| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Asocjacja Promotorów Radosnego Ptaka
Blogi i strony przyrodnicze
Bocian
Encyklopedycznie
Galerie:
Lecznice:
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Moje archiwum 2010 r.
Moje archiwum 2011 r.
Moje archiwum 2012 r.
Moje archiwum 2013 r.
Moje archiwum 2014 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Portale:
Ptaki
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
Tagi
Skopiuj CSS
Ptasie sprawy
czwartek, 28 sierpnia 2014
Siedmiolatka

Tak ni z gruszki, ni z pietruszki "Plamce mazurka" stuknęło siedem lat. Ni stąd ni zowąd "Plamka mazurka" została siedmiolatką.

Zanim poszukam sobie kilka żwawych kawałków Slade chciałbym podziękować.

Chciałbym podziękować wielu fantastycznym fotografom, dzięki którym na blogu jest tak ładnie. Dziękuję autorom tekstów, ich opowiadania bądź wyjaśnienia sprawiały, że więcej wiedzieliśmy, rozumieliśmy. Dziękuję wielu osobom, które w rozmaitym stopniu przyczyniły się do tego, że blog jest jaki jest. - Celowo pomijam nazwiska, lista byłaby bardzo długa, a i tak zapewne przegapiłbym ileś istotnych osób.

Chciałbym podziękować Wam. 2 308 505 wejść z innych stron na bloga (48 507 całkowitych w ubiegłym tygodniu) od siedmiu lat mówi mi, że odwaliłem tu kawał niezłej roboty.

Pozwolę sobie też złożyć Wam osobliwie, wręcz nieco... egoistycznie brzmiące życzenia. Otóż życzę Wam kochani abyście na "Plamce mazurka" nigdy się nie nudzili.


"Wychowanie w trzeźwości", fot. Michał Lewandowski   www.birdwatching.pl 

08:25, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
Kolega Pchełki i Zosi

Freddie do domu trafił chyłkiem. Po prostu swego czasu przyniósł go syn i postawił nas przed faktem dokonanym. Nie lubię być stawianym przed faktem dokonanym, ale i tak nie pozostało nam nic innego jak pokochać Freda.

Freddie jest tak skonstruowany, że w nie w sposób jest go nie kochać. Ma taki śliczny, ujmujący pysk, że kocha się łobuza nawet wtedy gdy gryzie, albo bezczelnie dożywia się rozkładającymi resztkami na kompostniku.

Pojawienie się w domu Freda nie wzbudziło radości u Pchełki i Zosi. Obie szynszyle przez kilka dni nie wyściubiły nosa zza szafy, co nie ukrywam, że mnie martwiło. Nie chciałbym aby jedno ze zwierząt miało zdominować pozostałe. Nie chciałbym też zatęsknić za widokiem szynszyli.

Po kilku dni wścibstwo szynszyli przełamało ich lęk przed szczeniakiem. Co jakiś czas zauważałem, że dyskretnie łypią na niego okiem. Po następnych kilku dniach przestały się kryć ze swoją obecnością. Krok po kroku oswajały się z nowym mieszkańcem domu.

Po miesiącu, gdy gasiliśmy światło, Zosia i Pchełka ostro robiły po nas pa-ta-taj i goniły do śpiącego w naszych nogach Freda. Myślę, że czasami haknęły go w tyłek, bo zwiewały z prędkością światła za szafę. Wyczuły jednak dobre serce psiaka, bo po paru minutach, jak gdyby nigdy nic wracały.

Teraz śmiejemy się w głos gdy Pchełka z Freddiem się kłócą. Pies szczeka donośnie. Gdy skończy do głosu (ostrego, takiego dość trzeszczącego) dochodzi Pchełka. Pewnie mu wygarnia:

-Ty szczeniaku, jakie ty masz maniery?! Kto to widział aby szczekać o 16.00 w dzień?! Masz być cicho!!

PS. Mam małe marzenie związane ze stworami: przychodzi ktoś obcy, chce pogłaskać śpiącą na Fredzie Zosię, bądź Pchełkę, a pies szczeka profilaktycznie w obronie swoich szynszyli.

Podobno w niektórych domach podobne rzeczy się zdarzają...

Drugie PS dopisała przed chwilą Zosia. Wyleciała do Freddiego z wiąchą i... zapomniała w pyszczku języka. Bynajmniej nie ze strachu. Stała dobrą minutę nos w nos z trzydzieści razy cięższym od siebie kolegą, po czym jak nic odeszła do swojego pokoju za szafą...

Fred, fot. Piórko

07:16, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
środa, 27 sierpnia 2014
Akwarela "Jenot "- szybkie malowanie

Odezwał się w komentarzu, znany nam z "Kubka z pójdźką", Marek Kołodziejczyk. Marek zaprasza nas do obejrzenia filmiku z szybkim malowaniem. W ciągu kilku minut, na naszych oczach, powstaje piękna akwarela "Jenot" (kto otworzy link ten nie pożałuje).

Marek zwraca się do nas z pytaniem: napiszcie co byście chcieli zobaczyć na kubku?

Moja odpowiedź, jako ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej, mogła być tylko jedna. Za kilka miesięcy będziemy mieli Rok Pójdźki. Wiele osób, które przyjadą na Zlot Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej w Słońsku, będzie chciało wywieźć stamtąd jakiś gadżet z tą sympatyczną sową. Pójdźka na kubeczku, na koszulce będzie pożądaną.

Jednak, podobnie jak Marek, jestem bardzo ciekawy Waszych propozycji. Kto wie, może niebawem powstanie kubek z Waszym ulubionym motywem przyrodniczym.

Zapraszam do Marka galerii:   www.marek-kolodziejczyk.pl

 

Wilk, Bielik - akwarele Marka Kołodziejczyka.   www.marek-kolodziejczyk.pl 

09:04, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 sierpnia 2014
Rdzawe szaty mnichów

W ubiegłym roku jadąc do Słońska miałem wielką ochotę obejrzeć kazarkę rdzawą. Wiedziałem o tym, że akurat tam zaleciała, więc dlatego bardzo chciałem ją zobaczyć. Pragnienie owe udało mi się spełnić, ale nie miałem pojęcia o tym, że wspomniane kazarki są ptakami wyjątkowymi.

Ja wiem, że wszystkie ptaki są wyjątkowe, bez dwóch zdań...

A z kazarką rdzawą miało być tak: z oceanu wyłaniała się niewielka łacha piachu. Była tak mała, że dwie kaczki mogły wypoczywać jedynie siedząc jedna na drugiej.

Przelatywał nad tą wyspą sam Budda. Jak nam Mark podpowiada unosił się, jako Duch Boży, siłą wyobraźni. Zauważył ów niewielki skrawek lądu i wygłosił przepowiednię mówiącą, że w miejscu tym powstanie wielkie miasto. Owe miasto, Pegu, liczy obecnie blisko 300 tysięcy mieszkańców. Miejsce w którym odpoczywały kazarki znajduje się na świętym dzisiaj wzgórzu Hintha Gon.

Na pamiątkę tej przepowiedni kazarka rdzawa została wśród mnichów buddyjskich świętym ptakiem. Mnisi ci próbują do niej się upodabniać goląc głowy i nosząc rdzawe, długie stroje.


Kazarka rdzawa, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl 

15:25, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Sala Pod Ptakami

Jak to się stało, że w czasie tylu lat wędrówki z ptakami pominąłem do tej pory Salę Pod Ptakami na Wawelu? Nie wiedziałem o jej istnieniu? Zapomniałem o niej? Tak czy siak myślę, że warto o niej wspomnieć. Powiedzieć, że taka jest.

Ciotka Wikipedia sugeruje, że Sala Pod Ptakami była najważniejszą, zaraz po Sali Poselskiej i Sali Senatorskiej, salą na zamku królewskim na Wawelu. To w niej mianowani byli hetmani i biskupi.

Powstała po pożarze zamku w 1595 roku, który zresztą wzniecił się właśnie w omawianym miejscu, została przebudowana. Była pierwszym barokowym pomieszczeniem zamku.

Nie zachował się, niestety, zdobiący ją w XVII wieku strop z rzeźbami ptaków (tak, tak, to stąd wzięła się nazwa sali). Obecnie ptasim motywem sali jest fryz z ptakami autorstwa Felicjana Szczęsnego Kowarskiego.

 

Na Wawelu istnieje też Sala Pod Orłem. Jest też czynne gniazdo sokoła wędrownego. Ale to są tematy na następne opowieści...

09:00, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 sierpnia 2014
Ptaki świętego Bartka

Dzisiejszy tytuł mógłby śmiało brzmieć jak tytuł piosenki Urszuli: Wielki odlot. Nie zauważymy tego z okna, ale:

- zaczynają odlot nasze najpiękniejsze słowiki, czyli podróżniczki. Wraz z nimi zaczynają opuszczać nas "szybujące w trawie jako szczupaki w Niemnie" derkacze. Oprócz nich odlatują też pierwsze dudki, gajówki, zaganiacze, oraz kulczyki i muchołówki szare.

- w trakcie przelotów są rybołowy.

- odlatują też bardzo podobne do dość często widywanych myszołowów trzmielojady. Wraz z nimi opuszczają nas, najliczniejsze ponoć na świecie spośród ptaków szponiastych, kanie czarne. Odlatują też zielonki, ostrygojady, świergotki łąkowe i polne. Lecą też piękne ptaki, które swego czasu namówiły pewnego mistrza z Bonn do napisania V Symfonii - ortolany. Lecą też krętogłowy, sieweczki rzeczne oraz co niektóre rybitwy.

Część jaskółek grupuje się w stada. Sporo z nich czyni to nad wodą. Nie bez przyczyny nasi przodkowie przypuszczali, że jaskółki (jak i inne ptaki) zimują w stawach i jeziorach.

Nadchodzący tydzień rozpoczyna wymowny dość dzień świętego Bartłomieja (24 sierpnia). Kiedy do Bartłomieja bocian u nas trwa mnogi, tedy zima lekka będzie i opał niedrogi - to przepowiadające zimę przysłowie zna zapewne większość z nas. Gorzej chyba będzie z drugim. Na święty Bartłomiej czajka uciecze i już chłop zboża nie usiecze.

Nie wypada nam zatem nic innego jak wybrać się w niedzielę na spacer i zobaczyć jaką zimę bociany nam zapowiadają.


Bocian biały, fot. Mirosław Matus   www.miroslawmatus.pl 

07:16, krogulec14 , 1
Link Komentarze (8) »
sobota, 23 sierpnia 2014
Imiona ptaków

Jedną z wielu rzeczy, które mnie interesują, są nazwy ptaków. Te dawne, które już niemal całkowicie przebrzmiały (te które "przefrunęły do słownika wyrazów zapomnianych"), jak też i te obecne. Na przeciw tym moim zainteresowaniom wychodzi kapitalnie zapowiadający się blog: "Imiona ptaków - rzecz o pochodzeniu ptasich imion, anegdoty, ciekawostki".

Autor, poza wiedzą i oczytaniem, dysponuje bardzo ciekawym piórem (o czym wiecie po wczorajszym poście "Słowik to, a nie skowronek"), co sprawia, że czyta się Jego prace (na razie bardzo nieliczne, niestety) z wielkim zainteresowaniem. Styl pisania ma taki, który krogulce czternaste lubią najbardziej.

Otwierający bloga "Słowik - szara eminencja" jest lekkim muśnięciem pióra. Ale jakim muśnięciem! Życzmy sobie dalszych takich muśnięć. "Słowik - szara eminencja" jest też zapowiedzią artykułu, o którym zdążyłem wczoraj opowiedzieć, "Słowiki i skowronki".

Blog ma jeden feler. "Imiona ptaków" są dość żmudną pracą. Nie da się postów publikować codziennie. Aby być fanem tego bloga należy uzbroić się w cierpliwość. Uważam jednak, że warto.

Na koniec dzisiejszej notki zaproszę Was do zapoznania się z wierszem znalezionym na omawianym blogu. Autorem jego jest Władysław Broniewski, a tytuł ma (nie mogłoby być dziś inaczej) "Słowik":

 

W pieśni słowika
jaką muzyka...
I nie śpię. Sobie na złość.
Jak to wysłowić,
co mówi słowik,
i jak to w ogóle nazwać?

Ja bym słowika
nazwał strumyczkiem,
który ku sercu płynie,
a śmierć po sercu
pocina smyczkiem:
niech się zatraci,
niech zginie!

I słowik zginie,
i umrze serce.
Dobrze. Nich się zatraci.
Ta noc majowa,
to nocne scherzo...
Dobrze. 
To się opłaci.


Słowik szary, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com
 
08:43, krogulec14 , 1
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 sierpnia 2014
Słowik to, a nie skowronek...

Jak już zdążyłem wspomnieć, zachwyciłem się kapitalnym tekstem Witolda Muchowskiego "Słowiki i skowronki" opublikowanym w kwartalniku "Ptaki Polski". Na tyle ten artykuł mi się spodobał, że chociaż fragment postanowiłem Wam zaprezentować. Zadzwoniłem do wydawcy, napisałem na Facebooku do autora i:

 Był rok 1566. W sali "Pod ptakami" na Wawelu swój ostatni koncert zakończył Valentin Bakfark (Bekwarek) - nadworny Lutnista Zygmunta II Augusta. Ten wybitny wirtuoz, którego renesansowe kompozycje grane są do dziś, przez niemal dwie dekady uświetniał swoją muzyką życie artystyczne na zamku polskiego króla. Bekwarek, będąc posądzonym o zdradę, popadł jednak w niełaskę władcy i był zmuszony do ucieczki z Polski, a dziesięć lat później w 1576 r. dokonał żywota w Padwie, umierając wraz z rodziną na dżumę. Po jego śmierci spalony został jego rodzinny dobytek i jedyne rękopisy znacznej części twórczości. Od zapomnienia uratował go "polski słowik" - słowik szary - który dla swojego pięknego śpiewu, a na chwałę muzyka, nazwany został bekwarkiem.

Literackie pomniki słynnemu renesansowemu lutniście wystawili także Jan Kochanowski i Jan Lechoń, a Jan Matejko umieścił go na pierwszym planie swego wielkiego dzieła "Zawieszenie Dzwonu Zygmunta". Stara legenda głosi, że struny lutni Bekwarka wtopiono w krakowski dzwon, by nadać mu doskonałe brzmienie (chociaż Bekwarek w 1521 roku miał 14 lat i nie był jeszcze nadwornym lutnistą). Echa brzmienia lutni Bekwarka posłyszano jednak w śpiewie słowika szarego, którego wokalne talenty ceniono bardzo wysoko. Władysław Taczanowski tak pisze w 1882 roku o jego śpiewie: "głos ma czysty, wesoły, doniosły i prawdziwie muzykalny (...) pod względem czystości tonu żaden ptak mu nie wyrówna". Także przedwojenne encyklopedie podają, że w śpiewie nasz drugi słowik - rdzawy - ustępuje szaremu. Ówczesna nazwa łacińska szarego Lusciola philomela (miłujący śpiew) również to potwierdza.

Z czasem kanony piękna ptasiego śpiewu musiały jednak ulec zmianie. Wątpliwości co do tego, który ze słowików śpiewa piękniej ma już bowiem ornitolog Jan Sokołowski. Pierwszeństwo daje słowikowi rdzawemu, przypisując mu większą melodyjność, muzykalność i talent. Obecnie utrwaliło się wręcz przekonanie, że słowik szary względem rdzawego śpiewa raczej głośno niż pięknie, choć nadal wspanialej od innych ptaków. Dziś donośna pieśń bekwarka wciąż cieszy ucho, a dla wielu piosenki obu gatunków słowików pozostają po prostu nieodróżnialne i równie piękne.

I jak Wam ów fragment się spodobał? Bo mnie wręcz olśnił! W tak krótkim fragmencie zdążyliśmy zajrzeć do sali "Pod ptakami" na zamku królewskim na Wawelu, poznaliśmy wymarły wyraz (bekwarek). Poznaliśmy legendę wyjaśniającą nam dlaczego Dzwon Zygmunta ma tak doskonałe brzmienie. Wiemy też (albo i nie wiemy), który słowik piękniej śpiewa: szary czy rdzawy.

Jeśli ktoś pomyśli, że w "Słowiku to, a nie skowronku..." autor wyciągnął najciekawsze fragmenty, to jest w serdecznym błędzie. "Słowiki i skowronki", jak znakomity utwór muzyczny, rozwija się pięknie i tworzy napięcie. Wędrujemy wraz z słowikami i skowronkami po krajobrazie kultury i zachłystujemy się pięknem.

Jedynie końcówka jest bolesna. Oglądamy zdjęcia, ilustrację do "Słowika" Hansa Christiana Andersena, grafiki Michała Skakuja i... żałujemy, że autor choć jednej strony więcej nie napisał. Mamy jedynie Jego adres:   www.imionaptakow.com 

Tekst Witolda Muchowskiego "Słowiki i skowronki" pochodzi z "Ptaków Polski".


Słowik szary, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 


Skowronek, fot. Cezary Pióro   www.cezarypioro.pl 

09:02, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 21 sierpnia 2014
Pójdźka. Zagrożenia

Bardzo zadowolony jestem z wyboru pójdźki Ptakiem Lata 2014. Opowiadam o niej, opowiadam, a materiałów mi nie brakuje. Dziś kontynuacja tekstu Michała Żmihorskiego o pójdźce z "Metod badań i ochrony sów". Tym razem autor opowie nam o zagrożeniach z jakimi spotyka się ta sowa:

 O zagrożeniach i przyczynach zaniku pójdźki w Polsce wiadomo bardzo niewiele. Należy ona do grupy ptaków, w przypadku których czynniki odpowiedzialne za negatywne trendy liczebności są rozpoznane w najmniejszym stopniu.

- zanikanie terenów łowieckich. Możliwe, że na niektórych obszarach wycofywanie się pójdźki jest spowodowane zanikiem odpowiednich łowisk, przede wszystkim na skutek zaniechania lub zmiany sposobu ich użytkowania (np. zabudowa, odłogowanie) lub odwrotnie, na drodze intensyfikacji rolnictwa (tworzenie wielkoobszarowych monokultur). W obu przypadkach przekształcanie środowiska, w tym przede wszystkim łąk i pastwisk, powodować może obniżenie dostępu do ofiar oraz redukcję ich liczebności. W wielu rejonach kraju dostępność optymalnych łowisk jest nadal duża a zagęszczenia pójdźki na powierzchniach nie zawsze są skorelowane z udziałem łąk i pastwisk w krajobrazie, jak to ma miejsce w Polsce południowo-wschodniej, gdzie ptak ten stosunkowo licznie występuje w miastach;

- dostępność miejsc lęgowych. Do niedawna większość par pójdźki gniazdowała w naturalnych dziuplach, preferując szpalery głowiastych wierzb. Przekształcenia w rolnictwie od wielu lat prowadzą do zaniku takich miejsc. Dostępność potencjalnych miejsc lęgowych na kilku powierzchniach próbnych, gdzie obserwowano spadek liczebności, pozostaje nadal wysoka, dlatego można przypuszczać, że czynnik ten ma znaczenie jedynie lokalne i nie może w pełni tłumaczyć obecnego załamania liczebności;

- brak jest też korelacji między zagęszczeniem pójdźki a zagęszczeniem głowiastych wierzb;

- wrogowie naturalni. Ponieważ pójdźka jest jednym z mniejszych przedstawicieli sów, może padać ich ofiarą (zwłaszcza puszczyka), a będąc aktywną częściowo za dnia, jest również narażona na ataki ze strony dziennych ptaków drapieżnych. Istotnym zagrożeniem dla lęgów są łasicowate, przede wszystkim kuna leśna i domowa. Gatunki te mogą systematycznie kontrolować dziuple i skrzynki lęgowe. Na wzrost presji drapieżniczej i jego bezpośredni wpływ na obniżenie liczebności pójdźki, brak jednak dowodów;

- śmiertelność w wyniku kolizji drogowych;

- kumulacja toksyn za pośrednictwem spożywanych ofiar, w tym głównie dżdżownic i owadów. Zjawisko to może mieć wpływ zarówno na wzrost śmiertelności jak i obniżenie rozrodczości pójdźki. Czynnik ten odgrywa prawdopodobnie coraz większą rolę;

- dostępność pokarmu zimą. Pójdźka nie jest gatunkiem dobrze przystosowanym do surowego klimatu - ma przykładowo słabo opierzone palce i niezbyt sute upierzenie. To sprawia, że mroźne i śnieżne zimy mogą powodować znaczną śmiertelność. W tym wypadku dostępność pokarmu i schronień w okresie zimowym może mieć zasadnicze znaczenie dla populacji. Niekorzystnie może wpływać zmniejszanie liczby odpowiednich kryjówek oraz gryzoni występujących w środowiskach synantropijnych, m.in. wskutek obserwowanej w ostatnim czasie, zmiany zabudowy z drewnianej na murowaną oraz zmiany sposobu przechowywania produktów rolnych.

Jak zatem widzimy, to nie pójdźka z tym rzekomym "pójdź, pójdź w dołek pod kościołek" stanowiła dla człowieka zagrożenie. Zagrożenie idzie w odwrotnym kierunku. To non stop niesie je człowiek dla tej (i nie tylko tej) sowy.

Tekst Michała Żmihorskiego pochodzi z "Metod badań i ochrony sów" powstałych pod redakcją Romualda Mikuska.

 


 

Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Tagi: pójdźka
08:58, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
środa, 20 sierpnia 2014
Gorący sierpień

Dość gorąca zapowiada nam się druga połowa sierpnia. Niektórzy górale ślepo zapatrzeni w dutki sprawiają gehennę koniom, przy całkowitej akceptacji bezdusznych ceprów ślepo włażących do "fasiągów". Rozpoczęły się polowania na kaczki. Dramatycznie wygląda sytuacja tych ptaków. Tak sytuację przedstawiał kilka dni temu pan Zenon Kruczyński:

Byliśmy na spływie Wdą 5-10 sierpnia. Na wielu odcinkach rzeki spotykaliśmy kaczki. Ufne, niepłochliwe, wodzące młode, kilka razy widzieliśmy kaczy drobiazg dwu-trzytygodniowy, który chował się w zaroślach, podczas gdy starka pilnowała na zewnątrz. Gdy przepływaliśmy kilka metrów od nich, czasami nawet nie wyciągały dzioba spod skrzydła :)

Za kilka dni miały stać się "dzikie" - będą zabijane i ranione.
 
Drodzy!
 
One same się nie obronią - one mają tylko nas!
Tekst: Zenon Kruczyński.


Krzyżówka wodząca pisklęta, fot. Mateusz Matysiak   www.mateuszmatysiak.pl  
17:34, krogulec14 , 1
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 177