Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Chrupiąc sroczkę, czyli Wino i ptaki Piotra Tryjanowskiego

krogulec14

 Tytuł książki profesora Piotra Tryjanowskiego, "Wino i ptaki" jakoś specjalnie nie obudził we mnie zainteresowania. No bo co może mieć piernik do wiatraka - pomyślałem. 

I nagle wrócił do mnie obraz z przed jakichś 45 lat. Tata wyrzucił na gnojownik (teraz to pięknie nazywane jest kompostem) sfermentowane owoce które wykorzystał do produkcji wina. Na owoce rzuciły się... kury. Żadna wiśnia czy śliwka nie zostały zmarnowane. Po krótkim czasie kury, ni stąd ni zowąd, miały wszystko (mówiąc kolokwialnie) w dupie. Gdzie która stała, tak siadła i... było im dobrze! Ba, można było je głaskać, a im i tak wszystko jedno było. Później nastąpiła rzecz której na pewno nie zrozumiałem. Po kilku godzinach błogości, kury otrzepały swoje skrzydła z piachu czy zielska i ruszyły dalej buszować po podwórzu i jego okolicach.
Kilka dziesiątek lat musiało minąć nim się dowiedziałem, że szpaki siedem razy szybciej dochodzą do siebie po sfermentowanej libacji niż my. Idąc tym rozumowania załapałem, że kury pijanice mogły mieć też szybszy metabolizm alkoholu. Świat pana Zagłoby zapewne zawaliłby się w posadach.
Zapamiętałem jeszcze koguta z książki Droschera. Jak wiemy koguty piękne z zewnątrz, wewnątrz już takiego uroku nie mają. Pisklęta, nawet danego osobnika, jeśli chcą trwać w zdrowiu jak najdłużej, powinny omijać swojego tatusia. Jedno uderzenie dziobem może pozbawić go życia. W osobnika opisanego przez niemieckiego etologa po dawce alkoholu wstąpił nowy duch. Nagle zapragnął... wodzić swoje pociechy. Był dla nich niczym ich kwoka. Do czasu. Gdy tylko wytrzeźwiał, wróciły do niego stare nawyki.
 
Już w trakcie czytania "Wina i ptaków" przypomniałem sobie, że nie skojarzenia są gwarancją dobrego czytania książki, ale pomysł autora nad jej treścią, i sposób w jaki pisał swoje dzieło. Za te dwa przedmioty profesor miałby u mnie piątki (jestem z tych osób, którzy w szkołach mieli skalę od dwójki do piątki). Czytając książkę nauczyłem się wielu rzeczy (już wiem co znaczy "chrupać sroczkę"), ileś sobie odkurzyłem (na przykład co znaczy "polska ostryga). Dowiedziałem się też, że moje kury nie były w swoich skłonnościach alkoholowych wśród ptaków wyizolowane. Papugi potrafią się tak najeść sfermentowanych owoców, że siedzenie na gałęzi staje się dla nich zbyt skomplikowane. W związku z czym spadają z niej na ziemię. Takich historii i wiele innych, jak choćby etykiety z ptakami, ptaki lasów z dębami korkowymi, ptaki winnic, w książce znajdziemy znacznie więcej. Jednak jej streszczenie nie jest tutaj moim zamiarem, jedynie zachęta do jej przeczytania.
Jeśli do tej pory Was do tego nie przekonałem, to powiem tylko, że bardzo lubię prace, w których ptaki zajmują centralne miejsce. Choć niekoniecznie muszą one mówić o jego biologii.
PS. Gdzieś za uchem patronował mi przy tym pości Jan Kochanowski, po cichu szepcząc: "jedliżeśmy i pili i dalipan nie znać było po mnie, iżem wina nieprzyjaciel, dałem buzi węgrzynkowi". Tyle, że nic a nic o ptakach powiedzieć już nie chciał.

 53582121_2142249525828123_2357449025550024704_n

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • atojaxxl

    U mojej Babci tak się opiły gęsi, na kupę kompostową (tak się u nas mówiło) Babcia wywaliła resztki po odciągnięciu wina - winogrono, owoce. Hodowane na święta i na pierze gąski pojadły i padły :) Ile to było strachu, ale przeżyły, otrząsnęły się i ruszyły na trawnik. Ale zaglądały na kompost ... może z nadzieją, że coś zostało :)

  • krogulec14

    Widać ptaszkom zasmakowało :-)

  • makroman

    Bardzo zachęcający tekst!

    A swoją drogą widziałeś kiedyś "nawalonego" szerszenia? Kaducznie komiczny widok.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci