Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Srokosz, rolnik zacofany

krogulec14

Zagęszczenie srokosza w Polsce z grubsza można w sposób następujący: na zachodzie kraju jest nielicznym gatunkiem lęgowym, podczas gdy na wschodzie jest już średnio liczny. Na wschodzie średnie zagęszczenie srokosza jest pięciokrotnie wyższe niż na zachodzie.

Srokosz jest miłośnikiem tradycyjnej gospodarki rolnej. Mozaika niewielkich pól, łąk, pastwisk i śródpolnych zadrzewień, uprawiana ekstensywnie jest tym co srokosze lubią najbardziej. Z braku śródpolnych zadrzewień ptak ten zadowala się też skrajami lasów. Mozaikę krajobrazu rolnego zastąpić mogą nieużytki, polany czy zręby. Unika wnętrz dużych lasów, intensywnego rolnictwa. Nie przepada za towarzystwem człowieka. 

Średnie zagęszczenie srokosza w skali całego kraju wynosi 0,15 pary na kilometr kwadratowy. Populacja jego jest szacowana w ostatnim czasie na 40 000 -55 000 par lęgowych. W ostatnich 10 latach trend gatunku był rosnący (+41,6%). Jako, że dzierzba ta charakteryzuje się sporym wahaniem liczebności, to wspomniany wzrost wcale nie musi świadczyć o inwazji gatunku.

Populację srokosza ograniczają ostre zimy oraz obfite deszcze w czasie dokarmiania piskląt. Za ostatnim wzrostem populacji może stać ocieplenie klimatu...

Jak widzimy srokosz zadziwia. Pomimo przywiązania do tradycyjnej (ekstensywnej) gospodarki rolnej, nie znika wraz z nią a wręcz odwrotnie, odnosi spore sukcesy.

-

Źródło: Kuczyński L., Chylarecki P., 2012. "Atlas pospolitych ptaków lęgowych Polski. Rozmieszczenie, wybiórczość środowiskowa, trendy." GIOŚ, Warszaw

tdOdglSNEtGzLSdNmjoCn9BfWBNHDurc8Jp0viAx

Srokosz, fot. Mateusz Matysiak   Mateusz Matysiak - Polish Bird Photos 

Pewnie ciekawym zwieńczeniem dzisiejszego postu będzie opis historii zdjęcia, jakie umieścił pod nim na www.birdwatching.pl jego autor, czyli Mateusz Matysiak.

Historia powstania zdjęcia?
Srokosze fotografowałem w spiżarni urządzonej przez nie na kilku gałęziach młodej, kolczastej gruszy rosnącej samotnie pośród luźnego, sosnowego, porolnego młodnika sosnowego na skraju Puszczy Augustowskiej. Tam srokosze przynosiły wszystko "co jadalne" i samodzielnie upolowane: jaszczurki zwinki (najliczniej - z racji rozległego kserotermicznego terenu sąsiedniej żwirowni i ciepłej, słonecznej pogody), gryzonie: myszy polne, nornice rude, wśród przyniesionych do spiżarni ofiar był też pasikonik zielony, a nawet żaba trawna:). Zwierzęta, czasem niestety jeszcze żywe były nadziewane na długie, gruszane kolce, potem jeszcze krótki moment zabójstwa wykonywanego z precyzją i zimną krwią wielokrotnego recydywisty i w końcu... posiłek. Większe ofiary, już martwe, były bez najmniejszego trudu na tych kolcach rozrywane i rozszarpywane przez srokosze, rzeczywiście niczym w dybach. Np. jaszczurki, wieszane zawsze głową w górę, były najpierw oprawiane z tych głów, potem srokosze odcinały im ogony, które przed połknięciem ciągle wiły się na wszystkie strony podwójnie ekscytując swych zjadaczy, włącznie z zakręcaniem się wokół dzioba... Czasem większe, zapewne te twardsze fragmenty ofiar, nawet kilkukrotnie przewieszały ptaki na inne, dłuższe, ostrzejsze lub z wygodniejszym dla oprawców podejściem do takiej sekcji - kolczaste pędy. Większa część poćwiartowanego już posiłku lądowała w gardłach ciągle głodnych piskląt, będących - sądząc po dobiegających do naszej czatowni ich głosach - tuż przed wylotem z gniazda, do którego rodzice w niestrudzonym tempie i z rodzicielskim uporem transportowali świeże mięsko. Srokosze tym razem zbudowały bowiem gniazdo w okółku kilkumetrowej sosny oddalonej od spiżarni dobrych 30 m. Tam odbywał się transport za transportem. Po paru dniach na skraju młodnika pojawiła się cała rodzinka lotnych piskląt.

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci