Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

O jerzyku przeżutym kurczakiem karmionym

krogulec14

Ostatnio syn znalazł młode pisklę. Z tego co ocenił było ono dość mocno skazane na pożarcie przez kota. Brakowało bezpiecznej gałęzi, czy innego spokojnego miejsca dla malucha, gdzie mogliby dokarmiać go jego rodzice. Co było robić, zabraliśmy pisklaka. Zadzwoniliśmy do Jacka Więckowskiego i zawieźliśmy Mu nasz skarb. Jacek wychował już kiedyś naszego szpaka, gołębia. To i tego ptaka postawi na skrzydła. Pisklę otrzymało dobrą opiekę, której my sami byśmy nie potrafili zapewnić.

Dlaczego opowiadam tą historię? Bo czasami ludzie zachowują katastrofalnie! 

-

Szanowni Państwo. Pomysłowość Wasza co do podawanego jerzykom przez Was pokarmu, jest przerażająco zaskakująca.
Kacperek został przywieziony z nadmorskiego kurortu gdzie jego opiekunowie serwowali mu przeżutego kurczaka i biały ser gdyż jak mówili nic innego, będąc na wczasach, nie mogli do jedzenia dla niego znaleźć.
Zastanawiam się czy z braku odpowiedniego jedzenia, podalibyście swojemu dziecku truciznę? Tak, Szanowni Państwo, taki pokarm dla jerzyka to nic innego jak trucizna.
Jeszcze jedna bardzo ważna sprawa.
Jeżeli już zdecydowaliście się pomóc ptakowi, sprawdzajcie czy nie jest zabrudzony odchodami.
Kiedy zważyłam Kacperka, ważył 31 g ale kiedy zajrzałam pod jego brzuch, okazało się, że do kloaki, sterówek i brzuszka przyklejona jest kilkudniowa twarda kupa.
Po umyciu jerzyka, ptaszek ważył tylko 25 g.
Te zabrudzenia na sterówkach to pozostałość po kupie, która wżarła się w pióra i będzie można ją stopniowo wykruszać.

-

Jako komentarz cisną mi się słowa: powiadają, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane...

11872276_10205117319427719_3628519968721398235_o

Tekst i zdjęcie Pani Zofii Brzozowskiej   www.ratujmyptaki.org 

Orlik grubodzioby, czyli o co tyle krzyku

krogulec14

Ubyło nam ostatnio "prawdziwych" orłów, oj ubyło. I to nie za sprawą zarazy, myśliwych, czy innego w przyrodzie dokazującego draństwa. Ubyło ich za sprawą... systematyków, którzy przełożyli fiszki z orlikami krzykliwymi i grubodziobymi z szufladki Aquila do szufladki Clanga. A jak wiadomo być Aguila znaczy być super orłem, a być Clanga, no cóż...

Ciekawym staje się fakt w przypadku orlika grubodziobego, który obecnie naukowo to nazywa się Clanga clanga. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Clanga wywodzi się od clangoru (tak, tak, od tego co żuraw klangoru), to nasz orlik grubodzioby robi się wybitnym krzykaczem. Kto wie czy nie większym niż jego krzykliwy pobratymiec...

-

Orlik grubodzioby, o którym mam zamiar skreślić dziś kilka słów, jest w Polsce gatunkiem arcyrzadkim. Jego izolowana grupa występuje u nas jedynie na terenie Bagien Biebrzańskich i to jedynie w ilości 15 par lęgowych! Pomimo, że jest oczkiem w głowie wielu przyrodniczych instytucji (Komitet Ochrony Orłów, Biebrzański Park Narodowy czy stowarzyszenie Ptaki Polskie), to zagrożenia czyhające na niego też są silne. Osuszanie bagien, czy też ich zarastanie są już dla niego sporym wyzwaniem.

Nie mniejszym zagrożeniem dla niego jest bliźniaczy... orlik krzykliwy! Osoby, które uważają, że z rodziną wychodzi się najgorzej, nie muszą tutaj akurat tryumfować. Obydwa orliki ze sobą nie konkurują, żyją wręcz bardzo dobrze. Aż za dobrze, bo czasem z tego dobrego pożycia powstają mieszańce. Jak wiadomo hybrydy mogą zgubić czystość gatunku nie tylko wśród orlika. 

Orlik grubodzioby nie zawsze był na naszych ziemiach tak rzadki. O jego występowaniu na terenach Królestwa Polskiego w XIX wieku mówił w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski tak:

"U nas w ogóle jest mniej liczny od poprzedzającego lecz trafia się na całej przestrzeni kraju i w niektórych lesistych  i błotnistych okolicach, a mianowicie po prawej stronie Wisły jest pospolity."

Orlik grubodzioby żyje na nizinach w okolicach lesistych ze zbiornikami wodnymi i otwartymi terenami. Gniazdo umieszcza w koronie wysokiego drzewa, najczęściej na wysokości 11 -14 metrów, zwykle liściastego (brzoza, buk) przy pniu. W gnieździe dochodzi bardzo często do kainizmu. Starsze pisklę zwykle zabija konkurenta do pokarmu jakim jest młodszy pisklak. Wokół gniazd orlików grubodziobych obowiązuje strefa ochronna: przez cały rok w promieniu do 200 metrów, a okresowo, od 1 marca do 31 sierpnia - w promieniu do 500 metrów od gniazda.

Przylatuje do nas w kwietniu, odlatuje we wrześniu i październiku. Żywi się głównie małymi ssakami i ptakami o mniej sprawnym locie, zwłaszcza łyskami, oraz płazami i gadami. Poluje w locie, z zasiadki i na piechotę. 

Co jeszcze znalazłem w orlikach grubodziobych wyjątkowego? Piszę "Plamkę mazurka" już osiem lat. Jak do tej pory nigdy nie przyszło tak długo mi szukać zdjęcia jak do dzisiejszego wpisu. Na koniec doskonale zrozumiałem słowa Ani Pilarskiej mówiącej: "mam trochę doświadczenia z tym gatunkiem i wiem, że każde zdjęcie na wagę złota oraz pilnowane! :-)" Na szczęście mogę zaprezentować Wam tego wyjątkowego ptaka uchwyconego obiektywami naszych fotografów. Zapraszam też Was do zapoznania się do prezentacji orlika grubodziobego w stowarzyszeniu Ptaków Polski.

orlik_Darka

Orlik grubodzioby, fotografię wykonał (w 1983 roku!) Darek Szary Wilk Karp

xpiQ4ChtFqwmn2u9cDkdwkaxpI0VA9T3nm7P14pH

Orlik grubodzioby, fot. Andrzej Sulej

Pierre Belon

krogulec14

 

Temat dzisiejszego wpisu podrzucił mi swego czasu Makroman. Nie ukrywam, że bardzo spodobały mi się wówczas rysunki ptaków, więc zaznaczyłem ten temat w notatniku abym nie dał rady tematu przegapić.
Pomysłodawcą, autorem zaznaczonego tekstu, jak i wyboru zdjęć jest Biedrzyn. Więcej ciekawych postów znajdziemy w Jego blogu zatytułowanym "Naturalnie".
"Pierre Belon (1517-1564) – francuski przyrodnik i lekarz, autor wydanej w 1555 roku pierwszej książki o ornitologii. Poniżej kilka uroczych ilustracji z tego wydawnictwa autorstwa Pierre'a Gourdelle. Całość do przeczytania w oryginale i obejrzenia tutaj."
Wikipedia dodaje, że w młodości był uczniem Cordusa. W latach 1546-1549 odbył podróż do Konstantynopola, zwiedzając też Włochy, Grecję i ziemie od Konstantynopola do Egiptu. Opis przyrody i ludzi z tych krajów wydał w 1551 r. Następnie badał zwierzęta wodne, publikując wyniki w 1551. W 1555 ukazało się jego, wspomniane już przez Biedrzyna, opracowanie ptaków.
Na koniec mam zadanie: kto pierwszy rozpozna wszystkie ptaki, które zostały poniżej przedstawione. Są one nie tylko piękne, ale również realistyczne, więc odgadywanie nie powinno być trudne.

 

6

 

 

 

41

 

 21

 

 

7

 

A swoją drogą to jestem ciekawy kto pierwszy poda mi wszystkie nazwy ptaków podanych tu na tych rysunkach.

Sowa z głosem jak psa skomlenie

krogulec14

Na samym początku historia zasłyszana w "Lecie z Radiem". W jednym domu pies z papugą (żako - jakby się kto pytał) mieszkali. Imion zwierząt nie powiem, bo je zwyczajnie zapomniałem. Wszelkie inicjatywy psa, gdy oboje byli sami, były momentalnie ucinane przez papugi donośnym "siad!" No to pies siadał. Nawet wtedy gdy szedł do miski wody się napić...

-

Już sam początek tekstu o włochatce w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego zaskakuje:

"Pomimo znacznych różnic odznaczających tę sowę od sówki (Strix noctua* RETZ), we wszystkich prawie szczegółach, dawniejsi naturaliści nie postrzegali tego, i oba gatunki razem mięszali. Trudno zaiste zrozumieć, jakim sposobem mogli się tak mylić w gatunkach, gdzie kształty głowy, ogona, nóg, skrzydeł, proporcyje tych wszystkich części, rodzaj upierzenia i barwa są tak odmienne i na pierwszy rzut oka wyraźne."

Włochatka jest typowym gatunkiem tajgi, toteż najchętniej przebywa w rozległych borach świerkowych. Gniazdo zakłada zwykle w starej dziupli dzięcioła czarnego, rzadziej w budkach lęgowych. 

Jest gatunkiem zasadniczo osiadłym. Zimą część osobników koczuje. W Polsce jest nielicznym gatunkiem lęgowym (800 -2 000 par) w Karpatach i Sudetach, ich podgórzach oraz na północy kraju. Na koczowaniu jesiennym może pojawić się niemal wszędzie. Jest aktywna nocą. Poluje na leśnych polanach, zrębach i bagnach. Bardzo zręcznie atakuje ofiarę.  Żywi się głównie gryzoniami (80% pożywienia), poza tym owadami i ptakami.

"Żywi się myszowatemi zwierzątkami, na które zaczyna polować o zupełnym zmierzchu. Wybiera także małe ptaszki z noclegów, które ją we dnie bardzo prześladują; prócz tego chciwa na ćmy i inne nocne owady."

Dzień spędza ukryta na grubych konarach lub w dziuplach. W locie na przemian uderza skrzydłami i posługuje się lotem ślizgowym. Poza sezonem lęgowym żyje samotnie. Żyje skrycie.

"Trzyma się głównie większych lasów i ogrodów w starodrzewia obfitujących, rzadko się zbliża do budynków. We dnie słabo widzi i wcale nie poluje; przepędza je zwykle po dziuplach w zagęszczonych gałęziach; przed człowiekiem nawet niechętnie zlatuje, i niekiedy kijem ubić się daje, siada bowiem dość nisko, i spędzona nie leci daleko. Z wiosny odzywa się po całych nocach głosem krótkim, donośnym, często przerywanym, wabienie się to łatwo odróżnić od głosów innych gatunków."

Taczanowski, jak zaczął, tak i skończył opowieść o włochatce w sposób wyborny:

"W Syberyi w domu chodowana przez jednego myśliwego, wyuczyła się z łatwością naśladować pianie kogutów, skomlenie psów i głosy innych zwierząt domowych."

No cóż, mieć głos jak psa skomlenie to jednak chyba tylko syberyjskim sowom jest dane...

*Strix noctua - tak ów Retz nazywał, jak się łatwo domyślić... pójdźkę!

Źródło cytatów: Taczanowski W. 2012 (reprint) "Ptaki krajowe" Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne

Hk61LteTNFphj29sd4EWkVCPwaWJnyynAVl19KZf

Włochatka, fot. Marcin Lenart   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/413-marcin-lenart 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci