Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Historia albinotycznych puszczyków

krogulec14

Czasem chyba bywam... paskudny, a nawet chytry. Niczym ten Rzędzian, co konia dostał, a jeszcze za rządem na niego patrzy. Pocieszam się jednak myślą, że najgorszy może jeszcze nie jestem, bo dla Was to robię. Mailem doktora Kruszewicza o cały tekst poprosiłem, po to by po uzyskaniu zgody zaraz telefonicznie poprosić o zdjęcia bohaterów tej niesamowitej opowieści. Teraz pozostaje mi tylko miłego czytania Wam życzyć:

"W swej 13-letniej historii Ptasi Azyl w warszawskim zoo przyjął ponad 20 tysięcy pacjentów ze 170 gatunków. Losy kilkudziesięciu z nich są dobrze pamiętane przez pracowników a kilkanaście wyjątkowych indywiduów ma życiowe historie krążące wśród współpracowników jako anegdoty. Białe puszczyki są jednymi z nich.

Było to w czasie, gdy na ekranach kin rekordy popularności bił film o przygodach Harrego Pottera, w którym występowała biała sowa dostarczająca przesyłki.  Miejscem rozpoczęcia historii był szpital dla psychicznie i nerwowo chorych w Konstancinie pod Warszawą, gdzie jeden z pensjonariuszy drżącym i niepewnym głosem poskarżył się lekarzowi, że nocą widuje białą sowę…

Co może zrobić lekarz psychiatra gdy mu pacjent zgłasza, że nocą niepokoi go biała sowa? Oczywiście musi dokładnie zbadać pacjenta, zweryfikować leki i ich dawki i zastanowić się: skąd taka halucynacja. Związek z filmową białą sową wydaje się wręcz oczywisty. Niepokój lekarza wzbudził jednak fakt, że po kilku dniach inny pacjent także opowiedział mu o białej sowie. Tego pacjenta także dokładnie zbadano, ale lekarz zainteresował się sprawą przy okazji swojego nocnego dyżuru w szpitalu. Poszedł na wieczorny spacer i… zobaczył białą sowę. Ta zupełnie się go nie bała, tylko z zainteresowaniem oglądała. Bez problemu dała się wziąć w ręce, a że lekarz o Azylu w zoo słyszał, więc rankiem sowę do nas dostarczył. Zdumienie moje było bezgraniczne. Na czystym jak śnieg upierzeniu młodego puszczyka były ledwie widoczne, żółte zarysy normalnie pigmentowanych wzorów. Oczy diabolicznie jaskrawo czerwone.  Wytłumaczyłem lekarzowi, że na wolności taki albinos sobie nie poradzi i że w zoo stworzymy dla niego odpowiednie warunki. Lekarz w zamian opowiedział mi historię o pacjentach i swoje rozterki na temat dawek leków. Wymieniliśmy się numerami telefonów, gdyż lekarz chciał się dowiadywać o dalszych losach znajdy, a ja nie wiedziałem jak pomóc mojej współpracownicy, która wyjadała mi cukier. Miałem nadzieję na poradę w tej sprawie, ale prościej jednak było z cukru zrezygnować.


Po kilku dniach ów lekarz psychiatra zadzwonił do mnie z zapytaniem: czy myśmy mu tę sowę wypuścili do parku? Ależ skąd! Okazało się, że biała sowa ma białe rodzeństwo. Drugi osobnik był równie ufny jak pierwszy i bezstresowo dał się zabrać do zoo. Trzeci podlot był szary, ubarwiony normalnie. Po badaniu DNA okazało się, że oba ptaki to samice. Po wychowaniu połączyliśmy je z normalnie ubarwionymi samcami po drobnych urazach skrzydeł. Geny bielactwa, czyli albinizmu są semiletalne. Oznacza to, że gdy obaj rodzice będą nimi obciążeni, to potomstwo nie przeżyje połączenia ich gamet. By uzyskać albinotyczny przychówek, trzeba białego osobnika skrzyżować z normalnym, a następnie skrzyżować potomstwo z takiego mezaliansu ze sobą. Zgodnie z teorią ¼ potomstwa powinna być wtedy biała. A więc mamy na kilka lat zajęcie z białymi puszczykami. To jednak nie koniec historii!

Po trzech latach w tym samym szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych, do tego samego lekarza (który kilka razy odwiedzał „swoje” puszczyki w zoo) przyszedł pacjent i nieco konfidencjonalnym tonem, cichym głosem oznajmił, że w parku jest biała sowa, którą on regularnie obserwuje. Lekarz, ku zdumieniu pacjenta oznajmił, że to zupełnie normalne i że on też widuje białe sowy. Poszli do parku razem, spotkali białego puszczyka, włożyli go do kartonowego pudła i rano mieliśmy w Azylu kolejnego białego puszczyka. Tym razem samca. Jest teraz połączony z rudą samicą, której po skomplikowanym złamaniu trzeba było amputować kawałek skrzydła.

Białe puszczyki można w naszym zoo zobaczyć. Zamieszkują dwie woliery w Ptaszarni. Jedna z białych samic odeszła jednak z tego świata, gdyż miała wadę budowy jajowodu. Kule żółtkowe zamiast wpadać do jajowodu, gdzie po otoczeniu kolejnymi warstwami stałyby się pełnowartościowym jajem, wpadały do jamy ciała, pomiędzy jelita, gdzie spowodowały ciężki stan zapalny i śmierć samicy. Pozostałe dwa białe osobniki mają się dobrze. Uzyskujemy od nich jaja, które jednak nie rozwijają się. Przyszłość pokaże, czy doczekamy się od nich potomstwa, ale każdego roku nadzieje są coraz mniejsze.


                                  Tekst i zdjęcia     Andrzej G. Kruszewicz  

"Historia białych puszczyków i innych sów" znalazła się w zbiorze opowiadań doktora Andrzeja G. Kruszewicza pod tytułem "Moi skrzydlaci pacjenci".

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • ooievaar

    Bardzo ciekawa historia. Ale ze to wlasnie w parku psychiatrycznego szpitala musialo sie stac ... hahaha.

  • goldenbrown

    Historia wręcz anegdotyczna, bo naprawdę można pomyśleć, że pacjenci szpitala mieli zwidy..;) I że udzieliło się to lekarzowi:)
    Niesamowite zdjęcia!

  • cane1

    Ten albinos to jest dopiero urokliwy, chociaż może nie dla przesądnych i znerwicowanych. ;)

  • krogulec14

    Maju
    Fakt, sporo osobników odbiega od ustalonych norm, udzieliło się więc to i puszczykom :-)

  • krogulec14

    Goldi
    Zawiłością akcji przypomniało mi "Lesia" Joanny Chmielewskiej :-)

  • krogulec14

    Cane
    Co by nie mówić, to piękną stanowią parę :-)

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci