Pomoc

Ptasie sprawy
Blog > Komentarze do wpisu
Karmnik z kokosa

Pewnie mało kto pamięta, że nasza znajomość z Arkiem nawiązała się przy okazji omówienia pewnego... karmnika:

Stosuję takie od kilkunastu lat i to z dużym powodzeniem. Skąd pomysł? Zależało mi bowiem na karmieniu sikorek i wróbli, oraz innych mniejszych ptaków, ale w ten sposób, aby większa i silniejsza od nich konkurencja (gołębie, gawrony, wron siwe, sroki, sójki i kawki) nie wyjadała im pokarmu.



Klasyczny karmnik, taki otwarty na przestrzał, stoi przed nimi otworem. Z kolei zwykłe sypanie ziarna tu i ówdzie oraz wieszanie różnych kulek też nie zdawało egzaminu. Zwłaszcza przy polskiej zimie, która bardzo często poza mrozem i śniegiem oferuje też deszcz i wilgoć. Pokarm zamoknięty, przysypany błotem śniegowym, jest dla ptaków niedostępny i zaraz gnije.

Posłużyłem się więc kokosami, które „rosną” w dużych ilościach w polskich supermarketach, a nawet na bazarkach. Są tanie (co jeszcze można kupić za 1 złotówkę?) i dosłownie w ciągu kilku minut można z każdego orzecha sprokurować wiszący karmniczek. Bujająca się kulka kokosowa, gładka i śliska, jest niedostępna nie tylko dla kotów. Nie siądzie na niej żaden większy ptak, nawet arcysprytna sroka. Jest na to po prostu za duża. W dodatku ziarno (moje stado preferuje łuskany słonecznik, bardzo smaczny i kaloryczny) jest doskonale zabezpieczone nawet przed silnym wiatrem, a także przed deszczem i śniegiem.

No, ale jak z twardego orzecha kokosowego zrobić karmnik, a potem go zawiesić? Bardzo prosto, natura stoi po naszej stronie. Każdy orzech kiedyś rósł sobie na palmie. Na jednym końcu zostały mu trzy plamki. W tym miejscu nie ma twardej, grubej skorupy, tylko bardzo cienka gładka jakby blaszka. Wystarczy ją przebić nożem z ostrym wierzchołkiem lub śrubokrętem (krzyżakowy jest najlepszy). Wycieknie przezroczysty płyn – nie ma co liczyć na przepyszne mleczko, tak wspaniale gaszące pragnienie w tropikach (o czym wie każdy czytelnik książek podróżniczych). Moja znajoma określiła trafnie ten płyn – papierowa woda.

Do dalszej obróbki kokosa wystarczy zwykły, kuchenny nóż lub cienki brzeszczot piłki ręcznej. Nacinamy brzuch kokosa, najlepiej na samym „równiku”. Otworki zostawiamy na górze – posłużą za wieszak. Po dwu-trzycentymetrowym nacięciu nóż (lub brzeszczot) można pionowo, jakby sztychem, wbić  prostopadle w orzech, bo dalsze cięcie skorupy będzie wtedy łatwiejsze. Wycinamy plus minus 1/3 jej górnej półkuli, ale trzeba uważać, aby się nie pozbyć owych dziurek. (Nawiercanie nowych wymagałoby stosowania wiertarki, a skorupa jest zadziwiająco spoista i śliska.) Dlaczego wyciąć najlepiej ok. 1/3 górnej półkuli? Zrozumie każdy, kto obejrzy kokos z bliska – natura dała mu nie tylko owe 3 przyszłe dziurki, ale także podzieliła na 3, najczęściej nierówne podłużne części , zaznaczone widocznymi zgrubieniami. Wzdłuż nich najlepiej poprowadzić cięcie skorupy.

Po wycięciu tego dużego fragmentu widzimy grubą, białą warstwę, wyściełającą orzech przy samej skorupie. To są owe wiórki kokosowe w swej pierwotnej postaci. Naprawdę mocno przylegają do podłoża. Ale po co się męczyć? Zostawiamy orzech do wyschnięcia, najlepiej na gorącym kaloryferze. Po jakimś czasie te warstwy wiórkowe „same” odejdą, usunięcie jest wtedy bardzo łatwe.



Na brytyjskich portalach internetowych widziałem zdjęcia karmników, w jakich są wykładane po prostu całe połówki przeciętych kokosów – tamtejsze sikorki zajadają je jak inne orzechy, ale nasze bogatki, ani sikory ubogie, ani tym bardziej modraszki i inne ptaki nie gustują w tym egzotycznym smakołyku. Nawet sroki omijają z daleka, wyrzucane na próbę (przecież tłuste i pożywne) warstwy wiórkowe, choć te spryciary skrupulatnie sprawdzają wszystko, czy aby nie nadaje się do jedzenia.(A propos, moja Oferma żyje – kto ją pamięta?... - ma się dobrze, ale chyba po tegorocznych lęgach, pod wpływem współmałżonka przystała do klubu srok, które za grosz nie ufają ludziom. Poznałem ją, bo powitała mnie takim samym skrzekiem, podeszła dość blisko, ale zaraz odleciała. )

Kurczące się warstwy niedoszłych wiórków wystarczy lekko podważyć – zostaje tylko goła skorupa. W ten sposób mamy suchy, twardy, idealnie równy w środku karmniczek, maksymalnie odporny na upływ czasu i wszelkie zmiany atmosferyczne. A w dodatku już jest z gotowymi dziurkami na prosty wieszaczek, aby go zawiesić w dowolnym miejscu na byle gwoździku, czy gałązce. Mój prototyp ma już kilkanaście lat i dzielnie służy co sezon.

Na takie zawieszenie wystarczy metr-półtora cienkiego, acz mocnego sznurka (ale na tyle grubego, aby sikorki mogły się na nim łatwo zawieszać, czekając na swoją kolejkę). No i jakikolwiek wystający punkt – gałązka lub pręt od skrzynki na balkonie. W zależności od tego miejsca trzeba też dobrać sposób zawieszania.

Uwaga, na grubym sznurze lub kablu łatwo przysiądzie ta  grubsza skrzydlata konkurencja i splądruje w ciągu 3 minut to, co chmarze sikorek wystarczy na cały dzień. Zbyt cienkie i słabe wieszadło byle sroka zerwie lub też przetnie kilkoma dziobnięciami. Z kolei zbyt krótkie spowoduje, że większy ptak łatwo sięgnie z gałęzi do środka karmnika. Trudno uwierzyć jak przemyślny i zdeterminowany jest zwyczajny gawron, jeśli postanawia dobrać się do jedzenia.  Pisałem o ich sprycie i inteligencji  przy zdobywaniu pokarmu. Cyrkowy iście szpagat na pionowo wiszącym szpagacie to dla niego betka. A odcięcie lub odwiązanie wiszącego kawałka słoniny zabiera kilka minut. Musi to być naprawdę mocna, szewska dratwa, albo solidny konopny sznurek lub szpagat– wszystkie są wystarczająco cienkie, a przy tym wytrzymałe.

Drut na pierwszy rzut oka może wydawać się najlepszy, ale zawsze kaleczy gałęzie drzew. W innych miejscach też rychło przegrywa z dratwą. Jest po prostu nienaturalnie zbyt sztywny – drgania wywołane wiatrem kumulują się na końcu, czyli na kokosie i jeśli jest w nim trochę więcej ziarna to na pewno się wysypie, także w momencie energicznego lądowania czy startu większego dzwońca lub wróbla. (Sikorki jako znacznie lżejsze są też lepszymi i delikatniejszymi akrobatkami.) Najlepiej się wzorować na ergonomicznych, elastycznych rozwiązaniach, jakie ptaki stosują przy budowie swoich gniazd – niby takie delikatne, ale wytrzymują największe wichury. Gniazdo sporej synogarlicy to kilkanaście wątłych patyczków na krzyż, „byle jak” ułożonych na wiotkiej gałęzi, a zniosą wszystko i przetrwają nietknięte cały rok.



Tego rodzaju kokosowy karmniczek idealnie sprawdza się zarówno na balkonie, jak i na drzewie w parku czy ogrodzie. Nie wymaga żadnej konserwacji, a patyna czasu tylko dodaje mu uroku i kolorytu. Naturalna barwa i zapach nie odstraszają ptaków. Nie szkodzi im także mieszanina wszelkich tłustości z ziarnami, stają się tylko ciemniejsze i lepiej zaimpregnowane przeciwko wilgoci.

W moim obserwatorium na X piętrze stołują się przede wszystkim bogatki i ubogie, ledwie kilka sikorek modrych, małe stado krzepkich dzwońców oraz nieliczne wróble. Pierwsze pojawiają się skoro świt, ostatnie pożywiają się w sztucznym  świetle padającym z okna. Ostatnia sfruwa z placu najmniejsza modraszka, która kuje długo po zachodzie słońca. Widocznie nocuje gdzieś bardzo blisko.

Sikorki najczęściej porywają zdobycz i kują zapamiętale, przysiadłszy na gzymsie lub poręczy balkonu. Jeśli to robią na metalowej antabie, słyszalne drgania przechodzą aż na betonową ścianę. Dzwońce siadają pojedynczo i tak twardo siedząc okupują „koryto”. Nie dają się zgonić, straszą – jakby sycząc  - otwartymi szeroko dziobami okrążających ich rywali. A ciekawe, że tylko one umieją ziarno słonecznika wysupłać z cieniutkiej, przezroczystej błonki.  Najlepiej sprawdza się właśnie łuskany słonecznik, ale stołownicy bardzo też lubią orzechy laskowe i włoskie. Śmiesznie wygląda mała sikorka z wielką częścią orzecha włoskiego, ale daje radę! Czasem zagląda drapieżna pustułka w poszukiwaniu innego żeru, ale wtedy wszyscy goście ze stołówki wieją, albo się chowają za skrzynki, lub w inne zakamarki. Ale zaraz wracają.

Skąd wiem, kiedy wywiesić kokosy (bo mam już cztery)? Kiedy sikorki, odwiedzające mój balkon zaglądają nawet w kieszonki koszul, wywieszonych, aby tam wyschły i złapały zapach świeżego powietrza. A jedna modraszka już kilka razy odwiedziła mnie w środku, w mieszkaniu. Ciekawe, że wcale się nie boi, nie tłucze o ściany czy szyby.  Jakby była u siebie. Usłyszałem czysty, piękny świergot – patrzę... a to cudo siedzi na brzeżku półki z książkami! I patrzy na mnie, obracając główką to w lewo, to w prawo. Po chwili odleciała z powrotem „do siebie”. No, ale to było w pokoju bezpośrednio przylegającym do balkonu i drzwi były szeroko otwarte.

Następnym razem było jeszcze lepiej – wracam ze spaceru, a nagle słyszę ten znajomy przeczysty krótki świergot. Siedziała na tym samym regale. Na mój widok nie odleciała, ani się nie spłoszyła – ku mojemu zdziwieniu pofrunęła w głąb mieszkania. Dotarła aż do przeciwległego pomieszczenia, czyli kuchni. Podobnie jak poprzednio nie bała się, nie trzepotała w popłochu, ani nie biła w szybę dużego zamkniętego okna. Przysiadła na chwilę, rozejrzała się – i wróciła znajomą drogą do pokoju z balkonem. Stamtąd pofrunęła na zewnątrz. Sprawdziła czy jestem. No to zaraz powiesiłem te kokosy, co miałem robić, no nie?



Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Szaraniec

niedziela, 04 grudnia 2011, krogulec14
Komentarze
2011/12/04 10:04:39
Wspaniały pomysł z takim karmnikiem!
-
2011/12/04 10:15:28
Ptaki przy balkonowym karmniku to jeden z niewielu, jeśli nie jedyny powód dla którego cieszę się z nadchodzącej zimy :-) Kokosowy karmnik to świetny pomysł.
-
2011/12/04 10:30:23
Super sprawa! Jutro kupuję kokosy. Walczę ze sroką, bo kradnie słoninkę dla sikorek i nie mam na nią sposobu. Ha, to ją zaskoczę :-)
-
4nt
2011/12/04 10:56:39
Ale fajna historia - siedzę i się uśmiecham do monitora. Nie wiedziałam, że to możliwe, żeby stołówka była tak wysoko - na X piętrze! I wróble tam docierają! Niesamowite. Postaram sie znaleźć kokos w markecie i zrobię taki karmnik. Zobaczę,czy coś przyleci. <br/>
<br/>Przede mną wyzwanie - przeprowadziłam się, nie mam karmnika. Mieszkam teraz na 4 pietrze - takim poddaszu i mimo, e w okolicy pola i parki to mój blok stoi w takim skupisku nowo wybudowanych bloków. Kawki i gawrony (gawrony piękne - pełno ich tu) przysiadają na dachach. Ciekawe, czy między domy przylecą do mnie jakieś maleństwa...
-
2011/12/04 11:43:22
Mikimamo
I nie jest trudny w wykonaniu :-)
-
2011/12/04 11:47:38
Holka
Kto wie czy też do kokosowego karmnika nie wrócę :-)
-
2011/12/04 11:51:03
Ewo
No to sroka będzie musiała wytężyć swoje szare komórki ;-)
-
2011/12/04 11:57:12
Tosiu
Mam nadzieję, że wpis Arka pomoże Ci w akcji pomocy ptakom :-)
-
2011/12/04 14:18:38
Och, jak ja lubię te teksty Arka Szarańca. Czytam je zawsze z ogromna przyjemnościa i chcę, żeby były jak najdłuższe. Muszę mieć taki karmnik, a najlepiej dwa i będę miała, bo chcieć, to móc.
Pozdrawiam.
-
2011/12/04 14:42:07
Pięknie napisane, jak zwykle zresztą. Też pomyślimy o takim karmniku bo rzeczywiście powieszona słonina znika nie wiadomo kiedy i jak.
-
2011/12/04 17:18:24
Rewelacyjny pomysł z tym kokosem. Prosty i tani, i skuteczny. Ciekawe, czy ja bym sobie poradziła z twardą skorupką? Może spróbuję ;-)
-
2011/12/04 17:59:43
Pomyslowy karmnik dla malych ptaszkow.
Pan Szaraniec, powinien w formie ksiazki wydac swoje opowiadania ... fantastyczne :-))
-
2011/12/04 18:15:11
Bardzo dobry pomysł z tym kokosem, chyba go wypróbuję ;)))
-
2011/12/04 19:20:25
Dr555
Jestem pewien, że na Twój komentarz nastąpi odzew ze strony Arka ;-)
-
2011/12/04 19:26:35
Sukienka w kropki
Zawsze w podobnych sytuacjach podpowiadam: słonecznik, czyli witaminy plus tłuszcz. To co ptakom zimą najważniejsze :-)
-
2011/12/04 19:28:06
Felicjo
Może i tak, ale lepiej zlecić takie coś znanemu mężczyźnie ;-)
-
2011/12/04 19:30:47
Maju
Arek ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, więc pomysł z książką jest przedni :-)
-
2011/12/04 19:32:03
Dr_Ewo
Tobie dwa razy nie mówić, więc jestem ciekawy efektu końcowego :-)
-
2011/12/04 20:11:09
sama jestem ciekawa :))
-
2011/12/04 21:21:02
:-)
-
2011/12/05 12:28:06
Doskonały pomysł z tym karmnikiem :-))
-
2011/12/05 12:35:02
powiem tylko tyle, że u mnie sójki i sroki są tak przebiegłe że dobrałyby się do wszystkiego, niezależnie od kombinacji :) a przecież to też ptaki i też majż brzuszki głodne..
po prostu daję tyle żeby dla wszystkich starczyło :)
-
2011/12/06 08:13:49
Moniko
Podbierasz pomysł? ;-)
-
2011/12/06 08:34:59
Sto_Plamek
Oczywiście, że większe też mają brzuszki głodne.Rzecz w tym aby wszystkiego nie wyjadły maluchom.
-
2011/12/07 21:21:08
:) Pomysłowy Dobromir.
-
2011/12/08 08:53:53
A karmnik szybko gotowy ;-)
-
2011/12/08 15:39:58
Pomysł znakomity:) Zresztą kokos nadaje się też idealnie do akwarium, ale to tak na marginesie;)
U mnie wiszą kule dla sikorek, codziennie mamy bogatki i modre. A po nich przylatują gołębie i zajadają to, co spadło z kul na parapet. Kule wiszą w oknie u córki, bo tam koty mają ograniczony dostęp, nie straszą ptaków.
-
2011/12/08 18:57:58
Goldi
Dzięki Twojemu komentarzowi jeden kokos trafi do klatki... szynszyli! :-)
-
2011/12/08 20:03:59
Karmników ci u mnie dostatek, ale kokosowego jeszcze nie ma! Dzięki za inspirację.
Taka obserwacja z zeszłej zimy: zawsze na widok sójek stukałem w okno, co ciekawe te mniejsze ptaki tylko początkowo też się płoszyły, potem jakby wiedziały że to stukanie im pomaga i często z zapałem dalej buszowały w ziarnach
-
2011/12/08 20:09:01
Wg
Zapowiada się na plamce mały cykl o karmnikach :-)
A sójkę niedawno miałem też w karmniku :-)