| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Moje archiwum 2014 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy
niedziela, 31 sierpnia 2014
Zabić jarząbka

Jak to mogło się stać, że w coniedzielnym kalendarzu o rocznicy "Plamki mazurka" zapomniałem? Gania człowiek z koszem za kaniami i o... Bożym świecie zapomina ;-)

Mamy odlotów ciąg dalszy. Odlatuje nam ptak tak oberka lubujący - kapturka. Odlatuje też kukułka, ptak, który wedle wierzeń naszych przodków zamieniał się w krogulca.

Pierwszego września myśliwi mogą zabijać gęgawy, gęsi białoczelne, gęsi zbożowe, jarząbki i słonki. Jak można zabijać ptaki? Jak można zabić jarząbka? Wierzę w to, że doczekam chwili gdy wszystkie ptaki objęte zostaną ochroną, ścisłą ochroną.

Myśliwi czasem uzasadniają swój proceder twierdzeniem, że to oni dokarmiają dziką zwierzynę. Fakt, paśniki dla saren czy jeleni widziałem, buraki dla dzików też. Ale myśliwego dokarmiającego dzikie gęsi czy słonkę nie widziałem. Co ich tu mentalnie upoważnia do zabijania?

Pierwszego września mamy też... Dzień Sępa. Nie, nie musimy brać ze sobą więcej kanapek do pracy czy szkoły, nikt nas nie obsępi. W Europie tylko w Hiszpanii sępy trzymają się na poziomie zadowalającym. Pewnie warto wiedzieć, że jedną z przyczyn wymierania tych ptaków jest zatrucie ołowiem. Pozostawione przez myśliwych ofiary, postrzelone ołowiową śruciną, stanowią spore zagrożenia dla populacji dla między innymi sępów brodatych czy kalifornijskich kondorów.

Do listy ptaków dołącza nasz sąsiad, mały, skryty nieco ptak z ortograficznym błędem - piegża. Wraz z nią leci nieco dalsza sąsiadka - pleszka. Odlatuje też, później od białego krewnego, bocian czarny.

Zaczynają odlatywać ptaki tajemniczych ogrodów - rudziki i pomysłowi konstruktorzy gniazd - kopciuszki.


Jarząbek, fot. Dmitry Jakubowicz   dmitryyakubowich.com

08:50, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
sobota, 30 sierpnia 2014
Pośród legend i bajd - pójdźka

Na zakończenie Lata Pójdźki wraz z Selketową zapraszam na spacer w czasie. Dowiemy się jak to dawniej z pójdźką bywało:

 Pójdźka (Atene noctua) to niewielki ptak, którego kultura europejska nierozerwalnie związała z grecką boginią Ateną. Stąd też łacińska nazwa rodzajowa tej sowy. Faktycznie pójdźka była pradawną epifanią tej bogini, ale występowała wyłączenie razem z trzecią postacią Ateny, czyli staruchą. Ateńska sowa nazywana była sową AOE. Sowa ta była powiązana z krainą zmarłych.  Zamieszkiwała wyspę Ogygię, homerowską siedzibę nimfy Kalipso. Poza sowami występowały tam również sokoły oraz rośliny poświęcone Kronosowi (bogowi śmierci), tak jak olchy (symbolizujące żałobę), pietruszka oraz narcyz (kwiat używany jako szkaplerz, kiedy trzeba było przebłagać mściwe Erynie).
Jeden z ogrodników Hadesa, Askalafos, doniósł mu, że Kora zjadła pięć ziaren granatu, czyli strawy zmarłych.  Demeter początkowo wtrąciła Askalafosa do nory i przygniotła ciężkim głazem. Stamtąd uwolnił go dopiero Herakles. Z tym, że Askafalos wtedy już przybrał postać sowy.  Taki przebieg legendy sugeruje, że Askafalos przekształcił się w sówkę ziemną (Athene cunicularia). Jednakże za tym, że to była pójdźka świadczy fakt, że Starożytni Grecy nie mieli pojęcia o istnieniu takiej sówki. 
W miarę przemian zachodzących w Atenie, kiedy to z mrocznej, potężnej i potrójnej bogini przekształciła się w córkę Zeusa, patronkę sztuki, pójdźka towarzyszyła jej nadal. Jednak nie jako symbol śmierć, lecz jako symbol mądrości. Wszak wychodzono z założenia, że ptak widzący w ciemności głupi być nie może. Dlatego też kształt sowy był wybijany na rewersie greckich monet. Natomiast na awersie znajdowała się głowa Ateny. Monety te bito ponad 2000 lat temu i były one nazywane po prostu sowami. Była to najbardziej wpływowa waluta starożytnego świata. U Greków to co niezrozumiałe i przerażające, zyskało szacunek i nabrało cech nadprzyrodzonych. Zupełnie inaczej niż np. w Polsce, gdzie pójdźka jak symbol śmierci przetrwała do dziś. 
Rzymianie również mieli swoją boginię mądrości, której symbolem była również pójdźka. Tą boginią była Minerwa. Pamięć o tym przetrwała… w języku angielskim, gdzie pójdźkę nazywa się Little Owl lub Minerva Owl. 
Po fascynującym okresie starożytności nastąpiły wieki ciemne, czyli średniowiecze, które ze swoją bogobojnością i bojaźliwością wyrządziło wiele krzywd nie tylko pójdźkom, ale też innym sowom. Średniowieczni ludzie ze wszech miar tępili wszelkie przejawy diabelstwa, czarów i wiedźm. Ich wyobraźnię przesycił obraz sowy, jako ucieleśnienia zła, czarownicy lub diabła. Nie było żadnej litości dla tych nocnych stworzeń.  Ponadto wszelkie syki, jęki, skrzeczenia i inne hałasy wydawane przez sowy były dla ludzi znakiem, że czeka ich niechybna i ciężka śmierć, albo chociaż ogromne nieszczęście. Więc tym bardziej tępiono te ptaki. Nikt przecież nie chciał umrzeć przed czasem.  Pójdźka (na południu Polski nazywana póćką) nie odstawała od swej sowiej braci, a nawet miała jeszcze gorzej ponieważ jej głos bardzo przypominał takie oto słowa:„pójdź, pójdź w dołek pod kościołek”Dlatego też nie tylko głos, ale też sam widok pójdźki wzbudzał w ludziach głęboki poziom histerii. 
Mimo, że wolno to wolno, ale jednak rozwijające się średniowiecze z czasem hołubiło pójdźkę jako symbol mądrych uczonych, to jednak nigdy nie traktowano tego poważnie i zła sława tej sowy pozostała. Niestety współczesny stosunek ludzi do tej sowy, nadal jest mocno negatywny i bojaźliwy, przez co staje się on wyrokiem zagłady, dla tych niewielkich, sympatycznych sówek. 
Wczesne chrześcijaństwo uczyniło z Ateny wiedźmę, a co za tym idzie pójdźka stała się symbolem czarownic. Co nie przyczyniło się do wzrostu sympatii dla tych rzadkich sówek. 
Ale, ale czymże byłaby medycyna ludowa, gdyby zabrakło w niej sów? Otóż, jak się okazuje, popiół z sów… tak, właśnie… popiół z sów, wdychany przez pacjenta leczy i chroni przez wszelkiej maści chorobami gardła i płuc. A z wygotowanej sowiej czaszki, taka niewielka kosteczka, w kształcie haczyka, przełamuje niechęć dziewoi do amanta. 
Z drugiej strony niechęć i paniczny lęk przed sowami, wydają się być czymś naturalnym. Ludzie na ich temat nie wiedzieli nic. Są to ptaki, które egzystują w nocy, czyli wtedy kiedy człowiek czuje się bezbronny, a jego wyobraźnia osiąga apogeum. Ponadto dźwięki, wydawane przez sowy… hmm... no cóż… delikatnie mówiąc, mogą napędzić niezłego pietra. Więc najprościej było wszystko co złe przypisywać tym nocnym stworom. A ludzie chcieli tylko uchronić się do złego, zapewnić sobie szczęście i spokój. Tak jak potrafili.
Jednak najgorsze i najbardziej przerażające jest to, że wieki średnie przeminęły. Romantyzm, pozytywizm też. I Młoda Polska za nami. A w ludziach jest wciąż tyle niepotrzebnego lęku i panicznego strachu przed pójdźkami. Histerii, która przekłada się na zagładę tych bardzo nielicznych, niewielkich i przesympatycznych sówek. A szkoda, bo coraz rzadziej udaje się usłyszeć to magnetyczne wołanie:„pójdź, pójdź w dołek pod kościołek”

Tekst: Selketowa


Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Tagi: pójdźka
07:41, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 sierpnia 2014
Siedmiolatka

Tak ni z gruszki, ni z pietruszki "Plamce mazurka" stuknęło siedem lat. Ni stąd ni zowąd "Plamka mazurka" została siedmiolatką.

Zanim poszukam sobie kilka żwawych kawałków Slade chciałbym podziękować.

Chciałbym podziękować wielu fantastycznym fotografom, dzięki którym na blogu jest tak ładnie. Dziękuję autorom tekstów, ich opowiadania bądź wyjaśnienia sprawiały, że więcej wiedzieliśmy, rozumieliśmy. Dziękuję wielu osobom, które w rozmaitym stopniu przyczyniły się do tego, że blog jest jaki jest. - Celowo pomijam nazwiska, lista byłaby bardzo długa, a i tak zapewne przegapiłbym ileś istotnych osób.

Chciałbym podziękować Wam. 2 308 505 wejść z innych stron na bloga (48 507 całkowitych w ubiegłym tygodniu) od siedmiu lat mówi mi, że odwaliłem tu kawał niezłej roboty.

Pozwolę sobie też złożyć Wam osobliwie, wręcz nieco... egoistycznie brzmiące życzenia. Otóż życzę Wam kochani abyście na "Plamce mazurka" nigdy się nie nudzili.


"Wychowanie w trzeźwości", fot. Michał Lewandowski   www.birdwatching.pl 

08:25, krogulec14 , 1
Link Komentarze (16) »
Kolega Pchełki i Zosi

Freddie do domu trafił chyłkiem. Po prostu swego czasu przyniósł go syn i postawił nas przed faktem dokonanym. Nie lubię być stawianym przed faktem dokonanym, ale i tak nie pozostało nam nic innego jak pokochać Freda.

Freddie jest tak skonstruowany, że w nie w sposób jest go nie kochać. Ma taki śliczny, ujmujący pysk, że kocha się łobuza nawet wtedy gdy gryzie, albo bezczelnie dożywia się rozkładającymi resztkami na kompostniku.

Pojawienie się w domu Freda nie wzbudziło radości u Pchełki i Zosi. Obie szynszyle przez kilka dni nie wyściubiły nosa zza szafy, co nie ukrywam, że mnie martwiło. Nie chciałbym aby jedno ze zwierząt miało zdominować pozostałe. Nie chciałbym też zatęsknić za widokiem szynszyli.

Po kilku dni wścibstwo szynszyli przełamało ich lęk przed szczeniakiem. Co jakiś czas zauważałem, że dyskretnie łypią na niego okiem. Po następnych kilku dniach przestały się kryć ze swoją obecnością. Krok po kroku oswajały się z nowym mieszkańcem domu.

Po miesiącu, gdy gasiliśmy światło, Zosia i Pchełka ostro robiły po nas pa-ta-taj i goniły do śpiącego w naszych nogach Freda. Myślę, że czasami haknęły go w tyłek, bo zwiewały z prędkością światła za szafę. Wyczuły jednak dobre serce psiaka, bo po paru minutach, jak gdyby nigdy nic wracały.

Teraz śmiejemy się w głos gdy Pchełka z Freddiem się kłócą. Pies szczeka donośnie. Gdy skończy do głosu (ostrego, takiego dość trzeszczącego) dochodzi Pchełka. Pewnie mu wygarnia:

-Ty szczeniaku, jakie ty masz maniery?! Kto to widział aby szczekać o 16.00 w dzień?! Masz być cicho!!

PS. Mam małe marzenie związane ze stworami: przychodzi ktoś obcy, chce pogłaskać śpiącą na Fredzie Zosię, bądź Pchełkę, a pies szczeka profilaktycznie w obronie swoich szynszyli.

Podobno w niektórych domach podobne rzeczy się zdarzają...

Drugie PS dopisała przed chwilą Zosia. Wyleciała do Freddiego z wiąchą i... zapomniała w pyszczku języka. Bynajmniej nie ze strachu. Stała dobrą minutę nos w nos z trzydzieści razy cięższym od siebie kolegą, po czym jak nic odeszła do swojego pokoju za szafą...

Fred, fot. Piórko

07:16, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
środa, 27 sierpnia 2014
Akwarela "Jenot "- szybkie malowanie

Odezwał się w komentarzu, znany nam z "Kubka z pójdźką", Marek Kołodziejczyk. Marek zaprasza nas do obejrzenia filmiku z szybkim malowaniem. W ciągu kilku minut, na naszych oczach, powstaje piękna akwarela "Jenot" (kto otworzy link ten nie pożałuje).

Marek zwraca się do nas z pytaniem: napiszcie co byście chcieli zobaczyć na kubku?

Moja odpowiedź, jako ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej, mogła być tylko jedna. Za kilka miesięcy będziemy mieli Rok Pójdźki. Wiele osób, które przyjadą na Zlot Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej w Słońsku, będzie chciało wywieźć stamtąd jakiś gadżet z tą sympatyczną sową. Pójdźka na kubeczku, na koszulce będzie pożądaną.

Jednak, podobnie jak Marek, jestem bardzo ciekawy Waszych propozycji. Kto wie, może niebawem powstanie kubek z Waszym ulubionym motywem przyrodniczym.

Zapraszam do Marka galerii:   www.marek-kolodziejczyk.pl

 

Wilk, Bielik - akwarele Marka Kołodziejczyka.   www.marek-kolodziejczyk.pl 

09:04, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 sierpnia 2014
Rdzawe szaty mnichów

W ubiegłym roku jadąc do Słońska miałem wielką ochotę obejrzeć kazarkę rdzawą. Wiedziałem o tym, że akurat tam zaleciała, więc dlatego bardzo chciałem ją zobaczyć. Pragnienie owe udało mi się spełnić, ale nie miałem pojęcia o tym, że wspomniane kazarki są ptakami wyjątkowymi.

Ja wiem, że wszystkie ptaki są wyjątkowe, bez dwóch zdań...

A z kazarką rdzawą miało być tak: z oceanu wyłaniała się niewielka łacha piachu. Była tak mała, że dwie kaczki mogły wypoczywać jedynie siedząc jedna na drugiej.

Przelatywał nad tą wyspą sam Budda. Jak nam Mark podpowiada unosił się, jako Duch Boży, siłą wyobraźni. Zauważył ów niewielki skrawek lądu i wygłosił przepowiednię mówiącą, że w miejscu tym powstanie wielkie miasto. Owe miasto, Pegu, liczy obecnie blisko 300 tysięcy mieszkańców. Miejsce w którym odpoczywały kazarki znajduje się na świętym dzisiaj wzgórzu Hintha Gon.

Na pamiątkę tej przepowiedni kazarka rdzawa została wśród mnichów buddyjskich świętym ptakiem. Mnisi ci próbują do niej się upodabniać goląc głowy i nosząc rdzawe, długie stroje.


Kazarka rdzawa, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

15:25, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Sala Pod Ptakami

Jak to się stało, że w czasie tylu lat wędrówki z ptakami pominąłem do tej pory Salę Pod Ptakami na Wawelu? Nie wiedziałem o jej istnieniu? Zapomniałem o niej? Tak czy siak myślę, że warto o niej wspomnieć. Powiedzieć, że taka jest.

Ciotka Wikipedia sugeruje, że Sala Pod Ptakami była najważniejszą, zaraz po Sali Poselskiej i Sali Senatorskiej, salą na zamku królewskim na Wawelu. To w niej mianowani byli hetmani i biskupi.

Powstała po pożarze zamku w 1595 roku, który zresztą wzniecił się właśnie w omawianym miejscu, została przebudowana. Była pierwszym barokowym pomieszczeniem zamku.

Nie zachował się, niestety, zdobiący ją w XVII wieku strop z rzeźbami ptaków (tak, tak, to stąd wzięła się nazwa sali). Obecnie ptasim motywem sali jest fryz z ptakami autorstwa Felicjana Szczęsnego Kowarskiego.

 

Na Wawelu istnieje też Sala Pod Orłem. Jest też czynne gniazdo sokoła wędrownego. Ale to są tematy na następne opowieści...

09:00, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 sierpnia 2014
Ptaki świętego Bartka

Dzisiejszy tytuł mógłby śmiało brzmieć jak tytuł piosenki Urszuli: Wielki odlot. Nie zauważymy tego z okna, ale:

- zaczynają odlot nasze najpiękniejsze słowiki, czyli podróżniczki. Wraz z nimi zaczynają opuszczać nas "szybujące w trawie jako szczupaki w Niemnie" derkacze. Oprócz nich odlatują też pierwsze dudki, gajówki, zaganiacze, oraz kulczyki i muchołówki szare.

- w trakcie przelotów są rybołowy.

- odlatują też bardzo podobne do dość często widywanych myszołowów trzmielojady. Wraz z nimi opuszczają nas, najliczniejsze ponoć na świecie spośród ptaków szponiastych, kanie czarne. Odlatują też zielonki, ostrygojady, świergotki łąkowe i polne. Lecą też piękne ptaki, które swego czasu namówiły pewnego mistrza z Bonn do napisania V Symfonii - ortolany. Lecą też krętogłowy, sieweczki rzeczne oraz co niektóre rybitwy.

Część jaskółek grupuje się w stada. Sporo z nich czyni to nad wodą. Nie bez przyczyny nasi przodkowie przypuszczali, że jaskółki (jak i inne ptaki) zimują w stawach i jeziorach.

Nadchodzący tydzień rozpoczyna wymowny dość dzień świętego Bartłomieja (24 sierpnia). Kiedy do Bartłomieja bocian u nas trwa mnogi, tedy zima lekka będzie i opał niedrogi - to przepowiadające zimę przysłowie zna zapewne większość z nas. Gorzej chyba będzie z drugim. Na święty Bartłomiej czajka uciecze i już chłop zboża nie usiecze.

Nie wypada nam zatem nic innego jak wybrać się w niedzielę na spacer i zobaczyć jaką zimę bociany nam zapowiadają.


Bocian biały, fot. Mirosław Matus   www.miroslawmatus.pl 

07:16, krogulec14 , 1
Link Komentarze (10) »
sobota, 23 sierpnia 2014
Imiona ptaków

Jedną z wielu rzeczy, które mnie interesują, są nazwy ptaków. Te dawne, które już niemal całkowicie przebrzmiały (te które "przefrunęły do słownika wyrazów zapomnianych"), jak też i te obecne. Na przeciw tym moim zainteresowaniom wychodzi kapitalnie zapowiadający się blog: "Imiona ptaków - rzecz o pochodzeniu ptasich imion, anegdoty, ciekawostki".

Autor, poza wiedzą i oczytaniem, dysponuje bardzo ciekawym piórem (o czym wiecie po wczorajszym poście "Słowik to, a nie skowronek"), co sprawia, że czyta się Jego prace (na razie bardzo nieliczne, niestety) z wielkim zainteresowaniem. Styl pisania ma taki, który krogulce czternaste lubią najbardziej.

Otwierający bloga "Słowik - szara eminencja" jest lekkim muśnięciem pióra. Ale jakim muśnięciem! Życzmy sobie dalszych takich muśnięć. "Słowik - szara eminencja" jest też zapowiedzią artykułu, o którym zdążyłem wczoraj opowiedzieć, "Słowiki i skowronki".

Blog ma jeden feler. "Imiona ptaków" są dość żmudną pracą. Nie da się postów publikować codziennie. Aby być fanem tego bloga należy uzbroić się w cierpliwość. Uważam jednak, że warto.

Na koniec dzisiejszej notki zaproszę Was do zapoznania się z wierszem znalezionym na omawianym blogu. Autorem jego jest Władysław Broniewski, a tytuł ma (nie mogłoby być dziś inaczej) "Słowik":

 

W pieśni słowika
jaką muzyka...
I nie śpię. Sobie na złość.
Jak to wysłowić,
co mówi słowik,
i jak to w ogóle nazwać?

Ja bym słowika
nazwał strumyczkiem,
który ku sercu płynie,
a śmierć po sercu
pocina smyczkiem:
niech się zatraci,
niech zginie!

I słowik zginie,
i umrze serce.
Dobrze. Nich się zatraci.
Ta noc majowa,
to nocne scherzo...
Dobrze. 
To się opłaci.


Słowik szary, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com
 
08:43, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 sierpnia 2014
Słowik to, a nie skowronek...

Jak już zdążyłem wspomnieć, zachwyciłem się kapitalnym tekstem Witolda Muchowskiego "Słowiki i skowronki" opublikowanym w kwartalniku "Ptaki Polski". Na tyle ten artykuł mi się spodobał, że chociaż fragment postanowiłem Wam zaprezentować. Zadzwoniłem do wydawcy, napisałem na Facebooku do autora i:

 Był rok 1566. W sali "Pod ptakami" na Wawelu swój ostatni koncert zakończył Valentin Bakfark (Bekwarek) - nadworny Lutnista Zygmunta II Augusta. Ten wybitny wirtuoz, którego renesansowe kompozycje grane są do dziś, przez niemal dwie dekady uświetniał swoją muzyką życie artystyczne na zamku polskiego króla. Bekwarek, będąc posądzonym o zdradę, popadł jednak w niełaskę władcy i był zmuszony do ucieczki z Polski, a dziesięć lat później w 1576 r. dokonał żywota w Padwie, umierając wraz z rodziną na dżumę. Po jego śmierci spalony został jego rodzinny dobytek i jedyne rękopisy znacznej części twórczości. Od zapomnienia uratował go "polski słowik" - słowik szary - który dla swojego pięknego śpiewu, a na chwałę muzyka, nazwany został bekwarkiem.

Literackie pomniki słynnemu renesansowemu lutniście wystawili także Jan Kochanowski i Jan Lechoń, a Jan Matejko umieścił go na pierwszym planie swego wielkiego dzieła "Zawieszenie Dzwonu Zygmunta". Stara legenda głosi, że struny lutni Bekwarka wtopiono w krakowski dzwon, by nadać mu doskonałe brzmienie (chociaż Bekwarek w 1521 roku miał 14 lat i nie był jeszcze nadwornym lutnistą). Echa brzmienia lutni Bekwarka posłyszano jednak w śpiewie słowika szarego, którego wokalne talenty ceniono bardzo wysoko. Władysław Taczanowski tak pisze w 1882 roku o jego śpiewie: "głos ma czysty, wesoły, doniosły i prawdziwie muzykalny (...) pod względem czystości tonu żaden ptak mu nie wyrówna". Także przedwojenne encyklopedie podają, że w śpiewie nasz drugi słowik - rdzawy - ustępuje szaremu. Ówczesna nazwa łacińska szarego Lusciola philomela (miłujący śpiew) również to potwierdza.

Z czasem kanony piękna ptasiego śpiewu musiały jednak ulec zmianie. Wątpliwości co do tego, który ze słowików śpiewa piękniej ma już bowiem ornitolog Jan Sokołowski. Pierwszeństwo daje słowikowi rdzawemu, przypisując mu większą melodyjność, muzykalność i talent. Obecnie utrwaliło się wręcz przekonanie, że słowik szary względem rdzawego śpiewa raczej głośno niż pięknie, choć nadal wspanialej od innych ptaków. Dziś donośna pieśń bekwarka wciąż cieszy ucho, a dla wielu piosenki obu gatunków słowików pozostają po prostu nieodróżnialne i równie piękne.

I jak Wam ów fragment się spodobał? Bo mnie wręcz olśnił! W tak krótkim fragmencie zdążyliśmy zajrzeć do sali "Pod ptakami" na zamku królewskim na Wawelu, poznaliśmy wymarły wyraz (bekwarek). Poznaliśmy legendę wyjaśniającą nam dlaczego Dzwon Zygmunta ma tak doskonałe brzmienie. Wiemy też (albo i nie wiemy), który słowik piękniej śpiewa: szary czy rdzawy.

Jeśli ktoś pomyśli, że w "Słowiku to, a nie skowronku..." autor wyciągnął najciekawsze fragmenty, to jest w serdecznym błędzie. "Słowiki i skowronki", jak znakomity utwór muzyczny, rozwija się pięknie i tworzy napięcie. Wędrujemy wraz z słowikami i skowronkami po krajobrazie kultury i zachłystujemy się pięknem.

Jedynie końcówka jest bolesna. Oglądamy zdjęcia, ilustrację do "Słowika" Hansa Christiana Andersena, grafiki Michała Skakuja i... żałujemy, że autor choć jednej strony więcej nie napisał. Mamy jedynie Jego adres:   www.imionaptakow.com 

Tekst Witolda Muchowskiego "Słowiki i skowronki" pochodzi z "Ptaków Polski".


Słowik szary, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 


Skowronek, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 

09:02, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 177