Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Egzotyczny wędrowiec wpada na obiad

krogulec14

 Jako, że mamy Zimę (taką bez zimy) Jemiołuszki, to postanowiłem ją przypomnieć fajnym tekstem Adama Wajraka i grafiką Michała Skakuja. Obok jemiołuszki wystąpią też jej zimowi sąsiedzi...

 Ptaki, które w poszukiwaniu gryzoni przemierzają tysiące kilometrów, nazywamy koczownikami. Zimą takich koczowników jest w Europie naprawdę sporo. Chyba najdziwniejszy i najbardziej tajemniczy jest krzyżodziób świerkowy. Zwykle kojarzył mi się on z Tatrami lub Puszczą Białowieską, gdzie jest dużo świerków, ale kiedyś widziałem, jak krzyżodzioby objadały szyszki modrzewi w parku w Warszawie, i bardzo się zdziwiłem. Choć pewnie nie powinienem, znając podróżniczą naturę krzyżodziobów.

 Jeżeli nigdy go nie widzieliście, to na pewno będziecie zdumieni, że taki ptak w ogóle żyje w naszej strefie klimatycznej. Po pierwsze, samce są tak intensywnie czerwone, że wyglądają jak z tropików. Po drugie, ten dziwny dziób - gruby, z krzyżującymi się końcówkami - przywodzi na myśl raczej papugę niż ptaka lasów świerkowo-sosnowych. Papuzie też są zwyczaje tego ptaka, bo dziób nie tylko służy mu do wyłuskiwania nasion z szyszek świerku, sosny i modrzewia, lecz także pomaga we wspinaczce.

 Co robią krzyżodzioby w miastach? Są częścią wielkiej inwazji na szyszki, bo to ich przysmak i gotowe są dla niego przelecieć cały kontynent. Młode krzyżodzioby mogą wykluwać się nawet w styczniu - wszystko zależy od tego, kiedy otwierają się szyszki, a to może się dziać o różnych porach roku. Jeżeli zobaczycie krzyżodzioba, nie oznacza to, że mieszka on w Polsce. Może miał w zeszłym roku młode na Syberii albo Półwyspie Skandynawskim, a w przyszłym roku może tam wrócić albo udać się do południowych Niemiec. Ich życie polega na pogoni  za drzewami, na których wiszą duże ilości pełnych spiżarni.

 Innymi bardzo egzotycznie wyglądającymi ptakami. które zjawiają się u nas czasami w wielkich ilościach, są jemiołuszki. Są bardzo kolorowe, a na głowie mają dodatkowo takie śmieszne czubki. Poznacie je na pewno, bo latają w stadach, robiąc co chwila: "trii, trii". U siebie, czyli na północy Skandynawii i w północnej Rosji, karmią się owadami. Tak jest w lecie, ale gdy zbliża się jesień, przestawiają się na owoce. Jedzą wtedy różnego rodzaju jagody, jarzębinę, a gdy tego zabraknie, przelatują coraz dalej na południe i tak trafiają do nas. To, ile jemiołuszek przyleci do nas, nie zależy więc od tego, jak zimna zima jest na północy, ale właśnie od tego, ile było owoców i jak szybko ich zabrakło.

 W Polsce mają raj, bo do zjedzenia są nie tylko jarzębina, kalina i jabłka, które jeszcze gdzieniegdzie wiszą, lecz także jemioła, od której pochodzi nazwa jemiołuszek. Jemiołuszki są jednym z dwóch gatunków ptaków, które są w stanie jeść owoce jemioły. Wy ich nie próbujcie, bo dla ludzi są trujące. Drugim amatorem jemioły jest drozd paszkot, który też ma jemiołę w nazwie, ale łacińskiej. "Turdus viscivorus" to bowiem nic innego jak - w moim wolnym tłumaczeniu - drozd jemiołożerny.

 Drozd jednak zabiera się do jemioły zupełnie inaczej niż jemiołuszka. W przeciwieństwie do latających stadami niemal po całym kontynencie jemiołuszek drozdy paszkoty pilnują jednego lub kilku bogatych w jemiołę drzew i zazdrośnie ich przez zimę bronią przed innymi. Nie tylko przed drozdami, ale również przed jemiołuszkami. Terkocząc złośliwie, drozd potrafi odpędzić całe stado. No cóż, one mogą sobie polecieć gdzie indziej, a jemu musi to starczyć na całą zimę."

Resztę tego świetnego tekstu Adama Wajraka znajdziecie w książce "Zima. Przewodnik prawdziwych tropicieli.

 

 1743447_454802374658498_9192474574135495350_n

Ilustracja Michała Skakuja do książki Adama Wajraka "Zima. Przewodnik prawdziwych tropicieli"   www.facebook.com/KasiaiMichalSkakuj?fref=ts 

Ptaškowa swajźba

krogulec14

W niektórych miejscach Łużyc odbywa się dzisiaj (25 stycznia) Ptasie wesele (Ptači kwas/Ptaškowa swajźba). Ten stary słowiański zwyczaj ma ponad 1400 lat!

W dniu Ptasiego wesela sroka, narzeczona gawrona, obdarowuje dzieci specjalnie z tej okazji wypiekanymi ciasteczkami drożdżowymi, tzw. srokami. Na poczęstunek sroki mogą liczyć te dzieci, które zimą opiekowały się ptakami. Dzieci przebrane za ptaki towarzyszą w orszaku pannie młodej w tradycyjnym regionalnym stroju weselnym, panu młodemu i druhnom w pięknych strojach ludowych.

Na Ptasim weselu nie może zabraknąć starosty weselnego - jest nim pierwszy drużba – i starościny, którą zawsze jest słonka, w tradycyjnym łużyckim stroju regionalnym. 

Nieco później następni święci będą wywoływali wiosenne ptaki.

29. Na świętego Franciszka (29 stycznia) przylatuje pliszka.

30 stycznia, "na święty Maciej skowronek zapieje".

jESWcwQ6vFpKBFvyPcdSgRAl4lZtKnWLx8j2mvM9

Sroka, fot. Robert Denst   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/3122lisu 

 

Lokatorka... jastrzębia!

krogulec14

Jakkolwiek podobają mi się wszystkie sikory, to nie ukrywam, że tą numer jeden wśród nich jest stonowana w barwach, ale w zamian za to ozdobiona efektownym czubem czubatka.

Choć jest średnio licznym gatunkiem lęgowym, to przypuszcza się, że jest najrzadszą z sikor. Jako, że mieszkam w okolicy gdzie borów szpilkowych nie brakuje, to na brak spotkań z czubatką narzekać nie mogę. Zapewne byłyby one częstsze gdyby nie trzymała się tak długo w koronach drzew. Szybciej pewnie ją zobaczymy poza sezonem lęgowym. Wtedy zdarza się jej nawet schodzić na ziemię.

Czubatkę uważa się za najmniej towarzyską sikorę, co nie znaczy jednak, że jest samotnikiem. Dość często ją spotykam w towarzystwie tychże sikor, jak też mysikrólików czy raniuszków. Wszystkie te ptaki w koronach drzew wyszykują sobie specjałów w postaci owadów, pająków w różnych stadiach rozwoju. Zimą menu uzupełniają nasionami drzew szpilkowych.

Myślę, że warto podać, jako ciekawostkę, fakt, że czubatce zdarza się na spróchniałych drzewach czy też ich kikutach, wykuwać samodzielnie dziuplę. Ciekawie o miejscach lęgów tego ptaka pisał w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski:

"Gnieździ się w dziupelkach gotowych, lub sama je wykuwa; często za zadrami lub za odstającą korą drzew sosnowych; niekiedy w gniazdach wiewiórek i fundamentach gałązkowych gniazd ptaków drapieżnych lub kruków. Gniazda podobnie jak innych sikor, wysłane także drobnemi włoskami, sierścią i puchami roślinnymi, lecz nie tak suto jak u innych."

Jako, że jastrzębie gniazda swoje budują wielkie, to nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby nasza dzisiejsza bohaterka była... lokatorką tego ptaka!

f62wRJZQvGIpKTSzGZX1f9UROMVVSQirmex6U3BD

"Szycha" - czubatka, fot. Michał Lewandowski   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/1511-cypisek

Różne oblicza sowy

krogulec14

 Dzisiejszy wpis powstał w prosty i wygodny dla mnie sposób. Igor Kołoszuk wyszukał sowie ciekawostki, które ja miałem rozpisać. Jednak po umieszczeniu informacji w blogu stwierdziłem, że dobrego nie ma co poprawiać. Uszykuję "przedmowę", wymyślę tytuł, dodam zdjęcie i... na "Różne oblicza sowy" zapraszam:

W starożytnej Grecji sowa była kojarzona ze szczęściem. Obraz "mądrej sowy" może pochodzić od greckiej bogini mądrości - Ateny. Natomiast już Rzymianie uznawali sowy za zwiastun nieszczęść.

Pohukiwanie sowy uznawano w Rzymie za wróżbę śmierci, uważa się, że śmierć wielu znanych Rzymian była poprzedzona pohukiwaniem sowy, w tym Juliusza Cezara, Augusta i Agryppy. Choć Grecy wierzyli, że pojawienie się sowy wieszczy zwycięstwo ich armii, Rzymianie widzieli w nim znak klęski. Wierzyli, że sowa może być zapowiedzią katastrofy dla żeglarzy lub zapowiedzią kradzieży. Aby odpędzić zło wyrządzone przez sowy, wierzono, że należy ją zabić i przybić do drzwi dotkniętego klątwą domu.

 Na całym świecie postrzegane były dwojako
Niektórzy wierzyli, że sowy były szczególnie złe dzieci. Na Malajach wierzono, że sowy zjadały noworodki, Suahili wierzyli, że sowy przynoszą choroby dzieci, w Arabii wierzono, że sowy to były złe duchy, które porywały dzieci w nocy
Walijczycy wierzyli, że jeśli słychać we wsi sowę pohukującą wśród domów, to oznacza, że jakaś niezamężna kobieta straciła cnotę. Inne Walijskie przekonanie - jeśli kobieta w ciąży usłyszy sowę, jej dziecko będzie błogosławione. W Yorkshire uważało się, że rosół z sowy leczy krztusiec.
 
Chociaż istnieje wiele kultur , które wierzą, że sowa jest zła (w Kamerunie dla przykładu, nazwa sowy jest tłumaczona jako" ptak, który wywołuje strach"), są inni, którzy wierzą, że sowy są dobre. W Babilonie, amulety z sową były wykorzystywane do ochrony kobiet w ciąży . W Lotaryngii uważa się, że sowy pomagają pannom znaleźć mężów. W Rumunii mawia się, że dusze pokutujących grzeszników lecą do nieba jako śnieżne sowy
 
W Indiach wierzy się, że potrawy przyrządzone z sowy mają właściwości medyczne. Leczą wiele chorób jak reumatyzm, epilepsję. Wierzono, że jedzenie sowich oczu umożliwi widzenie w ciemności, a mięso to afrodyzjak. Wierzono także (w różnych częściach świata), że z sowiego pohukiwania można wróżyć.
 Tak więc:
 
1 huknięcie - nadchodząca śmierć,
2  -sukces w nadchodzącym przedsięwzięciu,
3 - w rodzinę wżeni się kobieta
4 - problemy (awantura)
5 - nadchodząca podróż
6  - przyjadą goście
7 - nieszczęście uczuciowe
8 - nagła śmierć
9 - szczęście
 
9zYck36hwOo1NX9RqVggrk2xlFiJVecPWHtG5BDv
Pójdźka, fot. Waldemar Wojdylak   www.facebook.com/wwojdylak

Mazurek jak hipis

krogulec14

Taki fajny tekst o wyluzowanym mazurku i napiętej bogatce napisał Adam Wajrak, że nie mogłem się oprzeć aby go Wam nie zaprezentować. Przy okazji utwierdzicie się, że mazurek jest naprawdę ptakiem niepospolitym. Przyznacie mi rację, że słusznie wybrałem go na patrona swojego "ptaszkowego" bloga.

To niby nic wielkiego - ot, po prostu sikorka bogatka i mazurek na płocie. Ale to zdjęcie jest bardzo symboliczne, bo mówi wiele o charakterze, jaki mają różne gatunki ptaków.

Pod płotem koło naszego domu dokarmiam ptaki. Jak wiele razy wspominałem, dokarmianie nie tyle służy ptakom, że podpatrywaczom przyrody takim jak ja. I dlatego, jeżeli to możliwe, warto imitować naturalne warunki. Zamiast sypać słonecznik w karmniku, sypię go szerokim gestem pod płotem. Każdy może sobie coś znaleźć i mniej jest tłuczenia się i agresji niż w karmniku, w którym, by dostać się do pokarmu, dzwońce przeganiają wróble, same są przeganiane przez grubodzioby. Pojawienie się sójki sprawia, że wszyscy muszą czekać, aż ta się naje. Sikory bogatki straszą się nawzajem, a czasami walczą między sobą.

Tu jest tego o wiele mniej. Ale czasami się zdarza na płocie właśnie. Jest na nim ruch, bo ptaki różnych gatunków zlatujące się do słonecznika na chwilę na nim siadają. To pierwsze przystankowe miejsce. Są więc sytuacje, gdy ktoś usiądzie obok kogoś, choć wcale tego nie zamierzał.

Na płocie siedział mazurek. Siedział i spokojnie się rozglądał. Żadnych gwałtownych ruchów, nagłego zlatywania do słonecznika. Nagle obok niego przysiadła bogatka. Te latają wte i wewte. Ruchliwe są jak nie wiem co, i myślę, że właśnie przez tą ruchliwość sikora przypadkiem usiadła koło mazurka. Musiało to być dla niej sporym zaskoczeniem, bo jak widać na zdjęciu, natychmiast się wycofała i lekko rozłożyła skrzydła. W języku sikor (oraz wielu innych gatunków ptaków) to ostrzeżenie, agresja, powiedzenie: "spadaj" albo w najlepszym wypadku: "odsuń się".

Ktoś, kto widział kłębiące się na słoninie i przeganiające się nawzajem sikory, wie, o co chodzi. W lesie sikory są jednymi z pierwszych ptaków skubiących resztki po wilkach, czyli, co tu dużo pisać, działają jak sępy. W Finlandii odnotowano, że potrafią zadziobać czeczotki (małe szare ptaszki z czerwoną czapeczką), by się nimi pożywić, a hibernującym w węgierskich jaskiniach nietoperzom wydziobują mózgi.

Nasza sikoreczka raczej więc mało nadaje się na słodziaka. Może słodki jest jej śpiew, który zwiastuje wiosnę i który zresztą już słyszałem.

Zupełnie inaczej zachował się mazurek. Na sikorkę nie zareagował. Siedział sobie tam, gdzie siedział, nie odsuwał się, był wyluzowany i patrzył na sikorę, jakby nie wiedział, o co jej chodzi. Nigdy nie widziałem tłukących się mazurków, w przeciwieństwie do wróbli. Różnic między płcią u mazurków nie widać (przynajmniej człowiekowi trudno je dostrzec) i może dlatego nie ma między nimi też wielkich napięć.

Teraz zimą latają razem w stadkach, razem śpią w budkach lęgowych albo gdzieś na krzakach. Razem zlatują na ziarenka i zgodnie je skubią, podskakując obok siebie. Mazurki to tacy ptasi hipisi i w życiu nie będą robiły problemów z tego, że nawet ktoś taki jak bogatka usiadł obok nich na płocie. 
 
z17284080QSpotkanienaplociezadziornasikorkabogatkap

Spotkanie na płocie - zadziorna sikorka bogatka (po lewej) i wyjątkowo spokojny mazurek, fot. Adam Wajrak

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci