Plamka Mazurka

ptasie sprawy

1

  • niedziela, 18 listopada 2018
    • Dwie sroki za ogon

      Zostały mi jeszcze do opracowania dwa miesiące. Mało i dużo. Może uporam się z tym w ciągu dwóch dni, a może w tydzień. Na korekty nie ma sposobu. Raz idą mi błyskawicznie, a kiedy indziej jak krew z nosa. Żeby dwóch srok za ogon nie łapać, postanowiłem na krótko zawiesić blog. Na dwa dni, a może na dwa tygodnie. Może dzięki temu pierwsze książki wylądują pod choinki?

      Skoro wspomniałem o srokach, to muszę powiedzieć, że odczuwam przyjaźń po piórze (choć obydwaj piszemy na klawiaturze) ze strony Staszka Łubieńskiego. Bardzo mnie to cieszy, bo Jego "Dwanaście srok za ogon" cenię wysoko a ich Autora szanuję.
      Niedługo koniec korekt. Pewnie stąd ogarniają mnie coraz większe wątpliwości. Czy sprostam wymaganiom czytelników? Czy nie zawiodę?
      Dostaję też dużo ciepłych słów, co w tej chwili jest dla mnie bardzo ważne. Bez nich byłoby mi teraz dużo gorzej.
       
       Rp88wSVamfRHhBx14oA8jnUXt8ZS4dmf5DYmaSot
       
      Sroka, fot. Hanna Żelichowska

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krogulec14
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2018 10:56
  • wtorek, 13 listopada 2018
    • Co w październiku robią pójdźki?

      Teraz zaiwaniamy w trójkę. Ja męczę się nad korektą, Piotr tak samo. Ale On, jako wydawca, ma jeszcze więcej na głowie. Czuwa nad całością związaną z "Kalendarzem ptaków". Trzecią osobą zasuwającą nad książką jest ornitolog. Kto? Moja cicha na razie tajemnica. Mam nadzieję, że za jakiś czas z ornitologiem, karmiąc nadbiebrzańskie komary, kilka zgrzewek Żubra, albo Żywca, wysuszymy.

      Piotr nawet w trakcie korekt dba żeby wcisnąć sporą wiadomości na temat z biologii ptaków. Ja się bronię przed tym z kilku powodów. Raz, że książek tego typu ostatnio kilka powstało. Dwa, no cóż, orłem w tym zagadnieniu nie jestem i pewnie tu najszybciej popełnię błąd. Na szczęście panuje nad tym ornitolog. Ten, z którym chcę napić się piwa na literkę "Ż".
      Piotr ma rację chcąc wymuszając rozbudowanie książki. "Kalendarz ptaków" na tym wiele zyskuje. Czasami zachodzą przy tym ciekawe rzeczy. 
      Pod jedną z dat rozwijam wątek związany z zabobonem dotyczącym pójdziek. Pójdźki, wiadomo, zafascynowały mnie i trochę je preferuję w tekstach. "Marku, a co pójdźki robią w październiku?" - Dopytuje mój wydawca. Osobiście uważam, że pójdźki hulają po skończonych lęgach i pilnują swoich rewirów. No bo chyba jednak nie koczują. 
      Nie mam pewności, błędu za Chiny Ludowe popełnić nie chcę, więc pytam przez Messengera swojego prezesa SOS. Odpowiedź wnosi pewne poprawki do mojego domysłu:
      "To zależy które. Młode ptaki (znaczy pójdźki) koczują i już szukają powoli swojego miejsca, choć często jeszcze siedzą w pobliżu rewirów rodziców. Dorosłe pilnują swojego rewiru i na nowo oznaczają głosem rewiry".
      Czyli tu i ówdzie w kraju rozlega się miłe uchu "pójdź w dołek pod kościołek" ;-) 
      A rozwinięcie zabobonu związanego z pójdźkami poznamy oczywiście w "Kalendarzu ptaków"
       
       46152833_1969164056470005_4031193245315760128_n
       
      Pójdźka, fot. Zbigniew Miszon

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Co w październiku robią pójdźki?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krogulec14
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 listopada 2018 14:44
  • niedziela, 11 listopada 2018
  • piątek, 09 listopada 2018
    • Zimorodek czeka na szczęściarza

      Na ten dzień czekałem dość długo. Jednym z moich cichych marzeń było pisanie artykułów. Chociażby do jakiejś lokalnej gazety, ale zawsze artykułu. Marzenia podobno są po to żeby je realizować. Nawet jak ma się tyle lat co ja, a wydają się być bardzo odległe.

      Kochani, w ostatnim numerze kwartalnika "Newsweek Slow" pojawił się mój artykuł zatytułowany "Zimorodek czeka na szczęściarza". Mojego autorstwa. Bardzo dużo, w realizacji tego marzenia, pomógł mi autor znakomitych "Dwunastu srok za ogon", Staszek Łubieński. Sprawił mi wiele radości swoim pięknym gestem. Takie coś pamięta się i to bardzo długo. Bardzo pomocną w pisaniu była też pani Iwona Zabielska, autorka tegoż "Newsweeka Slow". Jej cierpliwość do mojej tremy i pomoc ("panie Marku, jak pan napisze co pan powiedział, to będzie bardzo dobrze" - i mój blady strach, no bo co ja powiedziałem?!) doprowadziła do artykułu, do którego zapraszam. 
      "Zimorodka czekającego na szczęściarza" zdobią zdjęcia moich znajomych. Skoro ja dostałem od Staszka okazję zaprezentowania swojego pisania szerszej publiczności, pomyślałem, że i ja powinienem pamiętać o innych.
      Sądzę, że sympatycy "Plamki mazurka" z artykułu będą zadowoleni. Tym bardziej iż będzie czeka na nich w artykule myślę, że wielka niespodzianka.
      Mam cichą nadzieję na następne artykuły. No pomysłów mi oczywiście nie brakuje. Następny mówiłby o końcówce zimy i o wiosennych przelotach. A póki co to czekam na egzemplarz autorski. Dlatego zdjęcia są autorstwa Magdaleny Lenart (przepraszam za barbarzyńskie wycięcie fragmentu z ciekawego kolażu) i Zbyszka Miszona.

       IMG20181107WA0002

      45678101_1963725233680554_2884439683113156608_n

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Zimorodek czeka na szczęściarza”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krogulec14
      Czas publikacji:
      piątek, 09 listopada 2018 06:31
  • poniedziałek, 05 listopada 2018
    • Apetyt na włoskie orzechy

      Dawno, kiedy zamiast ptaków wolałem oglądać mecze piłki nożnej, zastanawiało mnie głośne trzaskanie rozlegające się na dachu. Po jakimś czasie zauważyłem, że trzaski wydawane są przez orzechy włoskie celowo upuszczane na dach przez wrony. Jakieś wrażenie wyczyn ten na mnie zrobił, ale i tak bardziej fascynował mnie sprzedajny świat futbolu. Fakt, że wrony sprytnie wykorzystują światła uliczne do rozłupywania orzechów miał do mnie dotrzeć znacznie później.

      Jakkolwiek od początku XXI wieku wrona siwa zaliczyła pewien spadek liczebności (szacuje się jej populację na 57 - 77 tysięcy par lęgowych), to zaryzykuję stwierdzenie, że stała się obecnie bardziej widoczna. Gatunek ten jest teraz w trakcie opuszczania tradycyjnego krajobrazu rolniczego (z wyjątkiem dolin rzek). Za to coraz liczniejszy staje się w miastach. Prawdopodobnie jakiś wpływ na to mają przekształcenia (intensyfikacja) w rolnictwie, a także presja znacznie silniejszego kruka.
      Wronami zainteresował się też Fred. Rozmawiając kiedyś przez telefon komórkowy zauważyłem, że pies przyglądał się wronie zrzucającej z góry na asfalt orzecha. Widok nawet był ciekawy. Wrona wzbijała się do góry, zrzucała orzech, zlatywała po niego na dół. Znowu się wzbijała i powtarzała te czynności do skutku. Innym razem ostro ruszył w kierunku jednej z wron, no ale smycz zakończona szelkami ograniczyła jego szarżę. Wrona odleciała kilka metrów od pyska Freda. Zapewne w jej oczach tkwiło pytanie: "no i co teraz mi zrobisz"? Ostatnio czasem wronie kota pogoni. Pewnie bardziej dla formy, ale bez większej nadziei, że taką złapie.
      Chyba zdaje sobie sprawa, że nie przed ptasim móżdżkiem stoi, ale przed jakąś cwaną formą życia.
       
       45425599_2657764664449845_2671371917541244928_n
       
      Wrona siwa, fot Hanna Żelichowska Ptaki na Stokłosach

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Apetyt na włoskie orzechy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      krogulec14
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 listopada 2018 13:18

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny