Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Brzechwa Jan Sroka

krogulec14

Dzisiejszą aktywność na blogu zawdzięczamy Dorocie, która umieściła na swojej osi czasu znany wierszyk Jana Brzechwy. Uzupełnieniem wiersza i pomysłu mogło być tylko i wyłącznie zdjęcie sroki sfotografowanej przez Dorotę. W ten sposób mamy poniższą całość:

 

Jan Brzechwa

Siedzi sroka na żerdzi 

I twierdzi, 


Że cukier jest słony, 
Że mrówka jest większa od wrony, 
Że woda w morzu jest sucha, 
Że wół jest lżejszy niż mucha, 
Że mleko jest czerwone, 
Że żmija gryzie ogonem, 
Że raki rosną na dębie, 
Że kowal ogień ma w gębie, 
Że najlepiej fruwają krowy, 
Że najładniej śpiewają sowy, 
Że bocian ma dziób zamiast głowy, 
Że lód jest gorący, 
Że ryby się pasą na łące, 
Że trawa jest blaszana, 
Że noc zaczyna się z rana, 

Ale nikt tego wszystkiego nie słucha, 
Bo wiadomo, że sroka jest kłamczucha. 

20140629084834_sroka1dm

Sroka, fot. Dorota Makulec   www.dorotamakulec.pl 

Na skrzydłach jesieni

krogulec14

Ptasia jesień rozpoczyna się znacznie wcześniej niż nasza. Już w połowie lipca następuje wśród ptaków wielka cisza. Swoje popisy wokalne kończy większość ptaków. Co prawda zaśpiewa jeszcze cudownym fletowym głosem wilga, odezwie się zaganiacz, ale to są już prawdziwe ptasie ostatki. Podsumowaniem takiego stanu rzeczy będzie 4 sierpnia. "Na świętego Dominika, śpiew ptactwa zanika" - stare powiedzenie ludowe oparte jest na konkretnych spostrzeżeniach.

Jesień, kojarząca się nam głównie z powodu odlotu jaskółek i bocianów, oraz ze spektakularnych przelotów dzikich gęsi, najszybciej zobaczymy nad morzem. Pojawia się na skrzydłach srogich dla innych ptaków wydrzyków, oraz płatkonogów u których "gender" zakorzeniony jest od wieków. U płatkonogów to samica spodnie nosi (czytaj: tokuje i zostawia samca samego). Samiec wysiaduje jaja, wodzi pisklęta.

Podmokłe tereny zaczynają opuszczać piękne rycyki, krwawodzioby, tajemnicze wodniki i kropiatki. Szykują się do odlotu smukłe rybitwy i sieweczki a także ciekawe brodźce piskliwe. Co niektóre z tych brodźców zagrać będą mogły w przednich filmach przyrodniczych: będą chodzić, pociesznie trzęsąc ogonem, po plażach i... wyżerać krokodylom resztki pokarmów spośród ich kłów. Krokodyle nie zrobią im krzywdy, wszak nie je się szczoteczek do zębów.

IMG_2241x800

Brodziec piskliwy, fot. Marcin Łukawski

Nad skoszonymi polami zataczać będą kręgi myszołowy. Czas kośby jest czasem ich żniw. Myszy mają teraz w bród. Powoli łączą się w stada szpaki. Najpierw jest ich po kilkadziesiąt, później będziemy liczyć je w setkach, aż w końcu utworzą stada liczące tysiące!

Następne akcenty ptasiej jesieni zauważamy w połowie sierpnia. Odlatują wówczas od nas śmigłe jerzyki, piękne wilgi oraz dziwonia. Ta ostatnia jest jednym z nielicznych ptaków, który nie odlatuje na południe bądź też na zachód. Zimowiska dziwonii znajdują się w Indiach. Najbardziej spektakularną datą w odlotach jest 24 sierpnia. "Kiedy do Bartłomieja bocian u nas trwa mnogi, tedy zima lekka będzie i opał niedrogi" - pewnie w dawnych wiekach przyglądano się od połowy sierpnia bocianom bardzo uważnie.

Połowa sierpnia to też czas polowań na cztery gatunki kaczek. Do 21 grudnia myśliwi mogą strzelać do krzyżówek, głowienek, czernic i cyraneczek. Poza tym rozpoczęły się łowy na największego w Polsce dzikiego gołębia i łyskę. Łyska słynie z bardzo niesmacznego mięsa, natomiast chętnie podejmowana jest przez bieliki. Pomimo tego bywa często strzelana przez myśliwych.

Koniec sierpnia to dalszy czas odlotów. Odlatują między innymi kukułki (swego czasu ludzie sądzili, że te ptaki jesienią... zamieniają się w krogulce) oraz mickiewiczowskie derkacze - w "Panu Tadeuszu" derkacze są wspomniane dwa razy. Odlatują, znane z charakterystycznych czubków, dudki a także ortolany. Te drugie ptaki swego czasu swoim śpiewem zainspirowały samego Ludwiga van Beethovena do napisania V Symfonii.

 

Ortolan, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com 

Wrzesień rozpoczyna się czasem łowów na następne gatunki ptaków. Od pierwszego września myśliwi mogą polować na trzy gatunki gęsi (gęgawa, gęś białoczelna i gęś zbożowa) i tajemnicze słonki i jarząbki. Dziesięć dni później listę tą uzupełnia coraz rzadsza na naszych polach kuropatwa.

Odlatują następne gatunki ptaków. Robią to ptaki z błędem ortograficznym w nazwie, piegże, nasi sąsiedzi ze szpar w budynkach, kopciuszki, bohaterowie "Tajemniczych ogrodów", rudziki. Odlatują też frapujące lelki.

Szykowaniu się odlotowi jaskółek towarzyszyły dawniej ich pilne obserwacje. "Maryja się rodzi (8 września), jaskółka odchodzi." I coś w tym jest. Bo choć później jaskółki jeszcze widuję, ale to już są "obce", będące u mnie na przelotach. Jaskółki i ich odlot były też dawniej wróżbą jesiennej pogody: "czym dłużej jaskółki we wrześniu zostają, tym dłużej piękne i jasne dni bywają". Jak widać pod wieloma względami warto było patrzeć na ptaki.

Jesień to także czas... przylotów. Początkowo przylatują do nas z północy kaczki. Są to uhle, ogorzałki, lodówki i markaczki. Spotkamy je zazwyczaj nad morzem, choć część z nich pojawi się na większych rzekach i jeziorach. Wraz z nimi przyleci podobny do kaczek bielaczek. Na przylot bliższych naszemu sąsiedztwu gili i jemiołuszek jeszcze musimy poczekać. Tak jak na rzadsze "skowronki" północy górniczki i śnieguły.

Odlotom i przylotom towarzyszą przeloty. Przelatują znane z wiosennych toków bataliony. Najbardziej widowiskowe przeloty są na naszym wybrzeżu. Poza wydrzykami, ptakami siewkowatymi, szponiastymi lecą też w olbrzymich ilościach drobne ptaki śpiewające.

"We wrześniu, gdy gdy tłuste ptaki, srogo się zima da we znaki" - tak jak na przykład potrzeszcze, które zbierają się w wielotysięczne stada. Na potrzeszcze i nie tylko, spoglądano dawniej dość łapczywym wzrokiem. Dość często trafiały na stoły naszych przodków.

W drugiej połowie września odlatują znane z piosenki Mazowsza przepiórki, jak też i dostojne żurawie. Klangor tych ostatnich dodaje ich odlotowi majestatu.

29 wrzesień to dzień świętego Michała. Data w jesieni ptaków ważna. "Jeśli nie odlecą ptaszki do Michała, do Wigilii zima nie nastąpi cała. Ptaszki przez Michałem odleciały, będzie ostry grudzień cały." Powtórzę się bo warto: opłacało się dawniej patrzeć na ptaki! 

"Październik chodzi po kraju, wygania ptactwo z gaju" - no cóż, pozostanie nam podziwiać jedynie, które pozostaną, bądź też przylecą do nas na zimowiska. Miesiąc ten rozpoczynamy  Europejskim Dniem Ptaków.

Tym razem opuszczają nas pliszki i kokoszki (dawne słynne "kurki widne"). Trwa wielki ruch wśród łabędzi, jedne odlatują inne przylatują a pozostałe przelatują. Zimujące u nas łabędzie to widok naszych czasów. Dawniej odlatywały wszystkie.

W lasach jest coraz więcej czyżyków. Zimą te niewielkie ale za to sympatyczne ptaki będą odwiedzać nasze karmiki.

"Gdy w listopadzie gawrony gromadnie latają, deszcze albo śniegi zapowiadają" - wciąż trwa ruch wśród ptaków. Są już jery, bardzo towarzyskie ptaki, ich koncentracje czasami osiągają miliony. Są też jemiołuszki, kolorowe "szpaki" z północy z pięknym czubem na głowie. Odlatują kszyki, przemieszczają się gągoły i nurogęsie.

DSC_4732x800

Jemiołuszka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com 

Jesień wśród ptaków skończymy w listopadzie wraz z pierwszym opadem śniegu. Śmiało możemy to zrobić, bo jakby nie patrzeć to pory roku u nich kierują się swoim rytmem.

Drony nad Rzeczpospolitą Ptasią

krogulec14

Mail z Rzeczpospolitej Ptasiej dostałem. Pozwalam sobie na opublikowanie go w całości na blogu. Oto on:

 

 

Szanowni odwiedzający Rzeczpospolita Ptasią.

 

Kilka dni temu przerwano mecz piłki nożnej między Serbią a Albanią z powodu wypuszczenia nad boisko dronu z flagą Wielkiej Albanii. Media nazwały ten incydent prowokacją.

My w ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy niepokojący telefon od odwiedzających Betonkę turystów. Zaobserwowali oni 2 osoby puszczające dron z umieszczonym na nim aparatem fotograficznym wprost w stado gęsi. Dron, rzecz jasna, płoszył ptaki, które w panice podrywały się do lotu kompletnie ogłupiałe.

Interweniowaliśmy wraz z turystą i policją, bo przecież latanie nad parkiem narodowym i płoszenie w nim ptaków są zakazane.Skończyło się na pouczeniu sprawców. W tym tygodniu ponownie, tym razem poza parkiem narodowym, na wale biegnącym ze Słońska do Kłopotowa spotkałam parę z dronem, szykującą się do fotografowania, czy filmowania wracających na nocleg do parku żurawi. Nie ma znaczenia, czy w tym miejscu drony wolno puszczać, bo przecież ptaków z gatunków chronionych nie wolno płoszyć NIGDZIE.

Szanowni Państwo, my jako stowarzyszenie TPS "Unitis viribus", nie zgadzamy się na używanie dronów płoszących skrzydlatych Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej ani na Jej terytorium, ani gdziekolwiek indziej. Dron, który zmusza ptaki do lotu, jest realnym zagrożeniem dla ich życia. Nie tylko dlatego, że może powodować kolizję z ptakami, ale przede wszystkim pogarszając ich bilans energetyczny. Lot to czynność, na którą ptaki zużywają najwięcej energii. Jeśli spłoszone muszą dodatkowo latać poza "obowiązkowymi kursami" na żerowiska czy na noclegowiska, to spada ich kondycja i będzie im trudniej przeżyć zimę. Wystarczy, że muszą podrywać się do lotu uciekając przed polującym bielikiem, co jest całkowicie naturalne.

Zachęcamy do zastanowienia się nad etycznym aspektem "pięknych" zdjęć z lotu ptaka wykonanych przy pomocy najnowszej technologii oraz podjęcia decyzji czy wolicie spokojnie na ptaki patrzeć, czy chwalić się niezwykłymi zdjęciami zrobionymi ich kosztem. Są już tysiące takich zdjęć możliwych do obejrzenia dzięki Internetowi. My chcielibyśmy jednak jak najdłużej patrzeć na żywe ptaki, zwłaszcza w Rzeczpospolitej Ptasiej, dlatego musimy dbać o nie i je chronić.

W zamieszczonym w paszporcie Rzeczpospolitej Ptasiej Kodeksie obserwatora ptaków czytamy:

Każdy, kto obserwuje ptaki szanuje przyrodę. Dobro ptaków i ich środowiska ma zawsze pierwszeństwo przed interesami miłośnika ptaków.

Wystarczyłoby o tym pamiętać!

Droniarze out!!! 

Mały wielki ptak

krogulec14

Nie ukrywam, że w trakcie pisania "Plamki mazurka" wyjątkowo dobrze i łatwo pisało mi się o wróblu. Bo pisać było o kim. Jest najwierniejszym skrzydlatym towarzyszem człowieka - brakuje go tylko na terenach podbiegunowych i pustyniach, choć w oazach już jest. Jego obecność jest na tyle dla nas niezbędna, że był zabierany przez emigrantów do Ameryki czy Australii. Co prawda Amerykanie dość szybko uznali wróbla za "szkodnika", wypowiedzieli mu wojne, ale... ptak i tak w pejzażu Ameryki pozostał ;-)

W Polsce obdarzyliśmy tego ptaka największą ilością, spośród ptaków, przysłów, powiedzeń (na przykład: "starego wróbla na plewy nie nabierzesz"). Ma wróbel swój w kalendarzu dzień, doczekał się nawet pomnika. Wróbla uhonorowali w swoich dziełach poeci: Gałczyński, Mickiewicz, Poświatowska, Baczyński czy Leśmian.

Niby taki mały szary, ptak z tego wróbla. Jednak jeśli przyjrzymy mu się nieco uważniej to zobaczymy zgoła co innego.

Jak zapewne wszyscy wiemy z wróblem dzieje się coś niedobrego. W latach 2000 -10 zniknęło u nas aż 20% tych ptaków. Co gorsza nie do końca znane są przyczyny zanikania wróbli. Za najpoważniejsze uważa się brak miejsc lęgowych, presja ptaków krukowatych oraz coraz skromniejsza baza pokarmowa.

Myślę, że o tym jak smutny jest świat bez wróbli mogą powiedzieć tylko te osoby, gdzie tych ptaszków już nie ma. Myślę, że każda idea mająca na celu poprawę bytu wróbli i innych małych ptaków. Jedną z najciekawszych inicjatyw jest niewątpliwie krakowska Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka. Dzięki działalności Asocjacji wróble wracają do miejsc, gdzie ich dawno nie widziano!

 5s7tNnwXp5U4HIzSyYPH4pkE2EN9wgD3OzF2pISP

Wróbel, fot. Piotr Górny

Nie taki straszny kruk jak myśliwi go malują

krogulec14

 W części "Czarny szkodnik" starałem się wyjaśnić, że kruk jest ptakiem takim samym jak inne. Ani złym, ani dobrym. Podobnie jak inne zwierzętom (wilk, sowa, bóbr) dane jest mu żyć w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Nie jest ani dobrym, ani złym. Ani tym bardziej demonem.

Zgoda wojewody Dziuby przypomniała mi pewien, chyba wstydliwy dla myśliwskiej tradycji fakt. W latach międzywojennych w Wielkopolsce wytępiono wszystkie kruki! Zrobiono to między innymi uciekając się do najbardziej barbarzyńskich metod niszczenia ptaków: trując, niszcząc jaja, zabijając pisklęta. Kiedy słyszę słowa o myśliwskiej tradycji dość często myślę o losie przedwojennych kruków w Wielkopolsce.

Wyobraźmy sobie taką scenę. W jakimś ustronnym miejscu kruk skubie sobie mięsko z nieżywego jelenia. Czy to oznacza, że kruk tego jelenia... upolował? Więc co jest z tymi zającami i kuropatwami? Profesor Bednorz w "Co ma myśliwy do kruka" tłumaczy nam:

"To tak jakby zagraniczny turysta zobaczył Polaka jedzącego lody i uznał, że Polacy żywią się wyłącznie lodami. Krukowaty nie jest w zasadzie drapieżnikiem, jest wszystkożerny i idzie na łatwiznę w zdobywaniu pokarmu. Nie jest stworzony, by polować, on tego nie umie. Jest przede wszystkim padlinożercą i - o czym ludzie zapominają - roślinożercą. Młode osobniki odżywiają się tylko roślinami i owadami, a nie zajączkami."

Czyli: jeśli zobaczymy dla odmiany kruka raczącego się martwym zającem to też nie oznacza, że to on szaraka zabił! Najszybciej znalazł jego padlinę i ma posiłek. Jeśli ten ptak ma w sobie coś negatywnego to jest nią aura. Tak, aurę. Tak, taki bocian aurę ma u nas aurę szalenie pozytywną i ma święty spokój:

"Kruk robi mniej "szkody" niż bocian. Bo największym szkodnikiem jest bocian którego wszyscy kochają. To on wyjada kuropatwy i zajączki."

Możemy o tym mówić głośniej. Na bociana myśliwi dubeltówek nie podniosą. Nie miałoby na to społecznego przyzwolenia. Tak jak nie było na przełomie XIX i XX wieku, kiedy chłopcy w kapelusikach z piórkiem słonki, poznali prawdziwą naturę bociana.

Ciekawy jestem czy tym też się szczycą myśliwi mówiąc o swoich tradycjach?

Kruki, jak też i inne ptaki krukowate spełniają w środowisku nieocenioną rolę sanitarną. Chyba najbardziej z tego tytułu powinny być znane, za to najbardziej lubiane. I co najgorsze to swoją obecnością wystawiają nam fatalną ocenę: 

"Kruki to zbieracze i czyściciele. Zbierają wszystko co ludzie wyrzucą. Przedsiębiorstwa komunalne nie są w stanie zebrać tyle ile ptaki. Wrona, gawron i kruk wędrują po całej Europie i osiadają tam, gdzie człowiek jest niechlujny.Trzymają się tylko krajów, w których jest nieporządek. Dlatego u nas jest ich tak wiele. W porządnych miastach nie ma krukowatych, bo tam nie ma co jeść."

Obrazek z bliskiej mi okolicy. Ładnie wymalowane bloki. I kratki na wywietrznikach. Do tej pory lęgi wyprowadzały tam kawki. Jednak przyroda pustki nie znosi. Pewnie resztki jedzenia jakie walały się koło bloków amatorów znajdą. Nie będą nimi niebieskookie kawki, to mogą być na przykład... szczury. Żeby nie było: do szczurów nic nie mam, to też są inteligentne zwierzęta.

Czasem słyszy się, że kruków, ptaków krukowatych jest za dużo. Tak jak żubrów w Puszczy Białowieskiej. Ktoś kiedyś wymyślił, że w puszczy powinno być 300 żubrów. I przez wiele lat wiele osób na tą liczbę, tak na dobrą sprawę wyssaną z palca, powoływało się wiele osób. Profesor Jan Bednorz o kwestię ograniczania populacji krukowatych odpowiedział:

"Nie ma to absolutnie żadnego sensu. W latach 30. XX w., najtrudniejszym dotychczas okresie dla kruka, w Wielkopolsce były trzy pary, które pozostały z kilku tysięcy! Wtedy działo się to co teraz - nagonka na krukowate. Ludzie je truli i mordowali wszelkimi sposobami. Z myślistwem to nie miało nic wspólnego, raczej z barbarzyństwem. Teraz znów się do nich strzela, nawet do wysiadujących samic na gnieździe. Co ma to wspólnego z myślistwem? Chodzi tylko o zabijanie, o nic więcej."

I co Wy na to? Bo ja wojewody Dziuby nazwisko po zadymie z krukami zapamiętałem dokładnie. Nazwisko populisty, który myśliwską histerię postawił ponad szanowany w Europie autorytet.

Odnalezione kilka tygodnie temu resztki kruka potwierdzają słowa profesora. "Teraz znów się do nich strzela". Pomimo ochrony gatunkowej ptaka. To, że strzelają kołtuni, jakoś mnie nie uspokaja. Co najwyżej każe się zastanowić ilu takich porąbanych kołtunów w PZŁ jest.

"Wyższą formą życia" nazwał, znany na "Plamce mazurka" fotograf, Marcin Perkowski. Nazwy tej Marcinowi niemal zazdroszczę. Trafna jest dla ptaka jak rzadko która.

Jeszcze trochę, a kruki wejdą w środowisko miejskie" - zapowiedział na spotkaniu z czytelnikami w Suchym Lesie Adam Wajrak. Mam nadzieję, że stanie się to dość szybko. Bo żal patrzeć na szczątki ptaków martwych pod ambonami. Żal patrzeć jak kołtun niszczy, jak to pięknie powiedział Marcin Perkowski, "wyższą formę życia".

A póki co to proponuję uważniej przyjrzeć się krukowi. Nie jest on bowiem taki czarny jak myśliwi go malują.

Wpis oparłem na wywiadzie Jacka Łuczaka z profesorem Janem Bednorzem, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 27 stycznia 2006 roku.

Korkosz_2028

Kruk, fot. Cezary Korkosz   www.cezarykorkosz.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci