Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Polskie ptaki Andrzeja Kruszewicza

Piękna, zgrabna i inteligentna

krogulec14

Dziś o "sensie" sroki opowie nam doktor Andrzej Kruszewicz. W wyrażeniu "sens" sroki mam na myśli jej urok, inteligencję i pewną, z naszego niedoskonałego punktu widzenia, bezkompromisowość w zdobywaniu pokarmu. Mam nadzieję, że i na "Plamce mazurka" znajdą się osoby, które wzorem pewnej pani z tekstu dyrektora warszawskiego ogrodu zoologicznego złagodzi swoją ocenę na "okrucieństwo" naszego Ptaka Zimy 2016/17:

-

"Nie wszyscy sroki lubią, chociaż są to przecież ptaki piękne, zgrabne i bardzo inteligentne. Kiedy piszę o tych cechach srok, przypomina mi się pewne zabawne zdarzenie,  które przeżyłem podczas radiowej audycji na żywo. Rozmawiałem z panią redaktor o ptakach w mieście, a do rozmowy włączali się telefonicznie słuchacze, od razu przełączani do studia. Po pewnym czasie, gdy dyskusja zeszła na szkodliwość srok, zatelefonowała starsza pani i rozpoczęła tyradę o tym, jakimi to szkodnikami są sroki i jak trzeba z nimi walczyć. Nie mogłem przecież, wobec słuchaczy z całej Polski i znacznej części Europy (mieliśmy telefony od Polaków nawet z Francji i krajów Beneluxu) potwierdzać szkodliwość szkodliwość srok i zachęcać do ich tępienia! Dobrze wiem, że zjadają młode wróble i sierpówki oraz plądrują gniazda drobnych ptaków. Wiem, że są niebezpieczne dla ptaków żyjących w mieście, więc nie mogłem zaprzeczyć racjom tej nie lubiącej srok damy. Olśniło mnie jednak i problem rozwiązałem tak: "Proszę pani, chyba jednak nie zaprzeczy Pani, że sroki są bardzo pięknymi ptakami? Są przy tym jakże zgrabnie zbudowane i z jaką gracją się poruszają (było słychać potwierdzenie). A jakie są inteligentne (o, tak - potwierdziła słuchaczka i dała kilka przykładów). Jeśli więc połączy się urodę, wdzięk i inteligencję z rodzajem żeńskim (a sroka jest przecież rodzaju żeńskiego), to musi z takiego połączenia wyjść coś niebezpiecznego". Śmiech było słychać nie tylko z głośników przekazujących głos słuchaczki, ale także z całego, w większości żeńskiego, studia. Tym sposobem chyba zjednałem srokom trochę zwolenników, a przynajmniej tę panią, która przyznała, że teraz będzie patrzyła na sroki nieco łaskawszym okiem."

-

Źródło cytatu: Kruszewicz A. 2007 "Ptaki Polski" Multico

RBiGEMKNgMUmvLACyssiXmdfKkmokqWJxHSjIGfP

Sroka, fot. Adam Fichna

Zadek lub tyłek, noga lub łapa ale za to птица czubata

krogulec14

Bardzo lubię nazwy wszelakie ptaków. Naukowe też. Kopalnią wiedzy o nazwach naukowych i ich interpretacji są "Ptaki Polski" doktora Kruszewicza. Nasz Ptak Jesieni, czyli perkoz dwuczuby, nazywa się Podiceps cristatus. Co może ta nazwa oznaczać? W tekście wspomnianej książki mamy:
"Łacińska nazwa rodzaju, rodziny i rzędu perkozów pochodzi od łacińskiego słowa podocipes, będącego połączeniem słów podicis, oznaczającego tyłek lub zadek, oraz pes - noga lub stopa. Doskonale oddaje to specyfikę budowy perkozów, których nogi są umieszczone daleko z tyłu ciała." A dalej znajdujemy:
"Łacińska nazwa cristatus oznacza czubaty, Większość języków europejskich w nazwie tego ptaka także nawiązuje do pęków piór na głowie."
Myślę, że po powyższym tłumaczeniu tytuł stał się nieco jaśniejszy... A o perkozie dwuczubym doktor Kruszewicz pisze między innymi:
"Jest to największy z naszych perkozów. Zamieszkuje także największe zbiorniki wodne, w tym duże jeziora, jeśli przy brzegach mają choćby wąski pas szuwarów lub trzcin. Jest on także najlepiej poznanym perkozem, zarówno pod względem biologii lęgów, jak i zwyczajów, zachowań godowych i tras wędrówek. Charakterystyczne kryzy i czubki na głowie osobników dorosłych sprawiają, że perkoza dwuczubego trudno pomylić z innym ptakiem. Zimą jego charakterystyczną cechą są białe przód szyi i policzki, a także jasny, żółtawy dziób. Młode mają na białych policzkach ślady ciemnych pasków."

Źródło: Andrzej G. Kruszewicz "Ptaki Polski"

10410308_710045372406870_3632933197001267616_n

Zachowania godowe u perkozów dwuczubych należą do najpiękniejszych u ptaków, fot. Łukasz Jabłoński   Łukasz Jabłoński Photohraphy

Pójdźka z "Ptaków Polski"

krogulec14

Wydaje mi się, że obchody Ptaka Pory Roku bez cytatu z "Ptaków Polski" doktora Andrzeja Kruszewicza straciłyby sporo ze swojego uroku. Zatem tradycyjnie już napisałem mail z prośbą o cytat z tej jakże znakomitej książki:

 Głównymi wrogami pójdziek są kuny i zdziczałe koty, które nie tylko rabują ich lęgi, ale także zabijają wysiadujące samice. Opracowano więc specjalny model budki lęgowej, zabezpieczający wysiadującą samicę przed niespodziewanymi atakami drapieżników. W takiej budce są dwa przedsionki, małe otwory umożliwiające sowie obserwowanie drapieżnika z komory lęgowej, a także zapasowe wyjście, dające jej możliwość ucieczki. W Niemczech, gdzie masowo rozwieszano take budki, udało się w wielu regionach podnieść liczebność tych sów. Polskie ogrody zoologiczne rozpoczęły program hodowli i zasilania lokalnych populacji pójdźki. Być może tym sposobem uda się powstrzymać, obserwowany od pewnego czasu, spadek liczebności tego gatunku. Niezbędne jest jednak przekonywanie właścicieli gruntów, by pozostawiali głowiaste wierzby, przydrożne dzikie grusze i nie niszczyli budek lęgowych rozwieszonych dla sów. Nikt już nie wierzy, że gdy usłyszy wołanie pójdźki, brzmiące według podań ludowych jak "pójdź, pójdź w dołek za kościołek", ma czas zaledwie na to, by pożegnać się ze znajomymi i uporządkować swoje sprawy majątkowe. Nadal jednak ludzie nie lubią sąsiedztwa sów i ich nocnych głosów, a rozwieszane przez ornitologów budki lęgowe bywają kontrolowane i plądrowane przez ciekawskie wiejskie dzieci. Najwięcej szkody populacji pójdziek przynosi intensyfikacja i chemizacja rolnictwa. Wskutek stosowania chemicznych środków ochrony roślin i nawozów sztucznych giną dżdżownice i owady będące niezbędnymi składnikami diety tych sów w okresie lęgowym. Gryzonie są ważnym elementem menu pójdziek, ale głównie jesienią, a drobne ptaki - zimą.

Tekst dr Andrzej Kruszewicz "Ptaki Polski"

Formą podziękowania był mal z tekstem "Pójdźkowe zabobony" Marcina Łukawskiego mówiącym o prześladowaniu pójdziek w pewnej podwarszawskiej wsi...


Pójdźka, fot. Marcin Łukawski   www.marcinlukawski.com

Odszedł Mistrz

krogulec14

Szukając wiadomości o Jerzym Desselbergerze znalazłem o Nim piękny tekst doktora Andrzeja Kruszewicza. Jako, że podobał mi się bardzo, to wystosowałem do Niego mail i:

W dniu 07. sierpnia 2013 roku odszedł od nas Jerzy Desselberger. Dnia 16. czerwca skończył 82 lata. Przez 70 lat obserwował ptaki, czytał o nich, pisał, malował je i pielęgnował. Dla ornitologicznego światka Polski znany jako wieloletni członek Komisji Faunistycznej Sekcji Ornitologicznej PTZool. I większości polskiej braci ornitologicznej znany tylko z tej działalności. Mało kto go widział. Spotykał się tylko z garstką przyjaciół, niemal wyłącznie ornitologów. Przez ostatnich kilkanaście lat opuszczał Warszawę wyłącznie na spotkania tej Komisji. Tytan pracy, który podchodził do każdego zadania z niezwykle pedantycznym zacięciem. Codziennie zaczynał aktywność lekkim popołudniem i pracował niemal do rana, by wykorzystać spokojniejsze chwile, gdy miasto śpi. W świecie osiągnął sławę jako autor znaczków pocztowych z ptakami. Ogółem zaprojektował 178 znaczków, głównie z ptakami. Sam też na znaczek trafił. Za życia! To cudowne podsumowanie jego twórczego dorobku.

Urodził się w Łodzi, studiował Malarstwo i Grafikę na ASP w Krakowie. Ostatecznie osiadł w Warszawie. Z Krystyną Rogaczewską, życiową partnerką, prowadził przez ćwierćwiecze domowy ośrodek rehabilitacji ptaków. Mało kto wie, że na znaczku z czyżem w serii „Ptaki leśne” ukrył w listowiu jej profil. Znaczek trzeba obrócić o 180 stopni by wykryć jego tajemnicę i rozpoznać jasny profil Krystyny nad literkami „zł”. Był to setny zaprojektowany przez niego znaczek. To dzięki inicjatywie Jerzego i Krystyny powstał w warszawskim Zoo profesjonalny Ośrodek Rehabilitacji Ptaków, czyli ptasi Azyl. Lada dzień będzie otwarty nowy Azyl, jeszcze nowocześniejszy. Jerzy, Mistrz, jak go – za jego zgodą- od 30 lat nazywam, zaprojektował logo nowego Azylu. Była to jego ostatnia grafika. Gdy go o to poprosiłem uznał, że „wyszedł już z wprawy” ale „to zrobić musi”. I zrobił. W Ptakach Polski ukazał się wywiad jaki z Mistrzem przeprowadziłem pod koniec 2010 roku. Tej jesieni planowaliśmy wywiad o jego znaczkach. Miał mi zdradzić jeszcze jakieś swoje tajemnice. Ciągle to odkładał, ale ja też nie byłem bez winy, bo mogłem nieco naciskać. Wywiadu o znaczkach nie będzie!

Nocne dyskusje z Mistrzem kończyły się zwykle bardzo późno. Miał zwyczaj wtrącania w rozmowie dygresji. Wielokrotnie były później dygresje do dygresji i poboczne wątki, ale Mistrz zawsze wracał do głównego wątku rozmowy, jak gdyby nigdy nic. Umysł miał niezwykle precyzyjny. W rozmowie z nim trzeba było być bardzo skupionym. Rozumieliśmy się jak mało kto. Doskonale znał niemiecki, a we mnie miał partnera do żartów w tym języku i pochwalenia się cytatami z pamięci. Korespondował z Ursem Glutz von Blotzheim i przekazał mu cenne uwagi opublikowane w jego monumentalnym „Handbuchu”. Gdy w latach 90-tych oprowadzałem „Glutza” (tak go nazywaliśmy) po ornitologicznych zakątkach Podlasia pozdrawiałem Ursa od Jerzego, a Jerzego od Ursa, a potem musiałem zdać Mistrzowi dokładną relację z dwóch tygodni ornitologicznej wyprawy.

W trakcie rozmów latem Jerzy robił krótkie przerwy na karmienie jerzyków. Nawet gdy żyła Krystyna jerzyki były pod jego osobistą kuratelą. Ona opiekowała się resztą ptaków w domu. Każdy jerzyk miał na głowie barwną plamkę. Odcieni niebieskiego było wiele. Mistrz mnie pouczał czym one się różnią. Każdy jerzyk miał wykres wzrostu masy ciała w kolorze plamki na głowie. Dzięki temu jego rozwój był pod kontrolą i można było wybrać najlepszy moment do wypuszczenia. Ostatniego jerzyka wypuścił na wolność w dniu 22 sierpnia 2012 roku. Oto jego mailowa relacja z tego wydarzenia, oddająca precyzję myśli Mistrza:

Pani dr U-G, która onegdaj molestowała Cię na okoliczność wychowanego przez czeczeńską rodzinę jerzyka, zobligowała mnie do powiadomienia Ciebie, iż ptak w końcu trafił do mnie, gdzie po zbadaniu, sprawdzeniu lotności i zaobrączkowaniu został "komisyjnie" (tzn. jo, pani dr, dziewczyna, która go wychowała oraz jej matka - bardzo sympatyczne osoby zresztą) wypuszczony na wolność w tradycyjnym miejscu za moim blokiem. Ptak zachował sie b. elegancko, pozostając w polu widzenia przez kilka minut, a nawet powróciwszy raz nad punkt startu, ale już na wysokości stu metrów.

 

I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam - J.

 Andrzej G. Kruszewicz

 Tekst pochodzi z ptasiazyl.zoo.waw.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci