Ostatnie wpisy
Zakładki:
A teraz:
Alfabetycznie:
Ambasador RP:
Białowieska Puszcza
Blogi "Galerników":
Bocian
Bocian czeka na Twoją pomoc
Drugi mój blog - zapraszam:
Galerie:
Gniazda
Jestem stąd:
Lecznice:
Lista "ptasio-przebojów"
Moje archiwum 2007 r.
Moje archiwum 2008 r.
Moje archiwum 2009 r.
Nieopisane ilustracje
Nocleg nad rozlewiskiem
Organizacje ornitologiczne
Organizacje przyrodnicze
Parki Narodowe
Plamka poleca
Pogoda na ptaki:
Portale:
Ptaki
Ptasie nowości
Ptasioblogi
Strony tematyczne
Zaglądam:
|
Ptasie sprawy
sobota, 19 maja 2012
Puszcza chroniona!
17 maja powinien zostać Dniem Przyrody w Polsce. Panowie Korolec (minister środowiska), Zalewski (główny konserwator ochrony przyrody) i Wasiak dyrektor generalny Lasów Państwowych) pokazali, że Polak jak chce to naprawdę potrafi. Dzięki ich decyzjom większa część polskiej Puszczy Białowieskiej będzie traktowana na zasadzie parku narodowego! Resztę wiadomości pozwolę sobie opowiedzieć słowami Adama Wajraka. Jego też zdjęcia będą ozdobą artykułu:"Dzisiejsze deklaracje ministra środowiska Marcina Korolca, głównego konserwatora ochrony przyrody Janusza Zalewskiego oraz dyrektora generalnego Lasów Państwowych Adama Wasiaka oznaczają, że wreszcie mamy przełom w ochronie najcenniejszego europejskiego lasu nizinnego.A decyzję są takie: - ochroną zostają objęte te części lasu, w których udział drzew ponad stuletnich wynosi przynajmniej 10 proc. ![]() To oznacza, że naturalne lub zbliżone do naturalnych części puszczy będą bezpieczne. Nie będzie można tam prowadzić także zabiegów sanitarnych takich jak zagrażająca niezwykle rzadkiemu dzięciołowi trójpalczastemu wycinanie drzew zaatakowanych przez korniki. Od dziś na większości obszaru polskiej części Puszczy będzie on traktowany jako naturalny element ekosystemu, a nie wróg i szkodnik. ![]() Kierownictwu Ministerstwa Środowiska i nowemu szefowi Lasów Państwowych należą się wielkie słowa uznania za te decyzje. Mają one wymiar historyczny. Dziś możemy z dumą powiedzieć: Puszcza jest najlepiej chroniona od 1916 roku, czyli od czasów gdy skończyli się nią opiekować carowie. ![]() Wiem, że dzisiejszych decyzji by nie było, gdyby nie zabiegi pokoleń polskich przyrodników - tych wykształconych i tych zwykłych miłośników polskiej przyrody. Ale chcę też podziękować leśnikom, zwłaszcza tym, którzy wreszcie zdecydowali się na tak odważny krok. To wielka zmiana mentalna, wymagająca wielkiej odwagi. ![]() A jestem pewien, że Puszcza dobrze chroniona, z której będziecie mogli czerpać wiedzę i się nią szczycić, lepiej przysłuży się polskiemu leśnictwu, niż ta cięta, która byłaby przedmiotem ciągłego sporu." PS. Więcej o tym zagadnieniu napisał Jakub Medek w "Ministerstwo Środowiska wraca do Puszczy Białowieskiej".
piątek, 18 maja 2012
Podniebny baranek
Dzięki nawiązanemu kontaktowi z Adą Bogdanowską zaprezentuję jeszcze kilka artykułów z "Salamandry". Może to być korzyść obopólna: skuszę kilka osób do prenumeraty, a blog wzbogaci się o kilka przednich notek. O takim kszyku mógłbym powiedzieć niewiele. Właściwie chyba tyle co mówi o nim literatura. Moje kontakty z tym ptakiem ograniczyły się, bynajmniej do tej pory, do czterech czy pięciu spotkań. Po przeczytaniu artykułu Adama Olszewskiego doszedłem do wniosku, że trzeba będzie nadrobić to zaniedbanie. Myślę, że lektura "Podniebnego baranka" i u Was wzbudzi tęsknotę za spotkaniem z tym pięknym i ciekawym ptakiem: "Wiosną, w ciepłe, pogodne wieczory, rozlegają się nad zalanymi wodą łąkami i moczarami koncerty na wiele instrumentów i głosów. Wśród nich co jakiś czas słychać nieśmiałe, to wznoszące się, to opadające, beczenie ni to owcy, ni kozy. Ale co miałyby robić tutaj te zwierzęta? Tu, na bagnach, które przejęły we władanie połączone chóry żab, czajek, krwawodziobów i bąków, również sprawcy tych dziwnych dźwięków – kszyki – odnalazły doskonałe warunki do lęgów.
Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Kszyk (Gallinago gallinago) jest najpospolitszym przedstawicielem rodziny bekasowatych (Scolopacidae) w naszym kraju. Wielkością zbliżony do kosa, o pękatej sylwetce, ze stosunkowo krótkimi nogami i ogonem oraz wyjątkowo długim dziobem (5,9–7,5cm). Ma maskujące barwy: z wierzchu ciemnobrązowy z jasnymi podłużnymi smugami na głowie i grzbiecie oraz drobnymi jasnymi plamkami, od spodu biały z gęstym ciemnym prążkowaniem i plamkowaniem. Dorosłe i młode są w zasadzie nie do odróżnienia w terenie. Podobnym, ale rzadkim w Polsce gatunkiem, jest nieco większy od kszyka dubelt (Gallinago media). Poza tym różni się ubarwieniem ogona, spodu i wierzchu ciała oraz zakończeniem lotek II-rzędowych. U obu tych gatunków odmienna jest też sylwetka, sposób lotu i głos oraz zwyczaje godowe.
Miękka końcówka dzioba służy jako sonda w poszukiwaniu niewidocznego pokarmu Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Areał lęgowy kszyka rozciąga się przez Holarktykę*, bez jej południowej i skrajnej północnej części. Izolowane populacje występują na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej. W obrębie gatunku wyróżnia się dwa podgatunki: G. g. faeroeensis występujący w Islandii, na Wyspach Owczych, Szetlandach i Orkney oraz G. g. gallinago – w pozostałej części areału. W Polsce kszyk jest dość licznym gatunkiem lęgowym na terenie całego kraju, jednak znacznie liczniejszym w jego wschodniej części (unika terenów górskich). Jego liczebność szacuje się obecnie na 15–30 tysięcy par. W okresie lęgowym biotop tego gatunku stanowią podmokłe łąki, torfowiska, brzegi zbiorników wodnych oraz bagniska śródleśne i śródpolne. Poza okresem lęgowym jest mniej wybredny, spotykany nawet nad małymi bajorkami i rowami.
Lot tokowy z "beczeniem sterówek"
Fotografia: Cezary Pióro www.cezarypioro.pl Loty tokowe kszyków odbywają się za dnia, najczęściej o świcie i o zmroku, a także w jasne noce oraz bardzo często podczas mgły i mżawki. W czasie lotu tokowego samiec wznosi się wysoko, a następnie krąży po zamkniętym torze o średnicy 150–250 m, na przemian wznosząc się w locie aktywnym i opadając z lekko ugiętymi skrzydłami. Krąży nad swoim terytorium od kilku minut do ponad godziny. Spadając pod kątem 45 stopni ptak rozpościera lekko ogon, a każdą skrajną sterówkę rozstawia niemal prostopadle. Te dwa pióra wprawione w drgania przepływem powietrza wytwarzają charakterystyczny „beczący” dźwięk, słyszany jako ‘beee’ lub ‘wwwwwww...’, który trwa 1,5–2,5 s. Przez pierwszą połowę zwiększa się jego głośność, by w drugiej połowie utrzymać ją na maksimum, aż w końcu gwałtownie się urywa. Wraz z głośnością wzrasta wysokość dźwięku. Dźwięk ten przedzielany jest króciutkimi pauzami (na 2,55 s dźwięku przypadają 32 pauzy), dlatego kojarzy się on z beczeniem owcy. Słyszalny jest z odległości 500 m, jednak z powodu szybkiego lotu ptaka (ok. 60 km/h) trudno go zlokalizować. Ze względu na ten głos dawniej kszyk nazywany był barankiem lub koziołkiem, i do dziś tak się go potocznie nazywa. Finowie natomiast mówią o kszyku „podniebna koza”. Samiec wykonuje także ciche loty tokowe, zazwyczaj na niewielkiej wysokości, podczas których po krótkiej serii trzepotliwych uderzeń skrzydłami następują akrobatyczne salta. Natomiast głos godowy to rytmicznie powtarzane gdaczące ‘te-ko-te-ko-te-ko...’ lub ‘tju-ku-tju-ku-tju-ku...’, składające się na serię kilkunastu dwusylabowych okrzyków, które brzmią jak tykanie starego zegara. Wydają go obie płcie siedząc na ziemi, słupie, suchej gałęzi, lub w locie. Spłoszony ptak zrywając się do lotu wydaje krótki okrzyk ‘kszk’ lub ‘atsz’, stąd jego polska nazwa.
Agresywna postawa - przykucnięcie z rozłożonymi sterówkami Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Kszyk nie tworzy ściśle związanych par, samce mogą kojarzyć się z kilkoma partnerkami, a samice gniazdują w obrębie terytorium wybranego samca. W optymalnych warunkach terytorium jednej pary zajmuje powierzchnię około trzech hektarów. Okres rozpoczęcia lęgów jest rozciągnięty, zależnie od poziomu wody po roztopach, najczęściej od połowy kwietnia do początku maja. Możliwe są dwa lęgi w roku, drugi wypada wtedy na przełomie czerwca i lipca. Skąpo wyścielone gniazdo buduje samica, najczęściej w kępie turzyc, otoczonej płytką wodą (10–25cm). Składa zazwyczaj cztery jaja o gruszkowatym kształcie, z ciemniejszymi plamami na oliwkowo-brązowym tle – bardziej zagęszczonymi na tępym końcu skorupy. Jaja składane są w odstępach jednodniowych, a ich wysiadywanie rozpoczyna się od złożenia ostatniego lub przedostatniego i trwa 18–21 dni. Wysiadywaniem zajmuje się tylko samica, natomiast pisklętami opiekują się oboje rodzice. W przypadku niebezpieczeństwa kszyki nie zdradzają obecności gniazda głosem i krążeniem nad intruzem (człowiekiem, krukowatymi czy drapieżnikami), tak jak to czynią czajki (Vanellus vanellus), krwawodzioby (Tringa totanus) i rycyki (Limosa limosa), ponieważ nie bronią swojego terytorium. Podczas wysiadywania jaj samica potrafi się zerwać dopiero z odległości kilku–kilkunastu metrów od człowieka. Młode kszyki są zagniazdownikami, co oznacza, że po kilku godzinach od wyklucia opuszczają gniazdo. W ochronie przed niebezpieczeństwem pomocny jest im maskujący niczym moro, wzorzysty ciemno-rudo-brązowy i biało nakrapiany puch. Dwa pierwsze wyklute pisklęta wodzi samiec, kolejne chodzą z samicą. Przez kilka dni są karmione, później samodzielnie zbierają pokarm. W czwartym tygodniu życia uzyskują zdolność lotu i stają się samodzielne. Młode osobniki zaczynają pierzenie postjuwenalne już od lata. Dopiero dorosłe ptaki (od drugiego roku życia) przechodzą pierzenie całkowite w okresie od jesieni do zimy. Najpierw zmieniają sterówki, potem lotki, a stosunkowo najpóźniej pokrywy naskrzydłowe. Dojrzałość płciową osiągają rok po wykluciu. Ciekawostką jest, że kszyk posiada czternaście sterówek, czyli o dwie więcej niż większość gatunków ptaków. Pióra i pierzeniePióra są wytworem naskórka i stanowią element pokrycia skóry ptaka. Są najbardziej złożonymi wytworami skóry spotykanymi u kręgowców. Wyróżnia się następujące rodzaje piór: konturowe, półpuchowe, puchowe, nitkowate i szczeciniaste. Pióra, które widzimy patrząc na ptaka są piórami konturowymi, czyli mającymi długą i sztywną stosinę oraz dobrze rozwinięte, sprężyste chorągiewki. Należą do nich pióra okrywowe i tzw. nośne. Te ostatnie umożliwiają poruszanie się ptaków w przestworzach, a wśród nich są lotki pierwszo- i drugorzędowe oraz sterówki. Zazwyczaj ptaki posiadają dziesięć lotek pierwszorzędowych, które czasem nazywane są palcami. Natomiast lotki drugorzędowe łączą te pierwsze z korpusem ciała. Zazwyczaj wewnętrzne lotki II rzędu nazywa się lotkami III rzędu i jest ich najczęściej trzy. Lotki w skrzydłach umożliwiają lot ptaka, a sterówki są piórami w ogonie, dzięki którym ptak steruje lotem, nadając mu odpowiedni kierunek i poziom. Pierzenie jest cyklicznym procesem wymiany piór u ptaków, które może obejmować całość upierzenia lub tylko jego część. Zmienność i terminy pierzenia u poszczególnych gatunków ptaków są różne, a u wielu z nich dochodzi do tzw. pierzenia stopniowego. Pierwsze w życiu ptaka pierzenie nazywane jest postjuwenalnym, które rozpoczyna się w pierwszych tygodniach życia – dotyczy tylko piór okrywowych. W kolejnych latach życia ptak zmienia całe upierzenie; proces ten może przebiegać tylko jesienią lub tyko na zimowiskach, albo może być rozciągnięte na obie te pory roku. Sezonowe zmiany upierzenia określa się jako szaty, np. szata drugozimowa u mewy białogłowej. Zmiana lotek i sterówek rozpoczyna się od jednego punktu i przebiega stopniowo. Lotki pierwszorzędowe wymieniane są zazwyczaj od środka ku szczytowi skrzydła (descendentalnie), rzadziej w kierunku odwrotnym (ascendentalnie). Zmiana lotek drugorzędowych zaczyna się później, a kończy wcześniej niż lotek pierwszorzędowych. Sterówki zmieniane są zazwyczaj od środka do zewnątrz (centryfugalnie) lub w kierunku odwrotnym (centrypetalnie) lub w ogóle nieregularnie.
Kszyki najchętniej żerują w płytkiej wodzie, o głębokości do 10 cm Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Pokarm kszyka stanowią pierścienice, mięczaki, drobne skorupiaki i larwy owadów, których poszukuje sondując dziobem wilgotną glebę, muł i błoto. Dzięki bardzo wrażliwej i miękkiej końcówce dzioba doskonale lokalizuje i rozpoznaje zdobycz. Rzadko pobiera pokarm roślinny, m.in. nasiona. Chętnie brodzi w wodzie, zwykle do głębokości dziesięciu centymetrów. Żerowiska w okresie lęgowym mogą znajdować się nawet kilkaset metrów od gniazda. „Gatunek dopłatowy” w Programie RolnośrodowiskowymKszyk jest jednym z dziesięciu gatunków ptaków tzw. kwalifikujących, za które przysługują unijne dopłaty w ramach pakietów IV.1 i V.1 Programu Rolnośrodowiskowego, dotyczących ochrony siedlisk lęgowych ptaków. Za stwierdzenie jego lęgowości przez eksperta przyrodniczego (lista ekspertów znajduje się na stronie internetowej Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie) na trwałych użytkach zielonych przysługuje płatność 1370 zł/ ha na obszarach Natura 2000 lub 1200 zł/ha poza nimi. Optymalnym terminem jego inwentaryzacji jest pierwsza połowa maja. Rolnik ubiegający się o płatność powinien użytkować łąkę lub pastwisko według ściśle ustalonych zaleceń, m.in. kosić łąkę w terminie 1 sierpnia–30 września, pozostawiając 5–10% działki nieskoszonej lub wypasać zwierzęta od maja do 20 lipca przy obsadzie do 0,5 DJP/ha, a od 20 lipca do października 0,5–1 DJP/ha (DJP – duża jednostka przeliczeniowa, odpowiadająca jednej krowie o masie 500 kg ).
Podczas sezonowych wędrówek kszyki często odpoczywają Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl
Kszyki wykazują antagonistyczne zachowanie wobec osobników własnego gatunku, jak i innych przedstawicieli siewkowców (Charadrii), zwłaszcza wiosną. Głównym tego typu zachowaniem, charakterystycznym dla obydwu płci, jest przykucnięcie i przyłożenie do podłoża głowy oraz korpusu, nagłe uniesienie tyłu ciała i wierzchu ogona oraz rozłożenie sterówek w kierunku intruza w celu demonstracji ich biało-pomarańczowego ubarwienia. Cały rytuał trwa około dwóch sekund. Podobne antagonistyczne pozy przybierają również samce na tokowiskach. Głównym elementem takiego rytuału jest ukazanie ciemnej plamy, zlokalizowanej w dystalnej części środkowych sterówek. Pozę tę przybierają ptaki zarówno w pozycji stojącej (przy wyprostowanych nogach), jak i leżącej (przy wyciągniętej do przodu głowie). U kszyka i wielu innych gatunków ptaków agresja w okresie wiosennym związana jest głównie ze wzrostem poziomu testosteronu we krwi samców, który może być kilkaset razy wyższy niż w pozostałych miesiącach roku. Dlatego też kszyki i inne siewkowce podejmują zachowania godowe (np. tokowanie, walki samców) już w czasie wędrówki, a agresywne zachowania mogą wynikać ze wzmożonej aktywności związanej z rozpoczynającym się sezonem reprodukcyjnym. Co wspólnego ma kszyk ze snajperem?Myśliwi polujący na kszyki musieli być bardzo dobrymi strzelcami, aby w nie trafić. Nazywano ich więc snajperami, od angielskiej nazwy tego gatunku – Snipe. Termin ten został później przyjęty przez wojsko.
Kszyk żerujący w towarzystwie łęczaka (Tringa glareola) Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Do Polski kszyki przylatują od marca do kwietnia, a odlatują już od czerwca aż do listopada. Zimę spędzają w Basenie Morza Śródziemnego oraz w Afryce. Sporadycznie zimują w naszym kraju, szczególnie w zachodniej jego części. Populacje południowe i zachodnioeuropejskie są osiadłe. Wiosną samce przylatują średnio dziesięć dni wcześniej niż samice. Poza okresem lęgowym kszyki tworzą grupy, a podczas wędrówek nawet liczne stada, które mogą osiągać liczebność ponad tysiąca osobników.
Chwila odpoczynku Fotografia: Cezary Korkosz www.cezarykorkosz.pl Kszyk jest gatunkiem wykazującym dużą śmiertelność roczną (nawet 50%), która związana jest głównie z okresem wędrówek. Należy wspomnieć, iż w dużej mierze przyczyniają się do tego polowania mieszkańców zachodnich krajów Unii Europejskiej na ptaki migrujące ze wschodu i północy kontynentu. Od początku lat 70. ubiegłego wieku BirdLife International (międzynarodowa organizacja zajmująca się ochroną ptaków i ich siedlisk) wskazuje na ciągły umiarkowany spadek liczebności tego gatunku w Europie. Tendencja ta obserwowana jest także w Polsce od lat 80. Powodem tego są: osuszanie mokradeł, regulowanie rzek wylewających na wiosnę, zarastanie siedlisk wysokimi ziołoroślami, trzciną, wierzbą i brzozą oraz wzrost presji ssaków drapieżnych. W latach 2000–2007 dane Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych wykazały 40% spadek liczebności kszyka w naszym kraju, gdzie jest gatunkiem ściśle chronionym, wymienionym również w II i III Załączniku Dyrektywy Ptasiej UE. Adam Olszewski Kampinoski Park Narodowy"
czwartek, 17 maja 2012
W obronie
Na blog "Robert Dejtrowski - Fotografia" już swego czasu zapraszałem. Uczynię to ponownie, gdyż ten blog jest wart umieszczenia go w zakładkach.
Historia, którą dziś przedstawi nam Robert, mówi, że nie wielkość a charakter bywa istotny. A bohaterce opowiadania, łysce, charakteru nie brakuje. Zresztą, zobaczcie sami:
"Szedłem leniwie brzegiem starorzecza. Między starymi wielkimi wierzbami, które już kilkakrotnie tu na blogu występowały. Kątem oka obserwowałem równie leniwie płynącego niedaleko łabędzia. Sielanka po prostu. A Słowianie lubią sielanki :)
Nagle usłyszałem gwałtowne "ping ping ping ping... " łysek. I chlupot wody! Łabędź wpłynął w żerującą się na skraju trzcin rodzinę łysek! Z kilkoma dopiero co wyklutymi młodymi - małymi czarnymi puchatymi kuleczkami, jakby maźniętymi na wierzchołku czerwonym lakierem. Pewnie by je zupełnie zlekceważył ale łyski poderwały się gwałtownie. Jedna zgromadziła dokoła siebie pisklęta i ukryła się gdzieś w nadbrzeżnej roślinności a druga ruszyła... do ataku. Na wielokrotnie większego łabędzia... ! Z zacietrzewieniem takim, że łabędź który początkowo wykonał tylko kilka takich ruchów jakby chciał się odgonić od męczącej muchy, w końcu poderwał się do lotu i sromotnie opuścił pole bitwy...
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zdążyłem zrobić trzy zdjęcia z których wyszło jedno.
"Robert Dejtrowski - Fotografia" A Roberta ponownie odwiedzimy niebawem. Będzie ku temu miła okazja :-)
środa, 16 maja 2012
Magazyn Przyrodniczy "Salamandra": "Morski orzeł"
Jak już wspomniałem Adę Bogdanowską poznałem, na Betonce w Słońsku, w nieco ciekawy sposób. Pomyłki autorowi plamki zdarzają się jednak dość często. Im pomyłka większa, tym dłużej ją później sobie wspominam. Ada, o tym jeszcze nie powiedziałem nic, jest redaktor naczelną "Magazynu Przyrodniczego Salamandra". Jako, że w "brawurowy" sposób wygrałem w konkursie, na Zlocie, kilka egzemplarzy tego periodyku, to mogę skusić się na kilka słów zachęty dla Was. "Salamandra" jest wartym zareklamowania magazynem: interesujące artykuły, ciekawostki, piękne zdjęcia, znakomity papier, przystępna cena, sprawiają, że namawiam Was do jej nabycia. Minusem jest niski nakład, przez co nie kupimy jej w kiosku z gazetami. "Salamandra" też zbyt rzadko ukazuje się. Dwa numery rocznie dobrego czasopisma, to stanowczo mało! "Salamandrę" najlepiej jest zaprenumerować. Każda osoba, która to zrobi, otrzyma w prezencie płytę z 15-letnim archiwum "Salamandry". Niska cena prenumeraty (18 zlp rocznie), powinna spowodować większe zainteresowanie magazynem. Z Adą wybraliśmy kilka artykułów, które pozwolą Wam na zapoznanie się z czasopismem. Na pierwszy ogień wzięliśmy "Morskiego orła" Adama Kasprzaka. Co prawda o bieliku już nieco zdążyłem opowiedzieć, ale i tak warto zapoznać się z artykułem. Zapewne uzupełnieniem "Morskiego orła" będzie "Gniazdo bielika na żywo". Bielik (Haliaeetus albicilla) należy do rodzaju „orłów morskich” (greckie hals- morze oraz aetos- orzeł). Rodzaj ten obejmuje osiem gatunków dużych ptaków szponiastych (Falconiformes), związanych głównie ze środowiskiem wodnym (wody śródlądowe i morza). Niektórzy kwestionują nadawanie bielikowi nazwy „orzeł”. Twierdzą, że jest ona zarezerwowana dla ptaków z rodzaju Aquila, który w Polsce reprezentowany jest przez orła przedniego A. chrysaetos oraz orliki: grubodziobego A. clanga i krzykliwego A. pomarina. Dlatego też w fachowej literaturze zazwyczaj spotyka się nazwę „bielik”. W opinii wielu przyrodników rozszerzenie tej nazwy o rzeczownik „orzeł” może mieć jednak niebagatelne znaczenie w ochronie gatunku. Znacznie łatwiej, z psychologicznego punktu widzenia, szkodzić jakimś tam bielinkom czy bielikom, niż orłom.
Zimą znaczna część pokarmu bielików stanowi padlina Fotografia Antoni Kasprzak Bielik jest naszym największym lęgowym ptakiem drapieżnym. Rozpiętość jego skrzydeł dochodzi do 250 cm, długość ciała do 100 cm, a masa 4-6 kg. W wyglądzie szybującego ptaka uwagę zwracają długie i szerokie skrzydła oraz krótki, klinowaty ogon. U siedzącego dorosłego ptaka charakterystyczny jest duży żółty dziób, który u młodocianych osobników jest ciemny. Skoki zabarwione są na jasnożółto. Dorosłe osobniki mają upierzenie ciemnobrunatne, na grzbiecie i pokrywach skrzydłowych nieco jaśniejsze. Głowa i szyja są jeszcze jaśniejsze, żółtawobiałe, ale nigdy białe. Młodociane są ciemnobrunatne, prawie czarne, biało nakrapiane. Ogon, początkowo czarny z białymi plamami, w wieku około pięciu lat staje się jednolicie biały. Dymorfizm płciowy zaznacza się w wielkości - samice są większe od samców, ale zauważyć to można zazwyczaj tylko wtedy, gdy widzi się jednocześnie oba ptaki tworzące parę. Zdarza się, że wymiary obu płci są zbliżone.
Zimą, gdy przy padlinie gromadzi się więcej ptaków, często dochodzi między nimi do starć Fotografia: Antoni Kasprzak Dorosłe ptaki w naszym kraju prowadzą osiadły tryb życia. Tworzą trwałe, wierne pary. Poszukiwanie nowego partnera następuje dopiero po śmierci poprzedniego. Zdarza się, że musi minąć kilka sezonów rozrodczych, nim taka nowa para zgra się na tyle dobrze, że osiągnie sukces lęgowy. Toki bielików rozpoczynają się już jesienią i z różnym nasileniem trwają aż do marca, ze szczytem aktywności w styczniu i lutym. Oba ptaki krążą wtedy nad swoim terytorium i wykonują skomplikowane ewolucje powietrzne, symulowane ataki. Bywa, że sczepiają się szponami i koziołkując spadają, by tuż nad ziemią rozłączyć się i wznieść ponownie. W tym czasie odnawiane są również gniazda, których w rewirze może być kilka, zajmowanych naprzemiennie (pełnią różne funkcje: służą odpoczynkowi, są miejscem nocowania i wychowu młodych). Zazwyczaj para odnawia jedno z nich i to ono służy w następnym sezonie lęgowym jako miejsce wychowu młodych (nie jest to jednak regułą). Takie świeżo odremontowane gniazdo można dość łatwo odróżnić od tych, którymi ptaki się nie interesują. Gałęzie tworzące jego brzeg mają jasne, nie zszarzałe jeszcze końce, wierzch sprawia wrażenie „nastroszonego” (materiał gniazdowy nie jest ubity), widoczne są też świeże, zielone gałązki drzew iglastych. Dla doświadczonego ornitologa stwierdzenie, czy aktualnie gniazdo jest zajmowane, czy też nie, nie stanowi więc większego problemu. Na przełomie lutego i marca ptaki ponownie zabierają się za porządki, tym razem wiosenne. Gniazdo bielika bywa konstrukcją ogromną. Może mierzyć kilka metrów wysokości, mieć średnicę ponad dwóch metrów i ważyć kilkaset kilogramów. Oczywiście takie budowle nie trafiają się często, bowiem nie każde drzewo może utrzymać tak wielki ciężar. Istotny jest również fakt, że nawet najbardziej pracowita para ptaków nie jest w stanie znieść tyle budulca w ciągu jednego sezonu. Trwa to latami, bo te same gniazda są zajmowane wielokrotnie. W Polsce bieliki gnieżdżą się zazwyczaj na sosnach, rzadziej na bukach. Na północy Europy, gdzie brak drzew, a występują dogodne warunki (klify, małe skaliste wysepki), gniazda zakładane są wprost na ziemi.
Duży, zakrzywiony dziób i silne szpony nie pozostawiają wątpliwości, że bielik jest drapieżnikiem Fotografia: Antoni Kasprzak Składanie jaj u bielików odbywa się na przełomie lutego i marca. Zniesienie liczy zazwyczaj 2-3, wyjątkowo 1-4 jaja, z których po ok. 38 dniach wykluwają się młode. Wysiadywanie rozpoczyna się od zniesienia pierwszego jajka, co powoduje niesynchroniczne klucie się piskląt, a w połączeniu z niedostatkiem pokarmu - prowadzi do znaczących różnic w ich wielkości. Zdarza się, że jest to przyczyną zabicia młodszego pisklęcia przez starsze. Zjawisko takie nosi nazwę kainizmu i notuje się je często u ptaków z rodzaju Aquila (orzeł), zwłaszcza u orlików. U bielików nie należy do rzadkości, ale też nie jest powszechne. Dwojaczki nie są wcale odosobnionymi przypadkami, czasem trafiają się trojaczki. Młode pozostają w gnieździe mniej więcej 70-90 dni. Przez pierwsze dwa tygodnie są pilnowane przez samicę, a całą rodzinę karmi samiec. Później obydwoje rodzice uczestniczą w dostarczaniu pokarmu. Po wylocie młode jeszcze przez 40-50 dni są karmione poza gniazdem. Najbardziej newralgicznym momentem dla lęgowych bielików jest okres wysiadywania jaj. Spłoszone ptaki często opuszczają gniazdo, a jaja, pozostawione bez opieki, stają się łatwym łupem ptaków krukowatych.
Polując nad wodą bielik zamacza tylko szpony i skoki, więc jego ofiarą padają tylko ryby pływające tuż pod powierzchnią Fotografia: Antoni Kasprzak Młode bieliki aż do osiągnięcia dojrzałości płciowej, którą uzyskują w wieku około sześciu lat, prowadzą koczowniczy tryb życia. Wędrują wówczas po całym kontynencie - dzięki międzynarodowemu programowi znakowania ptaków kolorowymi obrączkami, przebieg tych wędrówek został dość dobrze poznany. Bielik, co widać na pierwszy rzut oka, jest ptakiem drapieżnym. Duży, zakrzywiony dziób i silne szpony nie pozostawiają złudzeń. Szczególnie dziób zwraca uwagę - może on osiągać ponad sześć cm długości. W rzeczywistości to jednak szpony są najgroźniejszą bronią tego ptaka. Jako drapieżnik, bielik aktywnie wyszukuje swoje ofiary. Większość jego pokarmu stanowią ryby. Z racji tego, że nie nurkuje, chwyta szponami ryby pływające pod powierzchnią wody - czyli osłabione, chore, wygrzewające się w słońcu lub żerujące w płytkiej wodzie. Ważne urozmaicenie diety bielików stanowią ptaki wodne, a zwłaszcza łyski (Fulica atra). W polowaniu na ptaki bieliki często stosują taktykę zamęczania. Polega ona na wielokrotnych atakach, które zmuszają ofiarę do ciągłego nurkowania. Wyczerpana, staje się wówczas łatwym łupem. Kolejnym istotnym dodatkiem do diety jest padlina. Szczególnie zimą dostęp do tego rodzaju pokarmu może mieć duże znaczenie dla przeżywalności bielików (zwłaszcza młodych) i dlatego np. w Szwecji istnieją specjalne stacje dokarmiania tych ptaków.
Przez pierwsze dwa tygodnie życia pisklęta są pilnowane głównie przez samicę, a całą rodzinę karmi samiec Fotografia: Antoni Kasprzak W latach 20. ubiegłego stulecia, liczebność bielików w Polsce pozostawiała wiele do życzenia - zachowało się kilkanaście par na Pomorzu Zachodnim, Pomorzu Środkowym, nad Zalewem Wiślanym i w Puszczy Piskiej. Za taką sytuację odpowiedzialne było intensywne tępienie przedstawicieli tego gatunku. Po roku 1945, do końca lat 60., zanotowano lekki wzrost jego liczebności, szacowany na 50 do 100 par. Stan ten, mimo ochrony gatunkowej, utrzymywał się do połowy lat 80. Przyczyną stagnacji, a nawet lekkiego spadku, było powszechne stosowanie środków ochrony roślin, głównie DDT3. Zakaz stosowania DDT od roku 1975 i wprowadzenie w końcu roku 1983 ochrony strefowej gniazd bielika, zaowocowały trwającym do dziś wzrostem liczebności populacji. W Polsce bielik najliczniej zasiedla Pomorze Zachodnie - ok. 140 do 180 par; populacja z terenów północno-wschodniej Polski oceniana jest na 135 do 150 par. W Wielkopolsce i na Ziemi Lubuskiej stwierdzono gniazdowanie ok. 80 par, podobną liczbę wykazano z terenów Śląska (50-60 par). Na Lubelszczyźnie doliczono się ok. 22-25 par. Centrum kraju oraz północne Podlasie zasiedla ok. 10 par. Szacuje się, że w Polsce gniazduje obecnie ponad 700 par tego gatunku. Do niedawna uważano, że bielik jest gatunkiem związanym (przynajmniej w środkowej Europie) z lasami. Sądzono tak, ponieważ szczątkowe populacje, jakie zachowały się po okresie intensywnego tępienia, występowały we wnętrzu rozległych lasów. Dziś spotyka się gniazda umiejscowione nawet w małych zadrzewieniach wśród pól czy łąk, blisko osiedli ludzkich. Istotne jest, by w takich miejscach ptaki miały spokój. Zmiana zachowania ptaków i skuteczne metody ochrony spowodowały, że populacja tego gatunku w Polsce, jak i w całej Europie Środkowej, przeżywa prawdziwy rozkwit. Do najbardziej efektywnych metod ochrony zalicza się ochronę strefową. Polega ona na wyznaczeniu dwóch stref wokół gniazda. Pierwsza zawiera obszar w promieniu 200 m od niego, w którym zakazane są wszelkie prace leśne przez cały rok. Druga obejmuje promień 500 m od gniazda, i w niej, od 1 stycznia do 31 lipca, również zabroniona jest jakakolwiek działalność ludzka. W praktyce granice niekiedy nie mają przebiegu po okręgu, lecz biegną po łatwych do wyznaczenia liniach prostych (np. liniach oddziałowych w lasach, drogach, brzegach cieków wodnych). W ten sposób stanowiska bielika są skutecznie zabezpieczone przed możliwym negatywnym wpływem gospodarki leśnej. Warto wspomnieć, że tę metodę ochrony w naszym kraju zapoczątkowali leśnicy. Dziś, dzięki wspomnianym zdolnościom przystosowawczym gatunku, zaangażowaniu ornitologów (zrzeszonych głównie w Komitecie Ochrony Orłów) oraz pracy leśników właśnie, ptak ten może być tak często obserwowany nad naszymi wodami. Tekst: Adam Kasprzak adamsamita@gmail.com Fotografie: Antoni Kasprzak www.antonikasprzak.net
wtorek, 15 maja 2012
Klejnot jak torpeda
Myślę, że kombinacja pióra (klawiatury) Adama Wajraka z aparatem Marcina Łukawskiego Wam się spodoba. Następna ich część będzie dopiero w przyszłym roku (Zimorodka). Niecierpliwym podpowiem, że więcej o zimorodku Adama Wajraka jest w "Przewodniku prawdziwych tropicieli. ZIMA".
Zimorodek w obiektywie Macieja Łukawskiego www.foto-natura.com.pl No właśnie, zimorodek to właśnie taki klejnocik. Jeżeli jest w okolicy, to zobaczycie go od razu.Ten szmaragdowoniebieski z pomarańczową piersią i dużym wręcz karykaturalnie wyglądającym mocnym dziobkiem skrzy się nawet w zimowym słońcu. Szukać go należy nad wszelkimi zbiornikami wodnymi, tam gdzie lód nie skuł jeszcze dokumentnie wszystkiego. Co prawda zimorodki w poszukiwaniu ryb patrolują całkiem duże odcinki rzek, ale mroźną zimą nie mają zbyt wielkiego wyboru i muszą się trzymać miejsc, w których woda nie zamarzła. Ten śliczny ptaszek będzie polował nad wodą na małe rybki, które są jego podstawowym pokarmem. Wiosną i latem dietę wzbogaca również owadami, ale zimą jest absolutnym rybożercą. Oczywiście nie są to wielkie ryby, tylko na ogół kilkucentymetrowe cierniki oraz kiełbie. Zimorodek, polując, zawisa w powietrzu, szybko machając skrzydłami, ale zimą głównie siedzi na jakiejś gałęzi nad wodą i bacznie przygląda się temu, co pod nim przepływa. Siedzi cierpliwie, a gdy tylko zobaczy coś smacznego, to niczym błyskawica wpada do wody. Przyjrzyjcie się jego kształtom. Są opływowe nawet dużej głowy i dzioba. To taka minitorpeda. Zimorodek jest świetnie przystosowany do takich wodnych ataków. Nie tylko ma nieprzemakalne pióra, lecz także umie przełączyć swój wzrok na widzenie podwodne. Pewnie zwróciliście uwagę, że gdy nurkujecie wszystko pod wodą wydaje się inne niż na powierzchni - o wiele większe i bliższe. Zimorodek takich problemów nie ma, bezbłędnie ocenia i wielkość, i odległość. Atak trwa sekundy i chwilę po tym zimorodek znowu siedzi sobie na gałązce i zajmuje się przygotowywaniem złowionej rybki do zjedzenia. Jak to robi? Wali nią mocno o gałązkę i potem połyka.
Zimorodek w obiektywie Macieja Łukawskiego www.foto-natura.com.pl
poniedziałek, 14 maja 2012
Toki
Dawno, dawno temu w Puszczy Białowieskiej były głuszce. Niestety, w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku myśliwych nieco poniosło i... wystrzelali wszystkie koguty. Głuszki jeszcze kilka lat błąkały się po okolicy, jednak żadnego efektu im to nie dało. W tak banalny sposób "królowie bagiennych borów" przeszli do historii w Białowieskiej Puszczy. Myśliwi w ubiegłym wieku, aby móc więcej w sezonie zastrzelić, kłamliwie zawyżali populacje, toteż głuszce zabijane były do 1995 roku. Obecnie znikają z naszej awifauny. Jakkolwiek podejmowane są próby ratowania, to szanse ich ocalenia zdają się być niewielkie.
Portret króla bagiennego boru - Mateusz Matysiak - www.birdwatching.pl "Brzoza rozwijała liście - nieomylny znak, że głuszce przestają tokować. Łowczy namawiał mię jednak, by wybrać się do uroczyska Czerlon. Obecny przy tym strzelec przymrużył oczy i rzekł krótko: - Jeszcze grają! - Zdecydowałem się i zaraz omówiliśmy szczegóły spotkania. Było po dwunastej w nocy, gdy minęliśmy stojąc przy szosie leśniczówkę. Panowała tak wielka ciemność, że z trudem rozróżniałem białe kamienie, którymi obstawiono szosę z obu stron jezdni w regularnych odstępach. Długo, długo jechaliśmy, nim wypadło skręcić na drogę przy terpentyniarni. Sylwetki pni niebotycznych sosen rysowały się w mroku jak fantastyczne kolumny wspierające swymi czubami czarny strop lasu. Na tle szarzejącego nieba majaczyły niewyraźne plamy ich koron. Gdy wjechaliśmy na szczyt wzniesienia, ujrzałem małe światełko migające w oddali. W miarę podjeżdżania światełko rosło przekształcając się powoli w słup ognia bijący w górę od rozpalonego przy drodze ogniska. Na tle łuny widać było czarną nieruchoma sylwetkę człowieka. Prawdopodobnie wsłuchiwał się w dolatujące go odgłosy stuku kół naszego wózka. Widzieć nas jeszcze nie mógł, natomiast sam stanowił doskonały przedmiot obserwacji nawet ze stosunkowo dużej odległości. Widzieliśmy wyraźnie, jak rzucił polano do ogniska, podszedł do stojącej opodal ławeczki i zarzucił strzelbę na ramię. Gdy podjechaliśmy, zasalutował i pomógł mi zsiąść z wózka. Zdjąłem burkę i grzałem się z przyjemnością przy ogniu, prostując nogi skostniałe od dłuższego siedzenia. W tym czasie woźnica wyprzągł konia, podsunął mu worek z obrokiem, a potem kucnął przy ogniu i zacierał ręce. - Niedługo ruszymy - zdecydował strzelec. Tymczasem przysiedliśmy na ławeczce i gawędziliśmy o tym i owym. Światło ogniska rzucało jaskrawe odblaski na pień starej sosny, na którym w takt pląsów płomieni tańczyły cienie. Gdzieś w pobliżu kręcił się puszczyk zawodząc swe: uhu!... hu-hu-hu! Ozwały się pierwsze żurawie. Strzelec zerwał się z ławki i dał hasło do wymarszu. Wyjąłem z futerału aparat filmowy i ruszyłem za nim. Schodziliśmy szybko ku bagnom porośniętym karłowatym lasem sosnowym, podszytym trzciną oraz kępami wierzb bagiennych. Przeszliśmy nie więcej niż pół kilometra, gdy strzelec schwycił mię za rękę i szepnął: - Gra! Ogarnęło mię wzruszenie. Usłyszałem cieche: ty-kut... ty-kut... Pieśń rwała się, przerwy były częstsze i strzelec radził czekać. Sądząc po sile głosu głuszec grał niedaleko,najwyżej w odległości pięćdziesięciu kroków. Czekaliśmy, a głuszec grał. Wreszcie zacząłem podchodzić, a raczej podskakiwać. Skoczyłem raz, drugi, dziesiąty i słuchałem. Pieśń lała się za pieśnią. Z odległości piętnastu kroków rozróżniałem wyraźnie kształtną sylwetkę ptaka. Byłem tak zasłuchany i zapatrzony w piękną zjawę, że nie spostrzegłem, w jaki sposób strzelec znalazł się tuż za mną. Gdy usłyszałem szmer za sobą, drgnąłem nerwowo i zrobiłem nieopatrznie krok naprzód. W tym samym momencie rozległ się łopot skrzydeł, a w oczach zawirowały mi korony drzew i ciemna plama odlatującego głuszca. Zjawa prysła - wszystko było stracone!" Miejmy nadzieję, że głuszce nie będą jednak stracone. Opowiadanie "Toki" pochodzi z "Puszcz i Lasów". Autor, profesor Jan Jerzy Karpiński, pisał je w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Autor zdjęć, aby je zrobić, musiał jechać na Białoruś. Na Białoruś i do Rosji prowadzą też ścieżki turystyki myśliwskiej. Amatorów wypchanych trucheł nie brakuje...
Niezwykła pieśń głuszca o świcie się niesie po bagiennym lesie - Mateusz Matysiak - www.birdwatching.pl PS. Jeśli ktoś chce poznać obecną sytuację głuszca w Polsce, to zapraszam do "Liczebność głuszca w Polsce".
niedziela, 13 maja 2012
Wędrowne w Słońsku
Kończy się dziś Światowy Dzień Ptaków Wędrownych. Piękna idea, która pozwala nam zrozumieć, że ptaki niekoniecznie radzą sobie z naszą cywilizacją. Wieżowce, elektrownie wiatrowe, mosty, czy katastrofy tankowców są częścią tylko śmiertelnych pułapek jakie na ptaki wędrowne zakładamy. Aby na gołych słowach nie poprzestać postanowiłem ukazać kilka takich wędrownych, a rzadkich zarazem, gatunków, które w trakcie podróży odwiedziły ostatnio słońskie błota.
Bekasik należy do gatunków częściej spotykanym w Polsce na przelotach. Dawniej był skrajnie nielicznie lęgowy.
Ibis kasztanowaty w Polsce pojawił się około 50 razy. Ujście Warty nawiedził w trzyosobowym stadzie.
Czapla nadobna jest w Polsce ptakiem przelotnym. Gniazdowanie w Polsce stwierdzono tylko raz.
Sieweczka morska ma w Polsce ponad 34 stwierdzeń. Najczęściej zalatuje pojedynczo. Raz zdarzyło się, że sieweczki morskie przystąpiły u nas do lęgów.
Szablodziób jest bardzo nielicznie przelotny u nas, a zarazem skrajnie nielicznie lęgowy. Odwiedził ostatnio Ujście Warty w pięcioosobowym gronie.
Warzęcha jest ptakiem coraz częściej pojawiającym się w Polsce. Do tej pory ponad 120 stwierdzono jej obecność w Polsce. W Słońsku było pięciosobowe stado.
Szczudłak, jedyny z tego grona, który odwiedził moją okolicę, jest gatunkiem skrajnie nielicznie przelotnym i skrajnie nielicznie lęgowy. Wszystkie zdjęcia z: www.cezarypioro.pl
sobota, 12 maja 2012
Z listu "ptasiarza"
Od 2007 roku trwa akcja "Kaczki dla dzieci - nie dla myśliwych". Chodzi w niej o zdelegalizowanie polowań na wszystkie kaczki, a później na wszystkie ptaki. Do twórców tej ładnej idei przyszedł mail od pewnego miłośnika ptaków. Mail ów pozwolę sobie (autor nie zastrzegł się przed jego kolportacją) w całości zaprezentować: "A dlaczego tylko kaczki? a gołębie, a dzikie gęsi, a kuropatwy i inne ptaki łowne, to już nie? W mailu wystąpili:
Krzyżówka www.cezarypioro.pl
Cyraneczka www.cezarypioro.pl
Głowienka www.cezarypioro.pl
Czernica www.cezarypioro.pl
Grzywacz www.cezarypioro.pl
Kuropatwa www.cezarypioro.pl
Bażant www.cezarypioro.pl
Słonka www.cezarypioro.pl
Gęgawa www.cezarypioro.pl
Gęś zbożowa www.cezarykorkosz.pl
Gęś białoczelna www.cezarykorkosz.pl
piątek, 11 maja 2012
Odwiedziny Pana Ambasadora
O tym, że w Przemyślu kalekie bociany mają szansę na potomstwo wie zapewne wiele osób.Pierwsze, pomyślne, lęgi miały miejsce w ubiegłym roku. Trud niepełnosprawnych ptaków nie poszedł na marne. Ich pisklęta, wraz z innymi młodymi bocianami, udały się w sierpniu do Afryki. W tym roku również trzy pary chromych bocianów przystąpiło do lęgów. Ze złożonych przez trzy pary, dwunastu jaj, do 8 maja wykluły się trzy pisklęta. Czasem do przemyskiej lecznicy zaglądają nietuzinkowi goście. Tak jak na poniższym zdjęciu.
Odwiedziny w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu Ambasadora Japonii Pana Yūichi Kusumoto.
czwartek, 10 maja 2012
Żal gęgaw, żal...
Chyba to nadmiar alkoholu powoduje, że człowiek myśliwy strzela a później patrzy co zabił. Nadmiar tych pomyłek spowodował, że Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wystosowała pismo do Polskiego Związku Łowieckiego. Treścią owego pisma jest prośba o wyciągnięcie konsekwencji wobec mołojców, którzy szybciej strzelają niż myślą. Podawane przykłady (zabicie wilków w zachodniopomorskim, zabijanie żubrów w zachodniopomorskim i podlaskim, zabicie orła przedniego w śląskim) są zapewne wierzchołkiem góry lodowej. Niemniej warto zauważyć, że GDOŚ, głucha do tej pory na podobne sprawy, w końcu zauważyła ten naglący problem. Warto zauważyć, że polscy myśliwi nieetyczni są też często wobec ptaków. Strzelają (w czterech zachodnich województwach) do gęgaw gdy te przystępują do rozpoczęcia okresu lęgowego. Zabijają łyski, grzywacze, krzyżówki i inne kaczki lęgowe gdy te jeszcze wodzą pisklęta. Tak na marginesie powiem, że nie spotkałem żadnego myśliwego, który potrafi wymienić gatunki kaczek łownych a chronionych. Gęgawy, obok gęsi białoczelnej i zbożowej, należą do pechowej trzynastki ptaków łownych w naszej avifaunie. W styczniu, przy sprzyjającej pogodzie są już na swoich terytoriach lęgowych. Niestety, w województwach dolnośląskim, lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim do połowy tego miesiąca mogą być prawnie jeszcze zabijane. Czy nie warto byłoby pomyśleć o całkowitym ich ochronie? Nie tylko dlatego, że wiodą tak ciekawy, ba rodzinny wręcz, styl życia? Może dlatego też, że nie są tak "szkodliwe", jak to co niektórzy (myśliwi?) opowiadają?
Gęgawa w obiektywie Tomasza Ogrodowczyka PS. I wcale nie chciało mi się zastępować słowa "zabijać" jakimiś tam: "odstrzelić", "pozyskać" itd. Śmierć zwierzęcia jest śmiercią a nie jakimś tam słowem zastępczym. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||