Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Nie taki straszny kruk jak myśliwi go malują

krogulec14

 W części "Czarny szkodnik" starałem się wyjaśnić, że kruk jest ptakiem takim samym jak inne. Ani złym, ani dobrym. Podobnie jak inne zwierzętom (wilk, sowa, bóbr) dane jest mu żyć w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Nie jest ani dobrym, ani złym. Ani tym bardziej demonem.

Zgoda wojewody Dziuby przypomniała mi pewien, chyba wstydliwy dla myśliwskiej tradycji fakt. W latach międzywojennych w Wielkopolsce wytępiono wszystkie kruki! Zrobiono to między innymi uciekając się do najbardziej barbarzyńskich metod niszczenia ptaków: trując, niszcząc jaja, zabijając pisklęta. Kiedy słyszę słowa o myśliwskiej tradycji dość często myślę o losie przedwojennych kruków w Wielkopolsce.

Wyobraźmy sobie taką scenę. W jakimś ustronnym miejscu kruk skubie sobie mięsko z nieżywego jelenia. Czy to oznacza, że kruk tego jelenia... upolował? Więc co jest z tymi zającami i kuropatwami? Profesor Bednorz w "Co ma myśliwy do kruka" tłumaczy nam:

"To tak jakby zagraniczny turysta zobaczył Polaka jedzącego lody i uznał, że Polacy żywią się wyłącznie lodami. Krukowaty nie jest w zasadzie drapieżnikiem, jest wszystkożerny i idzie na łatwiznę w zdobywaniu pokarmu. Nie jest stworzony, by polować, on tego nie umie. Jest przede wszystkim padlinożercą i - o czym ludzie zapominają - roślinożercą. Młode osobniki odżywiają się tylko roślinami i owadami, a nie zajączkami."

Czyli: jeśli zobaczymy dla odmiany kruka raczącego się martwym zającem to też nie oznacza, że to on szaraka zabił! Najszybciej znalazł jego padlinę i ma posiłek. Jeśli ten ptak ma w sobie coś negatywnego to jest nią aura. Tak, aurę. Tak, taki bocian aurę ma u nas aurę szalenie pozytywną i ma święty spokój:

"Kruk robi mniej "szkody" niż bocian. Bo największym szkodnikiem jest bocian którego wszyscy kochają. To on wyjada kuropatwy i zajączki."

Możemy o tym mówić głośniej. Na bociana myśliwi dubeltówek nie podniosą. Nie miałoby na to społecznego przyzwolenia. Tak jak nie było na przełomie XIX i XX wieku, kiedy chłopcy w kapelusikach z piórkiem słonki, poznali prawdziwą naturę bociana.

Ciekawy jestem czy tym też się szczycą myśliwi mówiąc o swoich tradycjach?

Kruki, jak też i inne ptaki krukowate spełniają w środowisku nieocenioną rolę sanitarną. Chyba najbardziej z tego tytułu powinny być znane, za to najbardziej lubiane. I co najgorsze to swoją obecnością wystawiają nam fatalną ocenę: 

"Kruki to zbieracze i czyściciele. Zbierają wszystko co ludzie wyrzucą. Przedsiębiorstwa komunalne nie są w stanie zebrać tyle ile ptaki. Wrona, gawron i kruk wędrują po całej Europie i osiadają tam, gdzie człowiek jest niechlujny.Trzymają się tylko krajów, w których jest nieporządek. Dlatego u nas jest ich tak wiele. W porządnych miastach nie ma krukowatych, bo tam nie ma co jeść."

Obrazek z bliskiej mi okolicy. Ładnie wymalowane bloki. I kratki na wywietrznikach. Do tej pory lęgi wyprowadzały tam kawki. Jednak przyroda pustki nie znosi. Pewnie resztki jedzenia jakie walały się koło bloków amatorów znajdą. Nie będą nimi niebieskookie kawki, to mogą być na przykład... szczury. Żeby nie było: do szczurów nic nie mam, to też są inteligentne zwierzęta.

Czasem słyszy się, że kruków, ptaków krukowatych jest za dużo. Tak jak żubrów w Puszczy Białowieskiej. Ktoś kiedyś wymyślił, że w puszczy powinno być 300 żubrów. I przez wiele lat wiele osób na tą liczbę, tak na dobrą sprawę wyssaną z palca, powoływało się wiele osób. Profesor Jan Bednorz o kwestię ograniczania populacji krukowatych odpowiedział:

"Nie ma to absolutnie żadnego sensu. W latach 30. XX w., najtrudniejszym dotychczas okresie dla kruka, w Wielkopolsce były trzy pary, które pozostały z kilku tysięcy! Wtedy działo się to co teraz - nagonka na krukowate. Ludzie je truli i mordowali wszelkimi sposobami. Z myślistwem to nie miało nic wspólnego, raczej z barbarzyństwem. Teraz znów się do nich strzela, nawet do wysiadujących samic na gnieździe. Co ma to wspólnego z myślistwem? Chodzi tylko o zabijanie, o nic więcej."

I co Wy na to? Bo ja wojewody Dziuby nazwisko po zadymie z krukami zapamiętałem dokładnie. Nazwisko populisty, który myśliwską histerię postawił ponad szanowany w Europie autorytet.

Odnalezione kilka tygodnie temu resztki kruka potwierdzają słowa profesora. "Teraz znów się do nich strzela". Pomimo ochrony gatunkowej ptaka. To, że strzelają kołtuni, jakoś mnie nie uspokaja. Co najwyżej każe się zastanowić ilu takich porąbanych kołtunów w PZŁ jest.

"Wyższą formą życia" nazwał, znany na "Plamce mazurka" fotograf, Marcin Perkowski. Nazwy tej Marcinowi niemal zazdroszczę. Trafna jest dla ptaka jak rzadko która.

Jeszcze trochę, a kruki wejdą w środowisko miejskie" - zapowiedział na spotkaniu z czytelnikami w Suchym Lesie Adam Wajrak. Mam nadzieję, że stanie się to dość szybko. Bo żal patrzeć na szczątki ptaków martwych pod ambonami. Żal patrzeć jak kołtun niszczy, jak to pięknie powiedział Marcin Perkowski, "wyższą formę życia".

A póki co to proponuję uważniej przyjrzeć się krukowi. Nie jest on bowiem taki czarny jak myśliwi go malują.

Wpis oparłem na wywiadzie Jacka Łuczaka z profesorem Janem Bednorzem, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 27 stycznia 2006 roku.

Korkosz_2028

Kruk, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

Czas na kaczki

krogulec14

Przelatują kaczki. Odlatuje nam część krzyżówek i cyraneczki. Nie odlecą nam zbyt daleko. Zatrzymają się na zachodzie bądź południu Europy. Opuszczają nas też cyranki. Te kaczki, dla odmiany polecą bardzo daleko, część z nich zimować będzie w basenie Morza Śródziemnego, a część zatrzyma się w środkowej Afryce.

Jako, że kacze środowisko nie znosi próżni, przylatują do nas lodówki. Tą kaczkę najszybciej zobaczymy nad morzem. Zobaczyć ją na zbiornikach śródlądowych będzie nam znacznie trudniej.

W ślad za kaczkami, które odbywają u nas lęgi, rusza część łabędzi niemych. Kiedyś, podobnie jak kaczki, odlatywały wszystkie. Dziś, dokarmiane niepotrzebnie latem przez spacerowiczów, coraz częściej decydują się na zimowanie.

We wtorek mamy 125 rocznicę śmierci hrabiego Kazimierza Wodzickiego. Hrabia słynie z "Wycieczki ornitologicznej w Tatry i Karpaty galicyjskie na początku czerwca 1850 roku".  Udokumentował w niej 115 gatunków ptaków tatrzańskich.

Południowo-zachodni kierunek obierają także skowronki i pustułki. Ptaki te niegdyś na zimę odlatywały wszystkie. Coraz łagodniejsze i bezśnieżne zimy nie odcinają tych ptaków od pokarmu, toteż coraz częściej skowronki i pustułki spotykamy na zachodzie kraju.

W olszynach i brzezinach jest coraz więcej czyży. Do naszych lęgowych ptaków docierają ich północni pobratymcy. Kiedy spadnie śnieg nasi malutcy bohaterowie zlecą się do karmików, gdzie swoją obecnością wniosą sporo ciekawych zachowań i piękny koloryt. Nasi przodkowie uważali, że czyże budują... niewidzialne gniazda.

Tydzień kończy Dzień Ustawy o Ochronie Zwierząt.

IMG_6255x900

Cyraneczka (samiec), fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com 

Czarny "szkodnik"

krogulec14

Dziś mija pierwsza rocznica śmierci wspomnianego w niedzielnym kalendarzu na nadchodzący tydzień profesora Jana Bednorza. Profesor był wybitnym znawcą z zakresu wiedzy o liczebności, występowaniu i zwyczajach ptaków krukowatych.

Był początek roku 2007, histeria wielkopolskich myśliwych względem ptaków krukowatych osiągała swoje apogeum. Dla ratowania środowiska, które rzekomo miało być pod presją wspomnianych ptaków myśliwi wnioskowali o zabicie (tzw odstrzał) aż 10 000 tysięcy krukowatych! Ówczesny wojewoda Dziuba ugiął się presji rzeczywistej i zgodził się na zabicie 120 kruków.

Czy musiał?

Kapitalny wywiad "Co ma myśliwy do kruka" Jacka Łuczaka z profesorem Janem Bednorzem który ukazał się 27 stycznia 2006 roku w "Gazecie Wyborczej" pozwolił mi utwierdzić się w swoim przekonaniu.

Co takiego ciekawego w tym artykule powiedział profesor? Odniósł się między innymi do zarzucania krukowatym szkodnictwa.

"W przyrodzie w ogóle nie ma szkodników. "Szkodniki" stworzył człowiek. Nazywa w ten sposób zwierzęta, które na skutek swojej liczebności lub działalności są konkurentami człowieka w walce o jakieś dobra."

Dla mnie słowa powyższe to już klasyka. Od 27 stycznia wiem, że nie ma czegoś takiego jak szkodnik. No, może poza jednym, potwierdzającym regułę, wyjątkiem. Kapitalnie wyjaśnił jak zwykle dochodzi do "szkód" czynionych rolnikom przez kruki.

"Kruk może lokalnie jakieś szkody wyrządzić, ale zwykle to nie jego wina. Na przykłada koło Grodziska Wielkopolskiego wywożono z rzeźni resztki na pola. Według przepisów trzeba je bronować, by nie były dostępne dla zwierząt. Tego nie zrobiono i rolnicy dziwili się, że nagle kruki się pojawiły. Pisali pismo do konserwatora, że kruki wyjadają ziemniaki. Poparł to nawet profesor łowiectwa z Akademii Rolniczej, który kiedyś napisał, że jak kruk się naje zajęcy, to musi zagryźć ziemniakiem!"

Ciekawie też tłumaczy niechęć myśliwych do kruków:

"Myśliwy, kiedy coś upoluje, to musi rozciąć zwierzaka i wypatroszyć. Zwykle robi to i potem przyjeżdża po tuszkę samochodem. A w tym czasie kruki wyjedzą już najlepsze kąski. Kruk jest cwany i cały czas obserwuje, co człowiek robi. Mądry myśliwy wnętrzności wyrzuci na otwartą przestrzeń, żeby kruk miał się czym zająć, a tusze zostawi ukryte w krzakach. To nie kruk jest wstrętny, tylko człowiek nierozsądny. Ale ktoś musi być winien. I tedy najlepiej obwinić tego, który nie może się bronić."

Zgoda ówczesnego wojewody Dziuby na zabicie tych 120 kruków nie podobała mi się. No bo jak to mogło być żeby histeria osób nie znających zbyt dobrze zagadnienia była ważniejsza od zdania naukowców?! Takie coś to chyba jednak tylko w Polsce może mieć miejsce. Zabite kruki przebadano pod kątem występowania w ich żołądkach śladów zajęcy i kuropatw. Wynik brzmiał: 0%. Kruki zabito tylko dlatego, że wielkopolscy myśliwi mieli "widzimisie".

Pomimo tych badań kilka lat później "przyrodnicy" ze Szczytna domagali się zabicia iluś ptaków krukowatych dla obrony zajączków i kuropatw. Mimo tego jakiś kołtun w mojej okolicy zabija te ptaki. 

Ciąg dalszy perypetii kruków z myśliwymi niebawem nastąpi.

1619151_947452738603912_2911864236408584450_n

"Ciekawski", fot. Marcin Perkowski   www.ptaki.fotolog.pl 

Długoterminowa ptasia prognoza pogody

krogulec14

Justyna zapytała mnie dziś o bardziej długoterminową prognozę pogody zapowiadaną przez ptaki. Myślę, że aby taką uzyskać musimy wziąć pod uwagę kilka czynników. Na przykład czy ptaszek traktuje nas serio, albo od naszej interpretacji faktu.

Lecący wysoko klucz żurawi oznajmia nam deszczową jesień. Tydzień temu podziwiałem kilka kluczy żurawi, które leciały na południowy zachód na wysokości 100 -150 metrów. Czy to już była ta odpowiednia wysokość która zapowiada nam jesienne chłody? Do tej pory nie wiem. Kiedy żurawie przelatywały było słonecznie i ciepło. Teraz jest deszczowo, ale w dalszym ciągu ciepło.

Zatem klucze żurawi wyraźnie mi podpowiadały: w weekend Marek bierz Freddiego, kosz i idź na kanie (grzyby). Ale ani słowem (no dobra wiem, że klangorem) nie zdradziły tego co nas czeka w ciągu najbliższych dni.

Jesień nie jest porą roku w której specjalizują się ptaki. Łatwiej odgadują pogodę na wiosnę. Nasi przodkowie układali stany wód przy pomocy dzikich gęsi, trzciniaków i krzyżówek. Niski lot gęsi zapowiadał niski stan wód, wysoki natomiast przestrzegał przed wód wystąpieniem. Stan wody w jeziorach zapowiada nam... wysokość gniazda uwitego przez trzciniaka. Zasada jest podobna jak u dzikich gęsi. Im niżej będzie gniazdo, tym bardziej nisko będzie woda. I odwrotnie oczywiście też. Krzyżówki reagują podobnie. Jeśli wypatrzymy gniazdo krzyżówek na drzewie, to możemy spodziewać się bardzo mokrej wiosny.

Myślę, że inną rzeczą utrudniającą ptakom określić odpowiednią pogodę jest nasz szalony klimat. Przy obecnych gwałtownych wahaniach pogody pewnie i ptakom trudno jest wyczuć co w najbliższym czasie się stanie.

Zresztą, nie o faktyczną prognozę pogody mi tu chodzi. Bardziej o zwrócenie uwagi na fakt, że nasi przodkowie i pod tym kątem zwracali uwagę na ptaki.

RBiFvBpNv6Vtyj29SGLWHNz1E4ERKLVFnGtXaw441

"Odlot", fot. Marcin Lenart   www.birdwatchig.pl/galeriaautorska/marcinlenart

Spotkanie w mokrym Suchym Lesie

krogulec14

Do Centrum Kultury i Biblioteki Publicznej w Suchym Lesie (akurat wtedy trochę kropiło) pojechaliśmy z Piórko na spotkanie z Adamem Wajrakiem. Oboje z Żoną lubimy Adama, jak też to co robi i pisze.

Adam do spotkania ze swoimi czytelnikami i sympatykami przygotował się profesjonalnie. Piękne zdjęcia, swoboda w opowiadaniu i masa ciekawych opowieści. W skrócie powiedziałbym, że historię swoją zaczął od rogu za domem (gdzie tyle ciekawych rzeczy się dzieje) a skończył za... rogiem żubra (dla słuchaczy: symbolu dzikości). Czasem opowieściom towarzyszył humor*. Dwie godziny minęły jak z bicza strzelił. 

W trakcie opowieści Adama obudziła się we mnie... szpiegowska żyłka. Adam ciekawie opowiada? Ciekawie! Jestem "łowcą" talentów dla Rzeczpospolitej Ptasiej? Jestem. Już pojutrze powiem Pani Izie, że mam następnego kandydata do mikrofonu na XIV Zlot!

Po spotkaniu była "dogrywka", czyli słuchacze mieli swój czas i mogli zadawać pytania. Przyznaję, że pytania były godne Adama. Miały swój odpowiedni poziom i chyba nikt podczas pytań, jak i odpowiedzi, się nie nudził. Ja na swoje odpowiedzi nie otrzymałem. A brzmiało ono mniej więcej tak: - Adam, kiedy doczekamy się książki o wilkach! - Widać książki o wilkach powstawać muszą latami.

Zamiast rzutów karnych były autografy. Oczywiście nie odpuściłem sobie tej tej części. Było trochę luźniej, można było sobie swobodniej porozmawiać.

PS. Przy prezentacji zdjęcia z czterema mazurkami Adam zaznaczył, że dodał je z myślą o swoim przyjacielu, Marku. Oboje z Piórko byliśmy przez chwilę w siódmym niebie. Niby to był drobiazg, a ucieszył bardzo.

* grubodzioby wiosną i latem przesiadują sporo czasu w koronach drzew. Uwielbiają nasiona (owoce) ligustru. Co robimy aby zrobić piękne zdjęcia grubodzioba? Sadzimy ligustr. Po trzech latach, kiedy osiągnie nasz wzrost, mamy doskonałą okazję zrobienia niepowtarzalną okazją zrobienia zdjęć tego ptaka. Jest dosłownie na wyciągnięcie ręki ;-)

Po następnych trzech będzie za późno :-D

spotkanie

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci