Menu

Plamka Mazurka

ptasie sprawy

Niełatwy żywot kukułki

krogulec14

Dzisiejsza opowieść Arka trafiła do mnie w trzech etapach. Arek, co prawda, prosił mnie o odpowiednie ustawienie poszczególnych części, ale ja wpadłem na nieco inny pomysł. Ustawiłem je według chronologii nadchodzących maili.

Część pierwsza i właściwa

Muszę się przyznać, że choć bardzo lubię (wcale już nie taki częsty) głos kukułki, to zawsze z mieszanymi uczuciami podchodziłem do samej autorki kukania. Świadomość, że tak niecnie i okrutnie wykorzystuje inne mniejsze ptaki napawała mnie uczuciem bezradnego buntu. Nie mogłem się pogodzić z faktem, że inne, niewyklute jeszcze pisklęta giną dla tego jednego podrzutka. Wiele razy oglądałem różne ujęcia i zdjęcia, jak ten wielki, gargantuiczny pasożyt – wykarmione po dziurki w dziobie pisklę kukułki siedzi sobie, na przykład na rozwalonym już gnieździe, albo już poza nim, a o wiele mniejsi „rodzice” ile tchu w piersiach i w ciągłym trzepocie, zapychają i zapychają bezustannie ten przepastny, żarłoczny dziób z czerwonym gardłem po prostu bez dna. I święte oburzenie wzbierało we mnie na taką jawną niesprawiedliwość. I niechby jakaś dorosła kukułka podeszła-podleciała mi wtedy pod rękę…
Aż obejrzałem „Rytmy natury” Artura Homana… I oto zobaczyłem z jak wielkim wysiłkiem gołe i ślepe kukułczę, zupełnie jak Syzyf, taszczy na drobniutkich ramionkach te konkurencyjne jajka na brzeg gniazda. I jak bardzo jest tym wyczerpane. Walczy o byt, inaczej nie przeżyje. Albo ono, albo cały lęg, bo dla wszystkich nie starczy pokarmu przyniesionego przez parę rodziców. Jak już wyrośnie i zanim nauczy się fruwać w każdym momencie może spaść z gniazda, a tam na dole albo woda, albo drapieżniki, które tylko czekają na taki tłusty i bezbronny kęs.
W sumie niełatwy jest żywot kukułki. Od tego dzieciństwa, aż po kres. Często on następuje bardzo wcześnie, bo podczas przelotów wiosną i jesienią. Wiele niebezpieczeństw czyha na kukułki, podobnie jak na inne migrujące ptaki.  Jak już doleci musi się ostro zwijać, aby zdążyć z podrzuceniem swego jajka na lęgi (i sam szczyt owadobrania, bo młode kukułki dużo jedzą). Niełatwo teraz znaleźć takie ptasie zagłębie. I dobrego kandydata do nieświadomej adopcji. Ptaki pilnują gniazd. Nie umieją liczyć, ale każdy detal w ich wyglądzie budzi czujność. Podobno dla obrony przed kukułkami te mniejsze gatunki, najbardziej narażone na podrzucenie wrażego depozytu, zaczęły nagle zmieniać „design” jajek – wprowadzać inne niż dotychczas wzory kropek, wielkość, rozmieszczenie na skorupkach itd. Ta moda od razu obudziła paralelny trend wzornictwa u kukułek –  natychmiast zaczęły stosować owe najnowsze wzory. Ten wyścig zbrojeń trwa, a ile zjada nerwów. I jak one – i kukułki, i ptasi „adopciarze” to robią? Wywiad jakiś mają, czy co? Wielka kukułka znosi o wiele mniejsze proporcjonalnie jajo – ale w jakim stresie.
Zaiste niełatwe jest życie kukułki. Ciągłe wyzwania, żywot „na krawędzi”, cały czas w ukryciu. Musi być skryta, tyle ma z tego życia, że sobie choć trochę pokuka. Właśnie, czy to nie jest jakaś sprzeczność logiczna, wręcz ewolucyjna, że kukułka najpierw ogłasza całemu światu, trąbi wokoło na całe gardło, że „Oto jestem to ja KU KU KU KU -ŁKA”, aż echo niesie, wszyscy wiedzą i słyszą ten zew, a potem po kryjomu, cichcem, w głębokiej konspiracji spełnia misję życia? Kiedy wie, że trzeba przestać?
Oglądałem z bliska młodą kukułkę – w azylu u Janusza Wróblewskego pod Chęcinami. Sam miałem ochotę zapychać co sił ten żarłoczny, wiecznie otwarty dziób, bo kolor gardła – karminowoczerwony prowokuje do tego na poziomie komórkowym. Pisklak żarł ile sił, rósł jak na drożdżach – podziwiałem umaszczenie piór, oczy, rosnącą skalę apetytu, jego tak charakterystyczną dla kukułek budowę łap. Piękna „konstrukcja” pod każdym względem. Jakże użyteczna. Pod kątem skuteczności życia w naturze - zmuszenia „rodziców” do wykarmienia, potem ukrycia się wedle zasad mimikry. No, ale co potem? Jak młoda kukułka w końcu sama daje sobie radę, na co poluje, jak się tego uczy i w końcu najważniejsze – jak rozpoznaje swoich pobratymców,  SWÓJ GATUNEK – skoro wdrukowane w oko i w pamięć ma sylwetki i umaszczenie zupełnie innych karlików?
W tym roku, podczas jakże zmiennego lata z „lipcopadem” pośrodku,  miałem okazję obserwować kukułkę. To słowo na wyrost – obserwować. Po prostu wiele razy słyszałem samo natrętnie głośne i regularne kukanie. Zawsze w bliskiej okolicy sporego siedliska, malowniczo położonego wśród mazowieckich pól, do którego wpadałem na dzień-dwa, albo i dłużej. Jak nie z jednej strony, to z drugiej, bo stanowisk do kukania nie brakowało. Sporo tam jest wysokich drzew, gęstych zagajników, trwa tam jeszcze prawdziwy mazowiecki tradycyjny rolniczy krajobraz z rosochatymi wierzbami przy drogach. Po polach ganiają zające i podfruwają kuropatwy oraz przepiórki, zaraz za płotem nad ciekiem wodnym gnieżdżą się słowiki, w szczytach drzew gwiżdżą wilgi, a wszędzie gdzie się da, wokoło chaty, w gęstych krzewach występuje cała plejada ptasiego śpiewającego drobiazgu. Raj dla kukułki. Pomyliłem ją najpierw z krogulcem – ta sylwetka, lot…Sporo tam drapoli, bo od zawsze nad pastwiskami i przy ścianie lasu krążą myszołowy, nad łanami zbóż i nad ścierniskami polują błotniaki, jastrząb co i rusz dopada a to gołębia, a to synogarlicę. Dramaty i seriale non-fiction z życia wyższych skrzydlatych sfer. W rytmie wschodów-zachodów, pod takt regularnego kukułczego wykukiwania małżonków na chybcika.
Raz na poły widziałem, a raczej słyszałem ich rendez-vous. Z dawien dawna umawiane – wykukiwane tego dnia od samego rana. Samiec kukułka doleciał do wysokiej topoli (a przedtem, jeśli go widywałem przez chwilę, to nigdy na otwartej przestrzeni, tylko jak migał mi w prześwicie między jedną gęstą chmurą zieleni a drugą). Kiedy już dolatywał do brzegu korony, to tam ze środka wybiegł mu na spotkanie godowy głęboki chichot-rechot samicy. Potem zaległa cisza.
Ale największa niespodzianka spotkała mnie którejś NOCY. Dach domu jest kryty gontem, więc nie hamuje dźwięków. Nie spałem, częściej drzemałem, na pół-jawie, na poły lub mniej nawet we śnie.
Kukułka w ciągu dnia to normalka, ale nigdy jeszcze nie słyszałem jej w ciemnościach nocy. W dodatku w dziennym świetle produkowała się zawsze dość daleko od siedliska, jakby napawając się echem, przestrzenią, robiąc różnej długości przerwy i zmieniając dość często punkt kukania. Pewnie w ten sposób pan kukułek zaznaczał swoje terytorium i wabił panie kukułki.
Tym razem siedział na gałęziach tuż nad dachem, kilka metrów nad moją głową, w jednym miejscu i kukał głośno, długo i NIEZWYKLE REGULARNIE, o wiele bardziej rytmicznie, jakby MECHANICZNIE niż za dnia. Nie przestawał nawet o północy. Robił tylko krótkie przerwy i zaczynał znowu kukać. Ten dźwięk, jakoś dziwnie nienaturalny (choć przecież ptasi), natrętny i równy brzmiał złowróżbnie. Jakby coś wywoływał. Przypomniały mi się nagle dawno temu gdzieś przeczytane opowieści z mitologii starożytnych plemion germańskich, które kukułkę uważały za ptaka nocy. Dopiero teraz zrozumiałem tę wzmiankę. Tak, wzmiankę w antycznej kronice, zapisaną ręką wieki temu umarłego człowieka – ale nie żywą kukułkę.
Rano pan kukułek jak zwykle okupywał swoje poprzednie posterunki, hen, gdzieś daleko na wysokich drzewach. Nie wiem o co mu chodziło. Na pewno miał na widoku tylko swoje kukułcze sprawy. Ciekaw jestem czy w przyszłym roku znowu się pojawi?


Część druga co pod spód trafić miała

PS 1  Kukułkę dobrze słychać, ale słabo widać. Dlatego mało wiemy o tym, co robi poza tym pasożytniczym podrzucaniem swoich jajek. Tymczasem jest ona bardzo skutecznym owadożercą. W krajobrazie rolniczym spełnia więc funkcję nie tylko akustycznego ozdobnika. Chętnie zjada wielkie włochate gąsienice, które inne ptaki (poza szpakami) raczej omijają z daleka. Polecam znakomity zestaw tekstów i filmów na portalu przyrodniczym BBC. Zaszokowała mnie wręcz scena, kiedy kukułka bardzo wprawnie wytrząsa (podobno trującą) zawartość  wielkiej gąsienicy, a następnie łyka ją łapczywie. Ten szeroko otwarty dziób kukułki nie służy więc tylko do wybierania jajka (by je zaraz szybko zastąpić swoim, zniesionym w pośpiechu) z anektowanego gniazda. Popatrzmy więc na kukułkę jak na naszego sprzymierzeńca (ile kilogramów owadów musi zjeść aby wykarmić siebie, sporego ptaka i wyprodukować serię jajek, no i kukać tak zażarcie?) a przede wszystkim jako na gatunek wskaźnikowy – nie utrzyma się w ubogim biotopie.
PS 2 A tak z zupełnie innej beczki.  Czy ktoś wie co oznacza przydomek Generał Kukułka? Pierwsze wiosenne kukanie było sygnałem dla więźniów łagrów syberyjskich, że oto zaczyna się pora podczas której można już planować ucieczki. Mało komu się to udawało, pokonanie drutów to był tylko pierwszy, w sumie  najłatwiejszy krok, choć wartownicy  nigdy nie patyczkowali się z zekami. Komenda „Ani kroku w lewo w prawo poza kolumnę bo kula w łeb!” nie był czczą pogróżką. Jeszcze bardziej nieliczni przeżywali ucieczki – ginęli od strzałów eskorty lub wielodniowej pogoni, a przede wszystkim  z głodu (nieraz dopuszczali się kanibalizmu wobec słabszych uczestników), z wyczerpania, byli zabijani przez tubylców (dla nagrody) i dzikie zwierzęta. Klimat i przestrzenie Syberii był najlepszym murem więziennym. Ale kukułka dawała NADZIEJĘ. I dlatego miała mir i słusznie uzyskała tytuł Generała. Czapki z głów przed kukułką! 

Część trzecia co w środek tekstu trafić miała

PS 3 Przecież nic w przyrodzie nie ginie...? Zastanawiałem się dlaczego kukułka nie zjada (a przecież mogłaby) tego jajka, które zastępuje swoim własnym – tylko je wyrzuca. Taka strata pożywnego jedzenia w okresie, kiedy liczy się każdy kęs.  Może chodzi  o stworzenie wrażenia, że nic się nie stało w gnieździe? Zbite skorupki to jaskrawy, „niezbity”dowód, że nastąpiła katastrofa. Kukułka jest ubarwiona jak ptak drapieżny (te paski na piersi jak u krogulca lub jastrzębia, żółta tęczówka oka, sylwetka itd. - sam się też nabrałem). Angielscy ornitolodzy twierdzą, że właśnie to wyraźne podobieństwo do drapoli powoduje, że mniejsze ptaki - gospodarze gniazd, nie atakują jej podczas krótkiej wizyty. A kiedy wracają i stwierdzają z ulgą, że „nic się nie stało” pomimo najazdu drapieżcy szybko wracają do wysiadywania. Sprytna strategia, taka wojna psychologiczna oparta nie na sile i przemocy, lecz na podstawowych instynktach – przede wszystkim macierzyńskim i mocno zakodowanym strachu wobec często spotykanych wrogów.

Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Szaraniec.

Komentarze (35)

Dodaj komentarz
  • sukienka_w_kropki

    Świetny artykuł, przeczytałam go z zapartym tchem! Choć ja lubię kukułkę zwłaszcza wtedy, kiedy mnie "okuka" z pieniędzmi w kieszeni... Wierzę w ten przesąd, bo zawsze mi się sprawdza ta kukułcza wróżba.

  • mark1322

    nie syberyjskich łagrów, ale jeszcze carskich kolonii - nie tylko autor czytał Szklarskiego i "Tajemniczą wyprawę Tomka", bo cytat o "generale" jest dosłownie stamtąd wydarty.

  • ooievaar

    Pieknie napisane. Juz wspominalam juz kiedys o tym, ze widzialam kukulcze piskle w gniazdku pliszki siwej. Ten widok pozostal do dzisiaj w mojej pamieci, bo jakze zapomniec to jaskrawo pomaranczowe gardlo. Ja rozumiem, ze to jest walka o przetrwanie, ale mimo wszystko, mozliwe ze jako kobiecie, jest mi zal mniejszych ptasich braci.
    Powrotu do zdrowia Marku :-)

  • slonecznik.6

    We mnie kukułka też sprzeczne uczucia budzi,no bo jak tak można...;))Ja z ludzkiego punktu widzenia ją oceniam...;)Oczywiście świetny artykuł,ale co do kukułki to zła jestem na nią i już;D
    Pozdrawiam serdecznie!

  • oksyd74

    Panie Arku, czapki z głów! świetna, ciekawa historia, opowiedziana bardzo malowniczym językiem:) Mareczku, promuj dalej pana Arka, z przyjemnością się Go czyta:)

  • makroman

    Z własnych obserwacji - nie wiem czy potwierdzą to bardziej doświadczeni obserwatorzy ptaków, ale zaobserwowałem iż w niektóre wiosny w okolicach mojej pracy (bardzo "ptaśne" tereny) nawet cztery głosy kukułek na zbliżonym obszarze, a następnego roku już żadnego - potem znów jeden, następnego roku dwa i znów przerwa - tak jak by kukułki przenosiły się ze swoim pasożytnictwem lęgowym w coraz to inne miejsca - może chodzi o "niezrażanie" do siebie innych gatunków, lub o ... ochronę populacji żywicieli?

  • krogulec14

    Sukienko w kropki
    Też rokrocznie uważam by żadna "szelma" mnie ni... okukała! ;-))

  • krogulec14

    Mark
    Pozwolę sobie odpowiedzieć maile Arka:
    "1 - cytat nie jest wydarty z "Tajemniczej wyprawy Tomka" Alfreda Szklarskiego (choć znam całą serię na pamięć, pomimo że czytałem ją 40 lat temu) bo w tej książce dla młodzieży np nie ma mowy o kanibalizmie uciekinierów, często przygotowywanym z góry i świadomie (kryminaliści brali ze sobą "konserwę" - politycznego, który naiwniak nie wiedział o co chodzi). O tych realiach pisali Sołżenicyn i Herling Grudziński, i wielu innych Rosjan i Polaków - cała grupa jak Wiktor Szałamow, Sztilmark ( w obozie napisał "Spadkobiercę z Kalkuty"), a jest też sporo relacji w pamiętnikach Polaków - tych, którzy ocaleli dzięki armii Andersa, że nie wspomnę o hollywoodzko przetworzonej wersji takiej ucieczki w której zgarał Colin Farrell (ale pierwowzór to osobna historia)

    2 - Szklarski choć niby pisał o czasach carskich w "Tajemniczej wyprawie Tomka" to jest rzeczą oczywistą, że w ten sposób zakamuflował prawdę znacznie znacznie młodszą czyli z Rosji rządzonej przez Stalina. Łagrów tak okrutnie pilnowanych (i tak masowych jak w Rosji Lenina i zwłaszcza Stalina) za czasów carskich nie było. Katorga i praca w carskich kopalniach była ciężka (zakuwano w kajdany nie wszystkich), ale nawet w części nie przypominała na przykład budowy Kanału Biełomorskiego w wieloma milionami ofiar, czy też wykańczania tych wszystkich rosyjskich jeńców, którzy trafili do niewoli niemieckiej w czasie II wojny światowej a potem zostali skazani na śmierć przez Stalina - i te wyrok często wykonywano w łagrach."

  • krogulec14

    Maju
    Pewnie, że pliszkowych maleństw żal...
    Już drugi tydzień się rehabilituję :-)

  • krogulec14

    Słoneczniku
    Ale i tak warto było ptaka poznać bliżej :-)

  • krogulec14

    Ewa
    Staram się ściągnąć Arka na Zlot do Słońska! :-)

  • krogulec14

    Makroman
    A może wpływ na to miała lokalna populacja? Zwykle kukułki mają swoje terytoria...

  • krogulec14

    Mark
    Tu masz jeszcze rozwinięcie myśli od Arka:
    "carskie kolonie? to była idylla w porównaniu z sowieckimi łagrami - na takim zesłaniu przebywał min Józef Piłsudski, także tacy ludzie jak Benedykt Dybowski, czy inny badacz Syberii - Jan Czerski. Po kilku latach dozoru mieli znacznie złągodzony reżim - mogli pracować, polować, normalnie żyć tylko w surowych dość warunkach. Za czasów Stalina żaden by nie przeżył roku- dwóch. Czytałem też pamiętniki polskich zesłańców, któzy trafili na Sybir po powstaniu styczniowym - wielu z nich wracało do kraju, wielu zostawało, zakłądało rodziny, robili kariery, zbijali majątki. Środowisko polskie w Rosji carskiej było duże ,mocno ustosunkowane w najwyższych elitach i na dworze carskim , bogate , ale oczywiście tylko po części składające się z zesłańców - choć niewygodnie o tym mówić. Z nich rekrutował się inżynier Kierbedź twórca mostu w Warszawie, sam Witkacy przed rewolucją służył w elitarnym carskim pułku a wejście "załatwiła" ciocia , mocno ustawiona w Petersburgu. A kolonia polska w Baku? A kolonia polska obsługująca część kolei transsyberyjskiej, przy granicy z Chinami ? Polecam też "Szu-hai Leśne Morze" , "Wzgórze Błękitnego Sn" "Zostało z uczty bogów" Igora Newerly. "

  • slonecznik.6

    Pisałam w formie żartu ,oczywiście.Jestem bezradna wobec kukułczych zwyczajów,więc muszę zaakceptować,że tak akurat sobie radzi z utrzymaniem gatunku,nieboga ;))
    Pozdrawiam jeszcze raz,a że podobno coś Cię dopadło-zdrówka życzę!

  • krogulec14

    Dzięki :-)

  • oksyd74

    no i super! :)

  • mark1322

    Krogulcu
    więc służę uprzejmie:
    "- Niczego sobie osiłek - przyznał bosman. - O jakim to generale kukułce wspomniałeś pan temu gagatkowi? Czyżby to było umówione hasło?
    - Skądże znowu, otóż bradiagi uciekają z więzienia na wiosnę, gdy w tajdze można znaleźć jadalne korzonki i jagody. Przylot z południa kukułek jest niezawodnym znakiem nastania tak upragnionej pory roku, toteż generałem swoim zwą ptaka, którego głos staje się ogólnym sygnałem do ucieczki.
    Zaś "szag w lewo, szag w prawo - popytka k biegstwu" to już wynalazek póżniejszych czasów. Kanibalizm więźniów-też prawda ale zdaje się Czechow w "Sachalinie" coś o tym wspominał. Co zaś autor miał na myśli pisząc o czasach carskich - nie dowiemy się niestety, tak a propos, wiesz że Szklarski był posądzany o kolaborację z Niemcami za to tylko, że jeden raz zdarzyło mu się napisać całkowicie neutralny artykuł do "Nowego Kuriera Warszawskiego?

  • mark1322

    "Szu-hai" oczywiście też czytałem, choć bardzo dawno. O Czerskim i Dybowskim też wiem:) Szałamowa i innych miałem na studiach. Piłsudski był tam ledwo pięc lat - co innego jego brat, Bronisław, znany badacz folkloru sachalińskich Ajnów, którego w Polsce mało kto zna. Zachwytu nad SoŁŻEnicynem nie podzielam, ale nie mieszajmy niewinnej kukułki do polityki.

  • krogulec14

    Ewo
    28.04.2012 :-)

  • krogulec14

    Mark
    Nic tak nie ożywia bloga jak rzeczowa dyskusja :-)

  • mark1322

    Krogulcu
    Trafiliście z panem Arkiem na rzadki okaz oczytanego rusofila, ze skończoną w ZSRR filologią rosyjską i to w najciekawszym okresie 1984-89, a więc zmianę warty Andropow-Czernienko-Gorbaczow widziałem na żywo, a razem z nimi zmieniał się program nauczania, właśnie na zwartym i piątym roku wprowadzono Szałamowa, Płatonowa i resztę:)

  • grazka-1

    Ale uczta :-) Tekst ciekawy i dyskusja miła dla czytelnika. Jak by nie było - posłuchać kukułki zawsze miło , szczególnie na łonie natury z motyką lub grabiami i oderwać się na chwilę od pracy

  • sad.a.5

    Mark, to fascynujace, jesli chodzi o kukulki, bo ja po skonczonej filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim i pracy w dziale literackim teatru, mialam w 1986 roku rewizje w mieszkaniu na Zoliborzu, przesluchanie w Palacu Mostowskich, areszt, wyrok 8 miesiecy wiezienia w zawieszeniu na 5 lat i zakaz przekraczania granicy kraju, z pracy w teatrze usunieto mnie natychmiast, z tak zwanym "wilczym biletem", wiec poznalam lietarature z drugiego obiegu, a takze naziemnego, poza podziemnym; do Rosji , w przeciwienstwie do Ciebie, nie dotarlam.

  • krogulec14

    Mark
    Sad
    Zaskoczyliście mnie swoimi komentarzami :-) I pomyśleć w jakimś stopniu przyczyniła się do tego... kukułka ;-)

  • krogulec14

    Grażka
    Mających coś do powiedzenia miło posłuchać :-)

  • krogulec14

    Mark
    Jest odpowiedź Arka:
    "1 - dzięki za cytat z Tomka bo dzięki temu widać wyraźnie, że to co napisałem nie było "wydarte" ze Szklarskego; czytałem go ponad 45 lat temu, bardzo dobrze pamiętam (także przejmujący opis powstania Polaków w Irkucku oraz ich egzekucji) ale o generale kukułce "stoi" w paru jeszcze innych źródłach
    2 - zazdroszczę możliwości oglądania USSR w tych czasach kiedy działa się Historia - ale ja też widziałem to i owo, zachowałem kamienie z podstawy burzonego pomnika Dzierżyńskiego w Warszawie
    3 - Sołżenicyna wymieniłem jako jednego z autorów - gdzie niby wyrażałem "zachwyt"?
    3 - "Sachalin" czytałem ale wzmianki o kanibalizmie tam nie ma , ja w każdym razie nie pamiętam, czy można prosić o cytat?
    4 - wiem o "kolaboracji" Szklarskiego - tych tekstów było więcej niż jeden, ale oskarżenie było moim zdaniem przesadne choć niby formalnie częściowo uzasadnione ( podobnie jak powojenne ostre a niesprawiedliwe traktowanie niektórych aktorów, w tym Dymszy i Węgrzyna za grę w jawnych teatrach warszawskich - po latach Andrzej Łapicki łagodnie podważył te katońskie wyroki, ale wielu aktorów za tego rodzaju "kolaborację" - choć przecież nie brali udziału w hitlerowskiej propagandzie - mogło na mocy wyroków Sądu Koleżeńskiego ZASP grać tylko poza W-wą )
    5 - Józef Piłsudski na Wschodzie to BRAT TEGO Bronisława Piłsudskiego - zresztą czytałem w jednym z pamiętników z epoki, że kiedy Bronisław ( "w śmiesznym ubraniu uszytym z kraciastego koca") odwiedził Polskę był bardzo zdziwiony karierą Ziuka : )"

  • sad.a.5

    Krogulcu, temat dyskusji przeniosl sie, jak widac, z kukulki na literature.

  • lidka1810

    zdolna aktorka ;) odpowiedni strój makijaż i proszę okazuje się, ze wszyscy nabierają się na "drapieżnika" - chyba nie jesteś Marku jedynym, który ma wyrzuty sumienia po kukułczych działaniach, a nią samą :) pozdrawiam :)))

  • krogulec14

    Sad
    Przyznaję, że takie zwroty bardzo mi się podobają :-)

  • krogulec14

    Lidka
    Tym swoistym kamuflażem kukułka początkowo i mnie nabierała na drapolka ;-)

  • mark1322

    Sam napisałem , że Bronisław to brat Józefa, dlaczego więc p. Arek uświadamia mnie o tym i to jeszcze jak dzieciaka tłustym drukiem? Józef spędził na Syberii pięć lat, a Bronisław piętnaście, więc chyba trochę więcej wiedział na jej temat. Ale jak zauważyłem, w Polsce mało kto wie , że Józef Piłsudski w ogóle miał brata, a co dopiero czym ten brat się zajmował.

  • asprocolia

    Ja jednak o kukułce....
    Ten wpis przwołał moje wspomnienie z dzieciństwa,
    miałam okazję zobaczyć takie pisklę, pamiętam ogromne zdziwienie
    jego wielkością, było jakieś takie rozlewające się w małym gniazdku
    i miało nieustannie rozwarty dziób, podobnie jak p. Arek byłam zła
    na mamę kukułkę, było mi żal tych nowych rodziców, ale niestety
    prawa natury są takie a nie inne, samo kukanie bardzo lubię :)

  • akasza2

    Bardzo ciekawy wpis. Zawsze coś nowego, nawet o więźniach na Syberii..

  • krogulec14

    Colio
    Mam ten fart, że młodej kukułki nie widziałem.
    Pewnie daleki wówczas bym był od zachwytu...
    Kukanie mnie również się podoba :-)

  • krogulec14

    Akaszo
    Cieszę się, że żywot kukułki Ci się podobał :-)

Dodaj komentarz

© Plamka Mazurka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci