| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Moje archiwum 2014 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy
środa, 23 lipca 2014
Taka prawdziwa dzika gęś

Gęś zbożowa jest ptakiem znanym, a zarazem niezwykłym. To właśnie o niej w "Ptakach Polski" Jan Sokołowski napisał takie zdanie: "Ten gatunek jest ową powszechne znaną "dziką gęsią", przelatującą w dużych kluczach i z głośnym gęganiem"

O gęsiach w "Ptakach krajowych" Władysław Taczanowski pisał między innym: "Chociaż gęsi żywią się wyłączne pokarmem roślinnym, mięso ich jest czarne, twarde i suche, o wiele niżej cenione niżeli kaczek, przeważnie roślinożernych; mało też są na pokarm używane w krajach, którędy przelatują, z powodu trudności bicia  łowienia".

Szkoda, że w zagadnieniu polowań mało się zmieniło. Sporo myśliwych, zapewne mających gdzieś trud przelotu, piękno spektaklu gęsi zbożowych, ciągnie na miejsca poszczególnych etapów niosąc tym ptakom śmierć. Na szczęście trudności w "biciu i łowieniu" są w dalszym ciągu spore.

Jednym z takich niesamowitych "etapów" jest Park Narodowy Ujście Warty. Swego czasu naliczono tam 200 000 gęsi zbożowych i białoczelnych. Ptaki tam wypoczywały po podróżach, było nie było miały za sobą kilka tysięcy kilometrów. 

200 000 gęsi w jednym (to nic że sporym) miejscu. Ile może być takich miejsce w Europie? 200 000 gęsi i strzały. I chęć zabicia. Bo nie dla jedzenia się tam jedzie i strzela. Zabić, zrobić fotkę. A gęś pewne zakopać...

"Gęś ta bardzo podobna do poprzedzającej*, odznacza się od niej, prócz cech wymienionych w dyjagnozie, mniejszym widocznie, mniejszym widocznie wzrostem i cieńszym gęgającym głosem. Trzyma się przez lato krajów polarnych; u nas ze wszystkich na przelotach najpospolitsza; przelatuje równocześnie z poprzedzającą i tak samo się zachowuje. Według PLATERA ma się gnieździć na Jeziorze Lubanie w Inflantach (?).

 O gnieżdżeniu się jej mało dotąd wiadomo; północni naturaliści podają, że udaje się na czas lęgowy w góry, gdzie po wilgotnych wyżynach ściele się między kępami traw  innych zbóż. Liczbę jaj podają od 7 do 10."

* ową "poprzedzającą" była niejaka gęś polna. Szukając jej w internece znalazłem ją jedynie w... wortalach myśliwskich.


Gęś zbożowa, fot. Karol Zub   www.birdwatching.pl 

12:04, krogulec14 , 1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lipca 2014
Tańczący z jesiennymi żurawiami

Coś na Facebooku zaczyna się dziać względem Ujścia Warty. Ludzie kochający ptaki chcą otulinę Parku Narodowego Ujście Warty wolną od strzałów, od napaleńców pałających żądzą zabijania. Uważam, że "Plamka mazurka" nie powinna być w tyle w zagadnieniu.

W grupie "Łapy precz od Ujścia Warty" znalazłem świetny tekst, dobrze znanego nam na Plamce, Mateusza Matysiaka o żurawiach. Szkoda jedynie, że ów tekst kończą... strzały.

Miejmy nadzieję, że niebawem takie sceny przejdą do historii.

 "Koniec ostatniego tygodnia przeminął w Słońsku pod znakiem żurawi. I to zdecydowanie. Zwłaszcza, że padł wtedy REKORD w historii Ujścia Warty. Podczas piątkowych liczeń zanotowano tam ponad 17 tysięcy tych pięknych ptaków. Ja miałem niepowtarzalną przyjemność spędzić ponad 16 godzin w środku koncentracji aż 10 000 żurawi. To również mój dumny rekord osobisty:) Ptaki te zaczęły obsiadać błota wokół mojego samotnego małego krzaczka, w którym zamieszkałem, już od godz. 16.40 w czwartek, by ok. godz. 20.30-21.00 osiągnąć tam komplet noclegowiczów:) Niesamowita to ekscytacja, gdy te wielkie i niezwykle głośne ptaki lądują w tak wielkich stadach... 5-10 m ode mnie, bez zbędnych podejrzeń. W głębokich ciemnościach tamtej nocy mogłem śledzić ich zachowania i przemieszczanie się już tylko po głosach. Księżyc był przecież w przededniu nowiu. Około północy na "żurawiowisko" wpadła wataha dzików, ale zdawała się tu pojawić zupełnie bez zapowiedzi, wręcz ostentacyjnie wPROSIĆ (jak to świnki;) się na to spotkanie, bowiem ich niezgrabne wkroczenie na bagno w tym intymnym miejscu wywołało istne szaleństwo i larum w szeregach pióropuszników, które na oślep przeprowadzały przetasowania w swych nocnych szeregach. W towarzystwie żurawi noc spędzało również kilka tysięcy czujnych gęsi gęgaw, białoczelnych i zbożowych oraz kilka setek kaczek, gł. cyraneczek. Długo oczekiwany poranek nastał całkiem mroźny (-5), przy tym wietrzny, to zapobiegło mgle, ale też wykrzywiało mnie z nadzwyczaj przenikliwego zimna na wszystkie strony słońskich mokradeł;). Poświata brzasku ujawniła tysiące żurawi sterczących cierpliwie i nieruchomo wprost w wodzie, podczas gdy w noce bez przymrozków ptaki nocowały tu niemal wyłącznie na brzegach wody. Najwyraźniej woda w mroźne, jesienne poranki jest jeszcze dla żurawi wyczuwalnie cieplejsza niż powietrze na brzegu. Gdy nagle i niespodziewanie rozległy się strzały (myśliwych*), których huk niesiony wiatrem z wału dopadł żurawiowe rozlewisko, tysiące ptaków w niewątpliwym popłochu poczęło opuszczać noclegowisko, tak, że po 15 minutach została po nich jedynie zmącona, falująca woda, a na niej kołyszące się pomiędzy tafelkami porannego lodu szare pióra... pióra wspomnień z kolejnej nocy na słońskim błocie... Ech... __________

* ...czyli ludzi uważających się za znawców i miłośników przyrody i ptaków...; niestety polowanie (na gęsi) odbywało się wyłącznie, gdy było jeszcze na tyle ciemno, że nie było żadnych szans na rozpoznanie gatunków gęsi, na które polowano! Gdy nastała jasność poranka strzały ucichły, bo i inteligentne gęsi omijały wał z daleka i z wysoka." 

PS. Myślę, że widoków i wrażeń Mateuszowi można pozazdrościć. Pięć lat temu we wrześniu w Parku Narodowym było około 1 500 żurawi, a wspomnienia ze Słońska wywiozłem fantastyczne!


Żurawie, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl   www.birdwatching.pl 

Tagi: żuraw
12:05, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lipca 2014
Żniwa

Zbliża się, jakże ważny dla nas, czas żniw. Nie wszyscy kombajniści opanowali trudną sztukę koszenia od środka. Będą ciąć zboże tak jak ich ojcowie, dziadowie (i etcetera), czyli do środka. Ich otępienie będzie kosztować życie wielu zwierząt. Znowu zginie jakiś procent błotniaków łąkowych. Czas żniw jest znakomitym okresem dla myszołowów, bocianów, kruków i innym ptakom lubujących się w gryzoniach, a nie pogardzających padliną.

Zaczynają odlatywać nasze brodźce piskliwe, dubelty, kropiatki, krwawodzioby, rycyki, wodniki i inne ptaki lubiące mokre bądź podmokłe środowiska. I choć większość tych gatunków możemy jeszcze u nas zobaczyć w październiku, to jednak nie będą to te ptaki, które u nas miały lęgi.

Z powyższego towarzystwa najbardziej lubię brodźca piskliwego. Co jakiś czas widuję go u siebie na przelotach nad Wartą. Znacznie rzadziej widzę je na stawach w Objezierzu czy nad Jeziorem Bytyńskim. Czyli w miejscach gdzie odbywają lęgi. 

Brodziec piskliwy na zimowiskach w dość oryginalny sposób zdobywa pokarm. Kręci się taki na plażach koło... krokodyli. Jak tylko gadzina rozewrze paszczę, to nasza ptaszyna w nią włazi i ma tam... stół szwedzki! Krokodylowi żarłoczność naszego brodźca widocznie sprawia ulgę, dowcipu nie zrobi, szczękami nie kłapnie.

W wymienionej grupy ptaków chciałbym zobaczyć wodnika. Swego czasu byłem kilka metrów od jednego. Słyszałem go ale, dobrze ukrytego w roślinności, nie widziałem.

Tu i ówdzie znikną pierwsze jerzyki, a my pewnie nawet tego nie spostrzeżemy.


Myszołów, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

18:10, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lipca 2014
Zabierajcie swoje parszywe łapska od naszych ptaków!

Myślę, że Al 1980 się ucieszy. Pani Dorota Wiland (za pomyłkę poprzednią serdecznie przepraszam), prezes Fundacji na Rzecz Ochrony Zwierząt IUS ANIMALIA bardzo słusznie zauważyła: "Nie istnieje ŻADEN racjonalny powód, żeby strzelać do dzikich ptaków. Dzikie ptaki giną od kul wyłącznie dla rozrywki stu tysięcy myśliwych. A co na to pozostałe trzydzieści parę milionów obywateli?"

No właśnie, co my na to? Za naszym cichym przyzwoleniem ptaki giną zabijane przez ludzi którzy do końca normalni chyba nie są. No bo czy któremuś z nas da radość zabicie ptaka?

Rusza też akcja "Łapy precz od Ujścia Warty". Czy będzie tym co pozwoli swobodnie ptakom latać w Polsce? Oby!

O tym, że słuszność jest po stronie osób pragnących zakazu polowań na ptaki mówię od blisko sześciu lat. Od niemal tylu lat prowadzę dla Was bloga o pięknie ptaków. 

Dziś zapraszam Was do zapoznania się z materiałem pod tytułem "Ujście Warty". Wchodząc w ten link dowiecie się ciekawostek o oryginalnym dość dyrektorze Parku Narodowego Ujście Warty, o Betonowo -Odstrzałowym Parku, o raju dla myśliwych, którzy mają w głębokim poważaniu piękno i fascynację tajemnicy przelotów wielu tysięcy ptaków...

Dla tych jadących tu jesienią liczy się tylko jedno: ZABIĆ!!!


Gęś zbożowa jest w logo Parku Narodowego Ujście Warty, gęsi zbożowe od połowy sierpnia do końca stycznia są zabijane na terenie tego Parku; gęś zbożowa - fot. Jacek Wierzejski   www.birdwatching.pl 

11:03, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 lipca 2014
Sówka

Pewnie od tego postu powinienem Lato Pójdźki rozpocząć. Od tego, czyli co o pójdźce powiedział Władysław Taczanowski:

 "Sówka ta mniejsza od poprzedzającej (włochatki*), z powodu mniejszej głowy i krótszych piór na ciele, zdaje się być jeszcze mniejszą niż jest w istocie. Mieszka w Europie środkowej i południowej; na północ nie posuwa się daleko, w południowej Szwecyi rzadka, a w Norwegii niepostrzegana. U nas z drobnych gatunków najpospolitsza, w Augustowskiem jednak, tak jak na Litwie, rzadsza od poprzedzającej.

Trzyma się głównie w starych ogrodach i alejach lipowych przy drogach, po większej części niezbyt odległych od zabudowań, czasami w starych murach i budynkach gospodarskich, a rzadko w lasach. We dnie kryje się po większej części w dziuplach i strzechach, a niekiedy w gęstych gałęziach. Wieczorami zawczasu wychodzi z kryjówek, lecz czeka spokojnie na najbliższej gałęzi dopóki nie zacznie się ściemniać. Chociaż dobrze widzi we dnie, nie poluje i nie oddala się od dziur, zapewne z powodu obawy prześladowań drobnych ptaszków, natrętnie ją napastujących. Znaczna ich część przenosi się na zimę do budynków, na lato wszystkie wynoszą się na drzewa, a gdy się liście rozwiną mało się kryją w dziuplach.

Z wiosny wabią się wieczorami głosem krótkim, po kilkadziesiąt razy w przerwach powtarzanym, wyraz pójdź dobrze naśladującym. To stało się powodem do gminnego przesądu o wywoływaniu dusz, to jest przepowiedni śmierci: w obecnych nawet czasach niejeden się przerazi gdy usłyszy pójdźkę na mieszkaniu swojem wołającą. TYZENHAUZ zastosował nazwisko z głosu tego wzięte do gatunku poprzedzającego, lecz właściwie się ono temu gatunkowi należy, tem więcej, że ją pospólstwo pójdźką, lub pućką nazywa 1).

Żywią się głównie myszami, łowienymi w budynkach i sąsiednich polach, wkrótce po zachodzie słońca przelatują się po nad samą ziemią, siadają przy norach i wyczekują dopóki która nie wyjdzie; złowioną niosą na drzewo dla pożarcia. Wybierają także nocami wróble z kryjówek, a we dnie wśród ciemnych budynków polują na myszy.

Gnieżdżą się tylko w dziuplach, najczęściej w lipach i gruszach, niekiedy zupełnie odosobnionych, lecz niezbyt odległych od budynków. Dziuple najchętniej obierają ciasne, w braku takowych dosyć obszerne, zajmują. Samica wprost na próchnie składa 4 -6 jaj, i sama je wysiaduje; samiec żywności dostarcza. Młode dorastające wyłażą na sąsiednie gałęzie, i rzędem siedzące oczekują rodziców z żywnością; za najmniejszem niebezpieczeństwem jak myszy do dziupli uciekają. Skoro zaczną latać opuszczają gniazdo i kryją się we dnie po sąsiednich dziuplach; na noc zbierają się, i całą gromadką za rodzicami latają. Po kilku dopiero tygodniach rozpraszają się stanowczo."

1) W zadziwieniu wydaje inny głos ćwierkoczący podobny do dzięciolego, którym nieraz odzywa się na widok przechodzącego człowieka.

Chyba dodawać nic nie muszę. Poza dawnymi nazwami pójdźki. Są to: pójdźka zwyczajna - ksiądz Waga, sowa kurluk - Górski, sowa sówka - hrabia Tyzenhauz. Puszczyk i pójdźka były dawniej nazwami gminu dla naszej sowy.


Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   marcinlukawski.com

Tagi: pójdźka
10:07, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
środa, 16 lipca 2014
W kolorze blue

Jadąc do Marty miałem zaplanowane jedno: poukładać swoje plany związane z "Plamką mazurka". W jakimś stopniu mi to się udało. Reszta była bonusem. Bardzo fajnym bonusem.

Już sam początek był bardzo efektowny. Na dworcu w Krajence, gdzie czekała na nas Marta, kilka minut po nas wjechał, prowadzony przez prawdziwą lokomotywę (!), Blues Express 2014.

Wszystkich uczestników przywitały dźwięki... Niebieskiej Sowy - Orkiestra Mocno Bluesowa. Nazwa mocno mnie zaskoczyła, w bluesie wątek ornitologiczny? Jednak to prawda, swój na swojego wszędzie trafi! Niebieska Sowa cięła bluesa aż miło, a w drodze do domu Marty dopisały świetnie żurawie i bociany.

Drugi wątek w kolorze blue zapowiedział Marty Tata. W pewnym miejscu, nad jeziorem, można było zobaczyć kilka zimorodków naraz. Zaraz przypomniałem sobie zdjęcie Doroty Makulec. Pięciu zimorodków na raz nie widziałem. Mój "rekord" to dwa przeganiające się z rewiru ptaki.

Zimorodek błysnął swoimi fantazyjnymi kolorami tylko raz, ale za to na samym początku. Był zapowiedzią następnych ptaków: gęgaw, perkozów dwuczubych, czy błotniaków stawowych.

Co by nie mówić mieliśmy sobotę i niedzielę w kolorze blue :-)


Do pięciu odlicz! Fot. Dorota Makulec   www.dorotamakulec.pl 

13:27, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 lipca 2014
Przeloty

Przeloty większości ptaków nie są tak widowiskowe (niemal... "namacalne) jak u dzikich gęsi. Niemniej z każdym odpowiednim dniem stają się łatwiejsze do zauważenia. W głębi kraju są one znacznie mniej widoczne, za to na Wybrzeżu widać zbliżającą się na ptasich skrzydłach... jesień!

Zaczynają się pojawiać na przelotach wydrzyki. Najpierw zazwyczaj przylatują ostrosterne, później długosterne z tęposternymi. Najmniejszą szansę mamy na spotkanie w wydrzykiem wielkim - skuą. Wydrzyki słyną z tego, że żywią się, poza tym co upolują same, pokarmem odebranym innym ptakom.

Są też już pierwsze z płatkonogów, czyli płaskodziobe i szydłodziobe. Ptaki te, ze względu na relacje męsko-damskie, są oryginalne. To samica u płatkonogów (podobnie jak i u morneli) spodnie nosi. To samica jest piękniejszą, to ona tokuje. Kiedy zniesie komplet jaj, zostawia swojego brzydkiego chłopaka i, jak gdyby nic, odlatuje. Tatą małe biegusy też zbyt długo się nie cieszą. Dwa, trzy tygodnie i są one słomianymi sierotami...

Zaczynają przeloty biegusy. Wśród nich pojawia się lęgowy niedawno u nas biegus zmienny oraz batalion. Większość z biegusów spotkamy na pustych morskich plażach. Jako, że plaż takich jest niezwykle mało, to i większość biegusów łatwych do zaobserwowania nie należy.


Konserwacja wiedzy o wydrzykach, grafika Michał Skakuj   michalskakuj.com

Jak widać długość ogonka nie tylko wśród dębów ma znaczenie ;-)

Jako, że post publikuję z dwudniowym opóźnieniem, to, dorzucę kilka słów z wydrzykami i Michałem Skakujem w roli głównej: 

- Stanie nad morzem i patrzy. I jak jakiś wydrzyk znajdzie się o nawet 10 kilometrów, to poczuje ten wzrok. I przyleci! :-)

14:43, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 lipca 2014
Dzień kornika drukarza

Przez długie lata był dla mnie typem spod ciemnej gwiazdy, szkodnikiem. - O tym, że "szkodnik" powstał stworzony przez człowieka, miałem się dowiedzieć bardzo późno. 

Śpiewał o nim Perfect. Jest koszmarem wielu leśników. I wielkim przysmakiem arcyrzadkiego u nas dzięcioła trójpalczastego.

Był pretekstem cięcia największego skarbu przyrodniczego w Polsce jakim jest niewątpliwie Puszcza Białowieska. Jednak ostatnio idzie chyba na lepsze.

Puszczy i jemu, zwierzęciem ani złym, ani dobrym - kornikowi drukarzowi.


23 czerwca bieżącego roku cała, a nie jak do tej pory tylko Białowieski Park Narodowy, Puszcza Białowieska (razem z kornikiem!) wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO!

Na początku lipca Najwyższa Izba Kontroli w raporcie wyraziła się między innymi: Puszcza Białowieska jest niedostatecznie chroniona, Puszcza cięta w sposób okrutny właściwie do 2012 roku nie może sobie pozwolić na dalsze rany.

Zdają się iść lepsze czasy dla najbardziej wartościowego zabytku polskiej przyrody. Idą też w Puszczy Białowieskiej lepsze czasy dla kornika, będzie mógł sobie, ten demoniczny niegdyś chrząszcz, robić to co lubi. Czyli ryć dziurę w (świerkowym) drzewie.

Może Białowieża, wzorem Szczebrzeszyna który chrząszczowi pomnik postawił, powinna to wydarzenie uczcić? Bo ochrona Puszczy jest dla niej dobrym krokiem w przyszłość. Posiadanie Puszczy zamiast nieużytków w jej miejscu, zawsze będzie magnesem dla wielu turystów. Nikt Białowieżanom nie zaśpiewa "Pieśni Chochoła":

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur.

 

A może kornik drukarz powinien zostać symbolem zwycięstwa ochrony Puszczy nad jej cięciem? W powstanie pomnika tego chrząszcza w Białowieży co prawda nie rokowałbym zbyt wielu nadziei. Ale w utworzenie święta przyrody w tym miejscu już tak...

Więcej szczegółów znajdziemy w "Po raporcie NIK" Puszcza Białowieska była cięta w sposób okrutny. Nie można zadawać jej kolejnych ran" Adama Wajraka.

10:01, krogulec14 , 1
Link Komentarze (10) »
środa, 09 lipca 2014
Pójdźkowe zabobony

    Poniższy tekst na "Plamce mazurka" już prezentowałem. Opowiadanie Marcina Łukawskiego zrobiło wielkie wrażenie nie tylko na mnie. Historia jest naprawdę niesamowita. Aż trudno uwierzyć, że mamy XXI wiek, dobę internetu. Nawet bliskość Warszawy niczego nie zmieniają. Zabobony i gusła w niektórych miejscach trzymają się równie dobrze jak w... średniowieczu!

    "To był jeden z piekielnie gorących dni lipca, kiedy to postanowiliśmy z kolegą poszukać pewnego ptaka w okolicy Warszawy. Mieliśmy informacje o jednej parze lęgowej pójdziek, bo o nich tu mowa, więc trzeba było to koniecznie sprawdzić. Uzbrojeni w sprzęt fotograficzny i lornetki ruszyliśmy w drogę. Mała wioska oddalona od stolicy o około 30 kilometrów zdawała się dość wymarłym miejscem. Niewiele myśląc, rozdzieliliśmy się i poszliśmy w dwie różne strony, by zacząć od jakiegokolwiek wywiadu z nielicznymi mieszkańcami. Mieliśmy wydrukowane zdjęcia tego gatunku, by można było łatwiej zobrazować ludziom czego szukamy. Do tematu podchodziliśmy wyjątkowo delikatnie i z uśmiechem na twarzach. Jak się później okazało, na nic się to zdało !


     Pierwszą osobą, która stanęła na mojej drodze, była starsza pani z kolorową chustą na głowie... grzecznie się przywitałem i zrobiłem krótki wstęp po co tu jestem. Pani z lekką dozą nieśmiałości pyta: ale jak wygląda ten śliczny ptaszek? Wysunąłem z kieszeni zdjęcie i wręczyłem pani do rąk. Z dość miłej twarzy zniknął uśmiech i pojawił się grymas rozgoryczenia i złości... pani oddała mi zdjęcie mówiąc, że nigdy tego ptaka nie widziała i że nie chce mieć ze mną nic wspólnego a następnie szybkim krokiem oddaliła się do swego domu! Wtedy jeszcze nie wiedziałem czym była spowodowana taka reakcja, więc poszedłem dalej. Po chwili zadzwonił kolega, który był też po pierwszej rozmowie i bynajmniej nie był z tej rozmowy zadowolony. Coś tu było nie tak...

     Kolejną napotkaną przeze mnie osobą był pan w wieku emerytalnym, który usilnie chciał wbić szpadel w skamieniałą glebę... moje podejście było podobne co u poprzedniczki... pokazałem zdjęcie, chociaż miałem wrażenie, że mężczyzna doskonale wie o jakim ptaku mówię, porządnie się zaciągnął papierosem bez filtra i zaczął mówić mniej więcej tak: "bo wie pan ! Te małe łachudry przynoszą śmierć do wsi ! Jak ktoś zobaczy tego ptaka to już wiadomo, że zaraz będziemy grzebać kogoś w ziemi !"... nogi mi się ugięły!!!... chciałem przerwać tą wypowiedź, ale facio tak się rozkręcił, że nie dał mi dojść do słowa...mówił dalej: "w zeszłym roku, Jadźka - dwa domy dalej, płakała bo zobaczyła tego ptaka i następnego dnia jej siostra umarła! Poszliśmy ze szwagrem do sadu i wyrąbaliśmy wszystkie drzewa z "dziurami" ...w jednym akurat były młode, więc powiesiliśmy je na drutach przy drodze, żeby ludzie przestali się już bać ! I to pomogło...nikt do końca roku we wsi nie umarł!"

     Po tym co usłyszałem porządnie mnie zatkało. Starałem się tłumaczyć, że to zbieg okoliczności i że ten ptak nijak się ma do umierających ludzi, ale widząc minę mojego interlokutora dałem spokój i pozwoliłem mu dalej nerwowo wkopywać się w ziemię.



     Nie będę przytaczał już więcej takich przykładów, choć z kolegą zebraliśmy pokaźną ich liczbę, bo 90 procent było w tym właśnie tonie. Sypały się same inwektywy i zabobony, że choćby sam pójdźkowy głos wystarczy by kogoś uśmiercić. Spotkaliśmy w sumie tylko jednego człowieka, który był przychylnie nastawiony do tych pięknych sów i to on wskazał nam mniej więcej miejsce, w którym udany lęg wyprowadziła ostatnia para. Nie wiem czy jest jakakolwiek szansa, aby zmienić to podejście ludzi, ale próbować trzeba, bo niedługo zupełnie te małe, śliczne sowy znikną nam z krajobrazu!"

    I kto by pomyślał, że mamy XXI wiek...

   Tekst i fotografie pójdziek Marcin Łukawski  www.marcinlukawski.com 

07:33, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 lipca 2014
Bocian na gnieździe

W dalszym ciągu pracuję nad "Nie tylko dla orłów". W tej chwili kombinuję nad częścią, gdzie młody stażem miłośnik ptaków może odhaczać zaobserwowane gatunki. Aby uatrakcyjnić, nudny w końcu spis, pokoloruję poszczególne ptaki. Czarnym będą gatunki pospolite, niebieskim stosunkowo łatwe do zobaczenia, zielonym wymagające wyjazdu w określone miejsca a czerwonym gatunki o których zaobserwowaniu w Polsce lepiej zapomnieć.

Na czerwono będzie na przykład orłosęp i rybaczek srokaty, które widziano u nas ostatni raz w XIX wieku. Orłosęp co prawda w Polsce był w ubiegłym roku, ale i tak nikt go nie widział. Obecność jego u nas zdradziła... telemetria!

Ania Felixiana przysłała mi ptasie przysłowia. Jest ich sporo, pewnie ileś dopiszę do najbardziej wypasionego kalendarza "Nie tylko dla orłów". Antoni Słonimski przytomnie zauważył, że "przysłowia są mądrością narodów". A ptaki, jak wiemy, w przysłowiach zajmują niepoślednie miejsce.

Podzielę się z Wami, nie do końca bezinteresownie, przysłowiami o bocianach:

Gdy Matylda (14.03) spotka się z boćkiem, będzie szczęście za każdym kroczkiem.

Gdy na Gertrudy (17.03) zjawią się bociany, to wiosna już rychło nastanie.

Gdy na świętego Józefa (19.03) bociek przybędzie, to śniegu już nie będzie.

Na Zwiastowanie (25.03) bocian w gnieździe stanie.

Na świętego Franciszka (2.04) zielenią się łany i ze swego zimowiska wracają bociany.

Na świętego Izydora (4.04) na bociana pora.

Na święty Wojciech (23.04) zniesie jajko bociek.

Kiedy do Bartłomieja (24.08) bocian u nas trwa mnogi, tedy zima lekka będzie i opał niedrogi.

Jeśli bociany do Michała (29.09) zostały, nie będzie mrozów przez grudzień cały.

Warto zauważyć, że: bocian na ogonie jaskółkę przynosi.

Bocian zaobserwowany pierwszy raz w roku w locie przynosi szczęście, spacerujący w polu czy na łące zapowiada rok przeciętny. Kiepski rok będzie miała ta osoba, która po raz pierwszy bociana zobaczy na gnieździe.

Nikomu przypominać chyba nie muszę, że 31 maja mamy... Dzień Bociana :-)

Jak widzimy bocian swoje miejsce w naszym życiu ma. Podobnie zresztą jak wróbel. Moja, zaznaczona już wcześniej, "bezinteresowność" polega na pytaniu: a jakie przysłowia, wróżby czy powiedzenia związane z ptakami znasz ty?


Bocian biały, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

13:59, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 174