Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Sukces

krogulec14

W tym roku na Zlot Obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej usiłowałem ściągnąć Marzenę Białowolską. Nie ukrywam, że uważam Ją za jedną z najfantastyczniejszych osób jakie poznałem na Facebooku. Mogę się pochwalić, że moja facebookowa znajoma jest prezesem Fundacji Na Rzecz Zwierząt "Dzika Ostoja". Plany ściągnięcia do Słońska nie wypaliły z powodu nadania Jej jakiegoś tytułu w Szczecinie.

Marzena urzeka mnie swoją wielką miłością do zwierząt. Kiedy opowiada o którymś ze swoich podopiecznych, to chyba tylko głuchy by nie usłyszał w Jej głosie tonów tejże miłości. Jest bardzo oddana swoim podopiecznym. Jak jest potrzeba, to jedzie wiele kilometrów do zwierząt, które potrzebują opieki. Myślę, że komu jak komu, ale Marzenie doskonale by pasował tytuł doktora Judyma dla mniejszych braci w spódnicy.
Marzena spełnia się w niesieniu zwierzętom pomocy. Miłość do nich ma wyssaną z piwem swojego taty (jest to oczywista parafraza do słów ministra, który wyssał zamiłowanie do polowania wraz z mlekiem matki). Kto chce poznać lepiej Marzenę, to zapraszam do zapoznania się z "Śpiewa sopranem. Ratuje zwierzęta. Poznajcie szefową Dzikiej Ostoi."
Mam nadzieję, że przyszły rok okaże się łaskawszy i poznamy panią prezes "Dzikiej Ostoi" w Słońsku. Organizatorom będę starał się sugerować, że taką osobę można uhonorować tytułem honorowego obywatela, albo poprosić o wykład na temat działalności fundacji.
A póki co, to zapraszam do poznania jednej z migawki codziennego życia w "Dzikiej Ostoi", którą pozwoliłem sobie zatytułować "Sukces".
 
***

Kilka tygodni temu trafił do nas młody, bardzo osłabiony bielik. Chodził po polu, ponieważ nie miał siły latać. Po przywiezieniu go do ośrodka okazało się, że nic mu nie dolega. Nic jeżeli chodzi o objawy neurologiczne lub złamania. Z niewiadomych przyczyn bielik nie interesował się jedzeniem, postanowiliśmy więc karmić go ręcznie. Pomyśleliśmy, że jak się wzmocni, to sam zacznie jeść samodzielnie. Niestety, o ile chore osobniki przyjmujące leki są łatwe do karmienia, to z osłabionymi ale nieambulatoryjnymi drapieżnikami nie jest już tak łatwo, ponieważ atakują. Zdecydowałam, że poproszę o pomoc Michała, który będzie karmił bielika- ja mimo chęci miałam za mało siły, żeby "walczyć" w kilkunastometrowej wolierze z tym pięknym ptakiem. Karmienie polegało na złapaniu go, otwarciu dzioba i włożeniu do niego pokarmu. Niestety po tygodniu takiego karmienia nie było poprawy. Nadal sam nie chwytał mięsa i go nie zjadał.
Pomyślałam, że coś innego musi być na rzeczy. Weszłam do woliery i zaczęłam obserwować każdy jego ruch. W głowie miałam pełno pytań dlaczego ten piękny i zacny ptak bez problemów neurologicznych z idealnymi wynikami krwi oraz bez żadnych złamań i obić nie przyjmuje samodzielnie pokarmu. Po godzinie siedzenia we wspólnej wolierze bielik "przyzwyczaił się do mnie" i spokojnie zaczął podlatywać na belkę. Po dwóch godzinach obserwacji zupełnie przypadkiem zobaczyłam w czym jest problem!. Bielik nie chwytał na tyle sprawnie by przytrzymać zdobycz i ją rozrywać. Dzisiaj po ciężkich dwóch tygodniach żmudnej pracy z tym fantastycznym ptakiem mogę się pochwalić. Bielik sam chwyta rybę i ją zjada. Od kilku dni podrzucam mu już całe ryby. Ponieważ stopniowo zwiększałam kawałki. Rano sprawdziłam mięsień piersiowy- jest idealny- czyli bielik przybrał na wadze. To oznacza, że nasz maluch z powodzeniem może przejść do dużej woliery. A za kilka tygodni na wolność ! Przez te dwa tygodnie spędzone z bielikiem w wolierze stwierdzam: żyjemy na jednej planecie z cudownymi istotami od ktorych możemy się wiele nauczyć, żebyśmy tylko za późno tego nie zrozumieli. 
Kolejny mały sukces naszego Ośrodka
Oczywiście zdjęcia z uwolnienia naszego malucha wrzucimy na stronę 

 

23172926_1527260747352924_8345259969300113934_n

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci