Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Kulturalne ptaki Michała Kruszony

Sroka kulturalnie

krogulec14
Bardzo lubię "Kulturalny atlas ptaków" Michała Kruszony. Nie, nie jest doskonały, zapewne przy niektórych częściach książki bym się spierał. Nie jest to żadną ujmą, wszak każdy z nas ma prawo mieć różne wizje na temat poszczególnych ptaków. Jest też dla mnie inspirujący. Czytając lekturę prezentowanej dziś sroki zwróciłem uwagę, że spory ptasiniec musiał asystować ukrzyżowanemu Chrystusowi. Wszak poza dzisiejszą sroką miały tam być rudzik, jaskółka i skowronek. Jak zapewne pamiętamy usiłowały one usunąć z głowy Jezusa kolce korony cierniowej...
 
-
 
"Sroka to bohaterka wielu bajek, a do tego złodziejka, co jest powszechnie wiadomo. Z dzieciństwa pamiętam niemiecką bajkę, którą rozpoczynał Piaskowy Dziadek. Jej bohaterką była właśnie sroka przekomarzająca się z lisem. Zresztą ta para bajkowych chytrusów znana jest od dawna. Sroka ukradła niejedną srebrną łyżeczkę. Podobno ma skłonności do przyozdabiania gniazda błyskotkami, dlatego warto chronić przed nią rodowe srebra.
Gniazdo sroki widzę za oknem na najwyższym drzewie w okolicy. Sroka jest od zawsze towarzyszką ludzkich siedzib, sąsiedztwo ludzi wybitnie jej odpowiada. Ludzie odwdzięczyli się sroce, bacznie obserwując jej zwyczaje. Uczynili z niej nie tylko bohaterkę bajek, ale i ludowych mądrości. "Nie wypadł sroce spod ogona" - to o kimś, kto z dumą podkreśla swoje pochodzenie. Do tego dodać można powiedzenia: "Sroka przyleciała, będą goście" i "Patrzy jak sroka w gnat".
Niemcy nazwali srokę pięknie: Die Elster, co budzi w Polsce historyczne skojarzenia z księciem Józefem Poniatowskim, który nieopodal Lipska, w podobnie nazwanej rzece zakończył rycerski żywot, a zarazem swój udział w kampanii napoleońskiej. W Polsce sroka wzięła swoją nazwę od pstrokatego ubarwienia. Na Litwie zwana jest szwarkas, co znaczy "płaszcz". Na Słowiańszczyźnie bywała też: swarka, straka, szaraka. W XVI wieku pisano o niej: serokos, skąd już blisko do Soroki - wiernego sługi Andrzeja Kmicica, pochodzącego zapewne z kresowej miejscowości i tak samo brzmiącej nazwie. Dziś to położone nad Dniestrem mołdawskie miasto zamieszkałe jest przez niecałe 30 tysięcy mieszkańców, którzy w większości srokę nazywają po rumuńsku: cotofana.
Sroki przeraźliwie skrzeczą, potrafią też hałasować, aby upomnieć się o swoje. Przyznać jednak trzeba, że ich metalicznie lśniące ogony należą do najpiękniejszych ptasich ozdób.
Gniazdo, które widzę za oknem, jest stosunkowo duże, ma też zadaszenie i dlatego ptaki wchodzą do niego z boku. Para srok zamieszkująca to wysoko nad ziemią zawieszone lokum, często skacze po trawniku, wygrzebując robaki. Wiosną złodziejka niszczy gniazda mniejszych ptaków, te ostatnie schodzą jej z drogi. Żaden inny ptak nie powinien chwalić się przed sroką swoim gniazdem, bo mu je splądruje, a jajka lub pisklęta wzbogacą sroczą dietę.
Charakter sroki nie jest godny naśladowania, tak jak jej zachowanie nie jest wzorem dobrego sąsiedztwa. To on jednak sprawił, że sroki rozpoczęły w ostatnich latach exodus do miast. Wścibskie i zachłanne doskonale wkomponowały się w ludzką populację. Widywane są zwykle parami, co dobrze świadczy o ich rodzinnych związkach.
W ptasim panteonie sroka zajmuje miejsce bogini złodziei. A mogło być jeszcze gorzej; istnieją świadectwa opisujące, jak to sroki dziobami kłuły w nogi i głowę męczonego na krzyżu Chrystusa. Wystąpiły tam w fatalnej roli, pomagając oprawcom Jezusa. Miały więc swój udział w Jego męczeńskiej i mistycznej śmierci na Golgocie. Z tego powodu nie gniazdują w ludzkich domach, w przeciwieństwie do zapraszanych pod strzechy jaskółek."
 
-
 
Źródło: Kruszona M. "Kulturalny atlas ptaków" 2008; ZYSK I S-KA

H5I8QsIHZyj2EAan5dYA6J0GAppE5xVGp5hEFiv6

Sroka, fot. Rafał Szozda  rafalszozda.wix.com/fotoprzyroda 

Zimorodek

krogulec14

 Zimorodek na fotografii Jacka Poddobińskiego najwyraźniej sugeruje nam co robić w taką pogodę jaką teraz mamy. Jak zobaczyłem "Polującego zimorodka", to od razu pomyślałem o Was. Nieczęsto widuje się zdjęcia zimorodka w takiej pozie. Z tekstem też nie miałem zbyt wielu problemów, jest "Kulturalny atlas ptaków" Michała Kruszony. Na koniec przypomnę tylko, że zimorodek jest w dalszym cięgu Ptakiem Roku w Rzeczpospolitej Ptasiej:

"Nazwa pozornie mówi wszystko. Ptak zrodzony zimą, taki może nawet samorodek. A może nie zimą, a w ziemi? Pamiętać należy, że rozmnaża się w ziemnych norkach, gdzie oboje rodzice wysiadują jajka. Jestem pewien, że zanim stał się zimorodkiem, nazywany był ziemiorodkiem. Pojawia się nagle wyfruwając z głębokich norek nad brzegami rzek i strumieni. Można odnieść wrażenie, że przezimował we wnętrzu skarpy, a może nawet dochował się w tej zimowej kryjówce potomstwa niczym jego sąsiad bóbr. Tymczasem zima to bardzo ciężka pora dla tych ptaszków, gdy jest zbyt mroźna, wiele zimorodków ginie z... zimna.

 Ubarwieniem podobny krasce, niebieski, choć mniejszy i nie tak subtelny w w doborze barw. Nie tylko jego małe rozmiary nasuwają skojarzenia z kolibrem. Mają one także swoje źródło w jaskrawym ubarwieniu i charakterystycznej sylwetce. Czasem, co sam widziałem, zawisa jak koliber w powietrzu, by za sekundę przemknąć niczym niebieski pocisk ponad powierzchnią wody.

 To jeden z najchętniej fotografowanych i filmowanych ptaków. Ozdobą niejednego albumu czy filmu są sceny nurkowania zimorodka, urzeka jego technika, gracja i skuteczność. Ilekroć spoglądam na takie obrazki, zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda się autorowi zdjęć uchwycić moment, w którym zimorodek, z atakującego niczym błyskawica, stanie się sam ofiarą jeszcze szybszego ataku szczupaka. Byłoby to starcie dwóch szybko atakujących drapieżników. Podniecające, niczym zderzenie Hermana z Asem w absurdalnym filmie Andrzeja Kondratiuka "Hydrozagadka".

 W księgarni zauważyłem książkę zatytułowaną "Zimorodek". Była to dość typowa dla naszych czasów powieść z wątkiem miłosnym i terrorystami w tle. Do dziś zachodzę w głowę, dlaczego autor zatytułował tę książkę w taki sposób? Może pomyliło mu się z samorodkiem? Raczej nie, bo nawet okładkę zdobiła głowa mężczyzny w masce przypominającej zimorodka. Wszelkie wątpliwości skutecznie rozwiał w tym przypadku tytuł oryginału niemieckiego: "Der Eisvogel". Dosłowne znaczenie tego terminu jest jeszcze bardziej niewytłumaczalne od zimorodka. Choć jest coś, co łączy lodowego ptaka (Eisvogel), z naszym rodkiem.

 Sympatyczniejsze spotkanie z zimorodkiem zapewnia nam w swej książeczce Jan Wołek, "Jak skończyła się wycieczka zimorodka do miasteczka".

 Nie tylko dzieciom ale i niejednemu dorosłemu Wołkowe pisanie przypadnie do gustu. Dla mnie jest ono o tyle ważne, że choć wydawało się to pozornie niemożliwe, wyłuskałem jednak z zimorodka jakieś kulturalne treści.

 Zimorodek jest zabłąkanym leśnym sędziom, jednym z ostatnich sprawiedliwych, w błękitnej todze potrafi rozsądzać nie tylko ptasie spory. Gdy wyda wyrok, błyskawicznie odlatuje, pozostawiając za sobą w powietrzu niebieską smugę.

 Widzę czasem, jak to robi, siedząc nad rzeczką w moim ogrodzie. Obserwuje go wtedy gromadka moich znajomych - miłośników ptaków. Ostatnio zdarzyło się to w styczniu; łatwo wypatrzyliśmy kolorowego ptaka czatującego między nagimi gałęziami zwisającymi nad wodą. Czekaliśmy, cierpliwi tak jak on, na bohaterski skok do wody, uderzenie w toń i błyskawiczny lot z rybką w dziobie. Zebrani widzowie brawami nagradzali jego wyczyn. On dumny, lądował nieopodal i zaczynał konsumpcję między tańczącymi płatkami śniegu. Wyrok został wykonany."

Zimorodek, fot. Jacek Poddobiński   www.birdwatching.pl tekst: Michał Kruszona "Kulturalny atlas ptaków"

- Miło mi, że wiele godzin leżenia i klęczenia na coś się przyda - odpowiedział poproszony o zdjęcie Jacek Poddobiński. Prawda, że miło takie osoby o coś poprosić?

PS. Upały dokuczają także ptakom. Pomoc, w postaci jakiegokolwiek płytkiego zbiornika wody, jest dla nich niezmiernie ważną sprawą.

Lelek kozodój

krogulec14

 Przyszedł czas na nowy obraz, chyba dobrze już nam znanego lelka. Przyznaję, że z każdą notkę jestem coraz bardziej zadowolony, że Ptakiem Lata jest wybrany taki ptak. Tekst pochodzi z dobrze już nam znanego "Kulturalnego Atlasu Ptaków" Michała Kruszony. Miło mi zakomunikować, że już kilka osób na Facebooku zdążyłem zachęcić do nabycia tej książeczki:

"Prawdziwe lingwistyczne cudeńko! Nie dość, że lelek, to jeszcze do tego kozodój. Jest niemal pewne, że pojawienie się tego ptaka musiało odbierać kozom mleko. Lelek jest jednym z ptaków magicznych. Trudno dostrzegalnym mistrzem mimikry. Zdarza się, że podczas zbierania grzybów natkniemy się na niego w iglastym lesie. W zasadzie można go prawie nadepnąć. Wtopiony w leśne poszycie staje się niewidoczny. Czasem przeczekuje kolejny marny dzień, przywierając do podobnie jemu ubarwionej gałęzi. Usadawia się zawsze wzdłuż niej, nigdy w poprzek. Wzlatuje, przestraszony, w ostatniej chwili. Ulatując zaledwie kilka metrów, udaje rannego. Tak co chwila, wyprowadzając niespokojnego go intruza w pole, a raczej w głąb lasu. Często powłóczy przy tym skrzydłem, pozorując, że jest ono złamane. To cwany ptak. Dla wielu staje się wzorem postępowania w życiu. Stosując zasady lelka, można zrobić karierę niemalże ministerialną. W tym miejscu cisną się na usta przykłady, których nie wymienię.

 Skupię się jednak na tym, co w lelku najważniejsze, czyli na jego nie do końca ziemskiej naturze.

 Bezzasadne, wedle naukowców, przekonanie, jakoby lelek wysysał kozom mleko, funkcjonowało powszechnie jeszcze z XIX stuleciu. Podobnie zaprzeczają dziś owi mędrkowie, że wiele wspólnego z lelkami mają bagienne błędne ognie. Tak domniemali zamieszkujący leśne uroczyska ludzie, zresztą do dziś przekonani o swoich racjach. Lelkiem zwano najczęściej złego ducha, a nawet diabła; w najlepszym razie nazwano tak wioskowego głupka. Miała takiego każda wioska, bywał w niej popychadłem dla - uchodzącej za normalną - części wioskowej społeczności. Mówi się, że lelek to taki ktoś, kto się waha przy podejmowaniu decyzji. Kołysze się, to w lewo, to w prawo, zupełnie jak lelek na wietrze.

 Lelek fruwa bezszelestnie, swoje loty zaczyna o zmierzchu, kiedy opuszcza kryjówkę ukrytą na zrębie, gdzieś między korzeniami sosny. Oblatuje nocą skraj lasu i bagienne łąki. Niektórzy mylą go przez to z sową, a jeszcze inni z nietoperzem. Zresztą do dziś w ukraińskich uroczyskach nietoperz bywa nazywany lelkiem.

 Gdy lelek frunie nie słychać furkotu skrzydeł, ma wielkie, wytrzeszczone oczy i wąsaty dziób. Robi wrażenie, jakby chciał wypatrzyć kozę, do której wymion przysysa się szeroko otwartym dziobem. Tak posilony przekracza lelek granicę świata duchów, aby zdać relację z tego, co zachodzi na ziemi wśród zwierząt i ludzi. Na przykład o tym, kto decyduje o niszczeniu pięknych rzecznych dolin, górskich stoków czy bagnistych łąk. Dla winowajców szykują już madejowe łoża. Takie właśnie zadanie stawiane jest przed lelkiem. Tylko żal, że coraz mniej lelków zamieszkuje naszą okolicę, coraz gorzej poinformowane są przez to zaświaty i wydają mylne decyzje z powodu zbyt małej wiedzy. Sądy boskie są też przez to mniej sprawiedliwe. Lelki w roli posłańców robią co mogą, jednak nie nadążają już za zmianami. Same przenoszą się więc w zaświaty na stałe."

 

Lelek, fot. Henryk Kościelny   www.henrykkoscielny.pl   tekst Michał Kruszona "Kulturalny atlas ptaków"

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci