Pomoc

Ptasie sprawy
Blog > Komentarze do wpisu
Pieskie życie sikorki...

Oj, rację ma moja Piórko mówiąc, że co jak co, ale spychotechnika wychodzi mi wybornie. Zima 2011/12 kończy się, a ja ani jednego tekstu o jej ptaku nie opublikowałem. Modraszka, bo ona jest owym ptakiem, jest urocza, ale co o niej napisać bym mógł?

Zagadałem tedy Roberta Dejtrowskiego i efekt mamy poniżej. Jest lekki, dowcipny. Myślę, że się spodoba.

Przypomnę namiar do bloga "Robert Dejtrowski - Fotografia". Podkreślę, że warto doń zaglądać.

"Miałem coś napisać o modraszce ale wena najwyraźniej mnie opuściła. Drapałem się po głowie, oglądałem powyciągane z szuflady zdjęcia...  I nic!

Aż przypomniałem sobie jak gdzieś w środku ostatniej jesieni (czyli chyba w... styczniu) wybrałem się na spacer z rodziną do jednego z warszawskich parków. Ponieważ miał być to relaks, zabrałem ze sobą tylko odrobinę sprzętu... jakieś pięć kilogramów... Rożne ptaszory oswojone są tam z kręcącymi się ludźmi. A nuż któryś podejdzie na odległość fotograficzną.

W końcu wypatrzyłem krzak z małym karmikiem przy którym kręciło się kilka sikorek. Położony w zacisznym miejscu, kilka metrów od ścieżki. Zatrudniłem Młodego do trzymania na wyciągniętym ręku ziarenek słonecznika i stanąłem w strategicznym miejscu. Sikory są niezwykle ciekawskie... kiedyś w podobnej sytuacji modraszka zrobiła mi stójkę tuż przed nosem. Normalnie poczułem na twarzy podmuch. Zrobiłbym jej zdjęcie w locie szerokim kątem gdybym go akurat miał zapiętego na aparacie.
W każdym razie młody stoi przejęty... sikorki coraz bliżej... aż tu nagle łomot... obok nas przelatuje radośnie wielkie psisko. Sikorki zniknęły...

Stoimy więc cierpliwie dalej... ale po chwili kolejny pies, zainteresowany naszymi osobami albo po prostu rozbawiony przebiega tuż obok. Sikorki znowu zniknęły w środku krzaków.

Przy czwarty czy piątym razie zaczął mną tyrpać lekki nerw. Nie żebym miał coś przeciwko psom. Sam mam ich parę ... ale to już przesada. Żeby tak kilka razy pod rząd? No rzesz ty w cara!!!

I tak się zacząłem zastanawiać czy moje psiaki też się tak zachowywały na spacerach. Mam nadzieję, że nie. Raczej w takiej sytuacji bym je odwołał. Bo przecież widać co robimy... chyba? Już nie mówię o samym fotografowaniu, choć aparat z obiektywem jest dość duży. Ale wyciągnięta ręka w stronę karmika to chyba widok dość jednoznaczny.

Przypomniała się mi przygoda sprzed lat. Fotografowałem wtedy wróble (o których niedawno pisałem). Znalazłem świetne do tego miejsce. Obok małego mostka w parku rósł sobie krzak. Na nim czasem przesiadywały ptaki. Sypałem na barierkę trochę łakoci dla wróbli i stałem sobie wygodnie oparty o poręcz. Ptaki dość szybko uznały mnie za nieszkodliwego dziwaka i lekceważyły zupełnie.
Idąca pobliską alejką mama z kilkuletnim dzieckiem zobaczyła mnie i puściła się niemal biegiem oraz z okrzykiem:
- Zobacz Michasiu... pan fotografuje ptaszki!!!
- Już nie... - miałem ochotę skomentować.
Bo oczywiście żaden wróbel tego nie wytrzymał.

Chyba, żeby wychować psy, trzeba najpierw ich właścicieli...

A sikorki ... dały sobie radę. Słonina i słonecznik znikały w szybkim tempie. Jedynie ja zamiast mieć zdjęcia na ręku albo pojedynczej gałązce i z rozmytym tłem, zrobiłem takie jak widać.
Następnym razem wybiorę się do parku w czasie kiedy będzie w nim niewiele ludzi."

Tekst i zdjęcie: Robert Dejtrowski

czwartek, 01 marca 2012, krogulec14
Komentarze
2012/03/01 10:48:30
Człowiek z aparatem to dziwak albo szpieg? A może takie zachowania to relikt komuny? Chyba nie, jakoś w najbardziej komunistycznym kraju przez 5 lat fotografowanie na ulicy nie naraziło mnie na żadne ekstremalne sytuacje. Więc skąd się biorą tacy ludzie?
-
2012/03/01 11:05:20
Mark
Kolega, mieszkający na skraju Puszczy Knyszyńskiej, będąc w lesie z aparatem nagabywany był przez... myśliwego! "A co pan tu robi, czego szuka" itp ;-))
Wykazał asertywność i pana w kapelusiku olał, ale ten wykazał nadmierne wścibstwo...
-
2012/03/01 11:35:16
O ile przez mysliwego w lesie - można jeszcze jakoś zrozumieć, choć pewno miał on coś na sumieniu i prędzej bał się, że fotograf pstryknie "co nie trzeba" (patrz słynna sprawa o sóweczki:), kiedy to obserwator spłoszył dewizowemu rzeźnikowi jelenia) - to zachowań w rodzaju pańci opisanej w tekście nigdy nie zrozumiem. Aż strach brać aparat w teren - a żadnej puszczy dość blisko nie ma, żeby się nikt nie dopatolił.
-
2012/03/01 12:32:19
Pewnie taką Panią można (przynajmniej spróbować) spłoszyć obawą, czy aby ten ptaszek nie jest chory na wściekliznę? Tak się dziwnie zachowuje... ;-)
-
2012/03/01 12:54:09
Pani pewnie chciałaby, by Michaś był na focie;)
Ludzie tak właśnie pojmują przyrodę - że wszystko dla człowieka. Jak ładny ptaszek, to może go złapać i dać Michasiowi, niech się pobawi..?

Pewna pani, miłośniczka zwierząt, tak tarmosi (z miłości) psy i koty, że te unikają jej. A ona robi to z serca, ale to JEJ sprawia przyjemność, a nie zwierzęciu. Wielu jest miłośników przyrody, którzy traktują bardzo instrumentalnie naszych mniejszych braci.
-
2012/03/01 13:00:58
Pani to raczej była ciekawa dziwaka z aparatem, tylko do głowy jej nie przyszło, że spłoszy wszystko przy okazji. Cóż, jak mawiają mózg ma każdy... rozum niekoniecznie. Przez lata wiele się nie zmieniło. W tym roku pies spłoszył mi fotografowane w parku wiewiórki, tuż sprzed obiektywu. Leżałem sobie wtedy na ziemi w rudzielce chodziły kawałek dalej. Właściciel idący parędziesiąt metrów dalej absolutnie nie zareagował. Nawet kiedy pies obskakiwał drzewo na które uciekły a ja podnosiłem się bo dalsze leżnie w tym miejscu nie miało sensu. A z czasów poprzednioustrojowych mam parę fajnych przygód. Kiedyś udało się mi pożyczyć na parę dni Exactę z 500 mm obiektywem (ktoś pamięta jeszcze takie aparaty?) i kiedy kręciłem się po błonach pod Parkiem Skaryszewskim w Warszawie to jakiś dziadek - strażnik rewolucji - przejęty swoją rolą żądał ode mnie okazania zezwolenia na fotografowanie takim aparatem. Kiedy mu uprzejmie wyjaśniłem, że żyjemy w wolnym kraju podobno i na fotografowanie czymkolwiek nie jest potrzebne żadne zezwolenie, obraził się niczym sprzedawczyni napoju (chyba) brzoskwiniowego w Mistrzu i Małgorzacie...
-
2012/03/01 13:26:47
Komura, Practicar, czy MTO-500?:)
-
2012/03/01 13:34:06
Żaden z tych (na pewno nie Practicar czy lustrzany) ... nazwa umknęła w mroku niepamięci. Jasność chyba f8 Długi na pół metra (jeszcze nie konstrukcja "Tele") i cienki :)
-
2012/03/01 13:51:50
pewnie taki jak miał ś.p. Włodzimierz Puchalski. Czyli Exacta, ona że Danubia, on że Beroflex.A ten Puchalskiego jest tu www.gdansk.lasy.gov.pl/rdlpgdansk/testowa-galeria/otwarcie-wystawy-zdjec-i-pamiatek-po-w142odzimierzu-puchalskim/wystawa9.jpg/image_view_fullscreen
-
2012/03/01 14:03:26
Kurczę no.. normalnie chyba taki :)))
-
2012/03/01 14:17:23
Moją pierwszą lustrzanką był Zenit E - do tej pory działa. Ale pierwszą pięćsetkę kupiłem sobie dopiero w zeszłym roku
-
2012/03/01 15:54:19
Goldi
Ano część z nas uważa zwierzęta za zabawki.
Dziś Zocha drapała i gryzła moją rękę bo jej przeszkadzała. "Agresja" Zochy świadczy o jej zaufaniu. Łatwo tego nie zdobyłem :-)
-
2012/03/01 15:57:54
R_De
Ja ową "wścieklizną" załatwiłem pewnemu gronostajowi spokój w parku. Pani pieska wypuszczała ze smyczy, gdy jej pokazałem zwierzaczka i zapytałem, z zatroskaną miną czy się nie boi. bo a nuż zwierzaczek niech będzie chory. Pani nie zaryzykowała ;-)
-
2012/03/01 21:08:32
Dobra metoda. :-)
-
2012/03/02 07:36:03
oj dobra :) może wykorzystam przy okazji
-
2012/03/02 09:04:11
trzeba się wziąć na sposób: rzucić kiełbasę psom z jednej strony parku, z drugiej zaś focić ptaki ;-). I może jeszcze chipsy dla przechodniów gdzieś w trzeciej części, coby i piechurzy w kadr nie włazili ;-)

to przypomina mi historię znajomego, który upatrzył sobie, aby zrobić sesję aktu w pewnym dość intensywnie odwiedzanym punkcie turystycznym w Łodzi. Przez dwa dni kombinowali z modelką i czekali na chwilę spokoju, ale efekt był tylko taki, że co bardziej spostrzegawczy przechodnie zaczęli nagle, niby przypadkiem, robić regularne rundki po okolicy. Summa summarum, ze zdjęć nic nie wyszło...
-
2012/03/02 09:28:21
Zawsze-kolorowo
Trzeba było jakoś gronostajowi (pierwszy i jedyny raz go widziałem) pomóc :-)
-
2012/03/02 09:40:16
hihihi... przypomniało się jak kiedyś zostałem postrachem okolicy :) Odwiedziliśmy znajomego i wybraliśmy się na spacer do lasu... zabraliśmy aparaty, statywy, psy... zaś moja szanowna małżonka dosiadła konia znajomego... takiego pociągowego, wiejskiego. I nawet udało się tego konia parę razy namówić do galopu :) Kiedy wróciliśmy do domu dowiedzieliśmy się, że jakiś facet wracający przez las ze sklepu (po paru piwach) tak się przeraził, iż uciekał na przełaj przez krzaki. Opowiadał potem, że jacyś bandyci przemykają się lasami, mają wielkie psy, strzelby a kobieta na koniu to go nawet goniła... Nawet policję wezwał. A do domu wracał na około. Nadkładając kilka kilometrów.. . Ponoć niektórzy bali się tam wchodzić do lasu przez wiele tygodni :)
-
2012/03/02 09:47:28
Onibe
Sama przyznasz, że jednak bardzo wysoko ów fotograf zawiesił sobie poprzeczkę ;-)
-
2012/03/02 09:48:58
Świetna ta historia R_De :-))
Facet ograniczył nieco picie? :-))
-
2012/03/02 09:57:37
Podejrzewam, że pił więcej by odwagi nabrać :) Zastanawialiśmy się potem kto to był... widzieliśmy parę osób ale nikogo, kto by zwiewał w bok. Musiał nas widzieć z daleka przez lornetkę piwną...
-
2012/03/02 10:00:21
Fakt, po takim "szoku" mógł zaprzestać, albo odwrotnie: rozpić się na całego :-)))
-
2012/03/05 18:54:29
Hehe...dlatego najbardziej lubię fotografować z dala od ludzi :) Chociaż w lesie też czasami zdarza mi się, że ktoś, przeważnie jakiś grzybiarz, podejdzie do mnie by zadać kilka pytań: a co pan fotografuje? a ile taki sprzęt kosztuje? itp. itd. ale że mi właśnie spłoszył jakiegoś ptaka, to już go nie interesuje :)
-
2012/03/06 11:39:09
Orillo
Widzę, że i fotografowanie ma swoje minusy :-))