spotkałem w dolinie rzeki Warty do której nieustannie wracam, tutejszy ekosystem stworzył tutaj doskonałe warunki do bytowania wielu ciekawych gatunków ptaków, lęgi odbywa tutaj między innymi dudek, krętogłów, grubodziób i oczywiście wilga, która co roku zakłada tu gniazda i wyprowadza młode.

Dotychczasowe moje obserwacje były szczątkowe i wiązały się bardziej z wątkiem sentymentalnym niż obserwacyjnym, głos wilg kojarzył się przede wszystkim z przyjściem wiosny, odpoczynkiem na świeżej łączce i filozoficznymi życiowymi przemyśleniami.

 06.07.2017_175622

Samica wilgi (Oriolus oriolus) - Canon 50D + Canon 70-200mm f/4 L USM

            Niejednokrotnie udawało się jedynie spostrzec przelatującego złotego ptaka wśród drzew a gdzieś w oddali usłyszeć jego kojący śpiew, później w okresie jesiennym, kiedy liście już opadły, odnajdywałem jakże wspaniałe, wplecione w brzozowe gałązki gniazda.

 

            Po wielu latach udało się wreszcie nieco bliżej zgłębić ten gatunek i spędzić kilkanaście dni wśród tych skrytych i pięknych ptaków.

            Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej na drzewie, niewygodne pozycje, skurcze, ścierpnięte nogi, w upale czy deszczu, choć mój kręgosłup pewnie miałby inne zdanie na ten temat ale bez marudzenia…

            Wilgi przylatują do nas na początku i w połowie maja a żegnają pod koniec sierpnia, prowadzą skryty tryb życia i ciężko jest je zauważyć w życiu codziennym, z reguły przebywają w gęstym listowiu drzew i unikają bliskości człowieka.

            Ludzie oglądający na zdjęciu wilgę uparcie twierdzą, że to nie nasz rodzimy ptak, że taki kolorowy, z resztą podobna sytuacja jest z żołną czy zimorodkiem, na szczęście dudka już większość społeczeństwa zna.

            Z gniazda oddalają się cichutko, natychmiast po spostrzeżeniu zbliżającego się człowieka, samiec jest podejrzliwy, bardzo płochy i ostrożny, śpiewa z dala od gniazda, od samicy rożni się wyraźnie kontrastową żółtą i czarną barwą.

 03.07.2017_193534

Samiec wilgi (Oriolus oriolus) - Canon 50D + Canon 70-200mm f/4 L USM 

 

            Samica również ostrożna ale bardziej ufna i dość szybko akceptująca człowieka w swojej bliskości, nieco mniejsza od samca, pierś jaśniejsza w ciemne cętki, mniej kontrastowa.

            Gniazdo wplecione w rozwidlenie cienkich gałązek, z dala od pnia, przypominające niewielki koszyk, składają z reguły cztery do pięciu białych nakrapianych jaj, które wysiadują przez okres około 14-15 dni.

            Po wykluciu się młode głodomory są wiecznie nienasycone, oboje rodzice łowią spore ofiary w postaci zielonych pasikoników, soczystych włochatych gąsienic, ślimaków,  morw, wiśni czy czereśni.

            Często w karmieniu i opiekowaniu może pomagać druga, młodsza samica, młode opuszczają gniazdo po około 14-16 dniach i kręcą się w pobliżu gniazda

 06.07.2017_173138

 

Samiczka siedząca w  gnieździe - Canon 50D + Canon 70-200mm f/4 L USM

 22.06.2017_071118

 

            Czatownię zbudowałem około ośmiu metrów nad ziemią na jednej z najgrubszych gałęzi smukłej brzozy, odległość od gniazda niewielka, na tyle pozwoliły warunki.

            Aby dostać się do środka trzeba było najpierw użyć drabiny sznurowej, następnie wspiąć się kolejne kilka metrów po gałęziach i zniknąć w ukryciu.

            Tuż przy pniu powstał swoisty kokon okryty gałązkami i  siatką maskującą, za siedzisko posłużyło kilka zbitych desek, do grubej gałęzi podwiązałem krótką linę podpiętą karabińczykiem do pasa, asekuracja w razie upadku oraz elastyczny statyw.

 

 

 

 Czatownia zbudowana na drzewie

 

            Odległość od gniazda niewielka, należało więc zachować dużą ostrożność, rozwagę i spokój żeby nie narażać ptaków na stres i pozwolić aby mogły bez kłopotu wykonywać codzienne czynności.

            Wróciłem po kilku dniach, około godziny 4.00 siedziałem już w środku i bacznie obserwowałem otoczenie wokół gniazda.

            Zaskoczenie duże bo już po kilku minutach pierwsza pojawiła się samica, zupełnie bez żadnego zainteresowania zaczęła swobodnie karmić pisklęta, wiedziałem już, że wszystko jest w najlepszym porządku i ptaki czują się bezpieczne.

            Zaraz po wykluciu się młodych, dorosłe ptaki w większości donosiły duże zielone pasikoniki i mięsiste gąsienice, potem owoce morwy.

 05.07.2017_200508

 

 

Karmiąca samiczka wilgi  (Oriolus oriolus)

Canon 50D + Canon 70-200mm  f/4 L USM 

 

 

            Czasami, po przylocie samicy odnosiłem wrażenie że młodziak nie poradzi sobie z tak sporym kąskiem, jednak po chwili okazywało się, że nie sprawiało mu to większego kłopotu, kilka ruchów przełykiem i owad znikał bezpowrotnie.

            Wilgi w zwyczaju mają czystość i porządek a więc praktycznie po każdym dostarczeniu posiłku, rodzic chwilkę odczekuje, zabiera kupę i ze względów bezpieczeństwa wynosi z dala od gniazda.

            Karmienie co 10-20 minut, czasami godzinne przerwy w dostawach, w późniejszej fazie dostarczały

            Wbrew pozorom życie kilka metrów nad ziemią ma zupełnie inny wymiar, pojawiają się gatunki trudne do zauważenia z ziemi.

            Kolejne dni zapowiadają się deszczowo, silny wiatr sprawia, że na drzewie zaczynam czuć się trochę niebezpiecznie.

            Pomimo trudnych warunków dorosłe ptaki nadal karmiły choć już nie z taką częstotliwością jak normalnie, mokre i nieco zziębnięte pojawiały się rzadziej.

 

 

 

Tuż po przejściu deszczu

 

 Postanawiam odpocząć i nie przeszkadzać ptakom w trudnym czasie, z nowymi siłami pojawiam się dopiero po kilku dniach.  

            Jest 4.00, po wyjściu z samochodu wita mnie podejrzana cisza, słyszę różne głosy ale nie słyszę wilg, to źle wróży.

            Optymizm jednak zwycięża i powoli, krok za krokiem smagany źdźbłami traw zbliżam się do starej brzozy, poranna rosa błyskawicznie wtapia się w nogawki spodni a buty stają się coraz cięższe i coraz bardziej mokre.

            Cichutko zbliżam się i widzę że coś jest nie tak, z daleka gniazdo wygląda dziwnie, jakby większe, podchodzę bliżej i moim oczom ukazuje się smutny widok, konstrukcja gniazda została mocno naruszona przez silny wiatr i deszcz.

            Wilgowy koszyczek zwisa na włosku, trzyma go jedynie delikatny oplot jednej z brzozowych gałązek, jestem zrezygnowany, szukam piskląt pod drzewem jednak bez rezultatu.

            Przy pomocy drabiny wspinam się na drzewo i z bliska oglądam zniszczenia, w gnieździe trzy pisklęta, jednego brakuje, wyglądają na martwe, ale nie, widzę że się ruszają, kurczowo trzymając się pazurkami zwisającego gniazda.

            Wygląda na to, że tragiczna scena musiała mieć miejsce całkiem niedawno.

            Co robić ? szybka reakcja, biegnę do samochodu, szukam jakiegoś sznurka, linki, jest jedynie plastikowa opaska, podpinam nią gniazdo do gałęzi.

            W drodze powrotnej szukam czwartego pisklaka, musi przecież gdzieś tu być, po kilku minutach udaje się !!! zziębnięty maluch siedzi nieruchomo w trawie, czym prędzej sadzam go obok rodzeństwa, wygląda to całkiem dobrze, pisklaki odetchnęły i spokojnie ułożyły się w gnieździe, nic więcej nie mogę zrobić, pozostaje nadzieja że dorosłe ptaki nadal będą karmić.

            Minęły kolejne dni, wczesnym rankiem znikam w czatowni, niedaleko słyszę wilgi a wraz z nimi nadzieję że powróciły do karmienia.

 04.08.2017_173920

 

Samica z młodymi (Oriolus oriolus) - Canon 50D + Canon 70-200mm f/4 L USM

 06.07.2017_173219

            Po wejściu na drzewo oniemiałem, w gnieździe widzę już nie pisklęta ale podloty, dwa siedzą jeszcze w gnieździe a dwa pozostałe na gałęzi tuż obok, udało się, to oznacza że dorosłe karmią i wszystko wróciło do porządku dziennego.

            Po kilku minutach niezauważenie pojawia się piękny samiec z soczystą gąsienicą, nie jest już ostrożny, skupiony tylko na młodych, druga pojawia się samica z owocem morwy, ptaki karmiły nieustannie przez cały dzień, młode wilgi rosły w oczach.

            Podczas silnego wiatru, ich ostre pazurki pozwalały na poruszanie się po gałązkach w okolicy gniazda, pomimo, że skoki z gałęzi na gałązkę nie wyglądały za ciekawie, zawsze czepiały się doskonale i przy pomocy skrzydeł usadawiały na miejscu.

            Kiedy w okolicy pojawiało się niebezpieczeństwo o którym informowały oczywiście inne ptaki, potrafiły już donośnie skrzecząc wzywać rodziców, którzy nie wiadomo skąd pojawiali się natychmiast.      

            To ostatni dzień spędzony z wilgami, lęg udany, pełny sukces, domek na drzewie rozebrany i tak oto kończy się opowieść o czterech młodych wilgach, które uratowała plastikowa opaska…

 29.06.2017_073828

 

Podlot wilgi  (Oriolus oriolus) - Canon 50D + Canon 70-200mm f/4 L USM

 

Na więcej zdjęć zapraszam na   www.karolfornalczyk.republika.pl/OPOWIADANIA/Wilga/wilga.html

Czaple w herbach miast

krogulec14

Postanowiłem utworzyć dla siebie nową kategorię: ptasie herby polskich miast. Tych obecnych, jak też i tych dawnych które z różnych powodów prawa miejskie utraciły. Już kilka razy zdarzyło mi się, że szukałem na blogu jakiegoś herbu, co okazało się, że nie jest łatwe.

Na pierwszy ogień pójdzie czapla (złota), która zdobi herb Czaplinka. Stoi ona na środkowej, najniższej wieży srebrnego muru zamku templariuszy, na niebieskim tle, ze złotą bramą.

Ten oryginalny herb ma nawiązywać do nazwy jeziora, nad którym leży piękny Czaplinek, czyli Jeziora Czaplino. W opisie herbu nie ma żadnej wzmianki o templariuszach, którzy swego czasu byli właścicielami miasteczka  Tempelburg

Jedyną złotą czaplą o jakiej słyszałem na ziemiach polskich jest figurka naturalnej wielkości tego ptaka wykonany ze szczerego złota, którą przywiózł do Darłowa król Danii, Norwegii i Szwecji, oraz książę Pomorza, Eryk II. Warto wiedzieć, że swego czasu czapla ta zawieruszyła się gdzieś i jak do tej pory daremnie czeka na swojego odkrywcę.

Myślę jednak, że w Czaplinku jednak jej nie znajdziemy.

Bazowałem na Wikipedii.

 200pxPOL_Czaplinek_COA_1.svg

 Domena publiczna

Jak kania dżdżu

krogulec14
Mokra końcówka lata sypnęła w końcu grzybami. Wśród nich rosną w wyjątkowo dużych ilościach czubajki kanie, popularnie nazywane sowami, albo kaniami. Mogłoby się wydawać, że powiedzenie "łaknąć jak kania dżdżu" wzięło się od grzybów, bo przecież po deszczu bardzo szybko rosną.
Nic bardziej mylnego. Legenda mówi, że swego czasu Chrystus nakazał wszystkim ptakom kopanie źródeł i zbiorników na wodę. Bociany, czaple i inne ptaki ochoczo wzięły się do roboty, tylko jedna kania nie posłuchała się Jezusa, który za karę zabronił jej pić wody z rzek, jezior, strumieni czy stawów. Za swoje lenistwo otrzymała surową karę: nie wolno jej pić wody z jakichkolwiek zbiorników wodnych. Jeśli jest spragniona musi wołać "pić", zaraz po tym spadnie deszcz. Wówczas nie pozostaje jej nic innego jak dziób otworzyć ...
Taka czapla na kopaniu dołów wyszła znacznie lepiej. Nie tylko, podobnie jak kania, ryby łowi, ale też brodzi w wodzie i pije. Czapla tak mocno weszła w mokre klimaty, że znajdziemy ją w wierszach Jana Brzechwy, Ignacego Krasickiego, ale nawet i w wersach "Pana Tadeusza":
Nieruchomy, schyliwszy głowę nad potokiem,
Jak czapla wszystkie ryby chcąca pozrzeć okiem
PS. Zanim wyjdę z koszyliem na czubajki kanie to mam na koniec dygresję. Może ten zwyczaj ścinania kani na Kaszubach, jako zła wielkiego, ma genezę w tej legendzie? Wszak kania sprzeciwiła się woli Syna Bożego, a to grzech wielki!
 
4UYyqS4vDZN94alfvdnRnzhlMsAFGVpO8YuRzRx0 
 
Kania ruda, fot. Robert Babisz   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/2211-karp1225 

Zabawa w chowanego z zimorodkiem

krogulec14

O ten artykuł Romka Kucharskiego poprosiłem już jakiś czas temu. Pozwoliłem Wam chwilę odpoczęć od jego kolorów. A teraz z powrotem zapraszam do niego. Do zimorodka. Większość z nas lubi kolory. Świat bez nich byłby monotonny i smutny. Z pewnością, to co jest kolorowe i jaskrawe jest atrakcyjne i przykuwa większą uwagę, niż to co szarobure i przeciętne. Z drugiej jednak strony, mając wokół siebie mnóstwo czyhających zagrożeń , czasami lepiej byłoby pozostać niezauważonym. Ale jak tu wtopić się w otoczenie, będąc tak jaskrawo ubarwionym ptakiem, jakim jest zimorodek, nie bez przyczyny nazywany klejnocikiem, diamencikiem, kolibrem północy. 

Co jak co, ale nie można powiedzieć, żeby natura oszczędziła mu kolorów. Wręcz nasuwa się podejrzenie, że Projektantowi wpadł on do wiadra z turkusowym barwnikiem. Niektórzy widząc zimorodka nad rzekami lub potokami myślą nawet, że jest to uciekinier z hodowli egzotycznych ptaków. Nic podobnego! To reprezentant rodzimej awifauny, ale trzeba też uczciwie przyznać, że większość jego krewnych (ok. 90 gatunków) ma adresy zamieszkania w znacznie bardziej tropikalnych obszarach naszej planety. Może właśnie dlatego nasz zimorodek wydaje się jakby „trochę nie z tej bajki”, kiedy widzimy go w naszych, polskich krajobrazach. Szczególnie zimą wygląda dziwnie i frapująco – ta turkusowo-niebieska kulka siedząca na zaśnieżonej, bezlistnej gałęzi. Będąc tak wyzywająco ubarwionym dobrze być niezmiernie ostrożnym, a jeśli trzeba gdzieś przelecieć, to należy zrobić to możliwie najszybciej, aby nie wpaść w oko drapieżnikowi. To dlatego wypatrzenie zimorodka, pomimo jego wyzywającego ubarwienia, wcale nie jest takie łatwe. Jego strategia „ciuciubabki” działa całkiem dobrze. Najczęściej ptak ten, siedzi nieruchomo w gąszczu nadbrzeżnych gałęzi. W cieniu liści jego barwy są znacznie bardziej stonowane i subtelne. 
W takiej hipnotycznej, bezpiecznej pozie potrafi spędzić nawet kilkadziesiąt minut. Siedząc bacznie obserwuje to, co dzieje się w jego otoczeniu. Jego oczy stale wypatrują małe rybki, szczególnie te, pływające płytko pod lustrem wody. Jeśli zlokalizuje odpowiednią rybę do upolowania, rzuca się z impetem w toń wody. Sam atak trwa niewiarygodnie krótko, zaledwie 1-2 sekundy, po czym zimorodek z ofiarą trzymaną w dziobie powraca do swego ukrycia. I aż dziwne, że nie umiejąc pływać, nurkuje na głębokość nawet 30 cm. Swoje ulubione miejsca odpoczynku i czatowania na zdobycz wybiera starannie – bo przecież chodzi o doskonały kamuflaż i równocześnie gwarancję, że co jakiś czas pojawi się tam smaczny rybi kąsek.
 
bernard
 
Zimorodek, fot. Bernard Maciulko   bernard-maciulko.manifo.com
Przelatując w otwartej przestrzeni, stale pamięta o zasadzie – im mniej cię widać, tym lepiej. Dlatego lata bardzo szybko, energicznie machając skrzydłami, jakby chciał ograniczyć do minimum każdą sekundę bycia widocznym dla otoczenia. Przelatuje z reguły zaledwie kilkadziesiąt metrów i bardzo szybko znika w kolejnym gąszczu gałęzi. Tam czuje się najbezpieczniej. Zimorodek przelatując, często wydaje charakterystyczny ostry pisk, dzięki któremu można go wcześniej usłyszeć niż zobaczyć.
 A co z gniazdem? Gdzie je umieścić, aby było bezpieczne nie tylko dla wysiadującego rodzica, ale też dla gromadki piskląt, które pod koniec dorastania są prawie tak samo kolorowe jak ich tatuś i mamusia. Dobrą alternatywą okazuje się zejście do podziemia...., czyli mówiąc krótko, zniknięcie z oczu najgłębiej jak to możliwe. W tym celu trzeba jednak umieć wykopać w ziemi tunel o długości 60-100 cm. To na szczęście zimorodki potrafią i właśnie w takich norach, wydrążonych w nadbrzeżnych skarpach, przychodzą na świat kolejne pokolenia tych kolorowych ptaków. 
Ukryte przed światłem słonecznym, w zupełnej ciemności, w tak niecodziennym gnieździe przez ponad 3 tygodnie rosną i nabierają barw. Pewnego dnia, młode zimorodki, opuszczają bezpieczną kryjówkę i rozpoczynają samodzielne życie. Na zawsze jednak w ich życiu pozostanie zakodowana przestroga – będąc pięknym i kolorowym ptakiem bezpieczniej jest być niezauważalnym. Może właśnie dlatego, nie tak łatwo jest zobaczyć zimorodka, ale z pewnością, każde spotkanie z tym kolorowym, egzotycznym i sympatycznym ptakiem dostarcza nam wielu emocji i wrażeń.
Tekst: Romek Kucharski, artykuł znalazł się w 75 numerze Biuletynu Informacyjnego Zespołu Parków Krajobrazowych w Jerzwałdzie Uroczysko
 
 1ds
 
Zimorodek, fot. Bernard Maciulko  bernard-maciulko.manifo.com

Co w "Ptakach Polski" (46) piszczy

krogulec14
Z artykułu Zbigniewa Kajzera "Stwierdzenia: Wiosna 2017" najbardziej chciałbym zobaczyć u siebie kaniuka (drugie stwierdzenie w Polsce po II wojnie światowej) i syczka. Jakkolwiek marzenia te wydają się być tymi z rzędu marzeń ściętej głowy, to warto zapamiętać, że ptaki mają skrzydła i potrafią pojawiać się w miejscach bardzo zaskakujących. Z wybitnych rarytasów wspomnianej wiosny pojawiły się jeszcze między innymi: mewa karaibska, świstunka iberyjska, trznadel czarnogłowy, cyraneczka karolińska, świstun amerykański, pokrzewka wąsata, świstunka górska i markaczka amerykańska.
Z artykułów, które mogą się kiedyś przydać, warto podkreślić "Rozpoznawanie jerzyka Apus apus, jerzyka alpejskiego Tachymarptis melba i jerzyka bladego Apus pallidus" autorstwa Tomasza Cofty. Uważam, że artykuły te są bardzo ważne, gdyż czasami pojawi się jakiś wielki rarytas ptasi, a człowiek bezradnie rozłoży ręce.
Jeżeli zaraziłem kogoś miłością do jerzyków, to myślę, że takie osoby muszą poznać drugi artykuł Tomasza Cofty. "Jerzyk - ptak latający latami" jest wprost fascynujący. Popełniłem 33 posty o tym niesamowitym ptaku, ale zapewniam, że i tak wiele bardzo ciekawych rzeczy dowiecie się w tym artykule. Gdybym miał skusić się na ocenę, to w skali na od 1 do 10 śmiało dałbym te 12.
Łukasz Łukasik, zaprzyjaźniony "Plamce mazurka" fotografik przyrody, opowiada i pokazuje w bardzo ciekawy sposób rybitwę białowąsą. Artykuł polecam podwójnie! Do czytania i oglądania.
Kolejnym kapitalnym artykułem jest "Jego wysokość - orzeł przedni" Mariusza Szyszki. Nie ukrywam, że orzeł przedni jest gatunkiem który najmocniej mnie fascynuje. Zresztą, nie tylko mnie. Orzeł działa na wyobraźnię ludzi od zawsze. Od czasów wcześniejszych niż gdy Zeus latał pod postacią tego ptaka na podryw.
Orłowi przedniemu też trafiły się dwa artykuły. Drugi, "Sytuacja orła przedniego", którego autorem jest Marek Stajszczyk, opowiada o dniu wczorajszym, jak i obecnym tego gatunku. Może nie jest on tak rozbudowany jak inne, to jednak nie ukrywam, że go będę chciał w najbliższym czasie zaprezentować.
Pozostałe artykuły, "Poranek wśród maskonurów" Michała Piekarskiego "Życie w kolonii maskonurów" Dominika Chrzanowskiego i "Ekspansywny krzykliwy" Marka Stajszczyka są równie ciekawe i stoją na odpowiednim poziomie. Świadczą o tym, że "Ptaki Polski" są warte przeczytania przez każdego miłośnika ptaków w Polsce.
 
_CKO3449
 
Ślepowron, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci