Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Wilga z "Ptaków Polski"

krogulec14

 Tradycyjnie już obchodząc Ptaka Pory Roku napisałem mail do doktora Andrzeja Kruszewicza z prośbą o pozwolenie na zaprezentowanie fragmentu z "Ptaków Polski". Zgodę taką otrzymałem i mogę zaprezentować Wam bardzo ciekawą historię o niezwykle oryginalnym samcu wilgi. Historię o złocistej zadziorze.

 "Młode wilgi corocznie trafiają do Azylu. Zwykle udaje się je wypuścić na wolność w odpowiednim terminie, ale niektóre osobniki muszą z nami przezimować. W ptaszarni też jest kilku rezydentów z tego gatunku. Są to osobniki po drobnych urazach skrzydeł, które świetnie radzą sobie w wolierze, ale nie byłyby w stanie podołać trudom wędrówki do Afryki i z powrotem. Jedną z takich wilg po przejściach jest jeden samiec, który od kilku lat mieszka w hali wolnych lotów w ptaszarni warszawskiego zoo.

 Przyniesiono go do Azylu bardzo oswojonego, ale z objawami niedorozwoju fizycznego. Okazało się, że po burzy został znaleziony na trawniku i zabrany do domu. Nie reagował ani na mięso, ani na kiełbasę (na szczęście), ani na kopane w kompoście robaki, natomiast ochoczo połykał ugotowaną fasolkę szparagową. Uznano więc, że młode wilgi odżywiają się gotowaną fasolką szparagową i codziennie przygotowywano ten specjał dla podlota, który na swoje nieszczęście pomylił strączek fasoli z zieloną gąsienicą. Aż cud, że przeżył dwa tygodnie na takiej diecie. Został oddany do Azylu, bo "coś z nim było niedobrze". Trafił pomiędzy inne młode wilgi, ale i tak był nadmiernie oswojony i nie można było wypuścić go na wolność. Na dodatek miał niedorozwinięte upierzenie, był wyjątkowo drobny i chudy. Został więc na zimę w jednej z wolier ptaszarni. W środku zimy odbywał pierzenie i wyglądał jak kwintesencja nieszczęścia. Przeżył jednak ten trudny okres i na wiosnę został przeniesiony do hali wolnych lotów, gdzie mógł swobodnie latać wśród innych ptaków. Bez problemu funkcjonował tam przez rok. Potem wpuściłem mu samiczkę, która trafiła do Azylu po lekkim urazie skrzydła, i następnej wiosny się zaczęło. Samczyk zaczął śpiewać! Robił to byle jak i nikt nie byłby w stanie rozpoznać jego "śpiewu" jako głosu wilgi. Potrzebował nauczyciela, a że dość dobrze naśladuję fletowe pogwizdywania wilg, postanowiłem go pouczyć. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Codziennie rano, kontrolując ptaszarnię, zaglądałem do hali wolnych lotów, by pogwizdać z wilgą. Już po kilku tygodniach samczyk naprawdę śpiewał. Jego głos tylko trochę różnił się od prawdziwego śpiewu jego dzikich pobratymców. Kiedy jednak nadszedł maj, samczykowi odbiło. Zaczął traktować mnie jak konkurenta.

 Walczył ze mną, siadał mi na ręce lub na głowie, starał się dziobać i imponował mi swym jaskrawym ubarwieniem, śpiewając tuż przy mnie. Przekonałem się przy tej okazji, jak samiec wilgi musi się nadymać, by wydobyć z siebie tak silny głos. Z tą zadziorą nie było kłopotów mniej więcej przez rok, ale następnej wiosny zaczął atakować nie tylko mnie, lecz również zwiedzających ptaszarnię. Nie było innej rady. W związku ze skargami na agresywną wilgę musiałem go zabrać do woliery, do której zwiedzający nie mieli dostępu. Jesienią znów go przeniosłem do hali, by sobie swobodnie polatał i pobył z ulubioną samiczką. Ciekawe, jak będzie następnej wiosny. Może przystąpi do lęgu i zajmnie się obowiązkami rodzinnymi? Może odpuści zwiedzającym? Zobaczymy!

Źródło: Kruszewicz Andrzej, 2007, "Ptaki Polski" (tom II), Multico.

Xl9RYLQPhjdBmv5GmqGoaaujDieayIzA3QaTWs3r

Wilga, fot. Dorota Makulec   www.dorotamakulec.pl 

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci