Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Zabawa w chowanego z zimorodkiem

krogulec14

O ten artykuł Romka Kucharskiego poprosiłem już jakiś czas temu. Pozwoliłem Wam chwilę odpoczęć od jego kolorów. A teraz z powrotem zapraszam do niego. Do zimorodka. Większość z nas lubi kolory. Świat bez nich byłby monotonny i smutny. Z pewnością, to co jest kolorowe i jaskrawe jest atrakcyjne i przykuwa większą uwagę, niż to co szarobure i przeciętne. Z drugiej jednak strony, mając wokół siebie mnóstwo czyhających zagrożeń , czasami lepiej byłoby pozostać niezauważonym. Ale jak tu wtopić się w otoczenie, będąc tak jaskrawo ubarwionym ptakiem, jakim jest zimorodek, nie bez przyczyny nazywany klejnocikiem, diamencikiem, kolibrem północy. 

Co jak co, ale nie można powiedzieć, żeby natura oszczędziła mu kolorów. Wręcz nasuwa się podejrzenie, że Projektantowi wpadł on do wiadra z turkusowym barwnikiem. Niektórzy widząc zimorodka nad rzekami lub potokami myślą nawet, że jest to uciekinier z hodowli egzotycznych ptaków. Nic podobnego! To reprezentant rodzimej awifauny, ale trzeba też uczciwie przyznać, że większość jego krewnych (ok. 90 gatunków) ma adresy zamieszkania w znacznie bardziej tropikalnych obszarach naszej planety. Może właśnie dlatego nasz zimorodek wydaje się jakby „trochę nie z tej bajki”, kiedy widzimy go w naszych, polskich krajobrazach. Szczególnie zimą wygląda dziwnie i frapująco – ta turkusowo-niebieska kulka siedząca na zaśnieżonej, bezlistnej gałęzi. Będąc tak wyzywająco ubarwionym dobrze być niezmiernie ostrożnym, a jeśli trzeba gdzieś przelecieć, to należy zrobić to możliwie najszybciej, aby nie wpaść w oko drapieżnikowi. To dlatego wypatrzenie zimorodka, pomimo jego wyzywającego ubarwienia, wcale nie jest takie łatwe. Jego strategia „ciuciubabki” działa całkiem dobrze. Najczęściej ptak ten, siedzi nieruchomo w gąszczu nadbrzeżnych gałęzi. W cieniu liści jego barwy są znacznie bardziej stonowane i subtelne. 
W takiej hipnotycznej, bezpiecznej pozie potrafi spędzić nawet kilkadziesiąt minut. Siedząc bacznie obserwuje to, co dzieje się w jego otoczeniu. Jego oczy stale wypatrują małe rybki, szczególnie te, pływające płytko pod lustrem wody. Jeśli zlokalizuje odpowiednią rybę do upolowania, rzuca się z impetem w toń wody. Sam atak trwa niewiarygodnie krótko, zaledwie 1-2 sekundy, po czym zimorodek z ofiarą trzymaną w dziobie powraca do swego ukrycia. I aż dziwne, że nie umiejąc pływać, nurkuje na głębokość nawet 30 cm. Swoje ulubione miejsca odpoczynku i czatowania na zdobycz wybiera starannie – bo przecież chodzi o doskonały kamuflaż i równocześnie gwarancję, że co jakiś czas pojawi się tam smaczny rybi kąsek.
 
bernard
 
Zimorodek, fot. Bernard Maciulko   bernard-maciulko.manifo.com
Przelatując w otwartej przestrzeni, stale pamięta o zasadzie – im mniej cię widać, tym lepiej. Dlatego lata bardzo szybko, energicznie machając skrzydłami, jakby chciał ograniczyć do minimum każdą sekundę bycia widocznym dla otoczenia. Przelatuje z reguły zaledwie kilkadziesiąt metrów i bardzo szybko znika w kolejnym gąszczu gałęzi. Tam czuje się najbezpieczniej. Zimorodek przelatując, często wydaje charakterystyczny ostry pisk, dzięki któremu można go wcześniej usłyszeć niż zobaczyć.
 A co z gniazdem? Gdzie je umieścić, aby było bezpieczne nie tylko dla wysiadującego rodzica, ale też dla gromadki piskląt, które pod koniec dorastania są prawie tak samo kolorowe jak ich tatuś i mamusia. Dobrą alternatywą okazuje się zejście do podziemia...., czyli mówiąc krótko, zniknięcie z oczu najgłębiej jak to możliwe. W tym celu trzeba jednak umieć wykopać w ziemi tunel o długości 60-100 cm. To na szczęście zimorodki potrafią i właśnie w takich norach, wydrążonych w nadbrzeżnych skarpach, przychodzą na świat kolejne pokolenia tych kolorowych ptaków. 
Ukryte przed światłem słonecznym, w zupełnej ciemności, w tak niecodziennym gnieździe przez ponad 3 tygodnie rosną i nabierają barw. Pewnego dnia, młode zimorodki, opuszczają bezpieczną kryjówkę i rozpoczynają samodzielne życie. Na zawsze jednak w ich życiu pozostanie zakodowana przestroga – będąc pięknym i kolorowym ptakiem bezpieczniej jest być niezauważalnym. Może właśnie dlatego, nie tak łatwo jest zobaczyć zimorodka, ale z pewnością, każde spotkanie z tym kolorowym, egzotycznym i sympatycznym ptakiem dostarcza nam wielu emocji i wrażeń.
Tekst: Romek Kucharski, artykuł znalazł się w 75 numerze Biuletynu Informacyjnego Zespołu Parków Krajobrazowych w Jerzwałdzie Uroczysko
 
 1ds
 
Zimorodek, fot. Bernard Maciulko  bernard-maciulko.manifo.com

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • makroman

    Piękny tekst. Dobrze się czyta.

  • krogulec14

    Też mi się podoba styl pisania Romka.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci