Plamka Mazurka - ptasie sprawy
Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Patronka narodzin Apolla

krogulec14

Odlatują gąsiorki, małe skrzydlate i zapobiegliwe dranie. Gąsiorek, jak na prawdziwą dzierzbę przystało, zakłada sobie spiżarnie, w której ma nabite na kolce ofiary gromadzone na czarną godzinę. Jeśli ptaka w drodze na zimowiska i z powrotem, nie spotka żadna przygoda, to w maju wróci dokładnie w to samo miejsce, w którym przebywał w tym roku.

Odlatują również mieszkanki podmokłych środowisk, brzęczki. Ta skryta miłośniczka zakrzaczonych nieco trzcinowisk, skupień pałki wodnej i turzyc. Jeśli ją zaniepokoimy, to zleci na dół i wprost rozpłynie się wśród roślinności...

16 września mamy 21 rocznicę powołania Parku Narodowego Gór Stołowych. Ciekawostką tego parku jest usytuowane blisko dyrekcji... Muzeum Żaby.

Zbiera się do odlotu pliszka żółta. Przed tą sympatyczką otwartych przestrzeni (lubi podmokłe łąki, trzęsawiska, wrzosowiska) jest daleka droga. Niektóre pliszki zimować będą w okolicy Morza Śródziemnego, inne polecą jeszcze bardziej na południe. Osiądą na afrykańskiej sawannie.

Zaczynają się gromadzić potrzeszcze. Ptaki te są towarzyskie i często łączą się w stada z innymi gatunkami ptaków. Chętnie trzymają sztamę z krewnymi sobie, trznadlami. Z czasem te stada mogą osiągnąć nawet kilka tysięcy osobników.

Odlatują świergotki łąkowe, następni niepozorni mieszkańcy otwartych przestrzeni. One też będą zimować w niegościnnej dla ptaków okolicy Morza Śródziemniego.

19 września mamy Międzynarodowy Dzień Dzikiej Flory, Fauny i Naturalnych Siedlisk. Sądzę, że każda osoba zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo jest to ważne i nie muszę rozwijać tematu.

Zaczynają odlatywać przepiórki, ptaki (jak każde zresztą) niezwykłe. W miejscu występowania ptaki te łatwo jest usłyszeć, jednak wiodą tryb życia tak skryty, że wypatrzeć jest je bardzo trudno. Zapewne sporo osób wie, że to o niej samo Mazowsze śpiewało: "Uciekła mi przepióreczka". Przeloty są niebezpiecznym momentem w życiu tych ptaków. W razie nawałnic nad Morzem Śródziemnym giną całe stada. Często wyłapywane zostają przez tubylców, gdy po pokonaniu morza lądują wyczerpane na plażach i nie mają żadnych sił na ucieczkę.

Nie ma lekkiego życia na przelotach ta patronka narodzin samego Apolla.

KjOE5HxwwCxm6YD7K4NUDoHKF3AJDDQYiBoayT3H

Przepiórka, fot Waldemar Wojdylak   galeriaautorska/www.birdwatching.pl 

Wielka draka o niewielkiego ptaka

krogulec14

W Wielkiej Brytanii za zabicie ptaka chronionego grzywna wynosi 5000 funtów. Nie ukrywam, że cieszyłbym się, gdyby podobne kary były w Polsce.

 

W pewnym brytyjskim mieście do Tesco wleciała pliszka siwa. Jak to nieraz bywa, wlecieć ptaszkowi było łatwo, a wylecieć samodzielnie rady już nie za bardzo. Ptaszek w dyrekcji sklepu wzbudził po kilku tygodniach pobytu niepokój o... zdrowie publiczne! Takich obaw nie mieli ludzie robiący w tym Tesco zakupy. Pliszka żerująca w pobliżu kawiarni budziła wśród klientów pozytywne emocje.

Po kilku tygodniach nieudolnych prób złowienia pliszki dyrekcja postanowiła wynająć strzelca do zabicia ptaka. Aby nie płacić wspomnianej na początku kary zwróciła się do Natural England o zgodę na uśmiercenie skrzydlatego gościa i taką zgodę otrzymała. Taki pomysł nie spodobał się klienteli, która dała temu sprzeciw w mediach społecznościowych. Wkrótce w obronie ptaszka odezwały się media krajowej tej miary co "Guardian", "Daily Telegraph" czy też "BBC". 

Protesty klienteli, mediów i przyrodników odniosły skutek pozytywny a wyrok na ptaka został uchylony. Do akcji mają wejść przyrodnicy i pomóc w schwytaniu pliszki.

Wielka draka o niewielkiego ptaka może tylko wyłącznie budzić sympatię dla jego obrońców.

 

Na pewno nie będą budzić sympatii włoscy myśliwi. Gdzieś na Facebooku odbiła mi się o uszy wiadomość, że potomkowie Leonardo, czy Michała Anioła udoskonalili śrut do polowania na najmniejsze ptaki Europy, mysikróliki.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Pliszka siwa, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

Pójdźkowe wspomnienia

krogulec14

Swego czasu dostałem bardzo ciekawy mail od Justyny. Rzecz się miała zimą 1942 i 1943 roku w Rozborzu, w ówczesnym powiecie jarosławskim, dystrykcie krakowskim.

W dworze Justyny dziadka, na strychu, pomiędzy powałą a sufitem zamieszkiwały pójdźki. Tak, te mały sowy, których jeszcze tu i ówdzie ludzie boją się, bo wedle guseł mają przynosić... śmierć! Dziura w załamaniu powały okazała się być znakomitym miejscem do wysiedzenia jaj i wychowania piskląt przez parę naszych sów.

Kotka gospodarzy, Kisia, chętnie zaglądała na wspomniany strych. Któregoś dnia znalazła tam miejsce lęgu pójdziek. Odkrycie tego faktu nie okazało się dla niej niczym miłym. Niewielkie sowy w obronie potomstwa nie patyczkowały się z kotką, lecz bardzo szybko ją wygoniły.

Konkurentkę do zgromadzonych wokół dworu i w nim, myszy oboje rodzice zapamiętali dokładnie. Kiedy tylko pojawiała się kotka, a była w zasięgu wzroku sów, to natychmiast była atakowana lotem pikującym. Pójdźki zdawały się na zmianę, siedząc na gałęziach, bądź specjalnie dla nich wystawionym kiju ze strychowego okienka, pilnować sytuacji na podwórzu. Kisia wobec ataku rodziców piskląt, salwowała się ucieczką w pokrzywy, a sowy wracały na punkt obserwacyjny. Rany na karku zwierzęcia świadczyły o tym, że pójdźki nie patyczkowały się wcale przeganiając kotkę. Co ciekawe, pójdźki nie atakowały na podwórzu innych kotów.

Po jakimś czasie, na wspomnianym kiju, który był wystawiony ze strychowego okienka, pojawiło się kilka ładnie już wypierzonych, młodych pójdziek...


Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Sroka złodziejka

krogulec14

Pewnie kilka osób pamięta kasztelanową, która przez srokę głowę katu oddała. Sroka podkradała jej pierścienie otrzymane od zazdrosnego męża, a ona nie potrafiła kasztelanowi wyjaśnić co się z nimi stało. Dopiero gdy oddała głowę okazało się, że brakujące błyskotki przez cały czas znajdowały się w... sroczym gnieździe!

Nie inaczej było w domu Vingradito, gdzie służąca Ninetta zawieruszyła srebrny widelec z zastawy. W tym czasie do wspomnianego domu wrócił z wojska oczekiwany syn Fabrizia i Lucii, Gianetto. Kiedy skończyła się uczta, a będąca sama w domu Ninetta sprzątała i liczyła zastawę u Vingraditto pojawił się Fernando, ojciec służącej. Popadł w tarapaty, i jako poszukiwany poprosił córkę aby ta mu spieniężyła srebrną łyżeczkę, która przez jakiś czas pozwoliłaby mu się utrzymać.

W tym też czasie pojawił się wójt Gottardo. Spodobała mu się Ninetta i chciałby posiąść jej wdzięki. Niesamowitym trafem posłaniec przyniósł wójtowi list gończy za Fernandem. Ninetta, która odczytała list, wraz z ojcem wprowadzili wójta w błąd a ojciec naszej bohaterki opuścił dom. Ninetta zapatrzona w odchodzącego ojca nie dostrzegła zakradającej się sroki, która ukradła jedną z łyżeczek zastawy!

Ninetta sprzedała łyżeczkę. W tym czasie wrócili do domu domownicy wójt. Lucia spostrzega brak z zastawy łyżeczki. Wyszedł też na jaw fakt, że przed chwilą Ninetta sprzedała jedną łyżeczkę z inicjałem "F". F jak Fabrizio, nie jak Fernando. Naszą bohaterkę dość ochoczo aresztował wójt, który w dalszym ciągu łapczywie na nią spoglądał.

W więzieniu Ninettę odwiedził Gianetti. Przyszedł też do niej ze swoją niemoralną propozycją wójt. Odwiedził ją też przyjaciel Pippo. W dziupli umówionego kasztana ma on zostawić pieniądze ojca, a Gianettowi pierścień. Ninetta kocha syna Vingraditto - pierścień będzie dowodem jej miłości.

Fernando w dziupli nie odnalazł żadnych pieniędzy, nie było tam też żadnej wiadomości. Od Lucii dowiedział się, że jego córka jest w więzieniu. W tym czasie w ratuszu ława przysiężonych ogłasiła... wyrok śmierci dla Ninetty! O niewinności skazanej wie Gianetto, ale zobowiązany jest do zachowania tajemnicy. Niebawem obwieszczone zostało ogłoszenie króla o ułaskawieniu wobec Fernanda.

Posłaniec znalazł się w sytuacji, że mógł uratować tylko jedną osobę: ojca albo córkę. Do akcji wkroczyła znowu sroka kradnąc Pippo złotą monetę. Ten śledził złodziejskie ptaszysko i... dziwnym trafem okazało się, że na kościelnej dzwonnicy jest całkiem ciekawa kolekcja wartościowych przedmiotów, które zgromadziła sroka złodziejka. Były tam między innymi srebrne sztućce, które zginęły nieszczęsnej Ninetcie. Pippo zadzwonił na alarm, egzekucja została wstrzymana, Fernando został uwolniony, a lubieżny Gottard ukarany. Już nic nie stanęło na przeszkodzie aby Ninetta i Gianetto mogli się zaręczyć.

Opera Rosinniego (ładna akcja, prawda?), operą, a jak sprawa kradzieży miała się w rzeczywistości? Podobnie jak w Liwie. Gdy wykonano wyrok śmierci okazało się, że złodziejką nie ona była, ale sroka. Gmina, chcąc zapewne zmazać swoją hańbę, uchwaliła specjalny fundusz z którego raz w roku doprawiano msze (zwane "sroczymi mszami") w intencji niewinnej dziewczyny.

A ja tak myślę sobie moje drogie panie, że baśnie baśniami, opery operami, ale na te sroki to naprawdę zwracajcie uwagę. 

Sroka, fot. Piotr Remesz   www.piotrremesz.pl 

PS. Aby wczuć się w klimat dzisiejszego postu, to powyższe zdjęcie (jak pięknie pokazujące barwy sroki) zwyczajnie zakosiłem, bez wiedzy i zgody autora. Co prawda pisałem (zaledwie godzinę temu), usiłowałem się dodzwonić (bez efektu), ale gdyby Piotr zechciał urwać mi głowę, to słuszność by miał.

A ja... stałbym się następną ofiarą sroki! :-)

Za progiem

krogulec14

Do większych gryzoni słabość mam od niemal zawsze. Pewnie od pierwszych spacerów uwieńczonych spotkaniami z wiewiórkami, od pierwszych lektur o mieszkających w Polsce świstakach, czy też susłach perełkowanych i moręgowanych. Z czasem też dowiedziałem się, że w Polsce występuje też chomik europejski.

Kto z nas nie widział wiewiórki? Kto, pomimo paskudnego czasem charakteru, jej nie polubił? Myślę, że każdy. Większe trudności zapewne stworzyłoby pytanie: gdzie mieszka wiewiórka. Pewnie błędnych odpowiedzi, że w dziupli, padłoby najwięcej. Disnejowskie kreskówki mocno mieszają nam spojrzenie. I jeszcze jedno, nasz rudzielec ma na razie wroga w postaci kuny. Jednak w kilku punktach Europy została lekkomyślnie introdukowana wiewiórka szara. Jest to gatunek inwazyjny z Ameryki, który w dość szybkim czasie może nam wyprzeć nasze rude Baśki. Jakoś to tak tak zazwyczaj jest, człowiek nawywija, a zwierzęta przez to cierpieć muszą.

Świstak może nam się kojarzyć z... kiczem. Kto z nas nie słyszał o amerykańskim Philu, który 4 lutego przepowiada pogodę. Albo kto nie widział świstaka owijającego łakocie w "sreberka". Świstak wraz z kozicą, zasługuje na to by stać się jednym z symboli ochrony przyrody w Polsce. Niebawem minie 150 lat jak Sejm Galicyjski we Lwowie zatwierdził ścisłą ochronę tych zwierząt. Kto wie czy nie jest to najstarsza w Polsce ustawa ochrony gatunkowej zwierzęcia. Jeszcze tylko rzut oka na grafikę i świstakowi damy spokój, niech spokojnie się naje zanim uda się na zimowy spoczynek.

Występujący tu i ówdzie na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie suseł perełkowany śmiało powinien być, zamiast jakichś tam niewydarzonych bliźniaków, maskotką mistrzostw Europy 2012. Taki fakt pozwoliłby poznać większej rzeszy ludzi tego susła, który poza Polską i Ukrainą występuje jeszcze w rosyjskiej części Europy.

Suseł moręgowany, podobnie jak poprzedni, jest leniwą wiewiórką. Taką, która zamiast życia na drzewie wolała step. Susła tego można w pewnym sensie porównać do... żubra. Bo tak jak król puszczy suseł moręgowany znikł, przez działalność człowieka, z polskiego krajobrazu. Na szczęście, też podobnie jak żubr, dzięki człowiekowi, na nasze łąki wrócił.

Inny bywalec stepowy, chomik europejski może laików zaskoczyć swoimi rozmiarami. Zamiast małego okruszka trzymanego przez grzeczne dzieci w klatkach mamy całkiem sporego gryzonia. Jakkolwiek nie należy do klanu wiewiórek, to jednak sporo go z nimi łączy. Podobnie jak wiewiórka jest indywidualistą. Podobnie jak wszystkie gromadzi na zimę zapasy pokarmu (chomikuje). Zimą, podobnie jak susły, hibernuje. 

Pojawienie się w domu szynszyli uwieńczyło moją fascynację średniej wielkości gryzoniami.

PS. Trochę mnie chyba dziś poniosło. Chciałem dziś rozwinąć nieco fragment z ostatniego zdania z "Lato. Przewodnik prawdziwych tropicieli": największe wyzwania dla prawdziwych tropicieli czekają tuż za progiem" ;-)

I znowu drugie PS. Obrzyckie jaskółki chyba przeczytały ostatni post na "Plamce mazurka". Ostatni raz widziałem je... 8 września. I jak tu nie słuchać

Ilustracja autorstwa Michała Skakuja do książki Adama Wajraka "Lato. Przewodnik prawdziwych tropicieli".

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci