Ostatnie notki
Zakładki:
Tam jestem często:
Ambasador RP:
Bocian czeka na Twoją pomoc
Drugi mój blog - zapraszam:
Ilustracje:
Moje adresy:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Napisz do mnie:
Odwiedzam wirtualnie
Organizacje
Plamka poleca
Pogoda na ptaki:
|
Ptasie sprawy
środa, 10 lutego 2010
Desperacja
Nie wiem czy jeszcze ktoś pamięta notkę opowiadającą tragiczną noc, gdy kolonię śmieszek zniszczył lis. Wymordował wszystkie wysiadujące jaja samice. Niedoszłe matki nie zostawiły jaj, gdyż do lęgu było bardzo blisko. Śmierć mewich samic nie poszła jednak na darmo. Wraz ze świtem nadleciały samce i dokończyły dzieła. Podobnie postąpi pójdźka, która zginie, ale jaj nie zostawi. Czajka potrafi stanąć naprzeciw idącym w kierunku jej gniazda owcom z taką determinacją, że te zwątpią. I obejdą tego niewielkiego ptaka dookoła. Niejednego majstra budowlanego musiał zaskoczyć swoim zachowaniem jerzyk. Wysiadający jaja ptak pozwolił nawet się pogłaskać, a gniazda nie opuścił. Co było przyczyną takich zachowań wymienionych ptaków? Wszędzie były już ostatnie godziny wysiadywania jaj. Skorupka jaj nie była już żadną przeszkodą aby usłyszeć głos piskląt. Między rodzicem a dziećmi wytworzyła się już pewna więź...
Czajka w obiektywie Henryka Janowskiego www.henrykjanowski.pl
wtorek, 09 lutego 2010
Na pomoc bielikom II
Moja wrodzona skromność wygrzebała we wspomnianym archiwum mój stary tekst. Skoro jest w temacie, to pozwolę sobie go tutaj opublikować. Przyznam, że czytając zaskoczyłem samego siebie. Styl pisania taki agresywny, tyle tu wykrzykników. A przyznam, że i tak po korektach obraz ten jest łagodniejszy. Chyba w ciągu tych kilku lat w sieci trochę złagodniałem. Oczywiście zapraszam do "Bielikom na pomoc I", bo to one są tu podstawowym wpisem. Fakt, że w pobliskich lasach jest czynne gniazdo bielika znany jest chyba wszystkim mieszkańcom mojego miasteczka. Większość ludzi ma do tego zagadnienia zdrowe podejście, olewając je całkowicie. Żałuję jednak bardzo, że nie każdy. Jest niestety mała grupka "pasjonatów". Pasjonaci lubią te ptaki mocniej, niż te mogłyby sobie tego życzyć. Wizyty "miłośników", dla znalezienia trofeum w postaci pióra czy kawałka skorupki kończyły się w 2004 i 2005 r. nieciekawie. Spłoszone bieliki wracały do gniazda po krukach. Nie miały po co już wracać.
Bielik w obiektywie Marcina Nawrockiego www.fotolens.pl Bielikom na pomoc I
Czasami grzebię po archiwum internetu, gdzie znajduję swoje stare notki z ekobloga. Tym razem nie udało mi się odszukać notki o wędkarzu z Szamotuł, który wyciągnął z tafli jeziora wyczerpanego z głodu bielika. Ptak był tak osłabiony, że nie stawiał oporu przy wciąganiu do łodzi. Bielik, po poczęstunku od wędkarza w postaci kilkunastu drobnych ryb, trafił na obserwacje do poznańskiego ZOO. Jak tylko się okazało, że nic mu nie jest trafił na wolność. Pamiętam historię piskląt bielików z okolic Oleśnicy. Potężna wichura przewróciła drzewo z gniazdem. Dwa młode orły przeżyły tylko dlatego, że leśniczemu nie dała spokoju myśl, czy czasami im nie stała się krzywda. Dwa lata temu kraj obiegła wiadomość o bieliku, który po zderzeniu z pociągiem przejechał, zaklinowany pomiędzy lampą a zderzakiem, kilkadziesiąt kilometrów. Błyskawiczny transport ptaka do Azylu dla ptaków w Poznaniu i fachowa operacja sprawiły, że po kilkumiesięcznej rehabilitacji ptak wrócił na wolność. Wczorajszy mail pozwolił nam poznać nowego szczęściarza w nieszczęściu. Wypada mieć nadzieję, że bielik zostanie dobrze zoperowany w Warcinie i jak tylko będzie mógł to wróci na wolność. Myślę, że dzisiejszą notkę zaliczymy do tych pozytywnie nakręconych. W każdej, krótko poruszonej historii, bieliki otrzymały drugą szansę na życie. Ta sposobność była możliwa tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Oby ich było jak najwięcej.
Bielik i sroka w obiektywie Marcina Nawrockiego www.fotolens.pl
poniedziałek, 08 lutego 2010
Czarno-biały omyk
Krogul nie sadysta, nie zostawi cały dzień sympatyków Plamki z tym przygnębiającym wpisem. Na rozluźnienie pewnie dobrym środkiem okaże się piękna fotografia Czarka Korkosza przedstawiająca pospolitego niegdyś zająca szaraka. Kilka cech zbliży nam tego polnego sprintera. Ciąża u samicy zająca trwa 40-43 dni (rodzi się 2-5 młodych). Jest samotnikiem. Kniazia gdy: jest w niebezpieczeństwie, ranny i podczas parkotów. Omyk jest z wierzchu czarny, od spodu biały. Parkoty zaczynają się w styczniu-lutym, kończą w sierpniu-wrześniu. Potrafi: pływać, skakać na wysokość 3 metrów. Prędkość jaką maksymalnie może rozwinąć wynosi 70 kilometrów na godzinę. Skoki są dwukrotnie dłuższe od przednich łap. Warga jest podzielona głęboko w poprzek. Wbrew mitom śpi z zamkniętymi oczyma. Zębów zając ma 28. Mógłby dożyć nawet 13 lat. Na koniec zapraszam na obejrzenie dzisiejszego Teleekspresu. Wystąpi w nim ma bohater jutrzejszej notki.
Zając w obiektywie Czarka Korkosza www.cezarykorkosz.pl Ostatni strzał
Nie chcę, ale muszę opublikować ten wpis. Niestety w przyrodzie nie zawsze są sprawy przyjemne. Bardzo często negatywną rolę odgrywa w niej człowiek. Zapraszam do wysłuchania reportażu Anety Gałaburdy "Ostatni strzał." Każda osoba, która wysłucha tę audycję przekona się, że myślistwo to nic innego jak dzicz w lesie, "pogarda dla śmierci, którą się zadaje"... Warto pamiętać, że zabijaczy zwierząt jest około stu tysięcy... Za pomoc przy "Ostatnim strzale" dziękuję Marianowi, Tomkowi i Wojtkowi.
"Ptasiarz" w obiektywie Wojtka Januszkiewicza www.avestom.com
niedziela, 07 lutego 2010
W co zastuka dzięcioł?
Spotkania w sezonie zimowym na obszarach zabudowanych z polskim mrówkojadem jakim jest piękny dzięcioł zielony nie jest dla mnie czymś niezwykłym. Miałem przyjemność zauważyć go podczas wędrówki po nieotynkowanym budynku, jak też i po słupie energetycznym średniego napięcia. Co robił ów ptak w tych zdawałoby się niecodziennych dla niego miejscach? Oczywiście, szukał pokarmu jakim są ukryte larwy owadów i pająków. "Dzięcioł w drzewo pukał/ dziewczę płakało" to wielki przebój Maryli Rodowicz do słów mistrza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. I norma, jeśli chodzi o zachowania dzięciołów. Jednak niebawem wybrane przez los (czy dzięcioła) osoby usłyszą salwy dzięciołów kierowane w inne rzeczy. Zapewne będziemy zdziwieni, gdy usłyszymy jak dzięcioł duży trzaska dziobem w... uliczną latarnię! "Oczadział durny?" - zastanowi się niejedno z nas. Nie, ptaszek nie oczadział. Ptaszek wykonuje po prostu swój miłosny song. W lesie byłyby to salwy werbli w suchą gałąź. W mieście taką gałąź znaleźć jest trudno, a lampy są jakby stworzone na potrzeby dzięciołów. Łoskot po werblach niesie się daleko, co jak wiadomo szybciej przyniesie skutek w postaci pani dzięcioł. Dzięcioł jest ptakiem ciekawskim. Jeśli znajdzie jakąś szczelinę to musi zobaczyć co w niej jest. Jeśli murarz przy ocieplaniu zaoszczędził trochę kleju przy mocowaniu styropianu, to właściciel domu musi się liczyć z wizytami dzięcioła. Ptak będzie zaciekawiony, czy aby w powstałych szczelinach nie ma kornika, a ściany będą wyglądać jakby zostały ostrzelane karabinem maszynowym. Gdy dorwie się do urządzenia w którym coś będzie chrobotało (na przykład budzik) to możemy być pewni, że tak długo będzie się pastwił nad takim przedmiotem aż przekona się czy tam nie ma też korników. Skoro o dzięciołach mowa to mam jeszcze jedną informację. Córka kolegi rozpoznaje gatunek dzięcioła po werblach nawet z odległości 1 kilometra!
Dzięcioł duży w obiektywie Czarka Korkosza www.cezarykorkosz.pl
sobota, 06 lutego 2010
Nieudany desant
Dostałem mail od Chiary z informacją, że lutowy National Geographic zawiera między innymi wywiad z Jarosławem Nowakowskim, pod tytułem „Mężne serce sikorki”. Nie zapoznałem się jeszcze z tym artykułem, ale i tak się uśmiechnąłem. Tyle słów skreśliłem o tym niewielkim ptaku, a i tak końca ich, na szczęście, nie widać. Mimowolnie przypomniała mi się z bogatkami stara już historia. W 1914 roku w Anglii pewna sikora "wpadła na genialny pomysł". Co by się stało gdyby tak zerwać kapsel z butelki stojącej przed domem właściciela ogrodu gdzie w pewnym zakamarku miała gniazdo? Jako, że była wprawiona w rozbijaniu twardych nasion jak i zrywania poluzowanej kory drzewnej, to droga od pomysłu do realizacji daleka nie była. Jaka nagroda czekała na prekursora wszyscy się domyślamy. Była nią oczywiście pyszna, świeżutka śmietanka. Historia ta może nawet nie zostałaby zauważona przez człowieka, gdyby nowatorskie odkrycie naszej bogatki nie zostało podchwycone przez jej sąsiadki. Nie muszę chyba zapewniać, że Anglia stanęła przed "bogatkową zarazą". Bogatkowy desant na Europę nie powiódł się. Praktyczni sprzedawcy mleka w Niemczech, gdy zorientowali się w zagrożeniu, zaprzestali donosić mleko do domów...
Bogatka w obiektywie Czarka Korkosza www.cezarykorkosz.pl
piątek, 05 lutego 2010
Kala?
Po upojnych nocach przychodzi proza życia, czyli wysiadywanie jaj i karmienie piskląt. Skoro jest karmienie to pojawia się problem z kupą. Gniazd z łazienkami ptaki nie konstruują, pampersów ani pieluch tetrowych nie wymyśliły, więc stoją przed problemem: kalać w to swoje gniazdo czy nie kalać? Ptaki do tego zagadnienia podchodzą różnie. Do najschludniejszych gatunków zapewne możemy zaliczyć czaplę siwą. Kiedy młode nielotne pisklę poczuje, że musi to: kłania się do środka gniazda unosząc przy tym kuper do góry. "Salwa" wylatuje poza burtę gniazda i nie ma problemu. No, chyba, że ktoś akurat przechodził. Nie darmo mówi się, że nieetycznie jest chodzić koło gniazd gdy są w nich lęgi. Gniazdo skowronka uwite jest na ziemi. Gdyby skowronek próbował załatwić potrzebę podobnie jak czapla, to odchody wylądowałyby tuż przy gnieździe. Byłby smrodek a owady umiliłyby życie nie do zniesienia. Skowronek jest ptakiem schludnym a, że w sukurs przyszła mu natura, to radzi sobie z problemem w prosty sposób. Kupa "zapakowana" w cienką błonkę jest zaraz wynoszona przez rodziców. I to daleko wynoszona. Nawet na dwadzieścia metrów. Godny podkreślenia jest fakt, że rodzice wszystkie odchody składają w jednym miejscu! Kto zatem kala? Między innymi kos. Gniazdo kosa jest oględnie mówiąc tak zafajdane i śmierdzące, że nie nadaje się do powtórnego lęgu. Podobnie ma się rzecz z gniazdem niechlujnego orła przedniego. Różnica pomiędzy jego chatą a kosową polega na tym, że wiosną orzeł może ponownie swoją zasiedlić. Deszcze, śniegi i wiatry posprzątają za niego.
Skowronek w obiektywie Henryka Janowskiego www.henrykjanowski.pl
czwartek, 04 lutego 2010
You Can Dance
Jeśli ktoś po "Śmierci drozda" pomyślał, że przyroda również spycha starsze osobniki na boczny tor, to pragnę powiedzieć iż jest w błędzie. Postaram się to ukazać na przykładzie pewnego głuszca, choć biolodzy podobnych przykładów znaleźliby na pęczki. Głuszec Stephen tańczył. Robił to tak jak w zeszłym roku, dwa lata temu, trzy, a nawet i cztery. Stephen miał pięć lat. Tańczył, bo wiedział, że tylko w ten sposób ściągnie na siebie uwagę głuszek. Nie lubił tych bzdurnych podskoków w górę, ale czegóż to nie zrobi ptak dla miłości. Zdążył już zauważyć, że dziewczęta nie preferują osiłków ani strojnisiów, tylko weteranów. Stephen rozglądał się po najbliższych współtancerzach z małym niedowierzaniem. Nie zauważył, najstarszych podczas ubiegłorocznych tańców, Paula, Jeana, Kima i Briana. Stephenem aż wstrząsnęło. Jezioro rozkoszy było na wyciągnięcie ręki. Było i nic już nie powinno zamącić jego tafli. Stephen podskakiwał dalej. Teraz dopiero, po latach oczekiwań, zrozumiał, że laski mają rację. Młode głuszce najlepsze będą po doświadczonych ojcach. Nie po takich młokosach, którzy podskakują obok. Za białko w jajkach swoim matkom nie zapłacili, a już wyobrażają sobie nie wiadomo co. Nie, to nie tędy droga. Trzeba było... Rozmyślania Stephena przerwała Lucy. Stała pod krzaczkiem i mrugała do niego oczkiem. "O-ho, zaczyna się!" - zdążył pomyśleć. I zauważyć jeszcze kilkanaście innych dziewcząt. Głuszcowi Stephenowi zapowiadała się gorąca, upojna noc... Opisu dalszego nie będzie. Na Plamkę wchodzą nieraz dzieci.
Głuszec w obiektywie Artura Tabora www.arturtabor.pl
środa, 03 lutego 2010
Sieć maile nosi II - czyli na gitarze grać każdy może
Mail tym razem przyszedł od Brokergga. Przyniósł, zresztą zaraz sami zobaczycie co. Ja tylko zapowiem: Myślę, że mały metal nikomu nie zaszkodzi. W ubiegłym roku powstał zespół The Zebra Finch, którego porywające partie gitarowe dorównują najsłynniejszym standardom największych grup heavy metalowych. The Zebra Finch pilnie poszukuje zdolnego perkusisty i wyrusza na światowe tourne. Planowany koncert w Polsce ma się odbyć 31 czerwca. Nie jest jeszcze ustalone miejsce tego koncertu. Póki co Plamka przedstawia jeden z najbardziej znanych utworów The Zebra Finch "Oj di ri di u-ha!"
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||