Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Władca trzcinowisk

krogulec14

Ubyło nam dawnych gatunków sokołów, oj ubyło. Nie ma już, jak nazywał dzisiejszego bohatera, ksiądz Gabriel Rzączyński, sokoła wodnego, nie ma też, jak mianował go ksiądz Stanisław Jundziłł, sokoła błotnego. Takie nazwy swego czasu miał błotniak stawowy, władca trzcinowisk. Inne stare miana tego ptaka to jastrząb pospolity (ksiądz Kluk) i kania mała (Mateusz Cygański). Najbliższy obecnej był błotniak błotny hrabiego Tyzenhauza.

Jak na władcę trzcinowisk przystało w sezonie lęgowym przebywa tam gdzie jest odpowiednio duży pas trzcin, lub innych zarośli wodnych. Czyli najszybciej spotkamy go w tym czasie nad zarośniętymi stawami (rybnymi też), jeziorami i starorzeczami. Tam, na ziemi, czasem nisko nad nią zakłada swoje gniazdo.

Nie jest łaskawym władcą. Poluje chętnie na zamieszkujące podmokłe tereny żaby, gady, ryby (spory procent stanowią martwe), myszy, jaja i pisklęta ptaków wodno-błotnych. Chętnie i często opuszcza swoje terytorium i rusza na podbój bliskich łą i pól. Tam często czekają na niego gryzonie. Potrafi upolować ssaki do wielkości piżmaka, a ptaki do powszechnie nam znanej śmieszki.

O jego polowaniach i pokarmie Taczanowski w "Ptakach krajowych" pisał:

"Żywi się głównie żabami, myszami, polnikami, młodemi ptakami i jajami; szczególniej znaczne wyrządza szkody w gniazdach płatków wodnych i błotnych, które wtenczas głównie odszukuje, gdy samica jest nieobecna na gnieździe. Kaczkę na  jajach siedzącą póty napastuje, póki jej nie zgoni. W porze lęgowej jaj główną jego żywność stanowią i każdy prawie w tym czasie bywa niemi powalany, a ubity jajami womituje. Drobne jaja całkowicie połyka, większe po rozbiciu skorupy wypija; tak jest na nie łakomy, że nawet innym błotniakom wyjada. Porywa także kryjące się po trawach i twardo dosiadające ptaki jak: bekasy, przepiórki i kuropatwy, nie mniej też i młode zające."

Krążącego chciwca sugeruje naukowa nazwa ptaka: "Circus aeruginosus". I coś w tym rzeczywiście jest. Ptak lata stosunkowo nisko i wolno nad ziemią. W locie wykonuje dość gwałtowne zwroty, czasami też krąży. A w czasie szybowania bądź lotu ślizgowego układa dość charakterystycznie skrzydła w kształt spłaszczonej litery V.

 IjNcOaSn7M3UdlLqfl161GaLSnAq2EI8svLjV3yr

Samica błotniaka stawowego, fot. Łukasz Jabłoński   www.facebook.com/lukaszjablonskiphotography 

Przyziemny dzięcioł

krogulec14

Tytułu mi użyczyło kilku ptasiarzy nazywając tak dzięcioła zielonego. Co by nie powiedzieć, to nazwa "przyzemny dzięcioł" do naszego bohatera pasuje jak ulał. Już Taczanowski w "Ptakach krajowych" napisał o nim: "Częściej siada na ziemi niż następujący." Owym "następującym" był blisko z nim spokrewniony dzięcioł zielonosiwy.

Przyziemność dzięcioła zielonego nie powinna budzić żadnego zdziwienia. Wielki amator mrówek (podobno potrafi zjeść ich nawet do objętości szklanki!) najwięcej "pokarmu" znajdzie tylko na ziemi. Zimą potrafi rozkopać mrowisko mrówki rudej nawet do 1 metra głębokości.

Do lęgów przystępuje, w porównaniu z innymi dzięciołami zazwyczaj późno. Dziuplę na gniazdo wykuwa w drzewach o miękkim drewnie, najczęściej w wierzbach i topolach, na wysokości 1,5 -10 m nad ziemią. Kuje 28 dni, co roku nową. Dość chętnie korzysta z cudzych dziupli. 

Najszybciej zaobserwujemy go na obrzeżach prześwietlonych lasów mieszanych i liściastych, szczególnie w dolinach rzecznych. W starych liściastych drzewostanach, w starych zapuszczonych parkach, gdzie rosną drzewa o miękkim drewnie, zwłaszcza topole, osiki i wierzby.

Dzięcioł zielony efektownie wspina się po pniach drzew, czasem także po budynkach, po ziemi skacze. Ma bardzo ciekawy głos (szatański śmiech), o którym Taczanowski mówił: "Z wiosny jest bardzo krzykliwy; głos wydaje gwiżdżący, czysty i donośny, a przytem dosyć przyjemny, w innych porach rzadko się odzywa."

IyDFVs7OktAzrVr3QsRl4TxUtoc3BOHftg93wzyb

Dzięcioły zielone, fot. Piotr Górny   www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/2171-dzwoniec 

Wiejska jaskółka

krogulec14

Chociaż na wyobraźnie swoją to raczej nie mam prawa narzekać, to jednak przyznam, że trudno mi wyobrazić sobie prezentację Ptaka danej Pory Roku bez fragmentu z "Ptaków Polski" Andrzeja Kruszewicza. Napisałem mail do doktora, a otrzymawszy zgodę prezentuję Wam jakże ciekawy fragment wymienionej książki mówiący o życiu rodzinnym dymówek:

"Naukowa nazwa Hirundo oznacza w języku łacińskim jaskółkę. Słowo rustica jest łacińską formą łacińskiego słowa rusticus - wiejski, chłopski, choć może ono też oznaczać gbura lub prostaka. Z całą pewnością Karol Linneusz miał jednak na myśli wiejskie preferencje siedliskowe tej jaskółki, nie zaś jej maniery.

Zaraz po powrocie z zimowisk, często już w pierwszych dniach kwietnia, a nawet pod koniec marca, samce zaczynają się kręcić przy starych, najlepiej już znanych sobie gniazdach. Nic więc dziwnego, że są znane gniazda używane przez dymówki przez 12, 15, a nawet 48 lat. Oczywiście zajmują je zmieniający się partnerzy lęgowi, chociaż nie można wykluczyć, że jeden z ptaków zajmował gniazdo przez kilkanaście lat, gdyż najstarsza z obrączkowanych dymówek dożyła wieku prawie 16 lat. Po połączeniu w parę ptaki intensywnie budują gniazdo, zwłaszcza w godzinach porannych. Potem przez kilka dni troskliwie wyściełają je piórkami i miękkim materiałem roślinnym (zwykle chwytanym w powietrzu). W lęgu jest zwykle 4 -5 jaj, ale ich liczba może się wahać od 3 do 6. W Szkocji w połowie lęgów było 5 jaj, w 34% lęgów - 4, a w 12% - 6 jaj. Lęgi z 2 lub 3 jajami stanowiły zaledwie 3%. Wysiadywanie trwa 13 -16 dni. Zajmuje się nim głównie samica, stąd wyraźna u niej plama lęgowa (bardzo niewyraźna u samców, które czasem zasiadają w gnieździe podczas nieobecności partnerki). Czas inkubacji zależy od pogody i częstotliwości płoszenia wysiadujących ptaków. Pisklęta przez kilka pierwszych dni (do 9) są stale ogrzewane. Potem ich ogromne zapotrzebowanie na pokarm zmusza oboje rodziców do zdobywania pokarmu. W ciągu godziny odbywa się około 30 karmień. Samica jest przy tym bardziej wydajna, przynosi większą zdobycz i częściej karmi pisklęta. W godzinach południowych samiec śpiewa i ugania się za samicami z sąsiedztwa, toteż około 1/3 piskląt w lęgach dymówek pochodzi od innych ojców niż ten, który je karmi. Pisklęta opuszczają gniazdo w wieku około 3 tygodni, ale w razie niedostatku pokarmu ich rozwój może się przedłużyć do 27 dni. Potem jeszcze przez tydzień wracają na noc do gniazda, ale samica zaczyna je przepędzać, gdyż szykuje się do drugiego lęgu. Młode przebywają w rodzinnej wsi aż do końca sierpnia, gdy dymówki z całej okolicy zbiją się w ogromne stado i rozpoczną wędrówkę ku zimowiskom. Ostatnie z tych ptaków bywają u nas obserwowane aż do połowy października. Sukces lęgowy jest bardzo zmienny i zależy od lokalnych warunków, ale wynosi zwykle 70 -90%, czyli jak na ptaka tej wielkości jest bardzo duży. Wiele młodych ginie jednak w pierwszych dniach po opuszczeniu gniazda. Chwytają je kobuzy i krogulce, a także koty. Wiele ginie też rozbitych przez auta, zbyt szybko jeżdżące po wiejskich drogach."

eE23HVQUO0TsJ2rDX8bZAly5rUcJrKAD56HXpOc3

Dymówki, fot. Mikołaj Stawowy   jakzobrazka.pl 

Musiałbym nie być sobą, abym mógł pominąć okoliczności powstania zdjęcia, o których Mikołaj opowiadał:

"Zdjęcia zrobiłem czwartego dnia pobytu nad ujściem Warty, przy okazji udziału w Zlocie Rzeczpospolitej Ptasiej. Pierwotny plan był standardowy - siata, karimata, kałuża. Nie oczekiwałem cudów, bo w zasięgu marszu nie miałem zbyt dużego wyboru miejsca do zasiadki. Leżałem w zasadzie na pastwisku, zaraz obok solidnie zalanej Betonki. Pojedyncze ptaki zaczęły pojawiać się w pobliżu dosyć szybko i wyglądało na to, że wczesna pobudka nie pójdzie na marne. Do czasu... Kiedy usłyszałem gdzieś z tyłu głosy, myślałem, że to może moje towarzystwo postanowiło wygrzebać się z pościeli i ruszyć na zdjęcia. Niestety chwilę potem stanęła bezpośrednio nade mną grupka uśmiechniętych ludzi (w sumie około 15 osób - 3 lornetki!). Ptaki w promieniu stu metrów oczywiście przepłoszone, a ja słyszę: "No i co, są ptaki?". Kiedy już zapanowałem nad żądzą mordu, postanowiłem porzucić siatkę i karimatę i po prostu połazić po okolicy, licząc na jakieś ujęcia pliszki żółtej czy dymówek, które kręciły się w tym miejscu poprzedniego dnia. Jaskółki wynagrodziły mi wcześniejszą porażkę ;)"

O ptaku dudku

krogulec14

Zdobyłem się na odwagę i napisałem mail do pani doktor Katarzyny Jażdżewskiej, która dokonała tłumaczenia, z prośbą o swobodne użytkowanie na blogu opowiadań z "Fizjologa". Zgodę taką otrzymałem, za co jestem bardzo wdzięczny pani Katarzynie i od razu prezentuję Wam mojego ulubionego dudka w wersji wczesnochrześcijańskiego tekstu greckiego z II -IV wieku naszej ery:

[1] Napisane jest: "Niech umrze ten, kto złorzeczy ojcu lub matce". Dlaczegóż więc istnieją ojcobójcy i matkobójcy?

[2] Istnieje ptak zwany dudkiem. Jego potomstwo, gdy spostrzeże, że rodzice się zestarzeli, wyskubuje im stare skrzydła, liże ich oczy, grzeje rodziców pod swoimi skrzydłami i wysiaduje, aż w końcu stają się młodzi.* Mówi też swoim rodzicom: "Wysiadywaliście nas, utrudziliście się, pracując i wychowując nas, dlatego i my czynimy wobec was to samo".

[3] Jakże więc nierozumni ludzie mogą nie kochać swoich rodziców?

Dobrze powiedział fizjolog o dudku.

* Miłość względem rodziców starożytni autorzy przypisywali różnym ptakom, np. bocianom; zob. Arystoteles (Hist. anim. 615b 23 -24), Elian (Nat. anim.). Elian (tamże) pisał też o miłości dudka do rodziców.

Źródło:  "Fizjolog", przeł K. Jażdżewska, Warszawa 2003, wyd. Prószyński i S-ka, seria "Biblioteka Antyczna"

Nie ukrywam, że zdążyłem pokochać i rozsmakować się w bajecznych opowieściach o zwierzętach (a szczególnie o ptakach) surowego chrześcijanina. Bardzo cieszę się, że będę mógł zaprezentować Wam dalsze opowiadania. Ba, mało tego, niewykluczone są też inne "ptasie" tłumaczenia pani doktor Jażdżewskiej, którymi z nami się podzieli!

Dudek_Upupa_epops_0012

Dudek, fot. Łukasz Łukasik   www.lukaszlukasik.pl 

O kszyku

krogulec14

Myśliwi lubią powoływać się na słowo "tradycja". Słowo tradycja ma zazwyczaj być argumentem ostatecznym i niepodważalnym. Jak taka, pożal się Boże, tradycja powstawała mówi nam obrazek z kszykiem w "Ptakach krajowych" Władysława Taczanowskiego: 

"Mięso ich, mianowicie gdy są spasione, nie ustępuje dubelciemu, a chociaż są trudniejsze do strzelania, z powodu obfitości i dłuższego u nas zostawania myśliwi nasi daleko więcej ich wybijają. W czasie lęgowym (podkreślenie moje M.P.) dużo ich strzelać można na wabia wieczorami i rankami, naśladując na naparstku głos samicy i samca."

Kszyk nie był jedynym ptakiem chętnie zabijanym przez myśliwych w czasie godów. Głuszec, cietrzew, słonka są następnymi przykładami. Na szczęście ten nieetyczny proceder jest obecnie w Polsce zabroniony. Jednak nie o myśliwych dziś będę mówił, ale o pięknie maskującym się ptaszku z bardzo długim dziobem, który jak wczorajsza czajka, jest amatorem wilgotnych miejsc.

"... przebywa bowiem na wszystkich większych i mniejszych błotach, łąkach i brzegach wód całego kraju; na przelotach pokazuje się wszędzie w większej lub mniejszej obfitości, pod względem zaś lęgu mniej jest od poprzedzającego wybredny, gdyż nie tylko że się osiedla wszędzie na rozleglejszych obszarach, ale pewna liczba rozmieszcza się na drobnych łąkach, bagienkach, smugach, brzegach stawów i jezior, zarówno w miejscach odkrytych jak w głębi lasów położonych, a nawet w samych lasach błotnistych i zalanych. W ogóle przebywa po błotach głębszych i mniej grząskich niż dubelt, chociaż nie pomija i miejsc przez tamte zamieszkałych..."

Jako, że w XX wieku środowiska kszyka zostały w bardzo dużym stopniu wysuszone, toteż populacja jego została w mocnym stopniu ograniczona. Dla mnie spotkania z kszykiem należą do takich małych przyrodniczych świąt. Żałuję bardzo, że jest taki stan rzeczy, bo czytając dalej "Ptaki krajowe" mamy takie obrazy:

"Ze wszystkich bekasów najbystrzejszy, najlotniejszy i najruchliwszy. Ostrożniejszy i czujniejszy od innych, dalej się przed człowiekiem porywa, a nawet często z odległości do strzału niepodobnej, w dnie jednak gorące, a mianowicie gdy się mocno wypasie, dosiaduje jak dubelt. Lot ma nierównie bystrzejszy od innych, nierówny, z silnemi na boki rzutami; wzbija się wysoko i nie tak blizko zapada jak inne gatunki. W czasie lęgowym dobrowolnie wśród dnia wylatuje w górę i długo zwykł bujać w powietrzu., wydając w przerwach szczególne warczenie skrzydłami, do głosu baranka podobne. Wykonywa to w ten sposób, że wznosi się kolejno cicho w górę, zkąd napowrót zniżając się sprawuje ten osobliwy odgłos nagłem drganiem skrzydełek, które jednak na oko żadnego ruchu nie przedstawiają; w czasie  tego beczenia często właściwe wabienie powtarza."

Warto dodać, że wszystkie stare nazwy ptaka od owego "odgłosu" się brały. Bywał nasz kszyk bekasem, koziełkiem, barankiem, a nawet bekasem barankiem. Bardzo szkoda, że jest coraz rzadszym natomiast ptakiem...

Bekas_kszyk_Gallinago_gallinago_0030

Kszyk, fot. Łukasz Łukasik   www.lukaszlukasik.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci